Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Herbaciarnia "Five o'clock"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Czw 23 Wrz 2010, 00:23

Pchnęła drzwi. Stukot bucików rozniósł się po pomieszczeniu. Wraz z odrobiną orzeźwiającego chłodnego wiatru Lucrecia niczym promyczek wtargnęła do środka. Zamknęła za sobą drzwi rozglądając się jednocześnie po herbaciarni. Bystre niebieskie oczęta zgrabnie, dyskretnie zlustrowały gości. Delikatne dłonie odziane w krótkie ciemnoniebieskie rękawiczki z białym motywem pnączy ciągnących się bokiem, od kciuka, kolejno oplatających nadgarstek, puściły klamkę. Kobieta bardzo wolnym krokiem ruszyła przed siebie, dalej z największą na jaką stać ja było dyskrecję przyglądała się przybyłym. Błękitny gorset, którego kolor w miarę przybliżania się do kształtnych, ponętnych bioder ciemniał, ładnie opinał jej ciało, niewielkie białe kwiatuszki u samej góry, zwracały uwagę na kształtne piersi, jednakże na tyle taktownie i smacznie, że nie sposób było tego uznać za wulgarny czy nieprzyzwoity zwłaszcza u młodej damy. Szeroki dół składający się z dwóch części zewnętrznej, delikatnie marszczonej, w kolorze wieczornego nieba ładnie ciągnął postanowienia kolorystyczne gorsetu. Niczym niemrawo rozchylone zasłony pozwalał przedrzeć się na świat kawałkowi niemal białego materiału, mocno kontrastującego z ciężkimi kolorami sukni. Butki specjalnie stworzone do tej kreacji, posiadały identyczny deseń, jak rękawiczki.
Lucrecia rzadko pojawiała się w tej sukni, co było wina jedynie jej dziecinnego kaprysu, a szkoda ponieważ wyglądała w niej oszałamiająco. Włosy delikatnie upięła w koczek pozwalając opadać niektórym kosmykom na policzki czy delikatną szyję. Dekolt ozdabiał ciemny wisior. Czarny kamień z niebieskimi refleksami, ładnie wkomponowany w metaliczną różę zawsze przyciągał wzrok. Było to małe arcydzieło, mężczyzny, którego Lucrecia wprost wielbiła za jakiego kunsztownie wykonane prace i niejednokrotnie zwracała się o wykonanie ozdoby do stroju.
Ktoś mógłby zakwestionować przyzwoitość panienki, która nie nosi żałoby po śmierci swego męża, jednakże Walles uważała, że nie może kryć swych wdzięków bądź ukazywać ich jedynie w mrocznych kolorach. Świat niewątpliwie ucierpiałby na tym, a i żałoba nie może trwać wszak całe życie.
Wzrok jej zatrzymał się na osobie z wyglądu niepozornej, wątłej i budzące u niej pewnego rodzaju współczucie pomieszane z radością. Z łatwością można by pomylić go z kobietą, jednakże...
Jednakże Lucrecia w sprawach damsko męskich miała na tyle duże doświadczenie, a z mężczyznami, bądź jak w tym wypadku chłopcami pokusiłaby się o stwierdzenie, utrzymywała dość bliskie kontakty, z pewną dozą nieśmiałości rozpoznała w nim przedstawiciela tej bardziej brutalnej (och, jak ironicznie to brzmi w tej chwili) płci. Uśmiechnęła się do siebie.
Ostatni była nadzwyczaj znudzona. Przyjaciółki nie były tak zabawne jak dawniej, amanci nie wywoływali większego niż zazwyczaj dreszczu... Była to sytuacja dość regularnie powtarzająca się. Co jakiś czas, po prostu popadała w czyste znudzenie swoim dotychczasowym życiem... Broń Panie, by kiedykolwiek stwierdziła, że go nie lubi... Po prostu potrzebowała małej odmiany.
A jak powszechnie wiadomo kobieta stworzeniem jest przewrotnym i nieobliczalnym. Powstrzymała się od przejechania językiem po krwistoczerwonych wargach. Grzecznie zamówiła herbatę, po czym skierowała się do stolika młodzieńca.
Odsunęła cichutko krzesło i bez słowa usiadła na przeciwko. Ponownie otaksowała do wzrokiem. Oparła łokieć na drewnianym blacie dłonią dotykając gładkiego policzka. Na jej uroczej buzi pojawił się figlarny uśmiech.
Czekając, aż podadzą jej herbatę postanowiła zapoznać się z tym chodzącym zjawiskiem.
-Nie jesteś kobietą, prawda?
Zapytała z tą samą szczerością w oczach, jaką zwykła mieć gdy w porywach serca opiewa piękno przyrody, gdy zachwycona pochyla się nad drobnym upominkiem od adoratora, jak wtedy gdy absolutnie szczęśliwa pragnie ogłosić to światu.
Głos miała wdzięczny i bardzo miły dla ucha. Brzmiała w nim nuta pewności siebie, dumy i braku pokory, jakiej trudno szukać u młodych panien puszczonych samopas w świat.

Powrót do góry Go down
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Czw 23 Wrz 2010, 18:46

Sekunda, za sekundą mijała przeobrażając się z poczwarki w barwne minuty. W tym czasie w głowie chłopaka, jeśli nie ująć tego bardziej trafnie w tym momencie, młodego artysty, gdyż w takich chwilach, dusza jego odrywała się od materialnego ciała i błądziła między światło-cieniami świata, odnajdując piękne, a zarazem kontrowersyjne w obecnych czasach obrazy, tworzyły się ciekawe pomysły i wizję, a ta urocza herbaciarnia powoli ożywała. Ludzie żywo lecz z wyszukaniem dyskutowali na przeróżne tematy, mężczyźni komplementowali damą, a samotnicy delektowali się swymi naparami, przygotowanymi z wielkim kunsztem. „Ponoć w krajach Dalekiego Wschodu parzenie herbaty jest sztuką” Przemyślenia i działanie wyobraźni w pustce sali (przynajmniej pozornej pustce, która stworzyła się na potrzeby Pierra i jego twórczości), przerwał z dawna oczekiwany kelner. Człowiek miły i sympatyczny, który zawsze w swej dobroci doradzi.
- Witam serdecznie w naszej herbaciarni, w czym mogę Panu służyć? – skłonił głowę kelner
- Bonjour Sieur* – z uśmiechem na twarzy z francuskim akcentem przywitał się dwudziestoletni panicz, który często w rozmowie mieszał z angielszyzną swój rodzimy język – Zapowiada się épouvantable et pluvieux** dzień i by pocieszyć swe niezadowolone samopoczucie bliską przyszłością zechciałem pobudzić swe podniebienie waszymi délicieux*** produktami. Czy mógłby Sieur coś doradzić? O mocnym pobudzającym smaku lecz nie nazbyt mocnym jak czerń liści indyjskich. Wolałbym coś orzeźwiającego, pobudzającego.
- Cóż, sądzę że mogę zaproponować, sprowadzaną z Japonii herbatę zieloną zwaną Sencha. Jest mocna lecz wykwintna.
- Dobrze więc. Je demander.**** Poprosiłbym także moją ulubioną Tartę z owocami.
- Dziękuję, zaraz przyniesiemy.
Znów przyszedł czas czekania. Młodzieniec jednak skupił się na otaczającym go świecie przedmiotów martwych, nadzwyczaj dynamicznie gestykulujących i poruszających się- to jest ludzi. Do środka weszła jakaś niewiasta i zaczęła dyskutować z kelnerem. Tym samym, który parę minut później przyniósł mu zamówienie. Pięknie pachnący napar z zielonych liście, nadając złocistą barwę wodzie, pobudzający jedynie wonią zmysły oraz przepyszny kawałek ciasta nadziewanego jabłkami. Pierre lubił ten owoc w smaku, jednak kojarzył mu się zbyt symetrycznie, elegancko czerwieniące się gdy ludzkie spojrzenia na nie padają i symbolizujące grzech pierworodny. Dlaczego właśnie jabłko mogło szczycić się tak wielką renomą zakazanego w raju? Równie dobrze mogła być to figa czy pomarańcza, a tą drugą uwielbia, gdy delikatnie kwaskowato smakuje, w swych księżycowych kształtach, trzymanych w dłoni.
Następna ciekawa osoba weszła do herbaciarni. O wiele bardziej interesująca. Niezbyt dyskretnie, dość niekulturalnie i zuchwale zerkał co jakiś czas na kobietę, młodą i urodziwą damę. Piękna w swym ciele. Pięknie odziana. Tak finezyjnego ubioru dawno nie widział. Doskonale wykonane ręką mistrza. Właśnie teraz gdy jego fascynacją niezwykle ponętną przedstawicielką płci nadobnej upłynęło owe parę minut i sympatyczny kelner przyniósł owe (wyżej wspomniane) polecenie.
Zwrócono się do niego, gdy jego zainteresowanie skupiło się na złocistym płynie. Delikatny głos. Świergot najwybitniejszego z ptaków nie mógłby konkurować z tym brzmieniem jej strun. Czyżby była syreną i jej mowa jest grą harfy?
„Nie jesteś kobietą, prawda?” – cóż za fascynujące pytanie. Nigdy nie słyszał owego chodź za pewne wielu ludzi zastanawiało się nad jego płcią.
- A Ty nie jesteś cudnym aniołem śmierci, który przybył zabrać mnie do arkadii, nieprawdaż?- dla kobiety, która nie znała tego młodzieńca z pewnością mogło zabrzmieć to dość groteskowo. Porównanie do anioła śmieci. Postaci przedstawianej jako mroczna i zła, przychodząca po grzeszników i osoby, których czas nastał. Samo imię jego, Samael, jest symbolem niezbyt przyzwoitym by porównywać je do białogłowy, znaczy Jad Boga. Jednak dla niego porównanie kogoś do tejże barwnej i kontrowersyjnej postaci biblijnej, powszechnie wspominanej, jako samą Śmierć, oznaczało wywyższenie ponieważ dla niego zgon jest równy wspaniałemu uczuciu i możliwości wyrwania się ze szponów życia.
- Witam madame serdecznie. Jestem Pierre Louis de Croy – uśmiechnął się, wstawiając i wykonał jakże elegancki ukłon jak na dżentelmena przystało.

*Bonjour sieu- dzień dobry panu
** épouvantable et pluvieux – okropny i deszczowy
*** Délicieux – wyborny
**** Je demander.- poproszę
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Pią 24 Wrz 2010, 19:48

Gdyby Lucrecia, nie była Lucrecią, a inną mocniej stąpająca po ziemi panienką, o mniejszym niż ona poczuciu własnej wartości z pewnością, mogłaby niezbyt chwalebnie zinterpretować słowa młodzika. Niemniej była to panna, która przy odrobinie dobrej woli wszystko przeobrażała w komplementy względem jej osoby. Mile łechtało to typową dla przedstawicielek wyższej klasy płci pięknej - próżność.
Swoimi rozważaniami skupiła się więc bardziej na przyrównaniu jej osoby do anioła, tak boskiej i eterycznej istoty, niż na dogłębnych oględzin roli śmierci w tym porównaniu. Jednakże nie wypada pominąć milczeniem kilku szybkich myśli które przebiegły prze jej słodką główkę, a z których to wynika że śmierć, jak straszna i okrutna by się nie wydawała, to ma jednak w sobie coś wzniosłego. Coś na tyle majestatycznego, że Lucrecia była bardzo kontent.
Nie, nie. W żadnym wypadku nie jest sprawiedliwym nazwaniem panienki Walles pustą bądź głupią. Zwyczajnie jej myśli biegły nieco innymi torami, kierowały się w dość specyficznym, jak na typową londyńską trzpiotkę, a jednocześnie całkiem zrozumiały jeśli wziąć pod uwagę jak rozpuszczonym dzieckiem była za młodu.
-Ach, nie sądzę bym mogła w jakikolwiek sposób się doń umywać, nie jestem także pewna czy komuś mogłabym chociaż dać przedsmak pobytu w krainie szczęśliwości, jednakże byłabym niezwykle rada gdyby chociaż jej cząstkę udało mi się komuś przybliżyć.
Odrzekał, a jej miękkie, krwiści czerwone usteczka wyginały się w psotny uśmiech. Jakimże było to kontrastem z jej słowami. Do przesady fałszywa skromność, była całkiem przemyślanym zabiegiem, nadającym jej nieco przekornej figlarności. Nie stosowała tego fortelu zbyt często... W towarzystwie lepiej było się nieco krygować, bo chociaż od czasu, do czasu pozwalała sobie na nie lada wybryki, częstsze łamanie ogólnie przyjętych konwencji w zachowaniu, mogłoby przynieść jej sporo niekorzyści.
Skinęła delikatnie głową, nie spuszczając chłopca z oczu. Była pod wrażeniem, jego manier, a także dość ciekawego usposobienia. Prawda nie mogła wnioskować o jego charakterze na podstawie kilku chwil, jakie przyszło jej z nim spędzić, jednakże wybił się odrobinkę w jej oczach, niebanalną odpowiedzią i nie wykazaniem żadnego oburzenia na jej tak, nietaktowną, jak musiała przyznać zaczepkę. Ech! Czasem byłoby to nie do pomyślenia, co z pewnością nadawało tamtym sytuacją nutkę nudnego, przewidywalnego tonu.
-Ach, jakże miło mi pana poznać! Moja godność Lucrecia Walles. - Zamilkła na chwilę. - Jest pan Francuzem czy tak? Czy był pan tam ostatnio? Miałam przyjemność zwiedzać Paryż, ale to było wieki temu! Ogromnie mi się podobał. Żal, że nie miałam okazji wybrać się tam znowu!
Potok dźwięcznych słówek zalał mężczyznę. Kobieta wydawała się nad wyraz rozentuzjazmowana,a delikatne wypieki na policzkach i lśniące oczęta pozwoliły sądzić, że jest w tej chwili całkiem szczera.
-Oj, proszę mi wybaczyć ten wybuch, ale jest to sprawa ogromnie mnie ciekawiąca, a w Londynie ostatnio nic specjalnie nie odgania od zwyczajnej nudy.
Powrót do góry Go down
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Pią 24 Wrz 2010, 23:28

Usiadłszy na krześle zaczął przysłuchiwać się nowopoznanej osobie, która oczarowała go swym wdziękiem. Ciągle zachwycał się jej urodą, rzec można byłoby, nieziemską, właśnie nadnaturalnie podobną do anioła śmierci, którego piękność była często kontrastem, przedstawianym w obrazach sławnych malarzy, z swą powinnością mroku. Odpowiedź młodej arystokratki jeszcze bardziej spodobała się przyszłemu demiurgowi. Zazwyczaj na takież porównania, tym bardziej płeć piękna, reaguje niezbyt pozytywnie, lecz Panna Lucrecia Walles szczerze go zaskoczyła.
Podniósł wychwytując każde słowo głosu pannicy dworskiego wychowania, porcelanową filiżankę ze swą herbatą i wpatrując się w powstające przy powierzchni płynu „cyklony” pary wzbijających się i niknących. Czyż świat nie zachwyca nas na każdym kroku? Nawet w tak drobnej lecz ekskluzywnej herbaciarni? Natrafić tutaj na tak wyrafinowaną osobę i poznać ją bliżej, i dyskutować.
- Pytaniem jest jak smakuje owy raj biblijny. Sądzę że mlekiem i miodem, i słodkością kobiecych ust – powiedział poważnie i po chwili zachichotał delikatnie. Przyłapał się na tym, że mogłoby to zabrzmieć jak typowe młodzieńcze awanse. Śmiech może wybawi go z tej opresji bo nie planował, aby nowo poznana dama, potraktowała go jak gołowąsa, który kręci się przy niej jedynie dla ciała i majątku, który w spadku dostanie po ojcu, którego życie chyli się ku końcowi. Bardziej widział w owej drobnej duszyczce kogoś interesującego i godnego dyskusji. Czyż nie byłoby wspaniale kiedyś zachować taki wdzięk na płótnie?
Przystawił delikatnie, jakby jedynie chciał musnąć ceramiczne naczynie, jak motyl skrzydłami muska powietrze, usta do filiżanki i zwilżył swe wargi. Nie wziął nawet łyka i odstawił z powrotem ją na stół. Uśmiechnął się delikatnie do kobiety, z którą prowadził dyskusję. Był to jeden z tych delikatnych, ekstrawaganckich wyrazów zainteresowania i czerpania z rozmowy przyjemności. Kąciki ust uniosły się. Pierre miał niezwykle zniewalający uśmiech. Jego pełne czereśniowe usta okalane radością były jak ukojenie na rany serca.
Znów zachichotał tym razem bardziej rozbawiony. Znów dość oczywiste pytanie. Czy jest Francuzem. Akcent bez zastrzeżeń, głos stworzony do tego języka, przechodził przez krtań pobudzając struny i rozbrzmiewając w angielskiej herbaciarni. Usposobienie młodego de Croya, było typowe dla Paryżanina. Sposób bycia i zachowania. Do tego błędy co jakiś czas w wymowie niektórych słów brytyjskich, które dla osób z kraju spod rózgi liktorskiej były trudne.
- Cóż za bystrość z Madame strony. Je viens de France et amour tout français, znaczy się jestem Francuzem i kocham wszystko co francuskie, a jednak świat jest tak stworzony, te wszystkie mechanizmy Dieu**, ruszające nim, jak w zegarku wskazówki, planety i losy ludzkie, że przyszło mi zamieszkać w Londynie i od jedenastu lat nie odwiedziłem swego prawdziwego ***Piaule. Przynajmniej ten, który uformował obecnego człowieka, siedzącego przed panią, rozmawiającego i lubującego się w sztuce. Zostałem wychowany w duchu Paryża nawet żyjąc w jednym z domów angielskich, aczkolwiek i Londyn posiada swe uroki. Brakuje mi tych kawiarni francuskich i uliczek romantycznych. Gdyby tylko ****monnaie sprzyjał. – powiedział trochę zasmucony, ale dalej trwając w pobudzeniu spowodowanym wspomnieniami. Tak żywo rozkwitły, jak czerwone maki na zielonej łące. Dopiero teraz wziął łyk swej herbaty. Była już letnia.
- Czy zna pani Francuzki? – nagle na zwilżone przez złoty płyn usta wyrwało się pytanie. Był ciekawy czy młoda arystokratka, a zdradzał jej status ubiór, zrozumiała zdanie, które wypowiedział w swym rodzimym języku, przed przetłumaczeniem.
- Czyżby w Londynie nic się nie działo? W tym mieście gdzie ciągle się życie kręci. Ludzie skrzętnie przenikają przez ulic tysiące bo śpieszą się na cuda niezliczone, które oferuje to miasto? Czyżby osoby Madame pokroju nie są rozchwytywane przez dobrodziejów by rozpromienić bale swym urokiem? A mężczyźni nie skradają się po bluszczu pnącym na wasze tarasy by chodź na moment spojrzały te oczy drogocenne na ich mizerne postawy w recytacji Szekspira?- zamilkł na chwilę by pełen powagi, chodź wielkiej ironii w swych słowach zacytować fragment Romea i Julii - Lecz choćby oczy jej były na niebie, a owe gwiazdy w oprawie jej oczu, blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy.

*Je viens de France et amour tout français – Jestem Francuzem i kocham wszystko co francuskie.
**Dieu- boga
*** Piaule- dom
****Monnaie- pieniądz
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Nie 26 Wrz 2010, 15:38

Lucrecia uśmiechnęła się wesoło. Wspomnienie kobiecych ust zabrzmiało niczym typowy sposób okazania swoich względów, jednakże.. .Z jakichś dziwnych powodów młoda kobieta natychmiast odrzuciła tę myśl. W jej oczach Pierre nie był kimś, kto mógłby pokazywać objawy jakiegokolwiek pożądania. Nieduży, młodzieniec o nazbyt kobiecej urodzie nie mógłby przecież, być osobą, która próbowałaby w jakikolwiek sposób flirtować z kimś takim jak panienka Walles. Wysuwając dalej idące wnioski, dziewczyna pokusiłaby się o stwierdzenie, że jej rozmówca nawet nie gustuje w płci pięknej. Odsunęła na moment tę myśl. Wszak to nie jego wina, że Bóg pokarał go kobiecą buzią i wątłą posturą. Niegrzecznie było od razu zakładać taką dewiację. Dewiację której prawda, Lucrecia nie potępiała, jak nie którzy, ale której zdecydowanie nie mogła zrozumieć.

-Pani proszę, herbata.
Nieduża filiżaneczka znalazła się przed kobietą. Ciemny brązowy napój intensywnie parował. Arystokratka skinieniem głowy podziękowała kelnerowi i pochyliła się delikatnie. Poczuła ciepło na policzkach, a wspaniały cynamonowy zapach wprawił ją w stan błogiego uniesienia. Uwielbiała tę herbatę. Mogła pić ją całymi dniami, a i tak za każdym razem pyszny smak rozluźniał jej ciało jednocześnie uwalniając tysiące emocji. Ach jak wspaniale było się nią delektować w domu, zimowymi wieczorami na wygodnym fotelu, grzejąc się jednocześnie przy płomieniach wesoło buszujących w kominku. Nie było pory roku, której Lucrecia by nie lubiła, zima była tą, która pomimo najmniejszej ilości zalet , potrafiła wprawić kobietę w zachwyt. Nazbyt miłych chwil wiązała z ta porą roku, by miała marudzić, że za zimno czy mokro.
Skierowała spojrzenie na chłopca. Odstąpiła na razie od próby skosztowania herbaty, niedobrze byłoby sparzyć arystokratyczny języczek na tak smacznym napoju.
Ach proszę mi wybaczyć. Znam jedynie kilka podstawowych słów, nic więcej. - Zarumieniła się delikatnie. Ach cóż za wstyd w świecie, że w świecie gdzie przeprawa z państwa do państwa nie jest już tak trudna, w świecie gdzie co rusz spotyka się przedstawiciela innej rasy, natłok informacji sprawia, że odległe kultury mieszają się ze sobą... On zna tylko angielski. Ileż musi tracić nie umiejąc porozumieć się z innym człowiekiem. Ile ciekawostek umyka jej uszom, gdyż ich zwyczajnie nie rozumie! Westchnęła i solennie sobie obiecała, że jak tylko znajdzie chwilkę czasu od razu zaczyna naukę obcego języka. nie może być, żeby panienka z dobrego domu nie potrafiła przeprowadzić, chociażby krótkiej rozmówki z zagranicznymi gośćmi Londynu. I to, że większość z nich zgrabnie posługuje się angielskim wcale do niej nie przemawiało.
-Ach! Mój Panie, oczywiście, że się dzieje. Bale, wystawy, znowu bale i zaproszenia na herbatkę. Nie mogę zaprzeczyć, uwielbiam to i z chęcią przystaje na większość propozycji, jednakże nazbyt często wszystko ogranicza się do utartych schematów. Jest identyczne i mało zaskakujące. A mężczyźni jak zawsze zabiegają o kobiece względy, ale rzadko który pokusi się o coś oryginalnego. Tyle razy cytowano mi Szekspira, że byłabym wstanie całą sztukę powtórzyć z pamięci!
Odparła nieco wzburzona, jednak zachowując jednocześnie całkowita powagę. To było nieczułe. Ileż ludzi pragnie takiego życia, jakie ona posiada. Ileż ludzi chciałoby martwić się jedynie tym którą suknię włożyć na następny bal. Ale ileż z nich zdaje sobie sprawę o ciemnych stronach arystokratycznego życia...? Fałsz, obłuda i intrygi. Wszędobylskie plotki, która potrafią unieść ale i zepchnąć na dno. Nie jest łatwo być bogatym. Westchnęła... Jednakże troszkę nudno. Może gdyby nie pozostawała z większością w dobrych stosunkach, może gdyby niechęć do jej osoby nie była tylko zazdrością panien i złorzeczeniem odprawionych amantów, a prawdziwą intrygą, niosącą ze sobą odrobinkę zagrożenia byłoby ciekawiej? A przynajmniej tak jej się w tej chwili wydawało...
Powrót do góry Go down
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Pon 27 Wrz 2010, 23:39

Pierre nałożył nogę na nogę, oparł plecy o krzesło i ułożył dłonie na udach. Przypominało to pozę jakieś szlachcianki, niż młodzieńca. Jeszcze nienaturalnie uniesiony podbródek spoglądający z godnością na młodą damę lecz na twarzy z goszczącym uśmiechem, który nadawał jego obliczu łagodności. Słuchał uważnie słów panienki. Wodził palcem prawej dłoni po drugiej, przejeżdżając po kostkach i wzdłuż ręki. Przyzwyczajenie, dzięki któremu bardziej potrafił się skupić.
- Aż dziw, iż Madame nie znasz francuskiego. Czyż to nie język najbardziej romantyczny ze wszystkich. Je vous aime*- znów zironizował, nazwać można byłoby to drażnieniem się z kobietą, chodź prawdziwie nie próbował się o jej względy. Według niego to właśnie jego rodzimy dialekt zasługiwał na miano powszechnego, a nie rozchodzący się po świecie angielski. Cóż za ironia. Prostactwo z wysp wygrywa nad elegancją Paryża. – Może kiedyś w Madame wolnym czasie mógłbym zaproponować swoją pomoc? Czułbym się zaszczycony. Wzniesiony do rangi nauczyciela salonowego. A wiadomo, iż najlepiej uczy języka rodowity mieszkaniec.
Uniesiony filiżanka, zwilżone policzki i delikatnie łechczące krople herbaty wnętrze ust, pobudzając kupki smakowe na języku swym słodkawym smaku, zarazem o delikatnej ziołowej goryczy. Para wznosząca zapach wprost z japońskich pól i namiotów, przesyciła swą wonią włosy chłopaka, na których gościł nieład, aczkolwiek bardzo estetyczny. Zresztą sam artysta wydawał się czymś kontrowersyjnie asymetrycznym względem do rzeczywistości, w której żyje i w tym było mu do twarzy.
- Nasilleur** ma pewną cechę gatunkową. Ciągle mu źle. Niech i nasilleur spróbuje znaleźć zalet swego życia. Ileż ja bym dał by znów znaleźć się na parkiecie wspaniałego balu i w rytm walca wiedeńskiego wirować z partnerką, jak to było za moich młodych lat. – jeszcze czasem w samotności, w pokoju chwyta niewidzialną postać i słysząc w swej głowie melodie wygrywane na zajęciach z tańca towarzyskiego przypomina sobie kroki – ileż bym dał żeby móc usiąść przy herbacie w wyższym towarzystwie naprzeciw losu samotnego i móc dyskutować na tematy sztuki i wielkie ostatnich czasów dzieła. Pragnieniem mym jest znaleźć osobę dla której me życie mimo iż nędzą skropione sensu by nabrało. Jednak wdzięczny jestem Dieu***, temu, który nauczał amour i darował mi ją w rękach, iż żyję, a muza często jest mym gościem, za to, że moje ręce i umysł trzeźwy spładza to nowe wiersze, obrazy, a palce nadal sprawne by móc wygrywać nowe to melodie na pianinie w mym mieszkanku. – zamyślił się by po chwili wypowiedzieć patetyczne zdanie – czy darem nie jest i radością naszą to, iż siedzimy tutaj razem i w dłonie nasze chwytamy filiżanki i w klarownej dyskusji sączymy wyrafinowane napary, i że przyszliśmy do tej herbaciarni na własnych nogach? – zrobił przerwę na przemyślenie swych słów po czym szybko z delikatnym śmiechem odwrócił – och, przepraszam za mą melancholię, prostak ze mnie, iż w towarzystwie samego wcielenia Erato wymawiam takich słów niedorzeczności.



Je vous aime* – Kocham Cię
Nasilleur** - człowiek
Dieu***- Bóg
Amour****- miłość
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Nie 03 Paź 2010, 16:54

Przekręciła delikatnie główkę, tak że niesforne kosmyki uciekające spod spinek opadły delikatnie na policzki. Nie przesłoniły jednak delikatnych rumieńców, które wykwitły na buzi Lucrecii. skinęła głową, a na jej usta ponownie zawitał szeroki, szczery uśmiech. Po raz kolejny przeklęła się w myślach za swoje lenistwo czy bardziej brak pomyślunku, żeby zorganizować sobie lekcje języka francuskiego... Czy jakiegokolwiek innego.
ale, ale... Skoro teraz nadarza się okazja. Jak wspaniale byłoby móc pobierać nauki od rodowitego francuza, Ach, ileż w pannie Walles nagle pojawiło się zapału. Ile chęci do pracy!
-Och! To byłaby niewiarygodna uprzejmość z pańskiej strony, jeśliby to w żaden sposób panu nie przeszkadzało, całym sercem byłabym panu wdzięczna.
I nagle dojrzała w tym siedzącym przed nią chłopcu, jakąś nadzwyczaj ciekawą odskocznie, od nudnego salonowego życia. znalazła kogoś kto pozwoli wybyć się jej wśród przyjaciółek, a przynajmniej troszkę wyróżnić czymś więcej niż strój i niebanalny charakter... Wiedzą. Nie może być inaczej! Musi się stać!
A jeśli on jednak się nie zgodzi, to czymże jest znalezienie innego francuza w Londynie? Wszędzie na pęczki obcokrajowców, jednakże... Byłaby zawiedziona gdyby coś zmusiło ją do zerwania tak miło zapoczątkowanej znajomości.
Ostrożnie wzięła łyk ciepłej herbaty, rozkoszując się przy tym jej smakiem i najpiękniejszym aromatem. Odłożywszy filiżankę na spodeczek zerknęła poważnie w stronę rozmówcy.
-Niech pan mnie źle nie rozumie. Nigdy nie sądziłam i nie sądzę także w tej chwili, że źle mi z takim życiem, które posiadam. Widzę w nim tysiące zalet i kłamstwem byłoby gdybym wygłosiła sąd, jakoby miałoby być to życie nieprzyjemny. Jednakże... Wszystko co ma zalety, ma też i wady. Nie można ograniczyć wszystkiego do bali, spotkań przy herbatce czy innych przyjemności. Jeśli spłyca pan wszystko do samych tańców, to przykro mi to mówić, ale niewielkie pojęcie ma pan na temat arystokracji i jej zajęć.
Wyprostowała się i ułożyła ręce na podołku. Twarz jej złagodniała, a usta delikatnie wykrzywiły.
-Niech pan nie przeprasza, nic w tym złego. Darem jest wszystko, co przynosi nam nawet najdrobniejszą radość. Zgadzam się z panem... - Zamilkła na chwilkę. Przyglądnęła się mu dokładnie. - Szczerze powiedziawszy wygląda pan na artystę. Słowa przed chwila wypowiedziane jedynie mnie w tym upewniły. Wydaje mi się ciekawe, że nie ogranicza się pan tylko do jednego zajęcia. Jak na przykład pisarstwa. To musi być pasjonujące tworzyć takie dzieła, być natchnionym, porwanym przez muzę. Jest pan bardzo interesującym człowiekiem panie Croy.
Uśmiechnęła się miło, mrużąc przy tym nieznacznie, niebieskie oczęta. Uwielbiała artystów.
Powrót do góry Go down
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   Pon 04 Paź 2010, 22:57

Pierre był zaskoczony taką żywą reakcją panienki. Jego czereśniowe usta, zapewne równie słodkie* w swym smaku, zdradziły szczerym uśmiechem, satysfakcje z takiego entuzjazmu, gdyż z wielką chęcią zechciałby uczyć zapewne tak wielce pojętną, ale także ciekawą osobę. Nie było to jednak uczucie całkowicie bezinteresowne. Drobna głowa młodego mężczyzny widziała w tej znajomości duże pozytywy. Poprzez młodą lubującą się w sztuce arystokratkę, można bardzo łatwo przedostać się do wyższych warstw społecznych by pokazać swój talent. Znał wartość swych umiejętności i wszechstronnego usposobienia. Życie jego zaś było wystarczająco mizerne by móc zapragnąć ustabilizować swój byt na pewnym i silnym gruncie... także finansowym. Dawno by przecież odwiedził by Francję, a nawet by może pozostał tam na dłuższy czas, jeśli tylko miałby pieniądze na tak drogą wycieczkę do rodzimych stron. Teraz zaś widział nowe możliwości. Lecz trzeba podkreślić, że nie kierowały nim jedynie pobudki materialne, ale także artystyczne i towarzyskie. Ciekawych osób nigdy za wiele, a jest ich w tym mieście niewiele, przynajmniej tych godnych uwagi młodego sztukmistrza.
- Toż to dla mnie wielki zaszczyt będzie, gdy będę mógł Madame przekazać swoją wiedzę. Wspaniałe będzie to zajęcie, dla mojej osoby, trochę odmiany od codziennego niepoukładanego życia. – powiedział pełen radości. Wyobraził już sobie jedną z lekcji i w głowie jego stworzyła się wspaniała wizja, Lucrecii siedzącej przy drewnianym eleganckim biurku, odchylona delikatnie na krześle w tył, opierając się o nie, a w dłoniach trzymając powieść francuską Notre-Dame de Paris spod pióra Wiktora Hugo. Obraz ukazujący inteligentną, piękną i wyszukaną arystokratkę. Wspaniała koncepcja... jeszcze lepiej będzie wyglądać, gdy zostałaby przelana na sztalugę.
Słuchał ze spokojem następnego wywodu Panienki, a raczej można by rzec, riposty na jego poprzednie słowa, które brzmiały prawie jak atak, chodź oczywiście nie było to zamiarem wschodzącego artysty. Uniósł na wysokość swej twarzy filiżankę i delikatnie dmuchnął w herbatę. Wspominania. Jego matka jakże ukochana i jakże utęskniona, zawsze schładzała tak gorący wywar, by wtedy mały chłopczyk, nie sparzył swego języka, gdy prędko chciał zaspokoić swe pragnienie. Taki drobny gest, a tak znaczący.
- Rozumiem Madame dobrze. Życie arystokracji nie jest usłane rosses` lecz nie zaprzeczy Madame, iż piękniejsze od prostackiego losu, chłopów czy też mieszczan biednych. Każdy wie jaki ich byt lecz w imię tabou`` nie rzecze się o tym. Jednak przy stole o takich sprawach się nie rozmawia... pardon za swój brak kultury.
- Mille pardon** za zmianę tematu naszej rozmowy lecz chciałbym zadać Madame drobne pytanie. Czy uraczyła by mnie Madame swym visage i zechciała w dalszej przyszłości pozować do obrazu tak marnej osobie jak moi****? – patrzył się swymi zieleni oczami na swą rozmówczynię, jakby swym urokiem pragnął przekonać ją do swego pomysłu. Po chwili jednak odrzekł na ostatnich słów jej wypowiedź – tak, artystą jestem od młodu. Zajmuję się różnym kunsztem chodź żyję z tego traktuję to jak amour. Są momenty gdy żywo płonie, a raz gdy w łzach tonie.




*Ironia do angielskiego tłumaczenia słowa czereśnia- sweetcherry
**Mille Pardon- przepraszam bardzo
***Visage- obliczem
****Moi- ja
`Roses- róże
``Tabo tabu
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Herbaciarnia "Five o'clock"   

Powrót do góry Go down
 
Herbaciarnia "Five o'clock"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Kawiarnia "Latte"
» Opowiadanie "Uczeń" cz.2
» Kuchnia "Snorche"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Fleet Street-
Skocz do: