Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Wto 23 Mar 2010, 22:22

Spokojnym spojrzeniem zwyczajnie szarych oczu omiótł wnętrze izby. Przyjrzał się nowym twarzom, ocenił tą czy tamtą osobę i zdawał się szukać ewentualnych zagrożeń. Nie wydawał się jednak przy tym ani niespokojny ani paranoicznie zaniepokojony. Nie miał wszak manii prześladowczej, jednakże dobrze było czasem nieco baczniej się rozejrzeć i zorientować w zmianach jakie zachodziły w otoczeniu.
Temat używek uznał za wyczerpany na tą chwilę albo też za mało ciekawy by ciągnąć go dalej... Ujął w dłoń kieliszek z winem by posmakować trunku. Nie był i nie uważał się za znawcę aczkolwiek naturalnym było, że wolał wszystko co najlepszej jakości, również jeśli chodzi o napoje. Alkohol był naprawdę wspaniałym wynalazkiem i niekiedy miło było się nim odurzyć, niemniej Donatien nie praktykował tego często. Przynajmniej nie tak często jak przez jego pierwszy rok na Ziemi. Należało zachować zdrowy rozsądek i nie dopuścić do zbytniego wyniszczenia ciała i jego śmierci nim nie osiągnie swych celów. Jeśli już psuć ciało to czyjeś... najlepiej wraz z psychiką, z duszą. Taak. Mężczyzna przymknął na chwilę ślepia - czy to z powodu swych myśli czy też pod wpływem smaku wina, trudno powiedzieć.
- Ach, czyli przewiduje Pan, że znów ktoś połasi się na jego wdzięki i kolana? - Demon uśmiechnął się znad kieliszka, wzrok utkwiwszy w swym rozmówcy. Odstawił delikatne naczynie i splótł smukłe palce. - Jeśli tak, to faktycznie... sklep może być dobrym pomysłem. Tak jak i utrzymywanie z Panem znajomości i dobrych stosunków. Ale oczywiście ja nie jestem materialistą. Jeśli miałbym to robić to tylko ze względu na Pańską osobę samą w sobie.
Cichy, niemal mruczący głos pasował do nieznacznie zmrużonych i połyskujących ślepi, które zdawały się niemal wwiercać w postać Nicholasa, jakby przejrzeć ją chciały na wskroś.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pią 26 Mar 2010, 17:54

On nigdy nie miał nic przeciwko alkoholowi ale zazwyczaj tylko prywatnie i w znanym gronie. Oczywiście, zdarzało się od czasu do czasu cos wiekszego i na mieście ale w granicach rozsądku.
- Kto wie, jesli by się dobrze postarać, to czemu nie? - powiedział w takim tonie jakby mógł z tego żartować i wydawał sie w ogóle nieporuszony tym przenikliwym spojrzeniem. Jakby się to od niego odbijało. Personalnie, to nie było co sie dziwic że musial byc odporny na rózne spojrzenia i zachowania i suma sumarum nic sobie z tego nie robil.
Nie materialista? Każdy w jego przekonaniu był materialistą, tylko nie każdy chciał się do tego przyznać. Chęć posiadania była w każdej ludzkiej lub pół ludzkiej istocie, nie mogło byc inaczej. A jak było to jakies spaczenie, skrzywienie umysłu, by z własnej woli glodować i zyc na ulicy a do tego niczego nie chcieć. Nie, to nie było zdrowe i normalne. A przyjemności? Wszystkie te co zakazane przez tak zwaną moralność czy wiare były tym lepsze.
Tez sądził że najlepiej szkodzic innym nie sobie, ale skoro on odnajdywał w tym przyjemnośc, to czemu nie? Ciało praktycznie nie było jego, to co sie miał przejmować. I tak jeszcze zdąrzy wiele zrobić.
- W takim razie tuszę, że jeszcze sie tu zobaczymy, czyż nie? – skoro mowa o utrzymywaniu znajomości i stosunków. Z pewnością z nim lepiej bylo polubownie niz wojenna ścieżką, bo może i nie wyglądał, ale za skórę zaleźć umiał jak się wkurzył.
- Skoro pan tutaj bywa, jak powiedział. I co pan sądzi o tym winie? – bo był ciekawy czu nie tylko on miał co do niego takie zdanie. Jasne, bywały i jeszcze lepsze ale naprawdę nie spodziewał się ich tutaj. Bez obrazy dla miejsca, ale nie wyglądało na takie. Burżuazja chyba nie zaglądała tu na tyle często...
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Nie 28 Mar 2010, 17:30

"Ye Olde Cheshire Cheese Inn"... Cóż za długa nazwa. Cóż, teraz ten szlachetny przybytek miał właśnie niewątpliwą przyjemność w goszczeniu oraz obsługiwaniu panny Scott, właśnie wkraczającej do izby przez wąskie drzwi. W progu zsunęła z ramion pelerynę z granatowego atłasu. Okrycie wylądowało na wieszaku ściennym, a kroki kobiety ze stukiem obcasów skórzanych pantofelków skierowane zostały do blatu szynkwasu. Spojrzenie ciemnozłotych oczu Shannon wędrowało po wnętrzu gospody, na każdym z nielicznych gości zatrzymując się, by otaksować go wzrokiem. Słaby uśmiech zawitał na pełne usta Shannon obrysowane czerwienią. Wygładzając karmazynowy gorset długiej sukni, kobieta stanęła przed szynkwasem. Uśmiechem i kilkoma cichymi słowami przywitała gospodarza i zamówiła u niego butelkę wina. Na pytanie o stolik zaprzeczyła krótko potrząsnieniem głowy. Zasiadła na jednym z krzeseł przed szynkwasem i założyła nogę na nogę, pozwalając by kilka warstw długiego, ciężkiego materiału spłynęło na nogi krzesła i wyeksponowało co nieco w postaci prawej łydki kobiety. Nie kłopocząc się tym faktem, Shannon sama napełniła swoją lampkę do połowy, ponownie mierząc wzrokiem wnętrze izby.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Nie 28 Mar 2010, 21:54

Mawiają, iż darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, więc...
- Niezgorsze, niezgorsze... - Położył dwa palce na podstawce kieliszka, zakleszczając między nimi jego szklaną nóżkę i przesunął nieznacznie naczynie. Rubinowa toń zafalowała delikatnie, wspinając się na gładkie przezroczyste ścianki. Paskudnym kłamstwem było by stwierdzenie, iż lepszego nie pijał, lecz przecież nie musiał afiszować się swym bogactwem na lewo i prawo. Co prawda jego strój świadczył o sporej zamożności i niekiedy ktoś trafnie nawet zgadywał przynależność demona do arystokracji (co wcale nie było takie łatwe, gdyż ludzie zwykli sądzić, iż arystokraci nie poruszają się inaczej niż tylko powozem i już na pewno nie bywają w takich miejscach jak Ye Olde). Jakby na potwierdzenie swych słów upił kolejny łyk trunku, który jego zdanie był zbyt cierpki. Ale może gdyby mu dać godzinkę po otwarciu... Kto wie czy wtedy nie byłoby lepsze. W zasadzie Donatien podejrzewał, że tak by właśnie było, ale jako, iż nie był znawcą win nie miał zamiaru wygłaszać swych opinii na głos. Poza tym srebrny zegarek, który właśnie wyłuskał z kamizelkowej kieszeni, uświadomił go, iż nie ma tyle czasu. A szkoda, szkoda... Dziś "złowił" zdecydowanie interesującą osobistość.
A jeśli już o takich mowa... Jego niemal nieprzerwanie kontrolujące sytuację ślepia zwróciły się w stronę damy, która była żywym przykładem czemu kobiety zwykło zwać się płcią piękną. Niemniej może jego zainteresowanie byłoby mniejsze, gdyby nie fakt, iż owa panienka zdawała się być dość frywolną i niepoprawną osobą. Wszak nie przystoi damie tak się obnażać! Całkiem umiejętnie mężczyzna na swej twarzy przywołał wyraz oburzenia zaistniałą sytuacją, w tym samym czasie zastanawiając się nad tym jakże obiecująco wygląda owa nóżka i czy może reszta dorównuje jej jak i twarzyczce uroczego stworzenia. Na razie nie była to jednak ciekawość domagająca się natychmiastowego zaspokojenia. Dość ostre rysy twarzy Donatienia zostały złagodzone przez delikatny uśmiech, a szare tęczówki powoli zwróciły się na osobę jasnowłosego młodzieńca.
- Tak, myślę, że będzie jeszcze okazja do rozmowy. O ile wychodząc stąd nie zmieni Pan zdania co do tego przybytku. Lub też nie rzuca Pan słów na wiatr... o co oczywiście nie śmiem Pana podejrzewać.
Uśmiech na jego jasnej twarzy nieznacznie się pogłębił, lecz zaraz rozpłynął się w kolejnym łyku wina.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Nie 28 Mar 2010, 22:53

Kobieta zgodnie z przyjętymi ogólnie zasadami dobrego wychowania... Ach, tak, ona według nich nie postępuje, nawet w miejscach publicznych, od parku Windsor po gospodę, w której to właśnie gościła. Długie, wąskie palce smukłej prawej dłoni kobiety zakończone zadbanymi paznokciami wylądowały złożone lekko wokół obłego dna wysokiego kieliszka, zwyczajowo w niektórych kręgach zwanego lampką. Wino, którym owa lampka została szczodrze napełniona było białe, półsłodkie. Prawda, kobiety takie jak ona (albo przynajmniej takie, na jaką wyglądała Shannon tego wieczora) pijały czerwone, wytrawne, najlepiej francuskie. Ale cóż miała począć nasza biedna kobieta w przypadku, kiedy jej ten rodzaj owego jakże szlachetnego trunku najzwyczajniej w świecie nie smakował? Cóż, jakkolwiek brzmiałaby odpowiedź na to pytanie, Shannon nie miała najmniejszego zamiaru stosować się do rad w niej zawartych.
A więc, panna Scott uniosła swą lampkę do ust powoli, po drodze oddając uśmiech, którym obdarował jej twarz poczciwy gospodarz. A może uśmiech skierowany został do jej szyi, wokół której to upięty został cieniutki złoty łańcuszek zwieńczony filigranowym tulipanem wyrzeźbionym przez czyjeś zwinne dłonie? Może... Shannon nie zamierzała się tym przejmować z racji swego dzisiejszego nastroju. Otóż, blond ślicznotka miała się dziś dość... Ospale? Tak, to w miarę dobre określenie. Ot, po prostu znużyła ją już samotność... Nie, nie tyle samotność, co cisza. Brr, nienawidziła ciszy, choć była spokojną osobą. No, dobrze, nie była, w większości przypadków wręcz przeciwnie. Ale nawet będąc w raczej złym nastroju potrzebowała wesołego, głośnego towarzystwa, w jak największej liczbie. Tym właśnie celem kierowała się przychodząc do Ye Olde. I co zastała? Dwójkę mężczyzn pogrążonych w dyskusji. Bajecznie... Spoglądając na nich dyskretnie wydała pozytywny wyrok. Pozostawało tylko czekać, aż ktoś (wyjąwszy barmana) zwróci na nią uwagę, co też Shannon czyniła z godnością. Nareszcie lampka z winem dotarła do jej ust i kobieta mogła upić dyskretny łyk, jak nakazywał savoir-vivre, wróg publiczny numer 1. Cóż, przychodziło jej go tolerować... Shannon więc po przełknięciu tej odrobiny alkoholu ponownie odstawiła delikatne szklane naczynko na blat. Idealny trening cierpliwości...
Powrót do góry Go down
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Wto 30 Mar 2010, 16:04

To widać Donatien demona nie znał (bo i jak mógłby znać skoro ich znajomość trwała ledwie kilkadziesiąt minut?), bo ten akurat nie zakładał takich rzeczy, on w ogóle mało co zakładał i dla niego pieszy arystokrata nawet w najgorszej dzielnicy nie był niczym niezwykłym. On chyba w ogóle nie miał jakichś norm których można by się trzymać, poza podstawowymi, dajmy na to, dobrego wychowania, by stwarzać bardzo przekonujące pozory. Przynajmniej jego humorek i uśmiech bywały szczere ale biada temu kto zakładał, że zawsze wróżyły coś dobrego i nigdy nie zwiastowały kłopotów...
- Och, to zdecydowanie lepiej dla pana, że nie śmie wątpić - uśmiechnął się raz kolejny, niezliczony do Donatiena nie mając zamiaru roztrząsać jakie wina które pił były lepsze od tego, ważne że wino, ważne że przyzwoicie smakowało i było wszystko w najlepszym porządku. Nie był bardzo wybredny w tych sprawach.
- To kiedy pana można tu zastać? Czy nie ma pan jakichś konkretnych dni i pór i tylko tak tu czasem wita? Aczkolwiek, sam pan rzekł że przybył tu w taką pogodę bardzo celowo - odstawił kieliszek i jego uwadze też nie umknęła nowa osobistość która pojawiła się w tym przybytku, również dość osobliwa. Frapująca, można by rzec.
- Zresztą, nawet jeśli przybycie tutaj jest pod wpływem zachcianki, można się wszak umówić. Oczywiście, jeśli nie męczy pana moje towarzystwo, zdaje sobie sprawę, że czasem mogę za dużo mówić, ale to wtedy mi to trzeba przypomnieć. Żywię tez nadzieję, że nie będzie panu przeszkadzać towarzystwo? Szanowna dana przy kontuarze wydaje się trochę nudzić... A to chyba nie wypada zostawić tego w takim stanie? - on i jego spokojny i nieodłączny uśmiech.
Przeprosił Donatiena na chwilę lekkim skinieniem głowy i podszedł do nieznajomej damy odważnie obnoszącej się ze swoimi wdziękami. Nie by mu to przeszkadzało czy uwłaczało, on nie miał na to sztywnych poglądów.
- Piękna pani wybaczy - skłonił się przed nią lekko - Czy nie zechciałaby pani sprawić nam tej radości i dołączyć do nas w towarzystwie? Byłoby nam bardzo miło. Chyba, że czeka pani na kogoś konkretnego, to w takim wypadku przepraszam serdecznie
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Wto 30 Mar 2010, 17:04

Kobieta zdążyła ponownie unieść lampkę do ust i zanurzyć wargi w słodkim trunku. Z cichym tupnięciem poruszyła nogą, by czerwony muślin opadł aż do obcasów ciemnobrązowych pantofelków. Odstawiła wino, by obiema rękami poprawić jedwabny fular w kolorze karmazynu, podobnie jak suknia Shannon. Opuszczając szal na ramiona uniosła wzrok, by jej ciemnozłote oczy napotkały spojrzenie nieznajomego mężczyzny. Pozwoliła sobie na krótką chwilę taksowania wzrokiem jego postury, odzienia i, przede wszystkim, twarzy, która przypadła jej do gustu, co postanowiła na razie skryć przed przystojnym nieznajomym oraz jego towarzyszem. To kobieca uroda wymaga nieustannej adoracji. Zachowując jeszcze tę resztkę obyczajności, jaką jej wpojono, wstała płynnym ruchem i dygnęła lekko przed dżentelmenem. Częstując jego twarz subtelnym uśmiechem zaczerwienionych ust, kobieta podała mu dłoń. Po części w celu przywitania, a po części, by zaprowadził ją do stolika zajmowanego przez dwójkę panów. Ponownie spojrzała na mężczyznę ze słabszym już uśmiechem.
- Nie ma za co przepraszać, skoro to panowie być może okażecie się towarzystwem, którego tu wyczekuję. By się o tym przekonać z rozkoszą zajmę miejsce wśród was... - Nie mogła teraz nic uczynić, ustąpiła pola mężczyźnie. Bo też i nie wypadało jej przecież zasiąść znów na swym krześle i spokojnie dokończyć wino, czy tak? Tak, czasami i ona trzymała się za pan brat z konwenansami. Oczekując na odpowiedź, Shannon spojrzała na drugiego z mężczyzn, na którego widok uniosła kącik ust, odgarniając nieposłuszny kosmyk luźno upiętych włosów z czoła za ucho.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pią 02 Kwi 2010, 21:50

- Moje wizyty w tym przybytku bywają raczej nieregularne z racji wielu różnorakich spraw na mej głowie. Dlatego też nie jestem w stanie podać konkretnych godzin. Umawianie się w tym momencie też może być kłopotliwe. Niemniej myślę, że można załatwić to inaczej... - Dłoń o długich i szczupłych, niczym u urodzonego pianisty, palcach sięgnęła do kieszeni marynarki skąd wydobyła starannie złożony na pół niewielki pliczek papieru oraz ołówek. Narzędzie może nie najtrwalsze jeśli chodzi o zapis czegokolwiek, lecz o wiele pewniejsze niż wieczne pióra, które zwykły plamić i pluć swym atramentem w najmniej spodziewanych momentach. Czystą złośliwością rzeczy martwych niemal zawsze coś złego działo się z nimi akurat wtedy kiedy były najbardziej potrzebne lub też gdy znajdowały się w kieszeni nowiutkiej i drogiej marynarki.
- Naturalnie. Cóż ze mnie byłby za osobnik, gdybym pozwalał się nudzić tak uroczej damie w mym otoczeniu - Zawodowy uśmiech wykwitł na jego twarzy, gdy Nicholas ruszył ku kobiecie. Sam Donatien w tym czasie zajął się przyborami, które wyjął. Skreślił na papierze pismem drobnym i niemal pozbawionym ozdobników dwie linijki tekstu, po czym złożył karteczkę dwa razy i umieścił ją obok Nicholasowego kieliszka.
Chowając niepotrzebne już narzędzia piśmiennicze skupił swą uwagę raz jeszcze na dziewczęciu w karmazynowej sukni. Podobał mu się ten kolor, pasujący zresztą do całej osoby weń ubranej. Przynajmniej pod względem wizualnym... Ciężko było mu jeszcze bez żadnej, choćby krótkiej wymiany zdań osądzić charakter kobiety, chociaż był skłonny uwierzyć w równie gorący co owy kolor temperament. Wszak zazwyczaj nieśmiałe i ciche panienki unikały tak krzykliwych kolorów, a i prezentacja zgrabnej nóżki, która miała miejsce niedawno, wciąż pozostawała żywa w pamięci Donatiena. Wstał by z należytym szacunkiem i uprzejmością powitać Shannon.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Sob 03 Kwi 2010, 21:49

-Cieszymy się zatem niezmiernie – uśmiechnął się do niej i ujął jej dłoń by zaznaczyć jej wierzch prawie nieodczuwalnie swoimi ustami w ramach powitania. – Nicholas - Zaprowadził ją też do stolika odsuwając krzesło i informując kelnera by przyniósł tu kieliszek młodej damy i by dał następny, w razie, gdyby zasmakowała w tym gatunku czerwonego wina który akurat gościł u nich na stole.
Poczekał aż dama siądzie, przywitawszy się z Donatienem, podsuwając za nią krzesło i wrócił na swoje miejsce na ławie nieopodal kominka akurat, kiedy jego prośba o kieliszki została spełniona i stanęły ona obok panienki na stole.
Spojrzał na karteczkę obok swojego kieliszka i przysunął ją do siebie biorąc, kiedy już sie usadowił znów milo grzejąc ciało od bliskości kominka.
- A cóż to? – niektórzy widać mieli takie zajęcia które wymagały jakiejś systematyczności. Szczęśliwym trafem on już sobie zapracował na to, by zjawiać się kiedy był potrzebny, kiedy chciał. Lubił odpoczynek, lenistwo i tym podobne. Całkiem inna sprawa w tym, że był całkiem systematyczny w swoich zajęciach i nigdy nie pozwalał nikomu ani niczemu czekać, o ile było to coś na tyle ważnego by musiał się ruszać z domu. Bo grunt to dobra organizacja pracy i pracowników. Tak, by samemu nie musiało się zapracowywać już na tym etapie ‘kariery’.
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Nie 04 Kwi 2010, 13:48

Słaby uśmiech z łatwością przywołany na pełne kobiece usta przez jakże kuszącą okazję przyjemnego spędzenia chwili czy dwóch nie znikał, gdy jej spojrzenie nadal utkwione były w mężczyźnie. - Shannon. - Dopełniła wzajemnej prezentacji i ruszyła powolnym krokiem za Nicholasem.
Kobieta pozwoliła zaprowadzić się do stolika, zatrzymując się, miękko wyswobodziła dłoń z delikatnego, zupełnie tak jak wymaga tego etykieta, uścisku Nicholasa, po czym nieco mniej oszczędnym a nieco bardziej kokieteryjnym uśmiechem skonfrontowała spojrzenie drugiego z dżentelmenów. Cóż, o ile pierwszy z nich wyglądał dość zwyczajnie, na człowieka sytuowanego majątkowo co najmniej średnio, o tyle drugi z nich wydał się Shannon nieco bardziej... Dystyngowany? Być może spowodowane to było jego specyficzną urodą albo sposobem, w jaki siedział na swoim krześle (jakiekolwiek znaczenie miałby mieć ten fakt, Nicholas zasiadł swobodnie na ławie, nie sztywno na stołku, więc najwyraźniej cenił sobie wygodę bardziej niż nieśmiertelne zasady dobrego wychowania) ? Może, w każdym razie Shannon nie miała zamiaru bawić się w przypuszczenia i domysły. Wzdychając ze zrezygnowaniem w głębi duszy, kobieta ponownie zapoczątkowała rytuał pt. "Poznajmy się, panie X". Jakby uścisk dłoni mógł mieć jakiekolwiek znaczenie w ich przyszłych hipotetycznych kontaktach... Cóż, akurat taki rodzaj powitania wszedł jej w zwyczaj, więc skierowała prawą dłoń ułożoną grzbietem w górę ku Donatienowi. Choć mężczyzna pierwszy się przedstawia, kobieta winna pierwsza podać rękę, tak? Czy nie...? No, nieważne. Gdy kolejna prezentacja dobiegła końca grzecznościowymi roześmianymi spojrzeniami, Shannon zasiadła na swym krześle, w podziękowaniu ponownie uśmiechając się do Nicholasa. Po chwili jednak, zachowując względną ciszę, odsunęła je od stolika, by ustawić je także bliżej kominka. Wtedy zsunęła swój jedwabny fular z ramion, by zaprezentować wszem wobec ich smukłą, zgrabną budowę. Jednak bez przesady, dyskretniej, niż miała się sprawa z niesforną spódnicą. Wziąwszy ze stolika swoją lampkę, zasiadła swobodnie na krześle, zakładając nogę na nogę.
- Panowie wybaczą ten manewr, jednakże przez tę naszą paskudną pogodę zmarzłam już niemiłosiernie, więc... - Uśmiechnęła się przepraszająco, jednak w jej oczach błysnęły iskierki. Zamierzała dać owym panom poznać, że nie jest do końca zwykłą "panienką".
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Wto 06 Kwi 2010, 21:26

Rytuały, rytuały... cóż by ludzie bez nich poczęli? Niemniej cała ta otoczka manier, o którą tak dbali w tych czasach nie była dla Donatiena specjalnie uciążliwa. Bo i czymże były udawane uprzejmość i szacunek wobec całej tej gry aktorskiej, całego przedstawienia, które uskuteczniał? Nie tylko jako demon, ale też jako polityk. Fałszywe uśmiechy, obietnice bez pokrycia, potok kłamstw... Ot, całe oblicze Parlamentu. Co ciekawe, zapewne na tym polu w swej bezwzględności i tak ustępował miejsca kilku innym lordom.
Postępując więc wedle wszelkich zasad panujących w wyższych sferach powitał się z damą, przedstawił, a także ujął jej dłoń i pochylił nad nią składając markowany pocałunek. Niczym złośliwy chochlik przez jego głowę przebiegło pytanie - cóż by owa panienka zrobiła, gdyby Donatien jednak dotknął jej dłoni ustami, ba, gdyby ją w ową rączkę ugryzł? Oczywiście była to myśl niezwykle głupia i niestosowna, lecz demona niekiedy potrafiły bawić takie proste, dziecinne wizje. Obdarzył Shannon promiennym uśmiechem, który był wyjątkowo dość szczery dzięki obrazowi, który mężczyzna wciąż miał przed oczami.
Dama zasiadła, a więc i jemu wolno było spocząć. Zajmując swe miejsce przeniósł wzrok na Nicholasa. Nie miał zamiaru odpowiadać skoro i tak wszystko co potrzebne zawarł już na tym kawałku papieru, a obok znajdowała się urocza osóbka, którą należało zabawić rozmową. A także zaszczycić ponownym spojrzeniem, o wiele dłuższym. Szare tęczówki mogły teraz z o wiele bliższej odległości zlustrować postać kobiety. Wzrok Donatiena prześliznął się po jej sylwetce, odsłoniętych ramionach i szyi. Zdawał sobie sprawę, iż jego spojrzenie mogło wydać się nieco natarczywe i powoli przekraczało cienką granicę dobrego wychowania, lecz wiedział też, że obecna sytuacja nie wymaga od niego takiego zachowania jakie obowiązuje na oficjalnych spotkaniach. Był w karczmie, a ta oto dama przybyła do tego przybytku bez żadnej eskorty czy innej przyzwoitki, przysiadła się do dwóch obcych mężczyzn i całą swą postawą oraz ubiorem wymykała się ogólnie przyjętemu obrazowi cnotliwej, nieśmiałej i uległej panienki. Donatien musiał przyznać, że to była miła odmiana. Śmiałych kobiet w tych czasach było jak na lekarstwo.
- Ależ oczywiście, niech się Panienka ogrzeje.
Albo pozwoli się ogrzać.
- Mamy tutaj bardzo dobre miejsce. W końcu cóż lepiej ogrzewa niż ogień w kominku?
Och, jest coś takiego, jest. Na jego jasnym obliczu znów zagościł uśmiech. Dość oszczędny, aczkolwiek dzięki temu nieco tajemniczy.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pią 09 Kwi 2010, 14:01

[przepraszam za opóźnienia]

Oczywiście, że Nic cenił sobie wygodę bardziej aniżeli sztywne zasady, które były dobre dla tych, co lubili sie bawić we wszystkie naginane spotkania, bankiety i tym podobne wątpliwe przyjemności. To było dobre od czasu do czasu, ale on osobiście nie potrafił zrozumieć ludzi, którzy na nie sie udawali niemalże cały czas... Jesli zabawa, to zabawa a nie nudne rozmowy o polityce o jakichś importach czy eksportach... Nie, to zdecydowanie nie było zabawne. Może niektórzy się jednak w tym lubowali i im to odpowiadało, ale on miał wystarczająco duzo takich sztywnych spotkań w interesach gdzie i ubrać się trzeba było sztywno pod te wszelkie zasady.
Nie, by przechodziło mu granie trudno, o nie. Ale co innego czy przychodziło tak czy inaczej a co innego czy po prostu to lubił. Wiedział doskonale, że było to nieuniknione, ale on z natury był konformistą. Także kiedy szedł gdzies na miasto nie lubił się ubierać bardzo sztywno, czy też nie musiał nikomu tym udowadniać swojej społecznej pozycji która była dość... złożona.
A gdy sie tak zastanowił, to na dobrą sprawę chyba gdzieś to imię słyszał, ale imie oczywiście to imię, jakich wiele. Więcej by mu powiedziało może, a może i nie, nazwisko, tytuł. Oczywiście, nie wypadało sie dopytywać o takie szczegóły, niemniej po głowie coś sie tam kołatało.
Karteczkę schował do wewnętrznej kieszeni, bo naturalnie że Donatien nie musiał odpowiadać, skoro tam było wszystko zawarte. Jednak on zapytał chyba tylko tak po prostu dla samego pytania.
- Jeśli o mnie chodzi, to podzielam pani zdanie, także nie mam absolutnie czego wybaczać. - taksować wzrokiem damy nie zamierzał, bo po pierwsze to nie uchodziło a po drugie był i tak spostrzegawczy więc co swoje, to juz zdążył zauważyć. Także i to że panience daleko było do ogólnie przyjętych wzorców a pomyślawszy to sobie, uśmiechnął się subtelnie pod nosem. Osobiście jakby miał rozmawiać z jakąś purytańska panienką, to dość szybko znalazłby sie powód by opuścić ten przybytek, to bywało tak męczące, że głowa mała. A w takiej to sytuacji... Cóż, to inna sprawa. Zupełnie, zgoła inna.
Uśmiechnął się też z lekkim pobłażaniem do Donatiena na jego ostatnie słowa jakby niemo się go pytał, czy on to mówił serio. Tak, no oczywiście, oczywiście, cóż innego mógł powiedzieć. Ale zawsze.
- Mamy także bardzo dobre wino na rozgrzanie, jeśli by sobie panienka życzyła dopiwszy swoje. Wino, ogień i można się już poczuć w miarę przyzwoicie. - jego osobiście fakt samotnej kobiety w karczmie chyba nie dziwił tak, jak powinien. On mial trochę szerszą tolerancję dla róznych niekonwencjonalnych i smiałych zachowań, oczywiście w granicach zachowania własnych interesów, mienia i zdrowia. A jesli one temu nie szkodziły... To czemu nie? Bo ludzie się będa oglądać? To niech sie oglądają, ich własna, personalna sprawa. Jesli ktoś się mógł tym przejmować... To był biedny. Byle nie szkodzić swojej reputacji a tak?
- Pogoda póki co nas nie oszczędza, ah te kaprysy aury. Można tylko liczyć że w miarę szybko stanie sie bardziej korzystna. Ale dzięki niej ma sie pretekst do wielu rzeczy.
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pią 09 Kwi 2010, 17:14

Towarzystwo - jest, w miarę przyzwoicie załatwione. Teraz jeszcze należało się zabawić przed powrotem do obowiązków, o tej porze roku wzywających do siebie Shannon nader często. Ale, bądź co bądź, praca dawała jej nielichą satysfakcję, czyż nie? A dopóki ten warunek był spełniony, ta piękna bajkowa osada zwana w niektórych kręgach "szczęśliwym życiem" co jakiś jakby zbliżała się o krok.
W każdym razie, kobieta zrzekła się przemyśleń natury raczej nużącej na rzecz kolejnej porcji uśmiechów dla swych towarzyszy, które to posłała im wraz z kolejnym spojrzeniem. Co prawda, swoiste wyroki w ich sprawie już wydała. Ale to nie znaczy, że nie można ich zweryfikować... Toteż Shannon pozwoliła sobie na, wymagany przez maniery, cichy śmiech, który odezwał się z jej ust, gdy odwróciła wzrok ku płomieniom w palenisku. O, tak, ciepło zawsze wpływało na nią korzystnie, rozluźniając (bywa, że nieco zziębnięte) ciało i umysł. A że to zamiłowanie szło u niej w parze z preferencjami ukierunkowanymi na w większości zwiewne, lekkie stroje (niektórzy, bywa, że słusznie, zwykli nazywać je skąpymi, sami diabli w piekle wiedzą, dlaczego), zmuszała siebie samą konsekwentnie do zachowania bliskości z ogniem bądź też jakimś innym środkiem będącym w stanie utrzymać temperaturę jej ciała na satysfakcjonującym poziomie. O, jednym z takich alternatywnych środków mogły być dla przykładu alkohole, do których także miała nijakie przywiązanie. Albo, dajmy na to, ... No, mniejsza z tym. Urywając swe mimowolne rozważania, kobieta westchnęła niezauważalnie, by oprzeć łokcie na prawym kolanie, w którym to jej noga zgięta została, by mogła zostać założona na lewą i kołysać się w powietrzu. A wszystkie te karkołomne bez mała operacje przeprowadzone zostały, by zmniejszyć odległość pomiędzy nią a dwójką dżentelmenów dla komfortu rozmowy. Oraz dla większej łatwości w dosięganiu różnych jakże kuszących obiektów mogących w najbliższym czasie wylądować na stoliku.
Shannon opróżniła swą lampkę kilkoma niewielkimi łykami, by podstawić ją do ponownego napełnienia.
- Oczywiście, popieram. Jednakże istnieje kilka takich rzeczy, które lepiej potrafią zapewnić ciepło człowiekowi. - Mrugnęła przyjaźnie w kierunku Donatiena, ot, tak wyglądało jej zwykłe "ja", tylko z kilkoma maskami na twarzy, nie co najmniej setką. - Na przykład wspomniane wino. - Lampka stała pusta, a ten stan rzeczy był niedopuszczalny. Jednakże Shannon wolała na razie poczekać, aż zostanie obsłużona zamiast okazywać samodzielność, której jej nie brakowało. Potem delikatnie zwróciła twarz ku Nicholasowi. - Pretekstem na przykład do przychodzenia do gospody w zwykły dzień roboczy i polowania na towarzystwo, hm? Sama często tak wykorzystuję tę przeklętą szarugę... A w to, że słońce jeszcze przybędzie nie wierzę, już za długo go nie widziałam... - Standardowy temat: pogoda i utyskiwania na to, jaka jest okropna. Temat podrzucony świadomie, przez nią samą zresztą. Ale był on tylko przygodnym wątkiem, liczyła na jego zmianę i początek prawdziwej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pon 12 Kwi 2010, 23:15

Z jego obserwacji wynikało, że z całego tego niewielkiego i uroczego towarzystwa, które zebrało się przy tym stoliku, kominku i butelce niezłego wina, jest on najmniej podatny na chłód. Oczywiście, odczuwał go jak każdy, lecz szybko też potrafił się rozgrzać, co znowuż nie zawsze bywało takie dobre jak mogłoby się wydawać. A już na pewno nie wtedy, gdy zgrzany wychodził na mroźne zimowe powietrze by następnego dnia wylądować w łóżku bądź też snuć się blady niczym zmora i pociągający... nosem. Ach, słabości ludzkiego ciała! Gdyby tak można było się ciebie pozbyć... Donatien odczuwał wielką niesprawiedliwość płynącą z faktu, iż pomimo swego nadnaturalnego pochodzenia, pomimo pozostawania bytem tajemniczym i niezwykłym, nie był wolny od tak przyziemnych i głupich defektów ludzkiego ciała jak głód czy choroby.
Chłód panujący na zewnątrz obecnie więc był dla niego odległym problemem, zakrawającym niemalże na zupełną abstrakcję, lecz prędzej czy później i tak przyjdzie mu się z nim zmierzyć. Teraz jednak pogoda nie była tym co go interesowało, zatem darował sobie jakiekolwiek uwagi jej dotyczące. Zamiast wygłaszać swe opinie, które nie przyniosłyby nic nowego w tym temacie, zajął się obsłużeniem damy. Chłodne, ciemne szkło spoczęło swym przyjemnym ciężarem w jego sprawnej dłoni, gdy przechylał butelkę w celu napełnienia jej zawartością kieliszka dziewczęcia.
- Panienka często tutaj bywa czy też może jest to pierwsza wizyta? Proszę wybaczyć mą ciekawość, lecz nigdy nie miałem okazji ujrzeć Panienki w tym przybytku, a pewien jestem, że czegoś takiego bym nie przeoczył.
Butelka powróciła na swe miejsce, a dłoń demona zajęła się jasnym kosmykiem włosów, który opadł na czoło. Było to jedno z tych złośliwych pasm, które nie chciały nigdy dostosować się do całej reszty i krótsze, zawsze niemal od razu wymykały się spod srebrnego materiału wstążki.
Spoglądał na kobietę już mniej natarczywie, w zasadzie rzucając jej taką samą ilość spojrzeń co Nicholasowi. Popijał przy tym wino zastanawiając się jakże szczęśliwy i owocny w nowe znajomości okazał się dzisiejszy dzień. Co prawda nie wiedział czym poznane przez niego osoby się trudnią i czy rzeczywiście są w jakikolwiek sposób przydatne, niemniej w tym momencie, jako towarzystwo rolę swą spełniały dobrze. Liczył, iż jeszcze nadarzy mu się okazja do prywatnej rozmowy z Nicholasem i zdobycia pewnych informacji o tym osobniku. Natomiast postać uroczej damy... och, też z pewnością była osobą nietuzinkową, o której warto by dowiedzieć się czegoś więcej. Mogła się przysłużyć w tym czy innym celu.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Wto 13 Kwi 2010, 16:21

Nic co prawda miłośnikiem rozmowy o pogodnie nie był, ale żale wyrzucic na jej temat mozna bylo. Gdyby znał przemyślenia Donatiena na ten temat, to w jakimś stopniu musiałby się zgodzić z tymi niedoskonałościami ludzkiego ciała, jednakże miało tez ono wiele poręcznych zastosowań. Takich, którego byt nadprzyrodzony był niejako pozbawiony. Następnym razem zawsze można szukać sobie kogo innego, co za problem. Wiedział bądź co bądź, że ludzie bywali nad wyraz różni.
Osobiście, poprawiłby Donatiena w stwierdzeniu ‘czegoś takiego’ na ‘kogoś takiego’, ale może on bywał przewrażliwiony czasami na punkcie zwrotów. Niestety albo na szczęście. W biznesie jaki on prowadził czasami zdarzało się że każde słowo miało znaczenie, więc trzeba je było starannie dobierać. No, ale nie miał w zwyczaju nikogo poprawiać a skoro tamten zajął się kieliszkiem damy, to on tylko oparł sie wygodnie biorąc swój w dłoń. Myslał sobie czasem, że takie formalne rozmowy o ile nie dotyczyły interesow (a zdarzało sie że i na tych mógłby przysypiać) były całkiem podobne. Generalnie bowiem nie poruszało się tematów bardziej personalnych, bardziej interesujących, przynajmniej w jego mniemaniu. Ale z drugiej strony była to dośc ciekawa szansa dla obserwatora jakim on byc lubił i jakim nierzadko był z upodobania. W końcu cały czas sie uczył i pewnie będzie jeszcze dlugi czas, bo dużo było rzeczy do poznania w około, ale zasadniczo bardziej wolał słuchać. Nie żeby był milczkiem z natury, o nie, on bardzo lubił mówic czego nieplanowana próbke miał Donatien na początku nim ten stwierdził że jednak tak mówić i mówic to może nie wypada.
Także teraz zwrócił swe oczy na przygodnych towarzyszy słuchając zaczętej rozmowy, samemu sobie z wolna popijając. Oczywiście to musiał byc siłą rzeczy jego ostatni kieliszek, bo niby wino winem, ale bywalo różnie. Tym samym pił je dośc wolno by za szybko się nie skończyło.
- Szaruga, nie szaruga, takie wyjścia tez bywaja interesujące – usmiechnął się zdawkowo znad kieliszka jakby jeszcze miał coś do dodania, ale juz się nie odezwał.
Niemniej i on również zainteresował sie nowym towarzystwem, a skoro tamten dał mu jakis adres do kontaktu... to zapewne skorzysta. Bo wbrew pozorom tez lubił towarzystwo wszelakiego rodzaju
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Sro 14 Kwi 2010, 00:28

Shannon nadal pełniła swój obowiązek bycia subtelną oraz uroczą damą w dostojnym męskim towarzystwie, choć coraz bardziej nużyła ją sztywność niesiona ze sobą przez milczenie. Dlatego też, po nie całkiem świadomym przeprowadzeniu procederu ziewnięcia, podziękowała niewylewnym skinieniem i takim samym uśmiechem. Widząc szkarłatną barwę alkoholu mimowolnie skrzywiła się. Miała awersję do czerwonego wina, w przeciwieństwie do całego mnóstwa innych awersji całkowicie uzasadnioną: otóż, wina czerwone drażniły kobietę swym zbyt cierpkim smakiem. O wszelakich półproduktach, wermutach, dajmy na to, nie wspominając. A jednak, dopóki jeszcze miała na tyle dobrej woli, by ograniczać się pod względem umilenia sobie czasu, upiła niewielki łyk. W zasadzie to pozwoliła sobie jedynie na pobieżny kontakt ust z ciemnym winem, by znów odsunąć od siebie lampkę. Z nagle ożywionym uśmiechem sięgnęła po kielich, tym razem celem wsypania do niego bardzo oszczędnej szczypty ciemnego proszku wysupłanego z miniaturowej sakiewki przypiętej do wąskiego paska z jasnej skóry spiętego ciasno wokół talii kobiety - sproszkowane zioła zwykle sprawdzały się w poprawieniu smaku paskudnego wina. Niskiej mocy, na domiar złego. Gdyby było ono mocniejsze, smak po opróżnieniu kilku nie miałby już tak kolosalnego znaczenia. Ponownie unosząc lampkę do ust, Shannon obejrzała się przez ramię na ogień płonący niezbyt już entuzjastycznie w kominku. Owszem, jeśli o to chodzi, nawet czerwone wino nieźle rozgrzewało, choć i tak zostawało w tyle za innymi rodzajami trunków.
- Niestety, obierając sobie nasze Wyspy na miejsce zamieszkania, trzeba się przyzwyczaić do niedogodności... - Zakończyła obowiązkowy w każdej wymianie zdań temat uciążliwej aury mruknięciem przeznaczonym raczej dla płomieni w kominku, niż towarzyszy kobiety. Kiedy ponownie zwróciła ku nim twarz, westchnęła z cicha. Opróżniając lampkę trzema spokojnymi łykami, zwiesiła ją nad podłogą w lewej dłoni opartej nadgarstkiem o kolano.
- Cóż, bywam tu często, nie ukrywam. Zwykłe tutejsze towarzystwo odpowiada mi swoim bezpośrednim brakiem obycia oraz naturalnością zachowań. Przyznajcie, panowie, i was nużą sztywne smokingi obowiązujące swym prestiżem wśród elementów garderoby do przywdziewania masek, które z kolei wymuszają sztuczność i fałsz w kontaktach międzyludzkich, w nieprzebranych ilościach. Ostatnio, co prawda, nie dane mi było zażyć nieco zabawy. Wizyta w Calais nieco się przeciągnęła... - Wszystko, co mówiła było w miarę szczere. Owszem, mogło to zadziałać na jej niekorzyść, lecz postanowiła oszczędzić sobie domysłów i obaw. A i mogła się narazić - toć i obaj panowie wyglądali dystyngowanie, może i na parlamentarzystów. Ach, pal to sześć. Najwyżej okażą się niedogodni do bycia jej towarzyszami na dłuższą metę. Ale, bądź co bądź, byli jedyną opcją, którą mogła wykorzystać bezkarnie przed powrotem do pracy. Gdzie, skądinąd, także czekali rozmówcy. - Cóż, szczerze mówiąc, i panowie nie wyglądacie mi na bywalców... Raczej na członków klubu dżentelmenów... - Zachowując niezmienną pozycję, nadal wodziła wzrokiem od jednego do drugiego mężczyzny, jakby chcąc ich porównać. Co nie odbiegało tak bardzo od prawdy - ot, nawykiem większości kobiet było ocenianie potencjalnej atrakcyjności dżentelmena. A więc Shannon milczała, znów dając im pole do popisu.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Sob 17 Kwi 2010, 20:52

Splótł dłonie, które ułożył na stole wraz z przedramionami w o wiele luźniejszej pozie. Był politykiem, prawda, lecz przy tym nie był istotą ludzką jaka z racji pełnionej funkcji nierzadko sama zamykała się w klatce, której kraty składały się z zasad, konwenansów i reguł. Jakże często przez wzgląd na publiczny wizerunek i plotki, które mogłyby szybko się pojawić i zrujnować karierę, osoby zajmujące wysokie stanowiska rezygnowały z wielu przyjemności oferowanych im przez wspaniałą stolicę. I Donatien, rzecz jasna, nie mógł szaleć do woli, lecz mimo wszystko należał do tych bardziej liberalnych spośród swych "kolegów" lordów. Przynajmniej w tym względzie. Prowadzona przez niego polityka nie uwzględniała praw i wolności jednostek, aczkolwiek sama ideologa mogła być przydatna w walce z obecnie panującą monarchinią. Przemyślenia dotyczące spraw "biznesowych" nie męczyły demona i zdecydowanie nie próbował się od nich uwolnić. Wręcz przeciwnie, wolał, gdy jego umysł wciąż pracował nad bieżącymi sprawami, rozpatrywał każdy problem, dziesiątki razy rozpracowywał go na różne sposoby... Tylko takie postępowanie mogło przynieść dostatecznie zadowalające efekty i pozwalało uniknąć ewentualnych pułapek. Uwielbiał tą grę i mimo, iż otaczali go sztywni i na pozór nudni urzędnicy, czerpał wielką przyjemność ze starć z tymi ludzkimi umysłami. Niezwykłą zaś ekscytację budziło w nim pojawienie się na scenie politycznej prawdziwie bystrego osobnika działającego w opozycji. Ach, te dyskusje, te debaty! W takich wypadkach jego główny cel, można by rzec - niejakie marzenie, na chwilę schodziło na boczny tor.
Powracając jednak do spraw bardziej luźnych i przyjemnych z punktu widzenia zwykłego, umiarkowanie zainteresowanego polityką mieszkańca.
- Przyznaję, iż Panienka utrafiła w samo sedno. Tak jeśli idzie o owy klub dżentelmenów jak i o pewną chęć... zniesienia tych formalności. - Jedna prawda, jedno kłamstwo...należy zachować pewną równowagę, czyż nie? Mężczyzna posłał dziewczęciu dość neutralne spojrzenie, które znaczyć mogło wszystko jak i nic. - Przykre to czasy, gdy cudowna naturalność zostaje wyparta przez sztuczną przyzwoitość. Oczywiście nie można mieć za złe Królowej, iż tak gorliwie stara się zaszczepić swym poddanym wspaniałe wartości na czele z moralnością.
Fakt, było to raczej zabawne i prowadziło do wielu komicznych zachowań i sytuacji. Jakże więc mógłby za to gniewać się na Wiktorię, która tym sposobem dostarczała mu rozrywki? Pomijając już sam fakt, iż tak naprawdę ogólnie panująca cnotliwość była mrzonką, skorupką pustą w środku.
- Cóż za złośliwe zrządzenie losu sprawiło, iż do tej pory mijaliśmy się odwiedzając ten przybytek, Panienko Shannon. Rad jestem, iż wreszcie nasze drogi się zeszły. Postaram się wraz z tym tutaj uroczym osobnikiem zapewnić Panience ową zabawę, której została pozbawiona. Prawda, Nicholasie?
Jego uśmiech nieznacznie się pogłębił, gdy szare tęczówki demonicznych oczu spoczęły na postaci ekscentrycznie ubranego mężczyzny.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Czw 22 Kwi 2010, 12:08

Co do jego ekscentryczności, to nie uważał za takową ani swojej czarnej dobrze dobranej marynarki ani szkarłatnego płaszcza, może conajwyżej sposób uczesania, ale najwyraźniej demon się całkowicie tym nie przejmował co mogą pomyśleć inni, bo tak mu pasowało, więc tak zostało. Nie liczył się wygląd, tylko to co się robiło i czy dobrze się to robiło. A on nie mógł narzekać by źle swoje obowiązki wypełniał.
Tak samo jak nie przejmował się sztywnymi zasadami ogólnie przyjetymi co dawał do zrozumienia nie siedząc sztywno jakby kij połknął i nie myśląc nad kazdym gestem, bo to nie było w jego naturze. Ze swojej demoniej natury był żywym osobnikiem a te wszystkie sztuczności tylko go nużyły. Poznać po sobie tego jednak nie dawał, bo na tyle dobrze opanował sztukę udawania że ciężko było stwierdzić jakie jest jego prawdziwe 'ja'. a może takiego jeszcze nie pokazał?
On natomiast posłał do Shannon całkiem niewymuszony i naturalny uśmiech, którymi to czasem obdarzał ludzi. No dobrze, nawet dosyć często tylko niekiedy nie sposób było powiedzieć czy to dobrze czy to źle i czy za nim się coś nie czaiło.
- Klub dżentelmenów? - powtórzyl tylko z lekkim uniesieniem brwi. Na codzien nie bawił się w takie rzeczy, tylko jedynie gdy miał w tym jakiś cel bo o ile przyjemniej było spędzać czas na przykład w domu na mniej oficjalnych rozrywkach?
Fakt, on może nie wyglądał na bywalca takich lokali (bo kto musiał wiedzieć że bywał i w gorszych?) ale od czasu do czasu mu się zdarzało to i owo odwiedzić, jak dziś zupełnie przez przypadek dowiedział się o istnieniu tego miejsca.
- Ależ oczywiście - przytaknął drugiemu demonowi ponownie posyłając mu swój zwyczajny uśmiech i prostując się nieco na miejscu. - Co do wypowiedzi panienki byłoby po prostu... ciekawiej - tak, to dobre slowo, ciekawiej - gdyby za kazdym razem nikt w nikim nie wietrzył jakiegos podstępu - ale czy naprawde mówił to szczerze? Tak byc po prostu musiało bo niejednokrotnie utwierdził się w przekonaniu że wszędzie czai się interesowność. Jako demon się do tego przyzwyczaił, ale tak z luźnych obserwacji prowadzonych tu i ówdzie zauważył że naprawdę wszędzie panują niby zasady i każdy się tam pod czyms i przed czyms ukrywa. Może tylko najniższe szczeble drabiny społecznej miały w sobie więcej tej swobody która chciałby i on wprowadzać. Oczywiście on to on i z racji na branżę tez by to umiał dobrze wykorzystać ale o ile ciekawiej by było? Duzo bardziej niż sztywne spotkania na herbatki.
- Wtedy może byłoby dookoła więcej naturalnego zycia. Musze przyznać że im dalej od Londynu tym i zachowania są swobodniejsze. Dobrze jest sobie tam pojechać od czasu do czasu na odpoczynek, każdemu jest potrzebny - tak, lubił jeździc poza Londyn chociażby na parę dni.
- Ale jedyne co nam pozostaje, to sie przyzwyczaić? - rozłozył lekkko ręce jakby mowił 'co poradzić' i skwitował posyłając po uśmiechu do każdego z nich
Powrót do góry Go down
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pią 23 Kwi 2010, 18:48

Uważnie obserwując dwójkę swych towarzyszy, Shannon co jakiś czas wodziła spojrzeniem po całej izbie gospody. Nie była ona zbyt przestrzenna, ale to chyba nawet lepiej. Przynajmniej było ciepło, ogień z kominka z powodzeniem ogrzewał całą salę. Kobieta powróciła wzrokiem do dwójki dżentelmenów przy stoliku, nie zbywając z twarzy delikatnego uśmiechu - cóż, rozmowa wciąż mogła zyskać na wartości, a i widok obu dobrze ubranych, w miarę atrakcyjnych panów z uwagą skupioną (nieco podzielnie) na jej osobie był miły panience Scott. Z cichym stukotem obcasów opuściła prawą nogę na ziemię, by założyć na nią lewą. Ot, nieznaczna zmiana w pozie po chwili bezruchu.
- Oczywiście, władza w kraju wyznacza sposób życia jego mieszkańców, bez względu na ich wolę, czy upodobania. Cóż, nie zawsze można dostać, co się chce. A wręcz przeciwnie - niezmiernie rzadko raczej. - Wzruszyła ramionami, parskając nieco histerycznym śmiechem. - Zostaje przyjąć te warunki, albo znaleźć sobie inną, bardziej... Hm, odpowiednią lokację. - Pokiwała głową, dając oszczędny komentarz słowom zarówno Donatiena, jak i Nicholasa. Cóż, ona w Anglii mieszkała ze względu na pracę (co było nieco naciąganym argumentem) i... Może własne pochodzenie? Przecie mieszkała tu przez całe życie: często wyjeżdżała, ale tu miała swój dom. Tak, to był jeden z ważniejszych powodów, dla których wciąż siedziała pod wiktoriańskim pantoflem królewskim. - Właśnie dlatego wyjeżdżam: wystarczy na pokładzie promu przepłynąć English Channel za opłatą na północ Francji - tak różna od tutejszej mentalność Francuzów potrafi zdziałać cuda na nudę. - Wyrzekła swą opinię śmiało. Owszem, uwielbiała "południe" Europy - od Francji, po Hiszpanię (odwiedzaną dość rzadko, ale i tak regularnie). Teraz jednak przebywała w Londynie, gdzie miała zostać na razie na dłuższy czas - za granicą bywała głównie w celu uzupełnienia zapasów alchemiczno - aptekarskich, dostępnych poza Anglią na znacznie szerszą skalę niż tu. "Obowiązek" został wykonany, więc w ramach swoistej nagrody zafundowała sobie wizytę w Ye Olde. Cóż, zawiodła się nieco.
- Jestem zmuszona całkowicie na panach polegać - nie mam pojęcia, gdzie podział się tutejszy gwar, śpiewy, muzyka? No, cóż... - Westchnęła, mimo wszystko uśmiechając się szeroko.
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pon 24 Maj 2010, 16:11

Evans przegnana z szarych ulic Londynu zmuszona była gdzieś schować swą osobę, a przy tym nie stracić dnia - tak, tak dzisiaj jeszcze niczego nie pożyczyła od przechodniów. Rzeczywiście miała oko na pewnego młodzieńca, na którego kościstej ręce spoczywał ciekawy i orientalny przedmiot. Nie wyglądał on na zegarek, a raczej na drogą bransoletę, czy rodzinną pamiątkę. Owy kościotrup - bo warto napomnieć, że wyglądał jakby właśnie uciekł grabarzowi z cmentarza, był blady i wychudzony ubrany jednak w tak wystawne stroje, że rzeczywiście gdzieś w pobliżu mogło właśnie dojść do ceremonii ostatniego pożegnania. Niestety Jenny zgubiła go, kiedy to ulewa wezbrała, a wszyscy ludzie zaczęli znikać pośród wielkich kropel deszczu i małej mgiełki.
Ale wracając do "Ye Olde Cheshire Cheese Inn", gdzie właśnie pewna złodziejka szuka kogoś, kto akurat może sypnąć groszem wcale o tym nie wiedząc.
-Oj przepraszam Pana bardzo. - Jenny ukłoniła się delikatnie w geście przeprosin do starszego mężczyzny, odzianego w kraciasty płaszcz, który wychodził właśnie z karczmy.
-Nic nie szkodzi, to moja wina jestem dzisiaj rozkojarzony. - brodaty i opięty w błękitną kratkę, skłonił swój komiczny cylinder i pomknął za swoim kompanem, który nawet nie zauważył, że kolega został w tyle.
Evans omijając jeszcze dwóch panów dostała się wreszcie do wnętrza karczmy, które wypełniało delikatne ciepło i zapach ponczu, zmieszany z tłuszczem steków i innych potraw. Przekraczając mały stopień i dwa zakręty w półciemnym korytarzyku, złodziejka trafiła do jednej z sieni budynku, która była wystarczająca zatłoczona, ale zarazem można w niej było wyszukać swoją przyszłą ofiarę. Dopiero po chwili wsłuchanie się, dziewczyna usłyszała pośród gwaru rozmów i śmiechów, cichą muzykę biegnącą do jej uszy z kąta w najdalszej części pomieszczenia, gdzie młodziuteńka dziewczyna ubrana w błękitną sukienkę lekko przykrytą czarnymi włosami, odgrywała na swoich skrzypcach skoczną melodię, w rytm której zwiewnie poruszali się kelnerzy i nieświadomi swojego tańca klienci.
Faeria poprawiła swoją czarną sukienkę i przemykając obok prostokątnych stolików, posyłała od czasu do czasu uśmiech do panów, których musiała poprosić aby choć trochę się przesunęli. Kiedy w końcu dotarła do wypatrzonego wcześniej miejsca, które znajdowało się pod ścianą z przeciwnej strony wejścia, usiadła przy dwuosobowym stoliku gdzie widać było jeszcze ślady szybkiego sprzątania. Odpowiednio zajęte miejsce jest podstawą do tego, żeby znaleźć wśród "stada" kogoś najmniej spostrzegawczego i ostrożnego, niemniej ważny jest sam ubiór i wygląd, który często trzeba zmieniać. Dziś w ten dżdżysty dzień, Evans spięła idealnie włosy pozostawiając jedynie dwa kosmyki lekko opadające na twarz, na jej nosie spoczęły okulary, spod których bystre oczy przyglądały się niezauważenie klienteli zgromadzonej w tym właśnie miejscu.
-Może tym razem ? A jak nie, to następnym ... oby. - pomyślała sobie Jenny, pogrążona w tym całym uporządkowanych chaosie życia karczmy. Na dworze nadal padało i nie zanosiło się, oby szybko miała przestać.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Sro 26 Maj 2010, 12:53

Oczy koloru zasnutego deszczem nieba, które przytłaczało obecnie znajdujących się na zewnątrz Londyńczyków, zatrzymały się na postaci panienki Shannon by ponownie poddać ją analizie. Jak już demon wcześniej zauważył - była to kobieta wyróżniająca się na tle większości swych rówieśniczek jak i innych dam w różnym wieku. Przynajmniej w owej części społeczeństwa zamieszkującej Londyn. Łączyła w sobie elementy kobiety dobrze wychowanej i eleganckiej z bezpośredniością i frywolnością panienek nieco mniej poważanych. Nie miał zamiaru potępiać jej swobody w wyrażaniu myśli, o, zdecydowanie nie. Sam mógł zdawać się obecnie osobnikiem nieco "sztywnym" i poważnym, lecz w rzeczywistości nie istniała taka rzecz, która byłaby w stanie go zgorszyć czy wywołać w nim (nie)święte oburzenie.
- Z pewnością znalazłyby się takie jednostki, które zaraz by Panienkę potępiły za tak przychylne słowa odnoszące się do naszego południowego sąsiada. Ale ja sam w tej kwestii przyznam rację słowom naszej uroczej towarzyszki. Francja zdecydowanie jest krajem wartym zabawienia w nim na dłużej. Chociaż zastanawiam się czy większego wrażenia nie wywarło na mnie Królestwo Niderlandów. Polecam zwiedzenie tak Amsterdamu jak i Hagi, jeśli nadarzy się taka okazja. Zupełnie inna mentalność.
Delikatny uśmiech wykwitł na wąskich wargach blondyna, najwyraźniej wywołany przyjemnymi wspomnieniami. Taaak, Amsterdam. Doprawdy ciekawe miasto.
Tocząca się dość leniwym torem rozmowa z dwójką nietuzinkowych ludzi była całkiem przyjemna, lecz dyskretne spojrzenie na kieszonkowy zegarek i uświadomienie sobie nieuchronnego jej końca nie wywołały uczucia rozczarowania w demonicznym mężczyźnie. Powodem takiej a nie innej reakcji była w głównej mierze dość radosna i wesoła atmosfera tego miejsca, a także miły i lekki ton rozmowy. Donatien potrafił wiele znieść, lecz zaczynał odczuwać potrzebę zrezygnowania z grzecznych słów i sympatycznych gestów skoro nie miały one w tym momencie prowadzić do żadnych negatywnych dla otoczenia skutków. Jakichkolwiek ciekawych informacji również nie spodziewał się zdobyć, lecz fakt, iż Nicholas miał namiar na jego londyńską siedzibę był miłym podsumowaniem dzisiejszej wizyty w Ye Olde. Co prawda owa dama również zdawała się warta lepszego poznania, lecz nie wypadało ot tak zapraszać jej do siebie, nie mówiąc już o wydobywaniu adresu kobiety. Cóż, jeśli rzeczywiście była częstą bywalczynią tej karczmy możliwe, iż ich drogi jeszcze się skrzyżują. Tymczasem jednak arystokrata z zadowoleniem powitał widok swego czarnego, zdobionego srebrem lando, który zajechał pod Ye Olde dokładnie minutę przed czasem.
- Niestety mój czas zazwyczaj jest bardzo ograniczony i z niezwykłym smutkiem zmuszony jestem rozstać się z państwem w tym momencie. Tuszę jednak, iż Pan Nicholas stanie na wysokości zadania i zapewni Panience obiecaną rozrywkę. - Tutaj mężczyzna uśmiechnął się do demona oszczędnie, acz dość przychylnie, po czym wstał ze swego miejsca. Ujął dłoń Panienki by pożegnać ją w ten sam sposób w jaki została przezeń przywitana, a następnie skłonił się lekko Nicholasowi.
- Do, mam nadzieję, zobaczenia.
Już bez zbędnych słów i czynów Donatien ruszył ku wyjściu, po drodze zabierając swój płaszcz, cylinder i parasol. Nie minęła minuta nim znalazł się na zewnątrz i przemierzając w strugach deszczu krótki odcinek do lando znalazł się w jego przytulnym wnętrzu. Powóz ruszył niemal natychmiast.

[zt]

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Nie 30 Maj 2010, 23:38

W tłocznej i gwarnej karczmie roiło się od przeróżnej maści osobników. Od prostych, szarych urzędników pracujących nad tonami papierów w jakiejś podrzędnej firmie, zarządzanej przez wyzyskującego personel pracodawcę do bogatych biznesmenów, niekiedy nawet stojących niezwykle wysoko w hierarchii społecznej. Ye Olde było miejscem, gdzie spotykało się przedstawicieli niemal wszelkich szczebli społecznych poza tymi najbiedniejszymi, które najzwyczajniej w świecie nie miały tutaj czego szukać. Tym sposobem było to bez wątpienia miejsce dobre na łowy naszej Faerie, kieszonkowca co się zowie.
Wzrok Jenny prześlizgiwał się po zdecydowanie męskiej klienteli, która to z kolei posyłała niekiedy jej równie uważne spojrzenia. Co prawda przychodziły tutaj również kobiety, lecz był to dość rzadki widok. Dlatego też panienka Evans pomimo dość dobrze dobranego miejsca nie mogła czuć się wolna od poświęcanej jej osobie uwagi.
Przy najbliższym stoliku siedziała grupka trzech dżentelmenów. Dwóch zdawało się być w podobnym, czyli średnim, wieku, zaś ich trzeci towarzysz był młodzieńcem, który z pewnością nie przekroczył wieku dwudziestu pięciu lat. Był to dość pulchny blondyn odziany całkiem elegancko i schludnie. Jego ruchy, sposób mówienia oraz mimika twarzy, która była zwrócona bokiem do Jenny sugerowały pewne roztrzepanie i nieuwagę. Zdawał się być on również niezdarny, czego dowodem było zrzucenie, szczęśliwie pustej, wykonanej z grubego szkła szklanki, która potoczyła się niemal do stóp Faerie. Mężczyzna zerwał się z miejsca wyciągając ręce przed siebie w pogoni za naczyniem co z miejsca obserwatora musiało wyglądać doprawdy komicznie. Złapawszy wreszcie złośliwy przedmiot młodzian zdał sobie sprawę z faktu, iż właśnie klęczy u stóp jakiejś nieznajomej kobiety. Jego piegowatą twarz zabarwiła pełna wstydu czerwień.
- Najmocniej Panienkę przepraszam!
Zerwał się na równe nogi uderzając przy tym boleśnie ramieniem w stolik.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pon 31 Maj 2010, 18:28

Bywało, że i Nick miał dość ograniczony czas, ale tyczyło się to przeważnie wieczorów, by pod osłoną przychylnej nocy załatwiać sprawy, które nie mogly wyjść na światło dzienne. Albo przynajmniej nie powinny, niemniej ciemność była jak najbardziej pożądaną rzeczą. Brak ludzi na ulicach, może tylko jacyś sporadycznie sie pojawiający albo złodziejaszkowie... Ale niebezpieczeństw akurat na tym polu mu nie groziło.
Nie odczuwał też szczególnego dyskomfortu prowadząc rozmowy nie mające się przyczynić o czegos nagatywnego... Wystarczająco duzo tego robiła jego praca i na najbliższy czas demoniczne ego na tym polu zostało zaspokojone. Nie spieszyło mu sie też specjalnie, chociaż niekoniecznie lubił siedzieć długo w jednym miejscu. Póki co jeszcze go nigdzie nie goniło, chociaż pomyslał sobie że w taki dzionek to chyba lepszym pomysłem byłoby zostać w domu.
- Bywaj - pozegnal się z Donatienem uniósłszy się nieco z ławy, z lekkim skinieniem głowy i przejechał wzrokiem po otoczeniu, ale nie działo się za specjalnie nic ciekawego., totez i tak ciekawszy obiekt do oglądu miał niedaleko siebie i własnie na niego przeniósł spojrzenie.
Nie dalo się dostać tego czego sie chciało? oo, wręcz przeciwnie... Zazwyczaj dążył do tego by mieć co chciał i by załatwić co musiało zostać załatwione. Usmiechnął się jednak uprzejmie, mniej zdawkowo niz jasnowłosy demon na to stwierdzenie.
- To, to akurat chyba wszędzie ma zastosowanie. Ale koniec końców wszystko zależy od... stopnia włozonych chęci by to osiagnąć, że tak to ujmę.
Czasami też zastanawiał się czy by nie wyjechać z Londynu, ale przesądzał o sprawie fakt, że tu już miał niejako 'machinę' która sprawiała mu satysfakcje na polu szkodzenia ludziom i zapewniania wygód i przyjemności sobie.
- Gwar, spiew i muzyka? Chyba na to jest jeszcze dość wczesnie. Zakładam, że pod wieczór wszystko będzie tak, jakby panienka chciała. Większośc obywateli w końcu pracuje. Tak, czyli panienka podróżuje? - przechylił lekko głowe, jakby był tego ciekaw. Może i był a może niekoniecznie? pochylił się tez i oparł przedramiona i stół, kręcąc w palcach nózka kieliszka juz prawie całkowicie pustego, obserwując jednak pannę Shannon. Stuknął tez bezwiednie palcami kilka razy cicho o blat stołu jakby sie nad czyms zastanawiał.
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Pon 31 Maj 2010, 19:44

Kiedy szklaka z całkiem miłym brzękiem dotoczyła się do nóg złodziejki, ta dopiero teraz mogła przyjrzeć się dokładnie młodzieńcowi, który rzeczywiście był jakiś roztrzepany.
-Oh. Nic Panu nie jest ? Po co ten pośpiech. - wstała z lekkim i świeżym uśmiechem na twarzy, spoglądając na ramię, które musiało zmierzyć się z drewnianym stołem.
-Jak widać wypadki zdarzają się i takim uroczym dżentelmenom. - ukłoniła się dosyć zgrabnie, wpatrując się na jeszcze zarumienionego mężczyznę.
Panna Evans dostawała od losu wiele, ba ! Czasami nawet zbyt wiele. I nie wiedziała, czy tym razem nie jest to moment wyważony - czyli w jej mniemaniu, taki, który można od tak wykorzystać i mieć z tego korzyść, a może i nawet kilka. Tylko wiadomą sprawą jest, że nie wszystko złoto co się świeci, ale zawsze można to skrobnąć komuś z przed nosa. Ale wracając do karczmy i naszej dwójki, w której ktoś będzie zdobyczą ... ale kto ?
-Ah tak, nawet się nie przedstawiłam. Jestem Laura, mam skromną nadzieję, że nie zamierza Pan znowu upuścić szklanki, szkoda by było takiego ładnego naczynia. - Jenny poprawiła okulary, przy czym delikatnie odsunęła szyję, bo oddech blondyna, trochę jej przeszkadzał.
Powrót do góry Go down
Nicolas de Robespierre

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 22

PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   Czw 03 Cze 2010, 00:30

Nicolas wszedł do tawerny, idąc za jakiś gburem spod czarnej gwiazdy, który wyglądał niewiele lepiej od niego, co w jakimś stopniu go pocieszało. Będąc już w środku, rozejrzał się szybko po ludziach siedzących przy stolikach, tak aby zbadać gdzie jest wolne miejsce. By nie robić sensacji i przy okazji sobie kłopotu, unikał kontaktu wzrokowego z innymi gośćmi. Tą sztukę opanował do perfekcji, więc w miarę bezproblemowo przecisnął się przez gawiedź, zahaczając jedynie o jakiegoś dzieciaka co klęczał u nóg kobiety. Ona zwróciła jego uwagę, gdyż biła od niej specyficzna aura, którą tak dobrze znał... Nie dał tego po sobie poznać, więc tylko burknął niewyraźnie - przepraszam. - przechodząc obok nich i ruszył na koniec sali, gdzie udało mu się spokojnie usiąść przy stole. Przelotna myśl o kobiecie ulotniła się szybciej niż się pojawiała, gdyż już wcześniej zauważył w tym mieście podobne do niej istoty, więc ta nie zrobiła na niego większego wrażenia. Wyjął różaniec i książkę, która okazała się Biblią. W środku niej była włożona karteczka, stanowiąca pewnie zakładkę. Z ciekawości przewertował mokre kartki i przeczytał po cichu: ujrzałem wychodzące z paszczy Smoka i z paszczy Bestii, i z ust fałszywego Proroka trzy duchy nieczyste jakby ropuchy, a są to duchy czyniące znaki - demony". Zamknął pismo i podrapał się po brodzie - Czyżby ten ksiądz był egzorcystą? - przeszło mu przez myśl. Część swojego życia spędził w sierocińcu, prowadzonym przez siostry zakonne, ale jedyne czego się u nich nauczył to właśnie kraść. W Boga za bardzo nie wierzył, jak zresztą inni podopieczni tamtego przytułku. Jednakże teraz poczuł się jakoś dziwnie, mimowolnie nie przyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach.


Ostatnio zmieniony przez Nicolas de Robespierre dnia Wto 08 Cze 2010, 16:53, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: "Ye Olde Cheshire Cheese Inn"   

Powrót do góry Go down
 
"Ye Olde Cheshire Cheese Inn"
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Fleet Street-
Skocz do: