Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Jezioro   Pon 08 Lut 2010, 22:55

Wielkie jezioro jest częścią parku. Zajmuje ogromny obszar i jest w miarę czyste. Tak mówi każdy bo nikt jeszcze nie spotkał tam dryfujących do góry brzuchem ryb czy też leżących zwłok tych biednych stworzonek na brzegu. Może ktoś dba o to by nikt nigdy nie ujrzał takiego widoku a może jezioro jest na prawdę czyste przynajmniej na tyle by nie zabijać wszystkiego co w nim żyje. Tak czy inaczej dookoła chylą się stare drzewa oglądając swe odbicia w spokojnej tafli Virginia Water Lake. Każdy kto spaceruje sobie prostą, piaszczystą dróżką wie, że by obejść całość nie wystarczy 1h, ale też nie potrzeba ich zbyt wielu. To po prostu zwyczajne miejsce, przyjazne spacerowiczom. A dalej, dalej jest strumyk...
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto 16 Mar 2010, 00:31

Korzystając z niewielu wolnych chwil w swoim życiu, które składa się przeważnie tylko z pracy, Veronica postanowiła odwiedzić park, w którym od dawna nie była. Właściwie od śmierci ojca.
Stąpała niepewnie po ścieżce wsłuchując się w świergot ptaków. Brzmiało to dla niej jak muzyka, uwielbiała zwierzęta, najbardziej ukochała sobie właśnie te wydające z siebie tak melodyjne dźwięki, lecz nie dyskryminowała żadnych stworzeń. Wyciągnęła dłonie przed siebie, pamiętając że gdzieś w zasięgu nich powinno być drzewo, po za tym głos ptaków ją do niego prowadził. Gdy dotknęła palcami kory starego dębu uśmiechnęła się nieznacznie i usiadła pod nim, a duszony gdzieś wewnątrz stres zaraz gdzieś uleciał. Blondynka wyciągnęła z kieszeni sukienki swoją czarną szmatkę i związała włosy, było dość zimno, jednak Veronica była przyzwyczajona do chłodu, brakowało jej świeżego powietrza i odrobiny samotności, a zwłaszcza ciszy w parki, powoli miała dość zgiełku miasta.
- Teraz mogłabym umrzeć- powiedziała do siebie cichutko, miała delikatny melodyjny głos.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sob 20 Mar 2010, 02:13

- Doprawdy, Panienko? - Cichy, skrzekliwy męski głos dobiegł dziewczęcia z prawej strony, wraz z szelestem liści i trzaskiem łamanych gałązek. Pobrzmiewało w nim jakieś dziwne rozbawienie i nienaturalna wręcz wesołość. - Radziłbym uważać z życzeniami, hihihi.
Postać najwyraźniej zmieniała położenie, gdyż trzaski i odgłosy kroków, które młoda kobieta słyszała poczęły przemieszczać się w lewą stronę, a ucichły w momencie, gdy, według wszelkich obliczeń, tajemnicza postać znalazła się na wprost Veroniki.
- Zwłaszcza w takim odludnym miejscu jak to... Na brzegu jeziora, które zapewne w swych odmętach nie raz gościło martwe ciała kobiet. - Nieznajomy zachichotał ponownie, a owy upiorny dźwięk zdecydowanie mógł wywołać dreszcz u co wrażliwszych jednostek, bo też raczej niczego dobrego nie zapowiadał.
Prócz świergoczących beztrosko ptaszków i innych żyjątek, którym nie straszny był chłód późnozimowej pory jedynym towarzyszem jasnowłosej zdawał się być podejrzany jegomość. Wiatr wzdymał poły jego płaszcza wywołując przy tym dość charakterystyczny dźwięk i, co ciekawe, przynosząc niewieściemu zmysłowi powonienia charakterystyczny zapach formaliny.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Sob 20 Mar 2010, 23:39

Wzdrygnęła się lekko gdy usłyszała głos, podążyła głową w jego stronę powoli i ostrożnie, czemu nie słyszała że ktoś nadchodzi?
Takie pytanie narodziło się w jej głowie gdy niespiesznie wstawała z kupki śniegu na której wcześniej siedziała.
Nasłuchiwała uważnie, stanowczo nie znała tego głosu a nuta jaka w nim pobrzmiewała bardzo ją zaintrygowała ale i zaniepokoiła jednocześnie.
- Przepraszam Pana, nie wiedziałam, że ktoś tu jest. W innym wypadku zachowałabym swoje słowa tylko dla siebie.
Dygnęła lekko, bez problemu podostrzając za odgłosami natury, jakie wydawały liście i gałązki pod stopami mężczyzny. Przez krótką chwilę przemknęło jej przez myśl iż znalazła się w nieodpowiednim miejscu o nie odpowiedniej porze.
Przymknęła powieki ale tylko na chwilkę by utkwić oczy w jak jej się zdawało twarzy nieznajomego, po czym wygładziła sukienkę z tyłu, nie wypadało niechlujnie wyglądać w towarzystwie.
- Jezioro pełne jest różnych tajemnic, ludzkich historii i wspomnień. Ileż to panien ze złamanym sercem wyrzucało doń pamiątki po ukochanym ze złości?- spytała chcąc być grzeczną dla obcego.
Woń docierająca do jej zgrabnego noska przypomniała jej o wypchanych zwierzętach w sali trofeów jej Państwa. O trofeach zdobytych przez "jej" panicza i jego ojca, fanatyków polowań i wszelkich uciech życia szlacheckiego, no może nie do końca takiego, ale życia bardzo bogatych ludzi, pomnażających zyski nie koniecznie w legalny sposób.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto 23 Mar 2010, 00:20

- Ach, nic się nie stało, nic się nie stało, Panienko... - Zgrzytliwy chichot ponownie zmącił ciszę i spokój tego miejsca. Tym razem pozostawał w jednym miejscu i najpewniej jego właściciel lustrował postać dziewczęcia. Gdyby wzrok był fizycznie odczuwalny jasnowłosa odczułaby w tym momencie dotyk rozbieganych rąk sunących po fragmentach jej ciała, nie przesłoniętych przez odzienie, po szyi i gładkim obliczu. A zapewne też po tych niewidzących oczkach. To jednak mogłoby być jeszcze mniej przyjemne niż wcześniejsze "obłapianie". A nuż te ślepka by jej wyłupiono... Bo i na cóż jej one skoro i tak nie spełniają swej funkcji? Tak jak i na co ciało, gdy nie wykorzystuje się jego wszystkich możliwości?
- Rad jestem, iż mogłem to usłyszeć... bo może będę mógł pomóc, miła dzieweczko. - Przymilny, o dość wysokiej tonacji głos tym razem doszedł z bliższej odległości, gdy podejrzany jegomość zrobił kilka kroków w stronę Veroniki. - I nie wiem nic o jeziorze i jego skarbach. Nie obchodzi mnie to. Ani ckliwe historie miłosne ani tragiczne ich zakończenia... chociaż niekiedy bywają zabawne.
Cichy chichot, szelest liści i nagły dotyk zimnych, wilgotnych palców na jasnym, czystym policzku dziewczęcia.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto 23 Mar 2010, 22:55

Zawiał dość chłodny i przenikliwy wiatr, wraz z dziwnym chichotem mężczyzny. Veronica poczuła jak po jej karku przechodzą dreszcze a żołądek związuje się w supeł, a z przełyku jakby spadła do niego lodowa kulka, która spowodowała iż chłód rozlał się po całym jej drobnym ciele.
- To była tylko przenośnia proszę pana, tylko przenośnia, jestem na prawdę szczęśliwa, że żyje-zapewniła go gorliwie o jego omyłkowym rozszyfrowaniu swoich słów.
Gdy usłyszała szelest bliższy jej uszom chciała się odsunąć ale niestety, drzewo o które już się opierała, i starała się w nie wręcz wbić skutecznie to uniemożliwiło.
Te palce...przytuliła głowę do lewego ramienia i zacisnęła powieki, wyraźnie na jej skórze malowała się gęsia skórka. Smukła mała dłoń powędrowała ku górze i odtrąciła dłoń mężczyzny tak prędko jak tylko mogła.
- Proszę mnie nie dotykać- przygryzła zaróżowioną wargę, która lekko spierzchłą od zimna.
W oczekiwaniu co stanie się dalej, nawet ptaki zamilkły i wiatr ucichł tak jakby czekały sztukę teatralną.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro 24 Mar 2010, 00:43

- Khe, khe... Czy aby na pewno? - Śmiech mężczyzny wbił się w panującą w tym miejscu swoistą ciszę niczym ostrze w ciało pulchnej ofiary. Gładko, głęboko i przyjemnie. Zaraz jednak przeszedł w zgrzytliwy, niemal gruźliczy kaszel, który to stłumiony przez dłoń tajemniczego osobnika wreszcie ucichł. Palce, które ponownie sięgneły ku dziewczęciu zdawały się być jeszcze bardziej wilgotne niż wcześniej. Musnęły jej szyję, którą tak ładnie odsłoniła i delikatnie szarpnęły złociste pukle.
- Aj, Panienka niedotykalska? - Zasyczał nieprzyjemny głos przy jej uchu, w momencie, gdy ciężkie dłonie opadły na jej ramiona, a palce wbiły się w nie boleśnie, zaciskając niemal w żelaznym uścisku. Zapach formaliny, rzecz jasna, przybrał na sile, lecz nie był w stanie stłumić fetoru jaki towarzyszył oddechowi napastliwego jegomościa. Tym bardziej, iż dziewczę powonienie miało bardzo dobre i mogło wychwycić w nim mieszankę jakiegoś rybnego zapachu wraz z cebulą, zgniłymi jajami i typową wonią dobywającą się z ust osoby, która nie dbała o higienę zębów, a także miała problemy z żołądkiem. - Już ja Ci pokażę dziewuszko uroki życia... taak. Spodoba Ci się. Kto wie, może poprosisz o więcej. - Mężczyzna zarechotał, wzmagając bolesny uścisk na ramionach swej ofiary.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro 24 Mar 2010, 01:08

To zaczynało się posuwać stanowczo za daleko, i prowadziło na samo dno jakiejś mrocznej otchłani.
Z gardła Veroniki wydobył się cichy pisk, świadczący o jej zdecydowanej dezaprobacie dla tego typu zachowania w stosunku co do jej osoby, biedactwo nie miało zbyt wiele możliwości ucieczki, a nawet cienia szansy na obronę, była zbyt słaba fizycznie, a bycie niewidomą jeszcze bardziej uniemożliwiało jej wybadanie terenu.
- Niech Pan mnie puści! Będę krzyczeć! Ktoś tu zaraz przyjdzie!- gdyby tylko była w stanie zakryła by twarz rękami, powoli zbierało się jej na wymioty od tego fetoru, zwłaszcza zważając na fakt o jej wyczulonym zmyśle powonienia.
Serce waliło jej jak młotem a krew tak szybko przemierzała żyły, że słyszała w uszach jej szum, jak i łomot swojego serca, ze strachu.
Mimo iż na dworze było zimni, po jej czole spłynęły kropelki potu, zapewne ze strachu który ogarniał ją coraz bardziej.

A co jeśli nikogo tu nie ma? Co jeśli nikt nie usłyszy moich wrzasków?"
Takie myśli chodziły biednej służce po głowie.

Gdzieś w oddali, tak jakby działo się to w pokoju obok, usłyszała cichą rozmowę, bardzo pospieszną.

- I co? Jak się czujesz James?- rozpoznała w tym pierwszym głosie, ten należący do jej pracodawcy.
- Fatalnie, nie powinniśmy inwestować w te nieruchomości, teraz możemy wszystko stracić- a w drugim głosie natomiast rozpoznała ten, który tak ukochała, miły, delikatny lecz bardzo męski i ciepły głos Panicza.

Dlaczego teraz...czemu w takiej chwili!
Pomyślała zrozpaczona swoim obecnym położeniem.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Czw 25 Mar 2010, 21:37

Mężczyzna śmiał się w najlepsze, przyciskając przy tym ramiona jasnowłosej do twardego pnia drzewa, które stało za nią niewzruszone sceną, która rozgrywała się pod jego nagimi gałęziami, sięgającymi ku niebu niby szpony. W tym momencie cała natura zdawała się być obojętnym widzem. Wiatr przemknął przez leśne tereny, lecz nie towarzyszył mu szum liści, których jeszcze wszakże nie było, a jedynie klekot suchych gałęzi oraz szelest tego co zalegało na ziemi i uchowało się pod śniegiem, lecz co już dalekie było od swej początkowej zielonej formy. Ptaki milczały... a przynajmniej te o słodkich głosach, gdyż gdzieś dalej, w tle odezwało się charakterystyczne krakanie wron. Nieprzyjemnie mokra i zimna niczym wąż ręka przesłoniła usta dziewczęcia.
- Nie, nie... nie mam takiego zamiaru. I nie łudź się, że ktoś Cię uratuje. To duży las, a marzec nie jest miesiącem spacerowiczów. Jesteśmy tutaj sami. Tylko ja i Ty, czyż to nie wspaniałe?
I znów ten chrapliwy, nieprzyjemny chichot, który wwiercał się w delikatnie uszy służki niczym ostry szpikulec. Dźwięk ten był naprawdę... zły, trudno znaleźć lepsze określenie. Przywodził na myśl ciemne, zimne miejsca, w których owy dźwięk jest zapowiedzią bólu, obietnicą cierpienia. Słysząc coś takiego człek nagle zaczyna zastanawiać się czy rzeczywiście sama śmierć jest taka straszna...
Dłoń, która przysłoniła te jasne usteczka popełzła w górę ku materiałowi, którym dziewczątko zebrało włosy i uwolniła je.
- Ach jaka Ty śliczna, jaka świeżutka...
Nagły chwyt i szarpnięcie za nadgarstek oderwały dziewczynę od pnia by rzucić ją brutalnie na wilgotną, zimną ziemię. Nim jednak mogła chociaż zorientować się w sytuacji do gleby przygniótł ją ciężar ciała jej oprawcy. Brudnego, niemytego ciała, które zdecydowane było skalać tą czystą, słabą istotkę.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Czw 25 Mar 2010, 23:17

Blondynka nawet nie była w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku, strach przeszył jej ciało jak setki rozgrzanych do białości noży, które rozrywały skórę i jednocześnie zespalały rany.
Słabe dziewczę gdy upadło na zimę, twarzą prosto w kupkę zimnego śniegu zachłysnęło się nim, i chłodnym powietrzem, które zgęstniało od ilości emocji kłębiących się w okół dwójki samotnych "towarzyszy" doli czy niedoli.
Gładka tafla jeziora odbijała promienie marcowego słońca które powoli znikało za horyzontem.
Gdy ciało mężczyzny przygniotło ją do ziemi, na dobrą chwilę straciła oddech, jednak w odwecie zaczęła się szarpać i wierzgać nogami, by tylko jakoś się uratować, choć i to nie wiele dawało.
- RATUNKU!- jej krzyk przeciął powietrze, tak że w powietrze wzbiło się stado kawek robiąc dużo hałasu swoim skrzeczeniem- RATUNKUUUUU!- wydarła się jeszcze raz gdy tylko zdążyła zaczerpnąć powietrza.
- Śmierdzisz!-jęknęła nie mogąc znieść zapachu mężczyzny, coraz ciężej było jej się wzbraniać od tego by nie zwymiotować.


(moje posty przy Twoich Don, to dno... ale się straram)
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sob 27 Mar 2010, 00:04

- Stul pysk, Ty mała dziwko! - Silne uderzenie w głowę sprawiło, iż twarz dziewczęcia zmuszona była jeszcze lepiej i bliżej zapoznać się z zimną glebą i wszystkim tym co na niej się znajdowało. Szczęśliwie (lub też nie) nie pozbawiło jej to przytomności, lecz na pewno wywołałoby mroczki przed oczami, gdyby nie fakt, iż służka była niewidoma. W tym wypadku jedynie zakręciło jej się w głowie, a wszelkie dźwięki na dobrą minutę oddaliły się, stały się przytłumione jakby w delikatne uszy dziewczęcia napchano waty.
- Nie każdego stać na luksus częstych kąpieli. Musisz mi to wybaczyć... Tak jak i niezbyt wygodne "łoże". Postaram się wynagrodzić Ci te niewygodny, moja mała...
Znów ten radosny chichot, który niósł się w powietrzu niczym preludium do jakiejś koszmarnej symfonii grozy, która zaczynała rozwijać się coraz szybszym tempem, z każdą minutą bardziej przerażająca. Towarzyszyło temu niecierpliwe posapywanie, gdy dziewczę się szamotało, lecz zaraz wokół szczupłych nadgarstków zacisnęły się imadła palców. Pomimo, iż napastnik zdawał się nie być wielkim i opasłym osobnikiem (co można było wywnioskować po jego długich palcach i kościstych kończynach, które boleśnie wbijały się w ciało kobiety oraz wadze) zdawał się mieć sporo siły. A na pewno wystarczająco by unieruchomić kobietę. Drugą rękę jego ofiara mogła po chwili poczuć na swym bielutkim udzie, gdy bezceremonialnie podwinął jej kieckę odsłaniając nogi w niemal całej okazałości.
Ręka ta zniknęła tylko na chwilę, lecz nie wróżyło to niczego dobrego biorąc pod uwagę dźwięk, który jednoznacznie na myśl przywodził odpinany, skórzany pasek.
- Co Ty wyprawiasz, Greg?
Głos, który dołączył do tego całego spektaklu dopłynął z pewnego oddalenia, na lewo od miejsca, w którym cuchnący osobnik zabierał się do zhańbienia niewidomej służki. Sposób w jaki pytanie zostało wypowiedziane rysował obraz osoby chłodnej, poważnej i w tym momencie zdecydowanie zagniewanej.

(Przesadza Panienka)

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 28 Mar 2010, 12:27

(Nie wiem jak odczytać tę „nieodpowiednią porę”. Pomimo wnikliwego zapoznania się z treścią nie byłam w stanie ocenić pory, to też jeżeli moje domysły okażą się błędne i ogniste w skutkach wolałabym uznać post za nieważny. Mogę iść tropem śpiewających ptaszków, czyli stawiać raczej na dzień albo domysłem kiedy służba ma wolne (poza tym jak pan pozwoli) i faktem, że napad w dzień jest nieefektowny)

Do czułych uszu młodej damy zdecydowanie wcześniej, do reszty towarzystwa ze sporym opóźnieniem dobiegły słowa piosenki. Ktoś widać wybrał się na spacer w te strony... choć sam określiłby to raczej mianem polowania. Ileż zabawy było w kuszeniu tych istot, obserwowaniu jak ufnie wtulają się w Twoje ramiona, a potem bezwiednie opadają na bruk. A może przyciągnęły go niewątpliwie głośne prośby o ratunek? Albo szukał sensacji, więc przybył wprost do miejsca, z którego dobiegło niemniej donośne przekleństwo? Nie krył swojej obecności, a krok miał pewny, niespieszny, a już na pewno określenie go jako energicznego będzie nieprzyzwoitym kłamstwem. Głos niesiony przez wiatr, jakby ten był sługą poddanym woli mężczyzny. Przy czym ton świadczył o ogromnym znudzeniu, zmęczeniu... zdawał się być nawet lekko zachrypnięty. Niewątpliwie zachowany rytm... ale kiedy śpiewał zdawał się słowa łączyć w jedno, jakby nie chciał niepotrzebnie męczyć strun głosowych i co pewne nie otwierał należycie ust. Ta piosenka była mruczana pod nosem, melodyjna choć melancholijna, dodajmy do tego jeszcze jakieś ponure rozbawienie i będzie się miało obraz popisów wokalnych Nattaniela. Któżby się na tym skupiał w momencie, gdy jego cnota jest zagrożona
- Przybyły wampiry pod okienko. Pukają, wołają wpuść panienko! – w tym miejscu powinno znaleźć się wykrzyknienie, które jednak została tylko zaakcentowane, dobitniej wyśpiewanym słowem – O Jezu, a cóż to za wąpierze? Pazury długaśne jak należy. O Jezu, a cóż to za upory? – głos kobiecy został zaśpiewany nieco lżej, niestety nawet to nie było w stanie ożywić piosenki.
I nagle rozległ się zgrzyt, metalowe zakończenie laski przesunęło się szybko, gwałtownie po kamieniach. Wywołując dźwięk potworny powodujący ciarki na plecach, a dla tak czułych uszu niemal fizyczny ból. A potem ciche rytmiczne postukiwanie laseczki o ów kamień, już nie tak efektowne. Jego głos przypominał głos trupa, a to stukanie, uderzenia umarłego w wieko trumny, tak jakby sobie radośnie wystukiwał rytm śmierci. Dlaczego tylko życie ma mieć swój rytm?
- Puść dziewko do siebie... głodne zmory – zakończył opierając obydwie złączone dłonie na owej laseczce, jej głowie, tak że między palcami jego dłoni widniała głowa wygłodniałego węża. On sam przeniósł do przodu ciężar swojego ciała i dopiero po chwili uniósł głowę do góry przyglądając się całej scenie znad szerokiego ronda kapelusza. Przy tym dość energicznym ruchu włosy na jeden moment powędrowały do góry, po czym swobodnie opadły na plecy, a w oczach zagościł światło księżyca nadając im nietypowy blask i złudne życie.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 28 Mar 2010, 21:24

(Jestem załamana długością Waszych postów... O_o Są piękne. Czemu ja tak nie umiem! T_T )

Jeszcze chwilę temu cieszyła się wolnością a teraz jakiś nieokrzesany stwór próbował ją skrzywdzić, to było nie do pomyślenia.
Dziewczyna a nawet nie była w stanie myśleć a co dopiero przejmować się otoczeniem, zapachem czy smakiem. Tylko jej uszy pozostały wrażliwe na wszytko, każde skrzypnięcie, chrupnięcie i pisk.
Usłyszała ciche skrzypienie kości gdy palce jej oprawcy oplotły jej nadgarstki, jakby kości miały zaraz pęknąć lub roztrzaskać się w drobny mak, jakiś korzeń boleśnie uwierał dziewczę w plecy co powodowało dodatkowy dyskomfort.
Mimo wszystko blondynka wcale nie cierpiała fizycznie tak bardzo jak psychicznie, czuła obrzydzenie napływające do każdej komórki ciała a duszę zalewało poczucie winy i wstydu.
- Po...pomocy-jęknęła nim usłyszała zbliżające się kroki...kolejne kroki.

Następny...nie chcę!

Zgrzyt, który wydała nowo przybyła osoba wpił się w uszy młodej "damy" niczym wbijane igły, igiełka po igiełce, delikatnie acz boleśnie raniące skórę.
W tym momencie skamieniała nie tyle co ze strachu, który był sam w sobie paraliżujący a z bólu przenikającego do wnętrza jej ciała, zalewającego każdy jego milimetr czymś gorącym, wręcz wrzącym.
Wielkie, krokodyle łzy płynęły po jej zarumienionych z nerwów policzkach, ginęły gdzieś w złotych lokach ofiary tego zbiegowiska.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 28 Mar 2010, 22:47

(Ver: Nie pozwalam Ci atakować nas różem i się załamywać. Natt: W ostatnim poście Ver wspominała coś o zachodzących promieniach, więc myślę, że możemy spokojnie uznać, iż niedawno zaczął się "wampirzy dzień")

Ciężar ciemiężyciela służki oraz jego ucisk na jej chudziutkich nadgarstkach nie zmalał ani na sekundę, aczkolwiek wyczuć można było pewne napięcie, które przeszło przez jego ciało. Mężczyzna zamarł w pół ruchu najwyraźniej rozproszony nagłym zjawieniem się oraz pytaniem drugiego osobnika, który według wszelkich przesłanek był jego kompanem. Zimne palce wiatru prześliznęły się po nogach dziewczęcia i na krótką chwilę wzdęły materiał jej sukienki odsłaniając dolną część jej pośladków.
- Jak to co? Zabawiam młodą damę mym towarzystwem... Taka tu samotna była biedaczka, więc pomyślałem sobie, że pewnie ucieszy się z męskiego towarzystwa.
Wypowiedziana beztroskim tonem odpowiedź co i rusz przerywana była paskudnym chichotem, który zdecydowanie miał w sobie coś obscenicznego. Zimna, wilgotna dłoń ponownie wylądowała na udzie dziewczęcia, tym razem by dość mocno w nie uderzyć.
- Zostaw ją w spokoju, nie mamy na to czasu...
Drugi mężczyzna zamilkł, gdy do jego uszu dotarł wreszcie dźwięk piosenki, kroków oraz w końcowej fazie spaceru, zgrzyt metalu.
A cóż za widok ukazał się Nattanielowi? Znając ułożenie aktorów tej małej tragedii oraz wygląd kluczowej dlań postaci, wypadałoby dodać opis dwóch podejrzanych typów. W momencie, gdy wampir pojawił się na scenie w jego stronę zwrócił się niski, przysadzisty osobnik o krępej budowie ciała, które obleczone było w niegdyś zapewne białą koszulę, proste brązowe spodnie na szelkach, tegoż koloru zszargane i znoszone buty oraz szary kaszkiet. W kwadratowej twarzy tego mężczyzny kluczową rolę pełnił spory, i zapewne nie raz już złamany, nos oraz gęste, czarne brwi, które zdawały się kpić z łysiny, która nieśmiało wyglądała spod szarego nakrycia głowy. Zmarszczki oraz bardzo wyraźne ślady na policzkach po pękniętych naczynkach krwionośnych nie przydawały mężczyźnie urody i wskazywały na wiek zbliżony czterdziestce. Znad ciała dziewczęcia natomiast spoglądał osobnik, którego określić można jako "zasuszonego". Obecnie pierwszą cechą jego wyglądu, która rzucała się w oczy była jego męskość radośnie stercząca ponad nieznacznie opuszczonymi spodniami. Osobnik, który jeszcze do niedawna chichotał spojrzał znad orlego nosa wodnistymi oczkami na postać Nattaniela z nieco głupkowatym wyrazem na zapadłej twarzy. Jego strój był niemal identycznym z tym, który nosił na sobie jego kompan, lecz on nie musiał nic skrywać pod kaszkietem. Pomimo, iż zapewne też miał koło czterdziestki jego głowę zdobiła całkiem bujna ruda czupryna. W tym momencie w zasadzie niemal kasztanowa, gdyż niezwykle pociemniała od łoju.
- Coś Ty za jeden? - Warknął i nie wiedzieć czemu przygniótł jeszcze bardziej swą jasnowłosą ofiarę do ziemi.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Jezioro   Pon 29 Mar 2010, 19:27

- Coś Ty za drugi? – odparł przewrotnie mężczyzna przekrzywiając lekko głowę w bok. Jego twarz była tak samo nie poruszona na widok łez płynących po delikatnych policzkach jak i wdzięków pana z opuszczonymi spodniami. Nie wywołało to w nim niczego, niczego widocznego. Wyraz jego twarzy był tak samo paskudny jak zawsze. Naprawdę paskudnie obojętny na cierpienie panienki. Odchylił lekko laseczkę w bok, znów rozległ się nieprzyjemny zgrzyt raniący tak czułe uszka i duszyczkę, w tym samym momencie robiąc krok do przodu, niczym aktor na scenie. W tej chwili znalazł się niezwykle blisko pozostałej trójki. Trochę jak podczas występu się czuł, gdy wolną dłoń uniósł do góry, koszula i mankiet marynarki ukazały fragment jego nadgarstka. Typowy gest, którym szarej widowni okazuje, że nic w rękawach nie chowa. Pstryknął palcami. Wszystko wykonane z gracją, wszystko powtórzone już tysiące razy. Ten sam stary chwyt, patrz na dłoń iluzjonisty, od której ten odwraca uwagę. Nie wiadomo jednak czy mężczyźni znali tę zasadę, czy może jednak... dali się zwieść tej prostej sztuczce, której efektem miało być niezbyt silne uderzenie laseczką w plecy napastnika pochylonego nad służką. Jakimś dziwnym trafem drewniany przedmiot zsunął się w dół i w ten sposób o to, Nattaniel wymierzył mu po prostu klapsa. Niezbyt mocnego, zadanego od niechcenia. Wszystkie jego gesty nosiły w sobie znamiona niewymuszonej elegancji. Robione były w sposób odruchowy, nieprzemyślany.
– Nie mam nic przeciwko temu byście dali tej panience nauczkę, że samej nie wypada się włóczyć po tego typu miejscach. Co więcej, niech znajdzie sobie przykładnego chłopa i niech on się nieszczęściem na dwóch zgrabnych, choć chudych nóżkach zajmuje. Tylko zakryjcie jej twarz. Nie mam ochoty patrzeć na ten moralny upadek, niewinność bezczeszczoną w tak niesmaczny sposób. Bądźcie, więc tak łaskawi i sprawcie by moje oczy nie musiały oglądać tego plugawego widoku. – w tym momencie dziewka poczuła jak na jej twarz spada jedwabna chusteczka. Jak czule niczym opuszki palców kochanka gładzi pewnie blade ze strachu lico. Jak na moment zamiast nieprzyjemnego zapachu tamtego mężczyzny poczuła mocną, choć ulotną woń piżma, która, jako że zapach wyrazisty przyjemnie drażniła te wyczulone zmysły.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Pon 29 Mar 2010, 21:19

Veronica łapczywie brała duże wdechy powietrza, instynktownie zacisnęła obronnie uda by nikt ani nic nie zniszczyło jej niewinności, choć kto wie czy niewinność jeszcze posiadała...
To już wie tylko i wyłącznie ona jedna jedyna.
W tym wszystkim była jednak jakaś zagubiona, teraz jej uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie, słysząc przyjemny dla ucha głos, tę delikatność na pracoholiczkach i nosie...
W śród tylu rożnych zapachach i bodźcach dotykowych jej zmysły zwyczajnie zaczęły wariować, w głowie się biedaczce zakręciło a usta poruszyły się bezgłośnie, wołając nieznajomego jegomościa o pomoc.
Jednak ten już tego nie dostrzegł, za sprawą chusteczki na jej twarzy, która przyniosła chwilowe ukojenie dla powonienia dziewczyny.
Strach jednak nie osłabł a zdwoił na sile po słowach przybyłego pana, zatem zszargane nerwy dziewczęcia nie miały chwili spokoju, chwili ukojenia.
Zebrała całą swoją wolę by wypowiedzieć kilka słów, prostych ale jakże ważnych, być może najważniejszych w jej krótkim życiu, które w tym momencie w każdej chwili mogło dobiec końca.
- P...panie...Uratuj mnie błagam...-wychrypiała łamiącym się ze strachu głosem, w którym pobrzmiewała nuta cierpienia.
- Uratuj mnie...a..zrobię wszystko tylko mnie uratuj!- załkała odwracając głowę w prawą stronę, w uszach jej szumiało.

(nie męczę nikogo różem :... i nie załamuję się tylko wyrażam moją skromną opinię. O!)
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto 30 Mar 2010, 23:59

Mężczyzna, któremu to przypadł w udziale owy osobliwy klaps poczerwieniał nieznacznie na twarzy, lecz bynajmniej nie ze wstydu, tylko ze zdenerwowania. Kolor ten wyglądał niezwykle paskudnie przy płomiennej kolorystyce jego owłosienia, lecz prócz szkaradnego widoku jego gęby nic więcej nie zaatakowało Nattaniela. Emocje na tej wychudłej twarzy, jak w kalejdoskopie, zmieniały się momentalnie. Złość i irytacja ustąpiły zdziwieniu by następnie zostało one gwałtownie wypchnięte przez czyste rozbawienie. Najwyraźniej elegancki mężczyzna został uznany za dziwaka, niegroźnego i zabawnego dziwaka. Głupawy i nieprzyjemny, a także już dobrze znany dziewczęciu chichot wypełnił powietrze między całą czwórką.
- Nikt Cię nie zmusza do patrzenia, fircyku. Ale mi to za jedno czy zasłonisz ją czy nie. W końcu co mi po twarzy? Prawda, turkaweczko?
Dziewczę poczuć mogło dość mocne uszczypnięcie w pośladek. Osobnik, który został nazwany Gregiem najwyraźniej nie przejął się faktem, iż zyskał nowego widza w postaci eleganckiego jegomościa. Cała sytuacja zdawała się go bawić i ani trochę nie zniechęcała. Jednakże jego towarzysz najwyraźniej nie podzielał entuzjazmu rudzielca.
- Czy nie rozumiesz co się do Ciebie mówi, do cholery?! Nie mamy na to czasu! Zostaw tą wywłokę! Może ten paniczyk, skoro taki chętny do udzielania lekcji, zajmie się tą panną... - Nieprzyjemne i o wiele bardziej podejrzliwe spojrzenie ciemnych oczu krępego osobnika zlustrowało podstać wampira niezwykle uważnie. Postawa jak i wyraz twarzy mężczyzny jasno świadczyły o tym, iż najchętniej pozbył by się nieproszonego gościa, który wszak nakrył ich na przestępstwie. Tak, zdecydowanie Nattaniel nie wzbudził zaufania w niskim mężczyźnie. Rudzielec natomiast machnął ręką na to wszystko, ale nie śmiał też sprzeciwiać się swemu kompanowi. Naburmuszony niczym dziecko, któremu sprzed nosa zabrano cukierek zsunął się nieznacznie z dziewczęcia, lecz nie miał zamiaru tak szybko rezygnować.
- To tylko chwila... Parę minut nas nie zbawi.
Posłał w stronę łysego wzrok proszącego i niezwykle brzydkiego spaniela.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro 31 Mar 2010, 18:38

Słysząc błagania o pomoc, znów pozwolił sobie na lekkie... właściwie ledwo dostrzegalne uniesienie brwi. A był to już u niego akurat wyraz ogromnego zaskoczenia i zdziwienia. Zaiste, ludzie zawsze wybierają sobie skrajne wyjścia. Jeden będzie się ratunku niemal domagał, inny gotów paradoksalnie oddać, za niego życie.
Sądzę, że ten atak był najgorszym, jaki mógł go spotkać. Pożałował, że nie posiada chusteczki kolejnej, którą mógłby sobie przysłonić ten nieprzyjemny widok, wywołujący w nim niemal dreszcze obrzydzenia. Nie czułby czegoś takiego gdyby miał przed sobą trupa z wnętrznościami na wierzchu, pewnie nawet ciekawość wzięłaby górę... chciałby dotknąć jego serca, chciałby mieć jego oczy... to zwierciadło duszy. Mógłby się w nim przeglądać. Jak zapach i widok mężczyzny powodował w nim niechęć, której jednak nie okazywał. Wymagało to skurczu zbyt wielu mięśni twarzy, a on był chyba nawet na to za leniwy. Nadal przypominał posąg, przedstawiający młodego wariata.
- No właśnie... co Ci po twarzy... – mruknął cicho, zdawał się być głęboko zamyślony. A jego bladoróżowe wargi pozostały na moment lekko rozchylone. Tylko po to by po kilku sekundach zwilżył je językiem wyznaczając końcówką ich krawędź – jest obrzydliwa – chyba słowa te zostały odniesione do mordki tego gwałciciela- bydlaka, a nie panienki leżącej na ziemi... która chyba w całej tej scenie została po prostu zapomniana. Mimo iż na jego twarzy nie zagościły do tej pory żadne emocje, przez jego myśli przebiegły jakże piękne wizje, możliwości wykorzystania tej sytuacji. Wyobrażał sobie dotyk dłoni na skórze, zapach perfum i zimną podłogę, jej monotonne skrzypienie. Przyspieszony oddech dziewczyny, kropelki potu na jej skroni, nie potrafił sobie wyobrazić jej spojrzenia... nawet nie wiedział jakiego koloru są jej oczy. Mógł się natomiast założyć, że znalazł idealne zajęcie dla delikatnych paluszków. Pukle jej włosów powoli spadające z ramion, usta albo mocno zaciśnięte z wysiłku... albo ledwo zauważalnie rozchylone. I zarumienione policzki... obowiązkowo. Potrafił sobie wyobrazić tę sytuację bez trudu...
... no tak zdecydowanie potrzebował kogoś do posprzątania w teatrze. W końcu aktorzy, te nieroby i niedorajdy, są artystami i nie mogą zająć się tak przyziemnym zajęciem. Istotnie... przyziemny. Wielu by się przydało sprowadzić z powrotem na ten padół i niech po kolanach myją podłogę. Bo niestety do sprzątania odnosiła się cała ta jego wizja... podczas której dłoni swobodnie schował gdzieś pod marynarkę, palce w rękawiczce mocno zacisnęły się na broni, której jednak nie wyszarpnął.
- Dość... wynoście się. Jeżeli nie znikniesz stąd w przeciągu tych paru minut, to docenisz wartość sekundy i wtedy będziemy mogli rozmawiać o zbawieniu.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Sro 31 Mar 2010, 22:35

Z ust dziewczyny wydobył się głuchy pisk gdy została uszczypnięta, szarpnęła słabiutkimi rączkami by je jakoś oswobodzić, odetchnęła nieco głębiej czując odrobinę wolności.
- Pu...puszczaj- wyjąkała nadal drżąc jak osika na wietrze.
Zawiał przenikliwy zimny wiatr. Smagał zebranych po policzkach, Veronica miała ochotę wieać, drżała z zimna i strachu a gdy usłyszała słowa wampirzego elegancika zamarła w bezruchu. Czyżby jej los zaraz miał się odmienić?
Starała się oddychać jak najciszej by nie zwracać na siebie zbytniej uwagi, jednak łzy nadal obficie kapały na zmarznięta jeszcze ziemię, lecz nikt tego nie widział, jedwabna chustka przynosiła ukojenie jej delikatnemu noskowi. Uszy odpoczywały bo bardzo nieprzyjemnych dźwiękach, bała się, że się powtórzą.
To nie było najgorsze, teraz w jej wnętrzu narodziła się druga osoba, ale tylko na chwilkę.
Chciała zabić, rozszarpać, wypatroszyć, poobcinać członki swojemu oprawcy, zmiażdżyć, znieść, zmielić na drobne kawałki, choć specjalnie jej jeszcze niczego nie zrobił.
Adrenalina zrobiła swoje, wyszarpnęła słabą rączkę z jego uścisku i wymachnęła nią w powietrzu, pięść trafiła prosto w nos mężczyzny, nie robiąc mu natomiast większej krzywdy iż cios dziewczęcia był słaby jak cios małego dziecka.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Sob 03 Kwi 2010, 23:33

Nagły atak ze strony ofiary mimo, iż nie niósł ze sobą żadnego zagrożenia ani wyraźnych skutków, chociażby w postaci broczącej z nosa krwi, został przyjęty bardzo negatywnie przez rudowłosego oprycha. I zapewne panienka zostałaby pociągnięta do odpowiedzialności za ten jakże śmiały czyn, gdyby nie sens słów, który dotarł z pewnym opóźnieniem do lekko czerwonych uszu napastnika. Złość, która wymalowała się na jego twarzy bynajmniej nie przydała jej uroku.
Nim jednak Greg zdążył wyrzec choć słowo, ciszę jaka zapadła po wypowiedzi wampira przerwał spokojny, lecz nie pozbawiony wrogości głos krępego osobnika.
- Widzę, że mamy tu odważnego młodego obrońcę kobiet. Szkoda tylko, że z racji tej młodości dość głupiego i zbyt pewnego siebie. Radzę zastanowić się czasem nad słowami nim będzie za późno... Gdyby nie brak czasu chętnie dałbym Ci nauczkę, pieprzony eleganciku.
Łysy mężczyzna splunął w bok z pogardą wymalowaną na twarzy o rysach niby wyciosanych w drewnie. Mimo dość swobodnej postawy wyraźnie pozostawał czujny, bo i też widać było, iż tak nierozważny i głupi jak jego towarzysz to on nie był. A skoro o tamtym mowa...
Cuchnący niedoszły gwałciciel ogarnął nieco swój ubiór by nie paradować z interesem na wierzchu i powoli zdawał się zwlekać z dziewczęcia. Za nic jednak miał słowa swego towarzysza i wyraźnie nie miał zamiaru dać za wygraną... w ten czy inny sposób. Wplótł swe łapsko w złociste pukle dziewczęcia i mocno za nie pociągnął odchylając jej głowę do tyłu pod bardzo niewygodnym kątem. Wonny jedwab spłynął delikatną falą na zimną, wilgotną glebę i osiadł tam, nagle nikomu niepotrzebny. W drugiej dłoni szkaradnego jegomościa błysnął ostry kawałek metalu, który przypominał prosty nóż. Był on pozbawiony trzonka, jego funkcję spełniał kawałek brudnego materiału owiniętego wokół metalu. Owe narzędzie znalazło się teraz niedaleko odsłoniętej, białej szyi jasnowłosej panienki.
- Jeden ruch, turkaweczko, a pożegnasz się z życiem. - Cichemu szeptowi przy drobnym uchu towarzyszył znajomy odór ryb.
- Ciebie to też dotyczy! - Mężczyzna podniósł głos. - Zbliż się, a ta mała dziwka zginie!

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Snake

avatar

Profesja : Łowca nagród
Wiek postaci : 30 lat

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 04 Kwi 2010, 00:34

Gdzieś pomiędzy pobliskimi zaroślami dało się słyszeć stukanie, najprawdopodobniej efekt pracy jakiegoś dzięcioła, było by to może nieco niezwykłe gdyby nie fakt że, ledwie kilka sekund minęło, gdy z tej samej strony do uszu obecnych dotarło rzucone krótko i szorstko, z obcym zresztą dla nich zapewne akcentem- Witam Pana Mayhema-

Przybysz zawiesił głos, patrząc na niedoszłych, miał nadzieję gwałcicieli- Widzę Pan nie próżnuje, a tu koledzy z posterunku czekają, martwią się, tęsknią- Nawet próbując żartować brzmiał niesamowicie sztywno, wyuczony wojskowy dryl nie dał się zatrzeć ot tak po prostu. Krok, najpierw jeden, potem kilka następnych, zbliżyło go do całej tej rozbrykanej hałastry, Nattnela i Veronicę zaszczycił spojrzeniem jedynie na ułamek sekundy, traktując ich jako raczej niegroźnych, nie w tej chwili. Większość swej uwagi pozostało więc poświęcić oprychom, zwłaszcza Gregowi, w końcu to jego szukali mundurowi. Jego kolega pozostawał niestety na tę chwilę zagadką, możliwości były dwie, albo był zbyt głupi by się nim interesowali, albo był na to za sprytny. Wąż nauczony doświadczeniem zakładał oczywiście jak zawsze wariant trudniejszy – Lepiej miło się rozczarować- jak mawiał.

Lewa ręka Redmoona powędrowała gdzieś za pasek, prawą natomiast, w tym samym momencie zamaszystymi ruchami drapał się po brodzie.- Zechce Pan, Panie Mayhem pójść ze mną po dobroci, czy będziemy musieli dyskutować? Pan może tego nie wiedzieć, ale ja nie przepadam za dyskusjami, zwykle kończą się wielkimi plamami krwi... i trzeba na posterunek nieść trupa, to wysoce niepraktyczne rozwiązanie- Obserwując rudego, dobywał jednocześnie noża, na tyle dyskretnie na ile był w stanie. Nie mógł wszak spodziewać się polubownego obrotu spraw, nie z tym typkiem, zwłaszcza w gdy ten miał kolegę...
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Wto 06 Kwi 2010, 22:56

Zbyt duży natłok wydarzeń powodował mdłości u młodej niewiasty, zbyt wiele zapachów, odgłosów i szmerów, to nie to co znała z codziennego życia, te były okropnie złowieszcze i tajemnicze. Nie były czymś co Veronica znała z codziennego zwykłego, prostego i niezmąconego życia.
Blondynka krzyknęła gdy tylko rudowłosy szarpnął ją za włosy, podrywając jej ciało nieco do góry, a zimna stal tuż przy skórze nie zapowiadała niczego przyjemnego. Przełknęła głośno ślinę a drżącą dłonią otarła policzki z łez, a pojawianie się kolejnej osoby jej organizm odebrał jako znak, by skamienieć i nawet nie drgnąć, czuła intensywny zapach skóry, odór który mógł pochodzić równie dobrze z wysypiska śmieci lub giełdy rybnej.
Każda złamana gałązka, szelest listka wywoływały atak paniki, który nie mógł znaleźć swojego ujścia w żadnym ruchu czy słowie iż głos uwiązł jej w gardle, tak jakby w jej krtań napchano waty.
Przez ułamek sekundy myślała, że już jest uratowana, jednak teraz patrzyła śmierci w oczy, a raczej słyszała jej kroki, które stawały się coraz głośniejsze.
Ufne dziewczę w tym momencie zmieniało się w zastraszoną, bojąca się każdego dźwięku osobę, którą przeraża nawet dźwięk szeleszczących liści, dochodzących gdzieś zza pleców.
Veronica wyciągnęła rękę w stronę nowego na scenie tej rozgrywki mężczyzny, błagając o pomoc, choć nawet nie myślała, jej ciało robiło co chciało, instynktownie. Zamarła w pozycji lalki, zdanej na laskę lub niełaskę swojego kata.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 11 Kwi 2010, 22:17

Sprawy się komplikowały, bardzo komplikowały i sądząc po nagłej nerwowości łysego nie dotyczyły tylko obecnie zaistniałej sytuacji. Mężczyzna rzucił krótkie, pospieszne spojrzenie w stronę skąd przybył. Nikt jednak stamtąd nie nadszedł i prócz wiatru w równie łysych co jego głowa koronach drzew nic nie czyniło żadnego hałasu. To wyraźnie uspokoiło krępego osobnika. Zmrużył ślepia by sięgnąć po, o wiele porządniej wyglądającą niż Grega, broń. Jego nóż zalśnił złowróżbnie w panującym na brzegu jeziora półmroku. W szorstkiej, kwadratowej dłoni leżał on pewnie i wyglądał jeszcze groźniej. Ani Greg, ani jego towarzysz nie zdawali się być pierwszymi lepszymi oprychami, którzy potrafią jedynie machać na oślep uzbrojoną ręką. Ale może sprawiali tylko takie wrażenie?
Rudowłosy osobnik zarechotał paskudnie, zupełnie nie przejęty słowami Snake'a.
- No proszę, jaki sławny się stałem... Ale widzisz, nie mam zamiaru tam wracać. Nie odpowiada mi więzienne żarcie, a i dziwek nam nie dają... sam rozumiesz. - Uśmiech, który posłał Indianinowi ukazywał kolejne, poza tymi dotyczącymi okrzesania i rozumu, ubytki. - Tobie też radziłbym się nie ruszać. Chyba, że chcesz mieć na sumieniu śmierć tego niewinnego aniołka.
Zimny i ostry metal niczym pazur jakiegoś drapieżnika przejechał po jasnej skórze nacinając ją jedynie powierzchownie. Rubinowe krople, które w tym oświetleniu zdawały się być czarne, ozdobiły szyję dziewczyny niczym upiorne korale. Cichy chichot niósł się nad spokojną, srebrzystą taflą wody.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Snake

avatar

Profesja : Łowca nagród
Wiek postaci : 30 lat

PisanieTemat: Re: Jezioro   Nie 11 Kwi 2010, 23:35

Utrudnienia, mogłem się spodziewać -Rzucił, nie wiadomo właściwie do końca do kogo. -Szkoda, wolę jak nie trzeba sprzątać plam krwi – Teraz to w jego dłoni zalśniło ostrze, ba nie jedno a dwa niewielkie obosieczne ostrza krótkich noży, o ile dwa zaostrzone kawałki stali mogły w ogóle uchodzić za pełnoprawne noże. Zlustrował jeszcze raz obu napastników.

Skoro nie ma wyjścia- szepnął, wprawnym, wyuczonym gestem przełożył jeden z noży do prawej dłoni. Ten który pozostał w lewej, razem z całą dłonią powędrował do tyłu tylko po to by po ułamku sekundy z olbrzymią prędkością powędrować w kierunku czoła Grega, tak przynajmniej wyglądało by dla kogoś kto obserwowałby całą tę scenę. Drugie ostrze na swoją szansę nie musiało czekać długo, czerwonoskóre dłonie posłały je w ślady za pierwszym zanim ktokolwiek zdążył mrugnąć.

Tym razem celował jakby nieco niżej, gdzieś w okolicę nóg, co ciekawe nie było pewności czy chodziło mu o nogi Grega. Najprawdopodobniej nie miało to zresztą dla niego żadnego znaczenia. Ciszę przerwał dopiero dźwięk ostrza wbijającego się w tkanki, na to zresztą liczył Snake ukrywając kolejny nóż w rękawie. Dokładnie w tej samej chwili zwrócił się w stronę łysego przestępcy, czekając zapewne na jego reakcję
Powrót do góry Go down
Veronica

avatar


PisanieTemat: Re: Jezioro   Pon 12 Kwi 2010, 12:10

Dziewczę czując chłód stali na swoim gardle, jak i pociągnięcie ostrza po swej smukłej szyi pisnęło z bólu, cienkim głosikiem, lecz słabym jak cichy trzask gałązki. Poczuła nagłe ciepło, spływające po jej szyi w dół, krew...
Pojedyncze kropelki padały na topiący się śnieg, tworząc na nim krwawe dzieło sztuki.
Księżyc oświetlał miejsce zdarzenia jak reflektor na scenie, rzucający światło na aktorów.
Veronica odpłynęła, jej chęć do walki o wolność osłabła, dosyć długo wytrzymała, jednak teraz bezwładnie, jak szmaciana lalka pozostawała w objęciach a raczej można by rzec uścisku rudowłosego zbira. A za nim...Dmuchająca mu w kark śmierć, dziewczyna nawet nie zdążyła zareagować, ni nawet usłyszeć odgłosu oręża Indianina, drgnęła tylko słysząc jak przez ścianę, głuchy świst.
Bogu ducha dziewczę, chciało tylko wypocząć po ciężkim dniu pracy a tu proszę, przytrafiła się jej przygoda życia, być może ostatnia, choć czy można nazwać ten horror przygodą...?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jezioro   

Powrót do góry Go down
 
Jezioro
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Windsor Great Park :: Virginia Water-
Skocz do: