Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Zoya

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Zoya   Pon 01 Mar 2010, 01:42

Imię i nazwisko: Zoya
Rasa: Faerie
Profesja: Okultysta
Wiek: 16-17
Lateralizacja: Praworęczna

Fizyczne
Siła: *
Zręczność: *
Szybkość: ***
Wytrzymałość: *
Społeczne
Charyzma: **
Wygląd: **
Umysłowe
Inteligencja: ***
Siła woli: ****
Spostrzegawczość: *****

Umiejętnościi: Wiedza tajemna, pisanie i czytanie, czujność, lingwistyka (łacina i w trakcie nauki greki oraz francuskiego).
Wady: Słaba głowa, dwie lewe ręce, bojaźliwa, karłowata.
Zalety: Medium, widzenie aur, posiadanie ducha opiekuńczego, jasnowidztwo, wyostrzony słuch.
Ekwipunek: Sakiewka z kilkoma szylingami, kij (długa laska, obwiązana przy trzonku rzemieniem z przytwierdzonymi doń kilkoma kolorowymi piórkami i koralikami)
Wygląd: Niska (nawet bardzo, mierzy ledwie 147 cm), chuda i niezbyt ładna, by nie urazić dziewcza i nie powiedzieć brzydka. Taka właśnie jest Zoya. Mimo burzy pięknych, czarnych jak krucze pióra włosów, mimo niebieskich, głębokich jak studnia oczu osadzonych w bladej, pociągłej twarzy o mocno zarysowanych ustach, z postury przypomina strach na wróble, a w barwny strój wraz z jasnym kapeluszem (obowiązkowo ozdobionym króliczą podobizną) można by odziać komika z cyrku, który uwielbia rozśmieszać do łez publikę. Oto cała Zoya, pozbawiona smaku, charakterystyczna i przeraźliwie chuda niczym szkielet obleczony w samą skórę. Paseczki, kropeczki jej w niczym nie przeszkadzają, a mogłoby się wydawać, iż wręcz przeciwnie - im więcej pstrokatych wzorów na kawałku dzianiny tym lepiej. Lecz każdy kto tak myśli jest w błędzie, bowiem mimo, iż dziewczę nie do końca wie, z czym jej do twarzy, oba motywy, zarówno kolorowych kółeczek jak i zawiłych paseczków stara się nieco ograniczyć, by przypadkiem na jednej sukni nie znaleźć obu.
Charakter: Zdawać by się mogło, że dziewczę naprawdę nie wie, co to moda, dobry smak i piękna suknia. Jej suknia jest piękna, a jakżeby inaczej, w końcu to jej ma się podobać, a skoro ją zachwyciła różnorodnością barw i wzorów to na pewno będzie się podobać i pannom, co to chodzą z wysoko zadartym nosem i dżentelmenom w karocach z białymi końmi. Nie, Zoya nie jest zapatrzona w siebie, zwyczajnie ma trochę inny niż powszechny styl i smak. Wie co jej wolno, a czego winna się wystrzegać (martwego królika należy besztać tylko gdy nikogo nie ma w pobliżu, publicznie nie wypada!) panna taka jak ona i wiele innych mieszkanek tego wspaniałego miasta. Wie też, że w każdym zaułku może czekać ktoś, kto zechce jej odebrać kapelusz bądź też kilka monet, które nosi przy sobie, dlatego też zachowuje czujność i raczej niechętnie odpowiada na zaczepki przechodniów (choćby pytali o drogę do cyrku). Łatwo też ją przerazić, nawet jeśli to nie groźny bandyta-pokraka wyskoczył przewracając przy okazji jakąś żelazną konstrukcję z żądzą mordu i pieniędzy w przekrwionych oczach, a zwyczajnie ktoś upuścił grubą, oprawioną w skórę księgę czy choćby dżentelmenowi upadła laska na brukowaną uliczkę. Wszystko to jest bez znaczenia, gdy Zoya biegnie w przeciwnym kierunku (nie zawsze przewraca się o własne nogi, czasem faktycznie grunt jest zdradliwy) wyobrażając sobie najgorsze poczwary, które powoli pełzną za nią. Z drugiej jednak strony, gdy minie kołatania serca (również po długim i szybkim biegu), oddech się nieco uspokoi i wyrówna, a nogi przestaną uginać się (ze strachu) panna wtedy zatapia się w myślach, pozwala ponieść się na zielone łąki, gdzie największym straszydłem jest uśmiechnięty kruk, a wszystkie poczwary i czarty mówią sobie „dzień dobry” i piją razem herbatkę. Wtedy też uśmiecha się i tanecznym krokiem zmierza przed siebie. Jednak gdy jakiś mało znaczący drobiazg zamąci jej spokój od razu z wesołej dziewczyny zmienia się w krzykliwą i roztrzepaną histeryczkę, która zaskakuje mnogością wieści zarówno dobrych jak i złych objawianych owemu przedmiotowi (bądź zazwyczaj zaskoczonej postaci), który był przyczyną jej nieszczęścia. Najbardziej zaskakujące jest to, iż swe nieco dziwne powieści potrafi czasem wygłosić w innym języku niż powszechnie używany, a czasem nieświadomie, jakby w ataku gorączki pleść niestworzone rzeczy przewracając oczyma, a później uśmiechnąć się, przeprosić i biec dalej.
Historia: Gdy zapytał ją kiedyś ktoś (pachnący alkoholem i tytoniem pan o nieco rozlazłym kroku) czy aby przypadkiem z cyrku się nie urwała, zapragnęła tam właśnie się udać. Już wtedy była „dużą” panną o bystrych oczach i nienagannych manierach. Toteż odpowiedziała grzecznie, że tam właśnie się wybiera, ale pod żadnym pozorem nie życzy sobie tak nieokrzesanego towarzysza i zwyczajnie dała nogę wiedząc, iż ta mała prowokacja mogłaby się dla niej skończyć nawet tragicznie gdyby jej rozmówca miał jaśniejszy umysł. Jednak nogi poniosły ją nie do cyrku, a nie wiedzieć czemu na cmentarz, z którego czym prędzej zwiała gdy tuż po przekroczeniu wrót do świata umarłych usłyszała miauknięcie za pobliską płytą nagrobną. Oczywiście było to tylko bury kot o nieco szkaradnym pysku, ale to nie miało znaczenia. Liczyło się tylko przeżycie...
Oczywiście każda historia ma swój początek i koniec. Cofanie się do czasów dziecięcych Zoyi może okazać się bardzo trudne bowiem niewiele osób pamięta skąd to dziecię się naprawdę wzięło i co się z nim działo. Istotnym faktem może być jej zamiłowanie do herbaty oraz dziwnych i starych książek zapisanych niezrozumiałymi znaczkami. Nie żeby małoletnia Zoya coś rozumiała, ale z czasem okazała się godną poznania skrywanych pod fikuśnym pismem tajemnic i studiowała je bardzo pilnie co zresztą czasem czyni i do dzisiaj. Przez wiele lat nauczano ją łaciny, a z wrodzonej ciekawości do świata zaczęła też studiować francuski, w którym potrafi niewiele rzec i grekę. Przygodę ze zmarłymi, a raczej wzywaniem ich zaczęła w wieku kilkunastu lat gdy wrodzony talent do kłopotów podsunął jej cudowny pomysł do przywołania kogoś w obecności kilku świec i innych komponentów niezbędnych do rytuału. Nieudana próba zawładnięcia wiedzą tajemną skończyła się atakiem płaczu w kącie gdy przeciąg zgasił świece, a okiennica trzepnęła zdrowo co Zoya porównała do huku armaty. Inną ciekawą historią może być ta, w której trzynastoletnia dziewczyna skryła się na cmentarzu (nie warto dodawać, iż uciekała przed banda łobuzów, których obrzuciła stekiem bzdur o rychłej śmierci ich mózgu, który leży nieużywany gdzieś między szmatami w zatęchłych pokojach brudnej karczmy w której sypiają) i zemdlała widząc nieznaczny ruch pośród starszych nagrobków z zatartym przez czas epitafium. Jak się później dowiedziała (tuż po przebudzeniu) jej prośby zostały wysłuchane i do tej pory miewa dziwne uczucie, że ktoś ciągle ją obserwuje, a każdy jej krok jest jednocześnie czyimś krokiem tuż za nią. Czasem jej się nawet zdawało, tuż po tym zajściu na cmentarzu, że czuje czyjś oddech na karku, pieszczotę dłoni na głowie czy cichy śpiew gdzieś przy uchu, jednak zazwyczaj większość tych sytuacji była logicznie wyjaśniana. Większość...
Teraz, czym może niewiele wcześniej dziewczę zauważyło coś, czego wcześniej nie dostrzegało. Gdy bywa pod wpływem silnych emocji otaczająca ją rzeczywistość (jeden drobiazg czy może dwa) zmieniają się. Tak więc z czasem gdy biegła z sercem na dłoni zbyt przerażona by nawet móc oddychać zdawało jej się, iż widzi, że kot który obserwował jej bieg uśmiecha się do niej, albo w wystawie sklepowej jej oczy są czekoladowe jak bajeczne ciasto, które widziała w cukierni na rogu. Zafascynowana tym dziwactwem zrozumiała jak działa, lecz wciąż nie umie z niego korzystać jak należy – raz wyjdzie, raz nie.

Jeśli zaś kto ciekaw, gdzie w takim wypadku ten, mówiąc brzydko, dziwoląg mieszka, zapewne nie bardzo zaskoczy go fakt, iż wspaniałe i jakże kolorowe siedlisko zrobiła sobie w małej piwnicy kamiennicy w południowej części Soho. W środku panuje bałagan, a nieco bardziej wrażliwa osoba skrzywi się na widok wielu różnobarwnych płócien podczepionych do sufitu, ścian i wyłożonych na podłodze zawalonej dodatkowo niezliczoną ilością poduszek w dziwne wzory (Zoya przyznaje z dumą, że własnoręcznie wydziergane, choć może profesjonalista załamałby ręce...). Jest i mały stolik obłożony świecami różnej wielkości oraz kilkoma księgami. Dodatkowo w kącie stoją dwie skrzynie, jedna duża i ciężka, druga mała, drewniana. Obie zawierają w sobie niezliczoną ilość różnych drobiazgów oraz kilka sukni. Ciężko powiedzieć co w tym chaosie można znaleźć, a czego nie, bowiem stragan z różnymi bzdetami pochwalić się tylko może większym i bardziej zaskakującym asortymentem.
Jak na uczciwego obywatela przystało, Zoya pracuje. Nie jest to może ambitna praca, ale nie narzeka na nią, a zawsze i parę pensów wpadnie. Zaczęła całkiem niedawno, bowiem głód zaczął doskwierać dziewczu coraz bardziej, a i wykształcenie kosztowało. Jako, że nie mogła liczyć na pomoc krewnych (może dlatego, że tak naprawdę nawet nie potrafi wymienić ich z nazwiska) musiała zadbać o siebie sama. Z racji też swego niecodziennego stroju i nieco odmiennych zdolności pozyskała pracę... w cyrku jako wróżka. W małym namiocie w gwiazdki siedzi wieczorami starając się z groźną miną wygłosić coraz to lepsze (bądź też gorsze) wieści dla zagubionych bądź też potrzebujących pomocy (oczywiście za drobną opłatą).
Powrót do góry Go down
 
Zoya
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Karty postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: