Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sierociniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Sierociniec   Sob 20 Lut 2010, 15:32

Jest to ponura budowla o szarych murach i wysokich, wąskich okienkach, które przepuszczają niewiele światła. Gmaszysko to zostało zbudowane na planie prostokąta jako zwarta, zamknięta bryła z wewnętrznym dziedzińcem. Teren wokół niej odgrodzony jest od ulicy wysokim, ceglastym murem, którego górna część zwieńczona została kawałkami szkła wtopionymi w zaprawę. U optymistów i/lub ludzi naiwnych może to budzić myśli o niezwykłej opiekuńczości właścicieli tego ośrodka, którzy w ten sposób zapewniają bezpieczeństwo jego wychowankom.
Jednak to co się dzieje w środku odbiega daleko od wszelkich domysłów ludzi z zewnątrz. Bramy sierocińca otwarte są dla wszelkich dzieci "niczyich", również tych, które zaliczają się do przestępczego elementu. Tutaj są one "naprostowywane" i wychowywane na porządnych obywateli za pomocą przeróżnych metod, przy których rózga jest błogosławieństwem. To co dzieje się w tym miejscu jest całkowicie obojętne społeczeństwu. Nikogo nie obchodzą porzucone dzieci, ich los i przyszłość. Nikt też nie wtrąca się w sprawy sierocińca ciesząc się, iż w ogóle on istnieje i ktoś zajmuje się tymi młodymi "straceńcami".

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Wto 02 Mar 2010, 21:37

Powoli drepcząc wzdłuż muru wodziła palcami obleczonymi w czerwoną rękawiczkę po zimnych cegłach. Nagle zatrzymała się, zapukała i nastawiła ucha jakby czekając na odpowiedź. Gdy stało się jasne, iż po drugiej stronie nikogo nie ma, przygryzła wargę i odsunęła się o krok nie odrywając wzroku od wysokiego muru. Nieznacznie przechyliła głowę wciąż bacznie obserwując, nie wiedzieć czemu, ogrodzenie, za którym zapewne wiele istnień cierpiało głód bądź też obrywało za popełnioną bądź też nie "zbrodnię". Westchnęła cicho. Nie było to miejsce, w jakim każdy chciałby się znaleźć, ale gdy pomyślała o tych biedaczkach pałętających się po ulicy w deszcz, mróz i śnieg przeszedł ją dreszcz, który równie dobrze mógł byś spowodowany silnym i gwałtownym porywem zimnego wiatru. Królik, który jeszcze przed chwilą wychylał się bezwstydnie z kapelusza, spadł na ziemię z głośnym "pac". Dziewczę nie od razu zareagowało. Najpierw szczelniej opatuliła się lichą peleryną. Dopiero gdy uznała, że już bardziej nie może, zerknęła na upadłego ssaka. - Jak możesz...?! - Jęknęła schylając się po zwierza i zamaszystym ruchem zgarnęła go z wilgotnej kostki. Spojrzała groźnie w te martwe oczy i powoli skinęła głową. Nie doznał większych uszkodzeń, nie zmoczył się zbytnio. Można by rzec, iż wszystko w porządku. Tak więc na powrót przytwierdziła go do jasnego kapelusza, który wciąż tkwił na swoim miejscu. - Doprawdy, okropna. - Mruknęła.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Sro 03 Mar 2010, 12:54

Cisza ulicy została nagle brutalnie zbombardowana rozmaitymi dźwiękami świadczącymi o nadejściu kolejnego deszczowego spacerowicza. Wkrótce zza zakrętu drogi wyłoniła się wysoka i wąska sylwetka człowieka, który idąc kiwał się rytmicznie w rytm nuconej melodii. Jegomość był odziany w rozpięty czarny płaszcz, którego poły powiewały na boki niczym skrzydła jakiegoś wielkiego owada oraz pasujący doń kolorem cylinder przyozdobiony dodatkowo białą wstążką. Spod okrycia wierzchniego wyglądał fragment identycznego z nim kolorem garnituru oraz wciśniętego pod szyję białego żabotu. Do eleganckiego stroju nie pasowały jedynie buty-były wysokie i wykonane z brązowej, obecnie ubabranej zwilgotniałym brudem skóry. Spod ronda cylindra wyłaniała się para okularów o okrągłych szkłach, na których gładkiej powierzchni osadziło się kilka przeźroczystych kropel. Woda zadomowiła się także w spiczastej bródce spacerowicza nadając jej szlachetnego połysku.
Grabarz -bo to on, rzecz jasna był ów odzianym na czarno przybyszem- zdawał się wcale nie przejmować niepogodą i w najlepsze nucił sobie rytm jednej z prostych dziecięcych przyśpiewek. Umysł mężczyzny działał jak zwykle na najwyższych obrotach obecnie rozpatrując sprawy natury czysto zawodowej. Biedny świętej pamięci pan Haster miał być pogrzebany jutrzejszego dnia, najpierw trzeba było jednak nieco upiększyć jego całkiem fachowo poobijaną twarz. W sumie to zabawne...wpaść po wóz i przeżyć samo zderzenie tylko po to, by kilka sekund zginać od przywalenia głową w twardy bruk. Tak czy siak trzeba było jakoś poskładać połamane kości policzkowe oraz nosową i wprawić na swoje miejsce górne jedynki zmarłego...w sumie nic trudnego, ale Grabarz znany był ze swego profesjonalizmu i perfekcji. Spostrzegłszy, iż nie jest sam medyk chwycił rondo cylindra w smukłe palce, po czym uniósł kapelusz nad głowę.
-Witam, witam Panienkę!-Zagadnął radosnym tonem szczerząc przy tym swoje białe zęby.-Mam nadzieję, że dzisiejszy dzionek mija dobrze? Życie jest w końcu zbyt krótkie i ulotne na smutki!
Pomimo wszelkich starań Grabarz nie potrafił wyglądać miło i przyjemnie dla oka. Elegancki ubiór opinał się wszak na chudym jak drewniany wieszak jegomości o dziwacznym uśmiechu i rozbieganych, jakby nieobecnych oczach. Dodatkowo mężczyzna rozsiewał dookoła jakąś nieprzyjemną, ciężką do określenia aurę, która sprawiała, że ludzie nieczęsto pałali do niego sympatią.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Sro 03 Mar 2010, 17:32

Odwróciła powoli głowę w kierunku nowego, nieznajomego głosu. W jej oczach malowało się czyste przerażenie. Chciała ruszyć nogą, ręką, choćby nosem, ale nie mogła. Czuła jak całe jej ciało niczym żelazny posąg stoi wrośnięte w ziemię i za nic nie chce jej słuchać. Oczyma powiodła po twarzy przybysza, później po stroju a na końcu zatrzymała się na butach. Później spojrzała na swoje, poruszała palcami u stóp, czego Grabarz nie mógł widzieć i nagle odetchnęła z ulgą. Palce działały. Strach zelżał. Przynajmniej trochę.
- Dzień dobry, tak, chyba tak - Wydukała ściskając kurczowo materiał swej łososiowo-zielonej sukni, która nieśmiało wychyliła się spod peleryny przy silniejszym podmuchu wiatru. Niepewnie zerknęła nie przekręcając głowy to w lewo, to w prawo jakby się bała, że człowiek przed nią może się rozmnożyć i okrążyć ją, albo mieć towarzystwo, które czyha gdzieś ukryte i czeka na znak... Przełknęła głośno ślinę i cofnęła się o krok. Jeśli ma uciekać to z godnością. Jeśli się bronić... To musi uciekać. Uciekasz - żyjesz, nie uciekasz - nie żyjesz. Jakie to proste. Skinęła głową swoim myślom i uśmiechnęła się słabo. - Niezwykle mokry dzień dziś mamy. Podobnie jak wiele przed nim i zdecydowanie więcej za nim, nieprawdaż?

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Sro 03 Mar 2010, 22:15

Grabarz przyglądał się nieznajomej swymi świdrującymi, rozbieganymi oczyma. Wilgoć, która osadzała się na szkłach okularów zaczynała powoli utrudniać mu widzenie więc zdjął je z nosa i począł powolutku przecierać palcami odzianej w białą rękawiczkę prawicy.
-Nie da się ukryć.-Stwierdził pogodnym tonem nie przerywając swej czynności.-Jednak czymże byłby Londyn bez jego kapryśnej pogody? Ach, swoją drogą...jest Panienka stanowczo zbyt chuda! Dodając do tego chorobliwie odbarwioną skórę można się pokusić o twierdzenie, iż źle się Panienka odżywia odmawiając swemu organizmowi niezbędnych do poprawnego funkcjonowania substancji!
Mężczyzna ponownie założył okulary na nos, jego wargi nieustannie wykrzywiał wesoły, nieco psychodeliczny uśmiech. Napotkane dziewczę było dla niego typowym przykładem złej, nie zbilansowanej diety pozbawionej zapewne mięsa lub warzyw...a może ryb? Ach, że też tak dużo osób nie zwracało należytej uwagi na skład swej diety...przerażające! Z drugiej jednak strony gorsze odżywianie to więcej trupów, a więcej trupów to więcej pieniążków, czyż nie?
-Powinna Panienka coś z tym zrobić!-Doradził celując w kobietę smukłym palcem wskazującym prawej dłoni.-W innym wypadku długość życia może ulec znacznemu skróceniu, nie mówiąc już o wcześniejszym osłabieniu wszelkich funkcji życiowych.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Czw 04 Mar 2010, 12:46

Zmiana tematu ją zaskoczyła, a po wypowiedzi na temat jej żywienia już była pewna, iż mężczyzna ma wobec niej złe zamiary. - Ależ skąd, drogi panie! Taką mam urodę! - Chwyciła się lewą dłonią za prawy nadgarstek. Długie, szczupłe palce oplotły materiał i złączyły się. Spojrzała na nie podejrzliwie, a później na Grabarza. Nie wyglądał zbyt przyjaźnie... I te jego dziwne oczy. Opuściła wzrok i zaszurała po wilgotnej kostce po czym znów spojrzała na coraz bardziej podejrzanego osobnika. Czego od niej chciał? Na pewno nie troszczył się o jej zdrowie czy życie.
- Czy chcesz mnie przestraszyć panie? Widzę, żeś... - Urwała. Co mogła powiedzieć? Że kanibalizm zabroniony? To zapewne wiedział. No i co z niej za posiłek by był? Zdawała sobie sprawę ze swego wyglądu. Wiedziała, że wygląda jak strach na wróble. Na przekąskę wybrać by należało kogoś o większych gabarytach, chociaż by poczuć, że się je... Popatrzyła na niego jeszcze raz, uważnie. Może jednak był głodny? - Myślę, że chodzą po tym świecie istoty bardziej potrzebujące i mniej zaradne, zatem polecam Ci panie, zatroszczyć się o nie. Myślę, że nie wszyscy byliby wdzięczni, ale... Jednak tak. - Zakończyła swą myśl nieco niezdarnie, jednak pewna, iż rozmówca właściwie zrozumiał jej przekaz, iż nie chce zostać skonsumowana.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Czw 04 Mar 2010, 23:21

Grabarz roześmiał się serdecznie (choć bardziej pasowałoby tu słowo "Koszmarnie") słysząc nieskładną plątaninę słów wygłoszoną przez kobietę. Przez chwilę chichotał jeszcze z wyraźnym rozbawieniem spoglądając na wychudzoną damę przed sobą.
-Ja? Straszyć? Skądże znowu!-Rzekł wciąż rozbawiony reakcją rozmówczyni.-Jestem po protu medykiem! To jest tro-ska i naprawdę nie miałem w zamiarze robić Panience krzywdy.
Jakiś ciekawy okaz...nie dość, że wynędzniała i wyglądająca na mającą zemrzeć z głodu i braku witamin to jeszcze strachliwa niczym zajączek, którego badał będąc małym chłopcem. Ach, ależ to było fascynujące przeżycie...po raz pierwszy zobaczyć co puchate zwierzątko o długich, miękkich uszkach ma w środku...niezwykle pouczające dla dziecka, którym wtedy był! Grabarz przez chwilkę szperał w przepastnym magazynie swojej pamięci w poszukiwaniu drugiej tak strachliwej osoby, nie mógł jednak nic odnaleźć.
-Czy uraziłbym Panienkę zadając jedno pytanie?-Zaczął po krótkiej chwili mężczyzna szczerząc przy tym zęby.- Czego się Panienka boi? Czyżby ktoś Panienkę ścigał z zamiarem wyrządzenia krzywdy? A może zżera Panienkę ciężka, pełna przemocy przeszłość? To by się zgadzało z wychudzoną fizjonomią...może uciekła panienka z domu, w którym zły ojciec głodził ją, karał cieleśnie i zamykał na całe boże dni w ciemnym pokoju? Gdyby potrzebowała Panienka pomocy to z chęcią jej udzielę, wszak któż mógłby przejść obojętnie obok tak przerażonej i bliskiej śmier...wymizerowanej istotki?
Skończywszy mówić Grabarz pochylił się nieco do przodu zmniejszając dystans dzielący jego twarz od kobiety. Ręce miał schowane za plecami a krople wody spływały z ronda jego cylindra i rozbijały się tuż przed noskami butów faerie. W tej chwili umysł mężczyzny rozważał możliwość cierpienia dziewczęcia na osteoporozę wywołaną złym stanem ogólnym ustroju.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Pią 05 Mar 2010, 00:32

Zesztywniała z szeroko otwartymi oczyma. Medyk? Jeszcze lepiej. Na pewno sprzeda jej jakieś paskudne choróbsko, albo będzie chciał sprawdzić co wczoraj jadła na śniadanie. To już lepszy byłby ten kanibal chyba. Przełknęła głośno ślinę i wyprostowana jak naciągnięta struna poczęła sztywno cofać się, krok po kroczku bacznie obserwując świdrujące oczy mężczyzny. - Nie, nie... Nic mnie nie boli. Czuję się zdrowa, zarówno na ciele jak i na umyśle. Dziękuję za troskę, panie. Och, doprawdy... - Jęknęła wchodząc w kałużę. Woda chlupnęła i zmoczyła nieco jej buty, jednak przerażona Zoya nie zwróciła na to uwagi. Całkowicie pochłonięta lękiem o własne życie czy zdrowie gorączkowo myślała nad ilością bólu jaką może zaoferować jej ten oto obecny tu mężczyzna. Na jej nieszczęście całkiem żywo zainteresowany jej stanem zdrowia...
- A gdzie pan tak pędzi w ten nędzny dzień? Do chorego? Umierającego? Czy może trupa już? - Poprawiła zsuwający się kapelusz. Zaraz jednak zdjęła go, stuknęła kilka razy nie wiedzieć czemu w otwartą dłoń i założyła na powrót na głowę by przypadkiem nie zmoknąć za mocno. - Zaprawdę powiadam ja panu, iż pacjentów za ścianą można szukać. - Kiwnęła głową w stronę wysokiego muru nie odrywając oczu od Grabarza. Jak się na dzieciaki nie skusi to musi uciekać. Musi, inaczej jej chwile się policzone, a dzieciaki się obronią same. Jak rozłoży go cała gromada, a przecież na pewno wiele ich tam było... - Tak wiele tam dzieci, zapewne chorują. Może wsparcia duchowego potrzebują? Albo nauki jakiej... Młode dusze trzeba przyuczać i rozwijać, w końcu te chłonne wiedzy istoty zmarnują się jak nikt się nimi nie zajmie jak trzeba, a pan się wydaje bardzo odpowiednią osobą do tego. I pomoc pan niesie, i chęci dobre. Idźże pan tam, ja tu panu miejsca popilnuje coby nikt nie przywłaszczył sobie... - Zachęciła go z nadzieją w oczach. A nóż się skusi? Może jednak? Poczuła jak pelerynka coraz bardziej nasiąka deszczem, a wiejący wiatr nieprzyjemnie pieścił jej odzienie i powoli dociera do skóry. Wzdrygnęła się i cofnęła jeszcze o kilka małych kroków.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Pią 05 Mar 2010, 11:48

Grabarz był wniebowzięty...już dawno nie spotkał tak zabawnej osoby do konwersacji! Kobieta wydawała się bać go bardziej niż samej śmierci, a przecież Raven zdecydowanie nie był nikim równie ważnym i znanym! Patrząc jak dziewczyna cofa się trwożliwie wymyślił pewien dowcip, który miał duże szanse na zapewnienie mu dobrego humoru do końca dnia. Owszem, żart był wredny i nieuprzejmy, ale czyż zachowanie tchórzliwej niewiasty, która koniecznie chciała go spławić nie było równie niemiłe? Zresztą, czemu miałby się tym przejmować? Nie znał tej kobiety, a jej fizjonomia wskazywała raczej na dolny poziom klasy średniej, nie powinna więc mieć żadnych bardziej znaczących przyjaciół.
-Ależ Panienka dobrotliwa!-Pochwalił dziewczynę postępując kroczek w kroczek za nią z zębami odsłoniętymi w szerokim uśmiechu.-Skoro tak bardzo Panience ciąży los biednych sierotek to dlaczego sama nie zgłosi się na wolontariuszkę? Myślę, że dzieci polubiłyby Panienkę znacznie bardziej niż mnie, jestem bowiem lekarzem a dzieci mają z nimi złe skojarzenia.
Grabarz dbał, aby pomimo starań kobiety dzieląca ich odległość nie zmalała nawet o pół cala, a dla wzmocnienia efektu pochylił się jeszcze nieco bardziej. Nie spuszczał także spojrzenia z oczu białogłowy licząc, iż to doda jego małej pantomimie kilka dodatkowych punktów skuteczności.
-Sądzę też, iż gdyby któryś z maluchów potrzebował mojej interwencji to władze sierocińca same by mnie poinformowały.-Zaczął po kilku sekundach przerwy.-Ponieważ, nie chwaląc się, obok bycia lekarzem prowadzę także zakład pogrzebowy! Zmartwiła mnie Panienki kościstość, ponieważ większość klientów mego przybytku wygląda zdecydowanie zdrowiej...
Głos Grabarza miał ciekawą zdolność do samoistnego wzmacniania się, która przejawiała się poprzez coraz głośniejsze wypowiadanie każdego kolejnego słowa. Zaczynając od nikłego szeptu mężczyzna potrafił skończyć niemalże krzycząc, a trzeba wspomnieć, iż pomimo nie robiącego takiego wrażenia wyglądu medyk cieszył się naprawdę mocnym i donośnym głosem.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Nie 07 Mar 2010, 17:43

Zbladła nieco, choć w zasadzie bliższe prawdy byłoby całkiem mocno. Drżącą dłonią zasłoniła sobie usta, krzyczeć przecież nie powinna, choć zapewne była już bliska narobienia takiego hałasu, iż zmarły powstałby z grobu. Na myśl o tym zbladła jeszcze bardziej, o ile było to w ogóle możliwe. Krok po kroczku odsuwała się od rozmówcy, aż w końcu zatrzymała się plecami na murze. Zimny dotyk cegły sprawił iż podskoczyła jak oparzona, a z jej mocno zaciśniętych warg wyrwał się krótki jęk.
- Nie! Ja... To jest... Tak! Nie! - Zamknęła pospiesznie wargi. Przez jej głowę przebiegło tysiące myśli, a każda następna była coraz gorsza. Gdy doszła już do momentu obdzierania ją żywcem ze skóry, maczania jej wnętrzności i oczu w dziwnych płynach pisnęła, odwróciła się na pięcie i zaczęła biec wzdłuż muru, byle dalej od usług jakie mógł zaoferować jej Grabarz. Nie chciała wiedzieć czy używał siły wobec kogokolwiek i przymuszał w ten sposób do brania udziału w jego różnych i na pewno mało przyjemnych eksperymentach. Medycyna wymaga poświęceń, nieprawdaż? Może i tak, ale na pewno nie od niej!
Tłumiąc w sobie krzyk i płacz biegła co sił w nogach nie spoglądając za siebie. Nie chciała wiedzieć czy będzie ją gonił, czy może da spokój. Miała też szczerą nadzieję, że to spotkanie było pierwszym i ostatnim na dzisiaj z serii tych, których powinna się wystrzegać.


[zt]

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Sierociniec   Nie 07 Mar 2010, 23:01

Grabarz buchnął koszmarnym, pełnym wesołości chichotem. Ta kobieta była nawet bardziej tchórzliwa niż myślał! Pełen plan medyka zakładał, że w punkcie kulminacyjnym miał on skoczyć ku dziewczęciu wydając przy tym z gardzieli donośne "BU!", jednak strachliwa niewiasta nie dała mu ku temu okazji.
-Życzę dobrego dnia!-Zawołał pomiędzy kolejnymi atakami śmiechu. Poczucie humoru nie może wszak oznaczać braku dobrego wychowania!-Proszę wzbogacić swoją dietę!
Ale Grabarzu, czy przestraszenie tej niewinnej dziewczyny nie przyprawiło Cię o wyrzuty sumienia?-mógłby spytać ktoś nie znający medyka. Odpowiedź na to pytanie była prosta i klarowna...oczywiście że nie! Czy winą przedsiębiorcy pogrzebowego był fakt, iż jego rozmówczyni bałaby się nawet własnego cienia, gdyby ten zdecydował się pojawić w niespodziewanym momencie? W żadnym wypadku! Można by się wręcz pokusić o stwierdzenie, iż nie zrobienie podobnej osobie psikusa byłoby świadectwem całkowitego braku poczucia humoru, co na pewno nie by pasowało do naszego kochanego Grabarza! Był on wszak człowiekiem wesołym i rozmiłowanym we wszelakich wesołościach tego świata...w końcu nawet śmierć bywa czasem zabawna.
Medyk stał jeszcze chwilkę obserwując uciekającą kobietę, po czym odwrócił się tanecznie i pogwizdując "London bridge is falling down" ruszył w dół ulicy. Kto wie...może ten spacer zaowocuje jeszcze jakimś ciekawym spotkaniem?

[zt]
Powrót do góry Go down
Victorie

avatar


PisanieTemat: Re: Sierociniec   Nie 18 Kwi 2010, 21:11

Sierociniec nie wyglądał zachęcająco nawet w słoneczny dzień, a co dopiero w taką pochmurną, deszczową pogodę. Victorie szła wzdłuż posępnych murów, przesuwając dłonią po mokrych cegłach, jakby ta ściana mogła odgrodzić ją od nawałnicy wspomnień. Przez rozwichrzone włosy, bladą twarz i posiniałe z zimna usta mogła uchodzić za upiora, sunącego powoli ulicami Londynu w niepogodny dzień. Jednak nikt pewnie nie zwróciłby uwagi na samotną dziewczynę, mierzącą się z własnymi lękami, a co dopiero na pakunek, wciśnięty pod pachę dziewczyny, aby chociaż częściowo uchronić jego zawartość przed przemoczeniem. Krok za krokiem atakowały ją wątpliwości, czy aby na pewno powinna tutaj przychodzić. Powoli jednak wszelkie dylematy stawały się nieistotne, w miarę jak uświadamiała sobie ogrom strachu i cierpienia, zamknięty za wysokimi murami. Uczucia Victorie zdominował lęk, a umysł zajęła jedna myśl: sierociniec.
Minęła żeliwną, kutą bramę i stanęła przed furtką, złowrogo zakończąną ostrymi szpikulcami. Przez pręty zobaczyła masywny budynek, który mimo oczywistych różnic w wyglądzie posiadał tę samą aurę co sierociniec w Southampton. Nienaganny stan domu dla niechcianych dzieci oraz frontowego ogródka wskazywały na panujący w tym miejscu rygor oraz skuteczność metod utrzymywania porządku wśród wychowanków. Pchnęła żeliwną furtkę, która z donośnym skrzypnięciem otworzyła się na oścież. Wzięła głęboki oddech i...
Przekroczyła mury sierocińca. Poczuła się jak małe, wystraszone dziecko, wracające do znienawidzonego miejsca. Niemal słyszała nieprzyjemny głos opiekunki, strofującej zlęknioną grupę sierot za złe zachowanie. Coś pchało ją ku drzwiom, zupełnie jak ręka owej wychowawczyni, pospieszającej zbyt powolne dzieci. Była pewna, tak jak pewna była za swoich wczesnych lat, że jeśli odwróci się chociaż na moment i jeszcze raz zobaczy świat, rozciągający się poza murami, nie wytrzyma zamknięcia w przytułku.
Drobną dłonią ujęła kołatkę u drzwi. Zastukała trzykrotnie, czując się, jakby stanęła ponownie przed swoim największym wrogiem. Wróciłam, pomyślała, wygładzając fałdy przemoczonej sukni.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sierociniec   

Powrót do góry Go down
 
Sierociniec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Prawy brzeg Tamizy :: Southwark-
Skocz do: