Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Brzeg rzeki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Brzeg rzeki   Nie 21 Lut 2010, 02:05

Chociaż jest to trudne w tej części Londynu można czasami znaleźć dzikszy kawałek brzegu, jeszcze nie uregulowany i nie zagospodarowany, gdzie nie rozlokowały się jeszcze żadne doki. Niekiedy cumują tu malutkie, prywatne łódeczki rybaków, lecz jest to rzadkością. Niewiele osób trudzi się połowem ryb na tak małą skalę skoro istnieją kutry rybackie. Bujne krzaki rosnące niedaleko przysłaniają i odgradzają to miejsce od położonej nieco dalej drogi. Tutaj romantyczna, szukająca odpoczynku dusza może przysiąść na chwilę na murawie, zapatrzyć się w leniwy nurt Tamizy i posłuchać kojącego plusku szarej wody. Przy odrobinie szczęścia może nawet dostrzeże jakieś ptactwo wodne pokroju kaczki czy łabędzia. Niemniej należy pamiętać o sąsiedztwie niebezpiecznych doków i o fakcie, iż po zmroku wszelkie zarośla potrafią kryć w sobie niezbyt przyjaźnie nastawionych osobników. Naturalna osłona, którą tworzą przed bardziej uczęszczaną drogą może być więc tak błogosławieństwem jak i przekleństwem.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Lucjusz

avatar


PisanieTemat: Re: Brzeg rzeki   Pon 05 Kwi 2010, 11:52

Wczesnym rankiem, nad rzeką była cisza i spokój. Mimo wczesnej pory, było bardzo ciepło, bez chmurno. Słowem- nietypowo jak na deszczową Anglię. W dzień taki jak ten zapewne życie w mieście ożyje wczesniej. Kupcy przyjdą na targ godzinę wcześniej, kawiarnie będą zapełnione do ostatniego klienta.A wieczorem ulice przepełnione będą od spacerujących par, które w tym dniu zapomną o codziennych problemach. Anioł uwielbiał takie dni. Dawały mu one energie na kilka kolejnych miesięcy. Uwielbiał przechadzać się po mieście i obserwować ludzi, szcześliwych, wesołych i miłych. Wspaniała odmiana, spowodowana taką błahostką. Tego dnia byłoby zapewne podobnie, gdyby nie fakt, że z samego rana przyszła do Lucjusza chora kobieta w średnim wieku. Byłoby to normalne zważywszy na fakt, że Lucjusz jest licencjonowanym lekarzem. Normalnym było również, że kobieta narzekała na zdrowie. Ale do cholery...narzekać na każdą część ciała? Na każdą kostkę? Każdy mięsień? Gdyby wszystko o czym mówiła kobieta faktycznie jej doskwierało to jedynym miejscem gdzie by pasowała byłaby uczelnia medyczna, żeby studenci mieli na kim się uczyć anatomii oraz wszelkiego rodzaju infekcji. Jakby tego było mało kobieta miała niesamowity dar, jakże rzadko spotykany wśród płci pięknej, który pozwalał jej narzekać na ból ,upewniając się że każde miejsce, które Lucjusz zbada, wywoła ból na twarzy pacjentki, w tym samym czasie opowiadając nudną historię jej życia, która nawiasem mówiąc nie miała żadnego sensu. Kiedy w końcu wizyta dobiegła końca, okazało się, że kobieta nie tylko nie ma czym zapłacić, ale też upewniła się że Lucjusz następnym razem nie będzie tak bezczelny, żeby przypomnieć jej o zapłacie. Tak więc rozgoryczony złym początkiem tak pięknego dnia, anioł postanowił odprężyć się nad rzeką, a pomóc mu miała w tym wędka( jeśli kawałkiem kija z żyłką i haczykiem własnej roboty można nazwać wędką) oraz termos z herbatą. Gdy szedł przez miasto w kierunku Greenwich ludzie odwracali się i wytykali go palcami i to nie z powodu lekko podbitego lewego oka, a z powodu właśnie wędki. No bo po co tracić czas na czekanie, ąż w końcu jakaś ryba podpłynie i złapie się na haczyk skoro można rzucić sieć, pójść do burdelu, zrobić swoje, następnie wyjąć sieć i mieć ryb na tydzień. Lucjusz jednak uwielbiał wędkować. Uwielbiał w ciszy i spokoju patrzeć w tafle wody, nie myśląc o problemach dnia codziennego, a skupiając się raczej nad sensem ludzkiego bytu, nad zagadnieniami naukowymi czy też przemierzając w wyobraźni najróżniejsze zakątki ziemi. Tak więc kiedy Lucjusz w końcu dotarł nad wodę, rozłożył sprzęt uważnie przyczepiając żyłkę do kija od miotły, za pomocą metalowych klamer, gwoździ i małych zawiasów które znalazł na strychu. Gdy skończył poprawił gumofilce. Następnie wziął zamach( który o mało nie kosztował go upadkiem do wody)po czym rozsiadł się na wilgotnej trawie i podgwizdując melodie piosenki "My sweet Klara" uważnie obserwował spławik zrobiony dzień wcześniej z kawałka styropianu odpowiednio obciążony i pomalowany żółtą farbą.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Brzeg rzeki   Wto 13 Kwi 2010, 10:48

<Jak już ustaliliśmy pogoda, podczas której Lucjusz wędkuje nie jest taka znowu wspaniała i zgadza się w opisie z tą podaną w pasku u góry forum.>

Niewielkie kropelki deszczu spadały z gęstego stropu ciemnych, skłębionych chmur niczym tysiące małych, gryzących chłodem pocisków. Silny, porywisty wiatr szarpał włosami i odzieżą oraz sprawiał, że utrzymanie kija wędki wymagało od Lucjusza nieco więcej wysiłku niż zazwyczaj. Zimno powoli przebijało się przez kolejne warstwy odzieży mężczyzny by w końcu dotrzeć do jego ciała i wywołać nieprzyjemny dreszcz. Jedynym ratunkiem przed agresywnie napierającym na wędkarza chłodem wydawał się być termos z gorącą herbatą, którego ciepła zawartość smakowała teraz jeszcze lepiej niż zazwyczaj.
Ryby jak na złość nie chciały brać. Może nawet one przestraszyły się ciemnego nieba, bębniących o wodę kropelek deszczu oraz wiatru marszczącego tak zwykle spokojną taflę rzeki? Żółty spławik tańcował na wszystkie strony niczym pijana cyganka, ale żadna spragniona przygód ryba nie uległa jego złudnym wdziękom, co powoli zaczynało denerwować bardzo przecież cierpliwego Lucjusza.
Anioł siedział sam, bo kto w końcu zechciałby się wybrać na spacer w tak nieprzyjemny dzień? Ci londyńczycy, którzy nie musieli wychodzić siedzieli więc w swoich kwaterach i wsłuchiwali się w bębnienie niesionych wiatrem kropel deszczu o szyby lub okiennice. Co bogatsi sączyli do tego herbatę lub inne rozgrzewające napoje wpatrując się przy tym w pomarańczowy blask kominkowych płomieni. Nieszczęśliwcy, którzy musieli coś załatwić na mieście przemykali niczym przemoczone szczury wtuliwszy głowy w kołnierze płaszczy i/lub skrywszy je pod przytrzymywanymi z trudem kapeluszami.
Jednym słowem nieprzyjemny dzień. Wietrzny, deszczowy, szary, brzydki, nieprzychylny istotom żywym dzień. Mina Lucjusza rzedła wprost proporcjonalnie do ilości spędzonego na wyczekiwaniu czasu. Wtem gdzieś za nim rozległ się jakiś hałas, jednak dmący wiatr skutecznie osłabił jego siłę i utrudnił identyfikację. Anioł miał już wziąć tajemniczy dźwięk za dzieło wiatru, gdy ten rozległ się ponownie ze zdwojoną siłą. Był to ludzki wrzask pełen bólu, rozpaczliwy krzyk osoby, która znajdowała się w nielichych tarapatach. Dobiegał najpewniej z gęstych krzaków, które oddzielały ten zakątek od znajdującej się niedaleko drogi.
Powrót do góry Go down
Lucjusz

avatar


PisanieTemat: Re: Brzeg rzeki   Pon 24 Maj 2010, 15:16

Lucjusz odwrócił się przez chwile zastanawiając się co powinien zrobić. Wiedział, że powinien pomóc. Ale z drugiej strony to był jego dzień wolny od wszelkich pomocy innym. Spojrzał na żółty spławik, który jak na złość nie chciał się zanurzyć. Możę jak wrócę będzie czekała na mnie ładna ryba. Oby tylko nikt nie ukradł mu wędki. - powiedział po czym wyjął swoje długie noże, będąc gotowy do udzielenia wszelkiej potrzebnej pomocy. Najpierw biegł szybko będąc świadomym , że przy tej pogodzie nie możliwym jest usłyszeć jakiegokolwiek kroki. Gdy zbliżył się do krzaków zwolnił, podkradając się, zachowując pełną czujność i gotowość do obrony z każdej strony...
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Brzeg rzeki   Pią 11 Cze 2010, 11:21

Dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze, jedynie krzyk słabł, jakby wołająca osoba powoli traciła siły.
-Pomocy...-Wykrztusił z siebie ktoś skryty między gałęziami.
Poza tym dało się słyszeć głośne, świadczące o niemałym wysiłku sapanie, trzask gałązek oraz świst jakiegoś przedmiot przecinającego powietrze. W momencie, gdy Lucjusz wkroczył w zarośla jego oczom ukazała się scenka, której raczej nie chciałby zobaczyć w swój wolny dzień...ani w żaden inny.
Mężczyzna ubrany w zniszczony i poplamiony płaszcz, pożółkłą koszulę oraz pełne dziur garniturowe spodnie klęczał nad innym człowiekiem całym ciężarem przyciskając go do błotnistej gleby. Wykrzywiona w nienawistnym grymasie, pokryta jakimś liszajem twarz była cała mokra od deszczu i potu, a nieregularne kępki brudnych włosów sterczały na wszystkie strony niczym chwasty. Ofiara bandziora również była mężczyzną, ale jego strój na pierwszy rzut oka kojarzył się ze średnim stanem zamożności. Prosty garnitur i biała koszula były teraz całe umazane błotem, a na wysokości lewego ramienia można było dostrzec rosnącą z każdą chwilą plamę krwi. Na młodej, przystojnej, zdobionej starannie przystrzyżonym wąsikiem twarzy atakowanego malowało się absolutne, zwierzęce przerażenie. Mężczyzna oburącz trzymał uzbrojone w nóż ręce napastnika starając się odsunąć ostrze, które powoli zbliżało się do jego piersi.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Brzeg rzeki   

Powrót do góry Go down
 
Brzeg rzeki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Prawy brzeg Tamizy :: Greenwich-
Skocz do: