Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Whitechapel Road

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Whitechapel Road   Sro 10 Lut 2010, 02:45

Jako iż jest to główna ulica całej dzielnicy naturalnym jest fakt, że należy ona do jednych z szerszych i ważniejszych arterii miasta. Tym bardziej, że niegdyś służyła za jeden z głównych traktów wiodących do Londynu. O brukowane podłoże codziennie uderzają setki końskich kopyt, kół oraz ludzkich stóp. Wzdłuż całej ulicy rozlokowało się mnóstwo sklepów, pubów oraz, dość istotny dla mieszkańców, niewielki uliczny bazarek, na którym nabyć można świeże warzywa oraz owoce.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Pią 05 Mar 2010, 10:09

Whitechapel Road niemal zawsze pełne było ludzi, koni oraz powozów. Zwykły, codzienny hałas i chaos tłumiły odgłos, który zwykł powodować delikatne przejawy paniki u większości mieszkańców tej biednej okolicy. Stukanie metalowej nogi o bruk kojarzyło się bowiem z jedną osobą - Komendantem Żelazną Gębą, zaś utrzymanie siedmioosobowej rodziny z uczciwych zarobków było niemal niemożliwe. Niemal każdy tutaj miał coś na sumieniu, coś, czym nie chciał by się podzielić z Curtisem Faithoundem. Wielu dziwiło się iż osoba ktoś o jego pozycji społecznej w ogóle zapuszcza się w te okolice, w końcu jego zawód nie przynosił mu popularności, niemniej sam Komendant lubił spacerować po Whitechapel. Jego przekonanie do odwiedzania okolicy było umotywowane wieloma powodami, jednakże tych najważniejszych były zaledwie dwa. Po pierwsze, z otwartymi uszami i umysłem można było tutaj wiele się dowiedzieć, nawet jeśli większość "przypadkowych" przecieków informacji milkło gdy tylko usłyszało stukanie metalowej nogi o bruk. Kolejnym powodem tych spacerów była mnogość drobnych przestępstw, które blokował Courtis poprzez samą swoją obecność. Dobrze wiedział, że mieszkańcy Londynu przypisywali mu wiele bestialskich czynów, dodawano mu jednak również nieomylność i nadludzką spostrzegawczość. Komendant zaś starał się dyskretnie zapewniać by tego typu plotki na stałe wryły się w umysły złodziejaszków i przemytników.

Zapewne dla większości wyższych urzędników policyjnych odwiedzanie Whitechapel w pojedynkę mogło by się skończyć tragedią. Faithound pochodził jednak z tej okolicy, świetnie znał uliczki i ścieżki, a do tego tutejsi mieszkańcy również o tym pamiętali. Zwykli o nim szeptać, że mimo wszystko "to swój chłop", zaś sympatię biednych dodatkowo wzbudzały głośne sprawy, w których Curtis oskarżał i osadzał bogatych mieszkańców nie bacząc na ich wagę w społeczeństwie. Jak powszechnie bowiem wiadomo, karanie bogatszych ludzi zawsze zapewniało choć krztynę szacunku wśród biedoty.

Komendant spokojnie przemieszczał się wzdłuż Whitechapel Road i przysłuchiwał się czujnie dochodzącym z okolicy dźwiękom. Starał się przy tym trzymać na brzegu drogi, by przypadkiem nie zbliżać się do koni. Głupie bydlaki zwykły reagować nerwowo w jego obecność, zresztą Curtis również reagował nerwowo na obecność koni. To nie mogło zaś prowadzić do niczego dobrego.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Pią 05 Mar 2010, 12:09

Znajome twarze migały Faithoundowi ze wszystkich stron. Johny Fernick stojący pod ścianą kamienicy na lewo od komendanta był młodym, lecz całkiem zdolnym kieszonkowcem, którego Curtis łapał średnio trzy razy w miesiącu. Nie licząc swego niezbyt uczciwego fachu chłopak był całkiem sympatyczny i zawsze spokojnie odsiadywał swoją karę. Po prawej przechadzał się zaś stary Samuel Warkin, który zajmował się drobnym przemytem, a którego Faithound złapał już tyle razy, że jego twarz poznałby nawet w całkowitych ciemnościach. Sam był zresztą stałą częścią tej ulicy, bez której stałaby się ona nieco smutniejszym miejscem.
-Dzień dobry Panie Faithound!!-Zagadnęła przechodząca obok Jenifer Mockinson, która uwielbiała oszukiwać w kości i karty. Podstarzała kobieta zdołała osiągnąć w swych sztuczkach iście mistrzowski poziom i w całej policji tylko Curtis był w stanie poznać się na jej oszustwach.-Jak Pańskie zdrowie?
Wszyscy znajomi przestępcy z Whitechapel byli niegroźnymi, ubogimi ludźmi, którzy nielegalną działalnością starali się zarobić na przeżycie. Żadne z nich nie narzekało, gdy Curtis ponownie zamykał za nimi drzwi celi...tam mogli przynajmniej liczyć na jeden posiłek dziennie, malała też szansa, że ktoś wepchnie im nóż pod żebra.
No dobra, była też jedna czarna owca-Thomas Gatteway, który zamordował swoją żonę w ataku furii. Kobieta zdradzała go na prawo i lewo, jednak on do końca wierzył w jej wierność...do momentu, gdy przyłapał ją z kochankiem. Widząc ukochaną małżonkę w ramionach gacha Tom wpadł w istny szał i zatłukł ją oraz jej "przyjaciela" masywnym świecznikiem stojącym przy łóżku. Paskudna sprawa...nie dość, że miejsce zbrodni było jednym z najbardziej zalanych krwią miejsc w Londynie to jeszcze sam Gatteway totalnie się załamał i postradał rozum. Obecnie był już w świecie umrzyków, powiesił się bowiem w swojej celi jeszcze przed pierwszą rozprawą sądową.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sob 06 Mar 2010, 15:46

Curtis przeniósł swoje bystre spojrzenie na starszą kobietę, po czym odruchowo ściągnął cylinder i przycisnął go do piersi uchylając przy tym głowę. Ten gest powitania pozostał wbity siłą w układ nerwowy Komendanta, a był pozostałością z czasów dziecięcych, gdy musiał w ten sposób witać się z każdym kto był starszy. Inaczej bowiem dostawał razy od zarządcy kopalni za brak szacunku.
- Nie gorzej niż zwykle. - Odrzekł zakładając z powrotem nakrycie głowy na miejsce, na którym powinno spoczywać. - Mam nadzieję, że u Pani również wszystko w najlepszym porządku Pani Mockinson?
Pomimo swojej ogólnej gburowatości Komendant był jednak dobrze wychowany. Jego matka od zawsze wpajała mu iż dobre maniery są pierwszym wyznacznikiem tego, jaki jest człowiek. Co prawda sam Curtis dobrze wiedział iż ci doskonale wychowani, ważni i bogaci to zwykle najgorsza z zaraz toczących społeczeństwo. Mimo to gdy ktoś odezwał się grzecznie, a Curtis nie był akurat w najgorszym humorze, zwykł również odpowiadać miło.
Faithound wbrew pozorom darzył przestępców z Whitechapel swoistym rodzajem sympatii. Tak na prawdę bowiem ludzie Ci nie zagrażali szczególnie społeczeństwu, a do tego nie sprawiali problemów przy aresztowaniach oraz podczas ewentualnych procesów. Dodatkowo znali swoje granice i nie przekraczali ich. W ten sposób nawet z ich przewinieniami, Courtis miał ich za ludzi uczciwych. Uczciwych nieco inaczej niż reszta, ale przynajmniej uczciwość ta była szczera, nie tak jak uczciwość urzędasów czy tych pieprzonych "krewnych królowej". Te wredne psy myślały że wszystko może im ujść płazem, i niestety w większości przypadków mieli cholerną rację. Komendant nie raz już musiał całą siłą woli powstrzymywać się przed wyciągnięciem rewolweru i wypaleniem im w te wyszczekane gęby.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Nie 07 Mar 2010, 22:48

Pani Mockinson zdążyła już otworzyć usta do odpowiedzi, gdy nagle zwykły hałas ulicy wypełniła wieloskładnikowa kakofonia nieco mniej typowych dźwięków. Składała się ona z krzyku przechodniów, kwiku koni, trzasku łamanego drewna oraz szurania czegoś ciężkiego o chropowaty bruk ulicy. W chwilę potem zapadła całkowita, nienaturalna cisza przerywana tylko przez kwiczenie jakieś przestraszonych lub rannych wierzchowców. Pani Mockinson przytknęła żylaste dłonie do rozchylonych warg, a jej oczy zrobiły się znacznie większe niż zazwyczaj. Wciągane przez nią powietrze zaświstało pomiędzy palcami.
-Święta Panienko...-Wyszeptała wyraźnie przerażona palcem prawicy wskazując na coś, co znajdowało się za plecami Faithounda.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Pon 08 Mar 2010, 23:55

Nim Faithound zareagował celowo, przez jego umysł przemknęło już kilka prostych, beznamiętnych, analitycznych faktów. Dźwięki - krzyk przechodniów, panika, coś sprawiło iż ludzie zostali wytrąceni z równowagi. Kwik koni - zwierzęta również wyprowadzone z równowagi. Najprawdopodobniej doszło do nieprzyjemnego wypadku. Trzask łamanego drewna - najpewniej wóz, powóz albo dorożka. Środek transportu - ktoś się spieszył i spowodował wypadek? Coś spłoszyło zwierzęta i spowodowało wypadek? Następnie cisza - wniosek, nikt kto odniósł obrażenia nie jest na tyle sprawny by się odzywać. Widok musiał być doprawdy dramatyczny by ludzie nie zaczęli go komentować. Wniosek - krew w sporej ilości.
Komendant odwrócił się szybko na pięcie prawej nogi, by zbyt długo nie stać opartym jedynie na lewej. W końcu metalowa kończyna nie zapewniała takiej samej stabilności jak zwykła, wyposażona nie tylko w stopę ale również w układ nerwowy. Nie wiedział dokładnie co zastanie za sobą, wolał jednak ruszyć w stronę tego "czegoś". Wnioski powstałe w jego mózgu pozwalały jednak upewnić go w tym, iż do miejsca zdarzenia należy się zbliżyć. W tej ciszy nie spodziewał się by ktoś zastąpił mu drogę. W końcu stukanie metalu o bruk było rozpoznawalne i, przy całkowitym milczeniu otoczenia, całkiem głośne.
- Proszę się rozejść! - krzyknął niemal odruchowo, zdając sobie sprawę iż nadmierna ilość gapiów w niczym nie pomoże.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Wto 09 Mar 2010, 01:05

Większość wniosków Faithounda była całkowicie poprawna. Na samym środku drogi znajdowały się dwa przewrócone pojazdy-dorożka i zwyczajny transportowy powóz. Ta pierwsza leżała na burcie a te z kół, które zostały uniesione ku górze obracały się siłą wcześniejszego rozpędu. Z kabiny, która szczęśliwie nie ucierpiała powoli gramolił się jakiś otyły dżentelmen, którego bogaty strój świadczył o przynależności do całkiem wysokich sfer. Woźnica leżał na ziemi kilka metrów dalej nie zdradzając przy tym żadnych oznak przytomności, z jego czoła wypływała cieniutka stróżka krwi, która powoli barwiła brudny bruk ulicy. Obydwa konie dorożkarskie odniosły ciężkie rany w postaci złamań nóg, z czego jeden z nich świecił wystającą z prawej nogi kością...do zderzenia musiało dojść przy sporej prędkości.
Wóz, który był masywnym, wykonanym z twardego drewna pojazdem ucierpiał znacznie mniej. Siła uderzenia wybiła go nieco do tyłu wrzucając kierowcę "na pakę", gdzie zaległ między skrzynkami, które przewoził. Duży, zimnokrwisty koń w panice rzucał się szarpiąc przygniecione przed jednego z jego rannych pobratymców cugle. Czynił to z taką siłą, iż biedne ranne zwierzę wyglądało, jakby targały nim wyjątkowo silne konwulsje. Sam powóz nie uległ większym uszkodzeniom, złamała się jednak oś przedniego prawego koła, przez co pojazd stał dziwacznie przechylony. Jedna ze skrzyń, która w momencie wypadku musiała znajdować się na samym jego tyle wypadła na bruk wysypując swą zawartość-główki zielonej kapusty. Brak jakichkolwiek oznak hamowania, czy też prób zmiany trasy świadczył, iż to właśnie woźnica prowadzący powóz był winowajcom wypadku.
Curtis był w tej okolicy osobą dobrze znaną, więc nikt jakoś nie kwapił się, by podchodzić nazbyt blisko miejsca zdarzenia.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sro 10 Mar 2010, 00:28

- Wezwijcie mi tutaj lekarza! - Komendant odniósł lekko głos, najwyraźniej by odpowiedni ludzie szybciej otrząsnęli się z umysłowego odrętwienia. Wciąż zbliżał się w stronę miejsca wypadku, choć oczywiście nie poruszał się najszybciej. Kierował się za to prosto do rannego woźnicy stukając przy tym głośno swoją metalową nogą o bruk. Wskazał przy tym palcem dłoni na końską plątaninę połamanych nóg i wściekłych końskich organizmów. - I na Królową niech ktoś uspokoi te bydlaki!
Celem Curtisa było dotarcie do rannego i uklękniecie przy nim, co rzecz jasna było dość trudne przy sztywnej, metalowej protezie zamiast nogi. Powolne i ostrożne schylanie pozwalało jednak na zachowanie równowagi nawet w takich warunkach. Gdy tylko przyklęknął przy rannym zamierzał przyłożyć dwa palce do jego szyi. Nie był medykiem i nigdy nie szkolił się w sztuce leczenia, ale jako śledczy musiał umieć odróżnić trupa od konającego. To zmieniało przecież wyrok, no i określało jaka powinny być dalsze działania. Czujne spojrzenie Curtisa miało wyłapać wszelakie próby opuszczenia miejsca "zdarzenia". W końcu nikt kto brał w nim udział nie powinien zniknąć przed zebraniem odpowiednich informacji.
Powrót do góry Go down
Tax




PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sro 10 Mar 2010, 20:02

Joseph szedł właśnie do pracy, gdy z daleka, ujrzał tłum gapiów. Takie zbiorowisko, w tej konkretnie dzielnicy zazwyczaj nie oznaczało nic dobrego. Przyspieszył kroku mając nadzieję, że jego obawy się nie sprawdzą. Gdy podszedł bliżej zauważył przewrócone wozy. Hmm... To definitywnie nic dobrego. Zaczął przepychać się przez tłum powtarzając raz za razem:
- Jestem z policji, proszę mnie przepuścić!
Teraz widział już dokładnie miejsce zdarzenia, przygniecione zwierzęta, potrzaskane pojazdy. Stał tak przez chwilę przyglądając się niejako z zaciekawieniem dziełu zniszczenia. Widział krew i leżącego na ziemi woźnicę. Odruchowo przeżegnał się, a zauważywszy krzątającego się na miejscu komendanta ruszył w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sro 10 Mar 2010, 21:13

Puls woźnicy nie był być może wybitnie silny, jednak wciąż dało się go wyczuć. Mężczyzna pojękiwał cicho, nie wydawał się jednak mieć żadnego kontaktu z otoczeniem. Komendy Faithounda sprawiły, że zdjęty grozą (lub ciekawością) tłum ruszył do akcji niczym nieco chaotyczny, lecz działający mechanizm. Kilka osób podeszło do dorożki i pomogło jej mocno wstrząśniętemu pasażerowi odejść na bok. Ktoś okrył też biednego poszkodowanego swą marynarką a jakaś kobieta spokojnie usadziła go pod ścianą jednej z kamienic. Inna grupa podeszła do wozu i poczęła z mozołem wysupływać jego właściciela spomiędzy labiryntu skrzynek. Najgorzej wyglądała sprawa z końmi,. Bojaźliwe zwierzęta zostały ciężko poranione więc do zwykłego strachu doszedł też potworny zapewne ból, przez co uspokojenie ich wydawało się niemożliwe. Jakiś dżentelmen wymierzył nawet w głowę najciężej uszkodzonego zwierzęcia lufę rewolweru, jednak został szybko powstrzymany przez grupkę kobiet. Tax tymczasem przedzierał się przez wprawiony w ruch mechanizm tłumu odczyniając przy tym prawdziwy slalom-gigant. Polecenia komendanta sprawiły, iż ludzie zdawali się go niemalże nie zauważać, przez co był nieustannie dźgany łokciami, deptany lub szturchany. Winowajcy zwykle rzucali coś pokroju "wybacz" i znikali w tłuszczy. W końcu Josephowi udało się dotrzeć do klęczącego przy rannym woźnicy Faithounda. Poszkodowany zaczynał tymczasem powoli otwierać oczy wydając przy tym z siebie rozmaite jęki i westchnienia.
Powrót do góry Go down
Tax




PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sro 10 Mar 2010, 22:27

Mijając komendanta skłonił się lekko i powiedział:
- Witam Pana komendanta. Zapowiada się pracowity dzień.
Nie czekając na reakcję komendanta - który jak zauważył Tax zajęty był leżącym woźnicą - ruszył w stronę przewróconego wozu. Tak, mężczyźnie z dorożki nic najpewniej nie grozi, koniami można zająć się później... Trzeba za to jak najszybciej pomóc temu biedakowi w wydostaniu się spod stosu przygniatających go skrzyń. Jospeh już nie czekał, aż krzątający się wszędzie ludzie ustąpią mu miejsca. Odpychał tych stojących mu na drodze do przewróconego pojazdu.
- Proszę zrobić mi miejsce. Zajmę się tymi skrzynkami. - powiedział szybko do ludzi w pobliżu.
Brał jeden pakunek za drugim, cały czas uważając by nic nie spadło na leżącego mężczyznę. Ciężar skrzyń nie stanowił dla niego problemu. w końcu nie takie rzeczy już podnosił. Gdy już utorował sobie drogę nachylił się nad woźnicą, by sprawdzić jego stan.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Sro 10 Mar 2010, 23:43

- Do pracy młodzieńcze - odrzekł jedynie spokojnie, acz głośno Faithound. Wyraźnie uznał iż nie ma zbyt wiele czasu na rozmowy i powitania z podkomendnymi. Zerknął jedynie błyskawicznie na to który z "chłopców" pojawił się z odsieczą. Nie był pewny jak "dzieciak" miał na imię, ale kojarzył nazwisko.
- Dobrze że się zjawiliście Tax. - dodał jeszcze, najwyraźniej zadowolony z faktu iż ktoś ze sporą siłą się pojawił. Dzięki temu faktowi zapamiętał bowiem młodego człowieka. Zapisał go sobie w notesie jako "nowy wręcemocny" by w razie potrzeby wiedzieć do którego z podkomendnych zwrócić się w razie zadania wymagającego niezwykłej krzepy.
Spokojnym, acz silnym ruchem ułożył rannego na powrót na bruku, by nie pozwolić mu na spowodowanie dodatkowych szkód na swoim, wyraźnie nadwątlonym, zdrowiu. Władczy ton głosu połączony ze spokojem miał wspomóc akcję ręki, gdy Curtis rzekł - Proszę się nadmiernie nie ruszać. Niebawem przybędzie lekarz i wróci Pan do zdrowia.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Nie 14 Mar 2010, 19:08

Tax.
Mężczyzna wyglądał na całkiem zdrowego, lecz lekko wstrząśniętego. Poza rosnącym i nabierającym pięknego odcieniu fioletu siniakiem na czole nie miał on żadnych widocznych obrażeń, a rozwarte szeroko oczy, których spojrzenie jakby trwożliwie padło na Josepha świadczyły o tym, iż poszkodowany jest przytomny i ma kontakt z otoczeniem.
-Nie, nie, nic mi nie dolega!-Wybuchnął jakby strachliwie mężczyzna starając się jak najszybciej podnieść na nogi.-Ja...ja już sobie pójdę, dobrze? Przepraszam za kłopot!
Zgromadzeni dookoła ludzie rzucali między sobą ukradkowe, zdziwione spojrzenia...czy z tym gościem wszystko było w porządku? Cóż, najpewniej nieco za mocno się rąbnął w głowę.

Curtis.
Woźnica spojrzał na Faithounda oczyma wielkimi ze strachu i zdziwienia.
-Co tu się u licha stało?-Jęknął odruchowo sięgając palcami do rozcięcia na głowie. Tknąwszy ranę mężczyzna syknął z bólu krzywiąc się przy tym, jakby go koś torturował.-O Boże...ja...ja jestem ranny!
Poszkodowany uniósł trzęsącą się dłoń do oczu wbijając pełne obłędnego przerażenia spojrzenie w pokrywającą palce krew. Jego wargi poruszały się przez chwilę bezdźwięcznie upodabniając go do ryby chcącej złapać w pyszczek kolejny haust wody.
-Ja umrę! Nie, nie mogę teraz umrzeć!-Wrzasnął woźnica rzucając się przy tym i wijąc niczym wyrzucony na wierzch węgorz.-Krew! Wszędzie widzę krew! Boże, ratuj mnie!
Histeryczne okrzyki rannego ściągnęły uwagę kilku osób, które z pewnym zakłopotaniem przyglądały się całemu spektaklowi wyraźnie czekając na reakcję Curtisa.
Powrót do góry Go down
Tax




PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Nie 14 Mar 2010, 20:14

Tax obserwował uważnie rannego woźnicę. Widząc strach w oczach mężczyzny uśmiechnął się lekko starając się nadać swojej twarzy nieco pogodniejszy wyraz. Zauważywszy, że próbuje wstać położył mu swoją mocarną dłoń na ramieniu.
- O, nie. Nigdzie się pan stąd nie ruszy. - powiedział pogodnie Joseph - Ktoś musi obejrzeć tę pana głowę... - dodał już bardziej poważnie wskazując na opuchłe czoło mężczyzny.
Odwrócił głowę wciąż jeszcze trzymając rannego i począł lustrować krzątających się wokół ludzi. Mężczyzna. Lat... koło 30. Pomagał przy rannych. Tak, on się nada.
- Obywatelu! Tak, do pana mówię. - zaczekał, aż jegomość podejdzie bliżej - Proszę tu siąść i pilnować, żeby ten człowiek nigdzie się stąd nie ruszał. Zrozumiano?
Zapewniwszy rannemu odpowiednią - przynajmniej na razie - opiekę, wstał i zaczął uważniej rozglądać się po miejscy wypadku, upewniając się, że nikt inny nie został ranny.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Pon 15 Mar 2010, 18:27

- Uspokój się chłopie! - niemal warknął Curtis. Wiedział bowiem iż podczas ataków paniki zwykle należy najpierw otrzeźwić umysł przestraszonej osoby. Postanowił też zrezygnować z "Pana", gdyż samo to słowo denerwowało go nieco. W końcu ani ten ranny, ani sam Faithound, nie byli dla nikogo Panem. Tak gadali wierzący o bogu i takie tam. W tej sytuacji dobre maniery nie były chyba zresztą konieczne. - To tylko trochę krwi.
Były żołnierz, a później śledczy ze Scotland Yardu widział w swoim życiu większe ilości krwi. Poderżnięte gardła, rany na tętnicach czy chociażby utrata nogi były o wiele mniej przyjemnymi dla oka widokami. Dodatkowo zdawało się iż woźnicy nic wielkiego nie jest. W końcu ludzie mocno ranni raczej nie drą się na całe gardło. Z tego co wiedział Komendant tacy ludzie raczej leżeli i umierali spokojnie, bez zbędnych ruchów. Curtis zresztą posiadł tę wiedzę tracąc nogę. Pamiętał, że leżąc na pobojowisku niewiele różnił się od trupów które go otaczały. Nie miał w sobie dość siły i uporu by ruszyć się i spróbować chociażby podczołgać się do sztandaru. Zareagował nieco dopiero widząc nadchodzącą pomoc. Przypomniał sobie również jak strasznie się darł gdy nogę mu ucinano i zapewne zaśmiał by się gdyby nie to, iż nie lubił się śmiać. Zwyczajnie uznawał młodego siebie za słabeusza, który przejmował się takimi szczegółami jak uszkodzenia ciała.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Wto 16 Mar 2010, 00:23

Tax:

Inni poszkodowani mieli już swych opiekunów. Grubasek z dorożki siedział oparty o ścianę, a półokrąg pełnych troski obywateli otaczał go niczym zaszczutą zwierzynę. Rannym woźnicą zajął się sam komendant, nie było więc powodów, aby się o niego martwic.
Uwagę Josepha zwrócił natomiast nieziemski wręcz hałas dobiegający z lego lewej. Gdy tylko odwrócił głowę w tamtą stronę spostrzegł ludzi stojących w bezpiecznej odległości od trójki rannych koni. Zwierzęta próbowały stanąć na połamane nogi rzucając się przy tym spazmatycznie. Jakiś dżentelmen z rewolwerem w ręku celował w głowę najciężej rannego zwierzęcia wyraźnie chcąc ukrócić jego męki, jednak dwójka kobiet trzymała go za zbrojne ramię szarpaniem uniemożliwiając celny strzał.
-Nie możesz pan ich tak po prostu zastrzelić!-Krzyczała jedna z dam, niska i pulchniutka, że aż miło.-To zwierze jest tylko ranne, na pewno można mu jakoś pomóc!
-Czy Pani nie rozumie, że takiego złamania już się nie nastawi?!-Odkrzykiwał mężczyzna.-Ja chcę tylko skrócić męki tych biednych zwierząt!
Spory sporami, ale nabity rewolwer w ręku osoby targanej przez dwie inne mógł w każdej chwili wystrzelić i zrobić komuś nielichą krzywdę.

Curtis:

Mężczyzna zamilkł jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po czym zamrugał szybko powiekami.
-Ja...przepraszam Pana...-Wymamrotał nieco głuchym, jednak całkiem dobrze słyszalnym głosem.-Chyba...chyba trochę mnie poniosło.
Dopiero teraz Faithound dostrzegł, że pomiędzy dwiema krawędziami rozciętej skóry woźnicy prześwituje biaława kość. Gładka powierzchnia wydawała się nienaruszona, jednak nie wiadomo co z cennym organem znajdującym się pod nią. Rana będzie bez dwóch zdań szyta, a i tak na bank pozostanie po niej wyraźna blizna.

Ogółem:

Przez tłum przedarł się niewysoki, szczupły mężczyzna o bladej, gładko ogolonej cerze oraz łysym czerepie. Pod pachą jegomościa tkwiła charakterystyczna torba noszona przez lekarzy działających poza obrębem gabinetu.
-Jestem lekarzem, kto potrzebuje pomocy!-Głos medyka był zaskakująco jak na jego wzrost donośny i już po chwili zebrani na miejscu wypadku ludzie poczęli na raz wskazywać lekarzowi wszystkich poszkodowanych domagając się natychmiastowej pomocy.
Biedny mężczyzna został dosłownie zasypany gradem próśb i nakazów i widać było, iż nie ma nawet czasu na wysłuchanie żadnego z nich nim drugi zasłoni zawarty w nim przekaz.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Czw 18 Mar 2010, 20:55

- Spokóóój! Lekarza potrzebuje tutaj! - krzyknął swoim zachrypniętym głosem Komendant. Wyraźnie zamierzał zwrócić uwagę szkolonego w sztuce medycznej mężczyzny. Oczywiście pierwsza część wypowiedzi miała na celu przywołanie ogólnego porządku w całym chaosie. Następnie spojrzał na mężczyznę który leżał obok niego. - No widzisz, jest i lekarz. Zaczekaj na niego spokojnie.
Curtis zaczął z trudem wstawać z uklęku. Metalowa noga nie sprawdzała się specjalnie dobrze w takich chwilach. Musiał jednak coś zrobić, jego bystre oczy zauważyły już bowiem grupę ludzi, którzy spierali się o coś, zaś pomiędzy nimi ujawniał się rewolwer, najpewniej załadowany i gotowy do strzału. Taka sytuacja mogła przysporzyć bardzo wielu dodatkowych kłopotów w, i tak już niezbyt wesołej, sytuacji. Należało więc zareagować w sposób opanowany i sensowny, by zwalczyć chaos zimną kalkulacją.
- Spokój mówię! - po raz kolejny warknął komendant kulejąc w stronę zgrupowania wyposażonego w broń palną. Jego celem było podejście do grupki, rozdzielenie przepychających się poprzez proste włożenie dłonie między nich, a następnie podniesienie lufy rewolweru tak, by celowała w niebiosa. - Kto jest właścicielem tych koni? Do niego należy decyzja czy zwierzęta należy zabić czy też uspokoić w inny sposób.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Pon 12 Kwi 2010, 13:40

<Tax zniknął więc kontynuujemy bez niego>

Głos komendanta podziałał niczym kubeł zimnej wody sprawiając, że spora cześć tłumu znieruchomiała i umilkła jakby pod spojrzeniem gorgony. Lekarz spojrzał na Faithounda z wyraźna ulgą na twarzy, widać nadmiar okrzyków nieźle dał mu się we znaki. Nie czekając już dłużej medyk podszedł do leżącego woźnicy.
-Proszę się uspokoić, zaraz to obejrzę.-Głos mężczyzny był spokojny a ton niezwykle rzeczowy.
Torba lekarza szybko znalazła się na ziemi a z jej trzewi po kolei wyciągane były poszczególne przedmioty potrzebne do działania. Sam ranny wpierw syczał i przeklinał, jakby piętnowano go żelazem, ale po chwili uspokoił się znacznie.
Gdy Curtis pokuśtykał ku grupce, wśród której znajdował się nieszczęsny posiadacz rewolweru pulchniutka dama, która dotychczas szarpała uzbrojoną dłoń mężczyzny błyskawicznie skoczyła ku komendantowi wygiętymi jak szpony palcami wpijając się w jego ubranie. Z oczu damy płynęły łzy przejęcia a jej wargi drgały jak u grymaszącego dziecka. Sam uzbrojony ostrożnie schował broń patrząc na Faithounda jak księżniczka na rycerza, który ubił smoka.
-Właścicielami koni są jak mniemam prowadzący obydwa uczestniczące w wypadku pojazdy.-Rzekł wziąwszy głęboki, uspokajający wdech.-Przepraszam za moje zachowanie, ale nie umiem patrzeć jak biedne zwierzęta się męczą.
Konie tymczasem wciąż kwiczały jakby je ktoś zarzynał. Jedynie wierzchowiec z otwartym złamanie zdawał się z wolna uspokajać, co w dziwny sposób zgrywało się z rozrostem plamy krwi brudzącej bruk.
Powrót do góry Go down
Curtis
Komendant Scotland Yardu



PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   Wto 20 Kwi 2010, 22:10

- Konie nie nadają się do wyleczenia. - Zawyrokował oschłym głosem Faithound. Co prawda nie znał się specjalnie na medycynie, a na pewno już nie na leczeniu zwierząt, jednakże widział kilkoro ciężko rannych żołnierzy i zdawał sobie sprawę z powagi obrażeń. Podjął więc decyzje na bazie własnych doświadczeń, zdrowej logiki oraz rad bardziej doświadczonych w materii obywateli. Dokładnie tak jak powinno się to zrobić.
- Proszę o pozwolenie na zakończenie ich kaźni na miejscu! - Zakrzyknął ochryple Komendant spoglądając na domniemanych właścicieli zwierząt pociągowych, które ucierpiały w wypadku. Ton jego głosu miał sugerować, oczywiście, iż takie pozwolenie jest jedyną możliwą odpowiedzią. W pamięci już odnotował datę, miejsce oraz przybliżoną godzinę wypadku. Sprawdził ją zresztą mechanicznym ruchem wyciągając swój stalowy zegarek i otwierając wieczko. Dopiero po chwili spojrzał na damę, która "przyczepiła się" do niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, a przynajmniej żadnych nietypowych dla twarzy Faithounda.
- Proszę się uspokoić. Przedłużanie tego niewątpliwie wydłuża jedynie cierpienia koni, które i tak zapewne są ogromne. - Komendant coś niecoś o tym wiedział. Sam w końcu pozbył się swojej nogi w podobny sposób i, choć było to dość dawno temu, pamiętał ból jaki wytworzyć potrafią rozłupane kości przecinające się przez ciało. - Zabicie ich będzie więc czynem bardziej ludzkim niż czekanie, aż zdechną z powodu ciężkich obrażeń.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Whitechapel Road   

Powrót do góry Go down
 
Whitechapel Road
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Whitechapel-
Skocz do: