Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Alejka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Alejka   Sro 03 Lut 2010, 22:38

Czyż istnieje lepsze miejsce na rodzinny bądź też towarzyski spacer niż parkowa alejka? Niemal przez cały rok otoczona pasmami zieleni oraz wielobarwnym kwieciem zebranym w ładnych i schludnych klombach, zachęca do zwolnienia kroku, zatrzymania się i spoczęcia na jednej z fizynezyjnie zdobionych drewnianych ławeczek. Drobny żwir chrzęści pod nogami przechodniów nie utrudniając jednak przechadzki, zaś ponad nimi szumią korony drzew. Jest to miejsce stworzone do odpoczynku od wielkomiejskiego pośpiechu.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Sro 28 Kwi 2010, 09:26

Ach, Londyn wieczorami! Gdy całe życie, tych rzekomo kulturalnych pań i rzekomo niepijących mężczyzn! Z całą swoją ideową otoczką rozwoju, postępu, pracy, chwały królowej! Z całą naiwnością obywateli, którzy wierzyli, że są najwspanialszą nacją świata w najwspanialszym kraju na globie, w najpiękniejszym mieście na Ziemi!

Orick zawsze, kiedy podczas swoich wieczornych przechadzek mijał kogokolwiek, czy była to piękna, wysoka dama, zabawiana przez jakiegoś gentlemana, czy samotny, niski mężczyzna, w cylindrze i z zegarkiem w ręku, biegnący gdzieś i całkowicie pogrążony we własnych myślach, czy jakieś biedne dziecko, zapewne pozbawione domu i liczące na to, że uciekając przed stróżami prawa w mieście jakoś przeżyją kolejną noc, zastanawiał się, czy są świadomi swojej przemijalności. Pamiętał, że lata, lata temu, gdy sam był śmiertelny, zupełnie ignorował wszelakie egzystencjalne myśli. Nie przemawiało do niego Memento mori , chociaż wielkim zwolennikiem carpe diem także nie był. Pierwszy raz o śmierci na poważnie myślał dopiero na polu bitwy i paradoksalnie gdy tylko zdał sobie sprawę ze swojej kruchości, śmiertelności, pojawiła się szansa na oszukanie śmierci...

Raven często podczas swoich wieczornych przechadzek, tak jak i dzisiaj, wracał wspomnieniami do lat śmiertelnych. Czasem w jego umyśle klarowały się jakieś migawki z dawnego życia, czasem utrwalał sobie coś, co przypomniał sobie wcześniej.

To zabawne - Pomyślał, patrząc zupełnie bezwiednie na światło latarni - Że ludzie, podczas życia, tak często wybiegają myślami w życie po życiu, ufając w to, że ich Bóg da im nagrodę za godnie spędzone życie na ziemi. Teraz ja, jako nieśmiertelny, z równie wielkim sentymentem spoglądam w przeszłość.

Przechadzał się uliczkami parku zupełnie bez celu. Nie liczył nawet na pożywienie się kimś, nie tutaj, w miejscu tak dostępnym dla wszystkich. Splótł ręce na plecach i nieco pochylony do przodu, kroczył żwirowymi ścieżkami parku, pogrążając się we własnych myślach. Miał na to całą wieczność.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 14:16

Leonard przechadzał się kolejką Hyde Parku wraz ze swymi psimi towarzyszami. Była wiosna co oznaczało zakwitanie różnorodnych kwiatów a tutaj przecież znajdował się różany ogród tak cudownie wzbogacający wątpliwe walory londyńskiego powietrza...

Ten spokojny spacer przerwało głuche warknięcie jednego z psów Leonarda... warkniecie skierowane w stronę gdzie znajdował się osobnik o specyficznej aurze... aurze jakiej Leonard dotąd nie widział. Zwierzęcy towarzysze natychmiast otoczyli swego pana chcąc go chronić. Każde z nich gotowe było do rzucenia się na Oricka, lecz Leo nie wiedział z jakiegoż to powodu. Zatrzymał się w odległości około pięciu metrów od nieznanej sobie postaci i gestem nakazał zwierzętom spokój, które bardzo niechętnie wycofały się za właściciela groźnie łypiąc w kierunku wampira.
- Witam. Leonard Fury, do usług - rozpoczął spotkanie z ukłonem, nie wiedząc nawet jakiej płci jest osobnik znajdujący się przed nim. Niewidzące oczy obserwowały wampira bardzo uważnie jakby chcąc zapamiętać każdy element jego ciała, które przecież dla wilkołaka było niemożliwą do odgadnięcia zagadką. Nigdy nie spotkałem tak niezwykłej aury... Ciekawe kim ta osoba jest... - pomyślał, lecz swego zdziwienia nie dał poznać na twarzy, na której widniał w tej chwili łagodny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 14:56

Oricka z zamyślenia wyrwały warknięcia i szczeknięcia psów. Nerwowo obrócił się, by zobaczyć parę tych zwierząt, wyraźnie gotowych do ataku na niego! Dłoń, instynktownym, wyuczonym przez dwa wieki ruchem, szybko zawędrowała pod płaszcz i wylądowała na rękojeści szabli, zaś sam wampir, ledwo powstrzymał się przed wysunięciem kłów. Zacisnął jednak zęby, wpatrując się w ślepia psów, jak gdyby miał zamiar samym spojrzeniem wzniecić w ich zwierzęcych umysłach strach. Po chwili jednak zdał sobie sprawę, że psy nie są samotne - towarzyszy im właściciel, którego jak widać stworzenia słuchały. Nerwowo zaciśnięte palce na szabli uspokoiły się, mężczyzna wyciągnął zaś rękę spod płaszcza.

Rzucił mężczyźnie - teraz, gdy jego uwaga przestała skupiać się na psach, mógł poświęcić jej więcej dla ich właściciela - przelotne, nieco aroganckie spojrzenie. Mężczyzna nie budził w nim zaufania, lecz wystarczyło jedno spojrzenie na wzrok, by wampir domyślił się, z kim może mieć do czynienia. Ślepiec z psami. Zaiste, śmiertelni Londynu sami nie wiedzą, co ze sobą zrobić. To cud, że mężczyzna żyje - choć być może zawdzięcza to swoim psom.

Na pewien sposób niewidomi zawsze fascynowali Gabriela, ich niezwykła zdolność do poruszania się w świecie, którego nie widzą, niebywała ostrość zmysłów, na których muszą polegać - dotyk, słuch, węch... To wszystko sprawiało, że widząc niewidomego czy głuchego, zawsze czuł mieszaninę żalu, współczucia, pogardy oraz uznania. Tak było i tym razem, zwłaszcza, że Ravena zaskoczyła śmiałość jego rozmówcy. Spojrzał na ukłon mężczyzny, uśmiechając się pod nosem. Cóż, w końcu był bogaczem i oznaki jakiegokolwiek szacunku były jak najbardziej na miejscu.
- Orick Raven - oznajmił po chwili wampir, uśmiechając się słabo, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Jego psy zeszły na dalszy plan, zaś tajemnicze spotkanie w pełni zaintrygowało starego krwiopijcę. - Również mi miło... Widzę, że pana psy są posłuszne, to dobrze - powiedział naprędce, przenosząc po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzenie na zwierzęta - Zwierzęta jakoś nie przepadają za mną, sam nie wiem czemu. Może to zapach, używam pachnideł, które bynajmniej nie są powszechne w tym mieście. - oznajmił tonem człowieka obytego, kulturalnego i z wyższych sfer. Orick lubił bardzo tak o sobie mniemać. W pewien sposób podnosiło to jego ego, dodawało pewności siebie i czyniło jeszcze bardziej ekstra ordynarnym.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 15:18

Wilkołak słysząc o pachnidłach wciągnął w nozdrza nieco powietrza, lecz zapach jakoś nadzwyczajnie go nie podrażniał... no nie do tego stopnia by wzbudzać nieuzasadnioną agresję. Leonard zwrócił chwilowo wzrok na psy gdy Orick o nich wspomniał po czym uśmiechnął się ni to do towarzysza ni do siebie.
- Wręcz bardzo dobrze. Czymże byłby treser gdyby jego zwierzęta ignorowały go bez przyczyny? - po tych słowach skupił się na chwilę by rozgryźć nieco aurę wampira, lecz nie był w stanie poznać jego prawdziwej natury co nieco go zaniepokoiło, lecz był w stanie powstrzymać zewnętrzne oznaki jakichkolwiek obaw. Natomiast świetnie w tym czasie wyczuł strach i agresję swoich psów. Ciekawe co ich tak niepokoi w tym całym Ravenie... Gdyby nie ta dziwna aura myślałbym że to zwyczajny człek. Leonard zastanawiał się nad słowami Oricka, który sprawiał wrażenie osoby obytej i zamożnej. Niepokoiło go jednak zachowanie psów.

Wilkołak mimo wielu powodów do niepokoju wywołanych jego nieludzką percepcją nie dawał oznak jakichkolwiek większych wątpliwości co do osoby wampira co zawdzięczał jedynie opanowaniu. Co jakiś czas dawał psom sygnał ręką by nie podchodziły na wypadek gdyby któremuś z jego podopiecznych przyszło na myśl zaatakować Oricka.
- Całkiem ładna pogoda jak na Londyn, nieprawdaż? - stwierdzenie dość osobliwe dla ślepca, lecz większość osób nie zdaje sobie sprawy że nawet dla istoty pozbawionej wzroku pogoda może być "ładna" bądź "brzydka". W końcu oni także czują promienie słoneczne na twarzy czy też każdy podmuch wiatru...
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 15:40

Orick zanotował ruch nozdrzami mężczyzny i przyjął to jako gest uznania. Zapewne chce poczuć woń moich rzekomych "perfum". Mam nadzieję, że nie wzbudzi to jego podejrzliwości. Szkoda byłoby mieć na głowie jakąś średniowieczną inkwizycję, po prawie trzech wiekach życia .

- A więc jest pan treserem... - zauważył, kiwając głową z uznaniem. - Pracuje pan w cyrku, czy może jedynie tresura to pana zainteresowanie? Widziałem niegdyś fenomenalny występ ulicznego tresera, było to bodajże w Lipsku, gdy mężczyzna sprowadził z Litwy niedźwiedzia i nauczył go tańczyć! - Raven zaśmiał się cicho. Sam za bardzo nie potrafił sobie wyjaśnić, co wzbudziło jego śmiech: wspomnienie pokracznego tańca zwierzęcia, czy sam fakt, że mówi o wydarzeniu jeszcze z czasów, gdy był żywy. Pamiętał tresera bardzo dobrze - wysoki, postawny, brodaty, wyglądał jak typowy Litwin z Korony, czyli równie dobrze niedźwiedź nie musiał być przez niego schwytany, mógł się z nim wychować. Wschód Europy, jak powszechnie wiadomo, to dzikie krainy.

Gdy mężczyzna wspomniał o pogodzie, Gabriel rozejrzał się wkoło. Choć był już wieczór, w istocie, można było ocenić, że pogoda była niezgorsza. Jakkolwiek jednak Raven uważał rozmawianie o pogodzie za infantylne, w obecności niewidomego, temat ten nabierał zupełnie nowego wydźwięku. Oto przecież zjawiska atmosferyczne, które najłatwiej ocenić da się gołym okiem, ocenia ktoś, pozbawiony wzroku. Raven po raz kolejny podczas tej rozmowy był pod wielkim wrażeniem dla umiejętności postrzegania świata przez jego kompana. Skinął głową.
- Owszem, chociaż w stronach, skąd pochodzę, to jest z Saksonii, taka pogoda uznana byłaby za całkiem przeciętną. - uśmiechnął się i mimowolnie spojrzał na szyję mężczyzny. Natychmiast uderzyła go fala podniecenia, widząc delikatne linie żył, kryjących się pod wątłą, jak dla jego kłów, skórą. Przez moment stał, patrząc jak zahipnotyzowany w ten jeden punkt, aż otrząsnął się z krwawego transu. Nie tutaj, nie teraz. Poza tym cholera wie, jak smakowałaby krew człowieka niewidomego. Zapewne niewiele różniłaby się od krwi zwykłego człowieka, ale zaraz, zaraz... jeżeli to treser, to może mieć jakąś chorobę od zwierząt! Gabriel wzdrygnął się, na samą myśl o krwi człowieka chorego. Parokrotnie miał do czynienia z taką, zaś picie jej było dla niego koszmarem.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 16:05

Leo wysłuchał spokojnie, lecz śmiech wampira nieco go zdziwił. Niemniej gdy wysłuchał co towarzysz ma do powiedzenia uśmiechnął się przychylnie zachodząc jednocześnie w głowę: Lipsk... to gdzieś w Europie... Ojciec coś wspominał o tym, ale oczywiście nie słuchałem. Teraz muszę udawać że wiem gdzie to jest.

- Nie jestem cyrkowcem. Tresuję z reguły psy, lecz koty wbrew obiegowej opinii też poddają się temu procesowi. Sprawiają po prostu podczas treningu więcej problemów. Uczę zwierzęta komend i rozkazów manualnych by lepiej służyły swym opiekunom, a także by ułatwić komunikację między ludźmi a ich podopiecznymi. - odpowiedział rzeczowo jak zwykle podkreślając zależność opiekun-podopieczny. Leonard nie cierpiał nadmiernej protekcjonalności ludzi wobec zwierząt, być może dlatego właśnie nie rozbawił go tańczący niedźwiedź, który to prawdopodobnie wywołał śmiech rozmówcy.

Kiedy Orick wspomniał o saksońskiej pogodzie Leonard odrzekł:
- Bardzo możliwe, aczkolwiek tu w Londynie to całkiem ładny dzionek. Nie dane mi było opuścić mego kraju, choć zdarzały się podróże poza miasto. Musze przyznać że Londyn ma bardzo specyficzne tak atmosferę jak i klimat.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 16:17

Gabriel znów spojrzał nerwowo na psy zwłaszcza, że jego rozmówca wspomniał coś o reagowaniu na komendy. Jako że zwierzęta wobec wampira były zwykle wrogo nastawione, on także nienawidził ich. Psy były mu obojętne, nawet lubił je, mimo ich wrogości, natomiast kotów nienawidził. Nic więc dziwnego, że gdy Leonard wspomniał o tresurze kotów, Raven już nie wytrzymał i parsknął śmiechem:
- Koty? - zapytał, wyraźnie zaskoczony, kręcąc głową. Nadal słychać było rozbawienie w jego głosie, mimo, że starał się nie urazić tresera. Wiedział, że zwierzęta to mimo wszystko drażliwy temat i krytykowanie ulubionego zwierzątka właściciela, jest bardzo nietaktowne - Proszę mnie nie zrozumieć źle, ale nie wierzę. Koty to przecież tak bardzo zadufane w sobie i egoistyczne stworzenia, że nie sposób mi uwierzyć, że można je czegokolwiek nauczyć.

Ugryzł się w język, zanim zdążył dodać te cholerne sierściuchy przecież i tak nie mają żadnego praktycznego zastosowania. Na szczęście w porę zorientował się, że to mogłoby być niegrzeczne. Dlatego też powstrzymał się od dodatkowego komentarza. Wysłuchał także z zaciekawieniem słów mężczyzny o podróżach.
- Cóż, tak się składa, że ja zwiedził zachód Europy... miałem czas - parsknął cicho, kiwając głową sam do siebie. "Miałem czas". O ironio...
- Londyn w istocie, to niezwykłe miasto. Tutaj dzieje się wszystko, zaś jestem przekonany, że to, jak teraz wygląda ta metropolia, w przyszłości będzie wzorem dla innych wielkich miast Europejskich. To miejsce aż tętni pulsem rozwoju! Jedyne, co mnie irytuje, to to zamiłowanie do kolei - Mężczyzna skrzywił się nieznacznie - Wiem, że już zdążyła opanować wyobraźnię wielu ludzi, ale mam nadzieję, że to zbędny wymysł. Nie mogę wprost uwierzyć, że kupa złomu zastąpi kiedyś konie.

Orick poczuł się dziwnie. Wypowiedziane przez niego słowa świadczyły z pewnością o jego staroświeckim podejściu do rozwoju, ale przynajmniej gdyby słyszał go jakiś czartysta, zapewne zawtórował by mu głośnym potakiwaniem. Po raz pierwszy od tylu lat wampir poczuł, jak gdyby przestał nadążać za rozwijającą się cywilizacją.

Ale przecież mogę mieć rację! pomyślał To niemożliwe, żeby kolej lub jakiekolwiek inne środki transportu zastąpiły stare, sprawdzone, poczciwe konie! .
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 16:38

Słysząc komentarz dotyczący kotów Leonard wytrzeszczył szeroko swe niewidzące oczęta gdyż nie spodziewał się takiego... wybuchu emocji w towarzyszu, które nagle stały się czytelne jak u większości ludzi. Widać nie przepadał wybitnie za zwierzętami tego typu... ciekawe dlaczego? Być może kot zawinił mu jakoś w przeszłości... - pomyślał zaciekawiony nieco tą reakcją.
- Zapewniam Pana, Panie Raven, że koty są tak samo wyuczalne jak psy, czy też pozwolę się ośmielić stwierdzenie: ludzie. Czyż wychowanie we wczesnych latach życia człowieczego nie jest choć trochę zbliżone do tresury? - odpowiedział łagodnie i z dobrotliwym uśmiechem na twarzy. Nie poczuł się urażony, lecz twardo obstawał przy swoich poglądach, zwłaszcza że faktycznie kilka kotów udało mu się wytresować, nie do takiego poziomu jak psy oczywiście.
- Koty to po prostu straszni indywidualiści... tak samo jak ludzie. Można rzec że czasami zastanawiam się czy tresuję kota czy go tak naprawdę wychowuję... A co do kolei... - uśmiech spełzł z twarzy Leonarda - Sądzę iż są one przydatnym choć niezwykle hałaśliwym wynalazkiem. Preferuję jednak dyliżanse i powozy. Rozumiem ludzkie pragnienie rozwoju, jak wiadomo jest on potrzebny, lecz ja na przykład nie rozumiem istnienia i zastosowania broni palnej. Nie dość że śmierdzi to ołowiem i siarką to jeszcze odbiera tak naprawdę rytualny charakter walki, uniemożliwia zmierzenie się ze swoim przeciwnikiem, jego i własnymi lekami. Mam nadzieję że kiedyż się z niej zrezygnuje, to wynalazek który nie przyniesie ludzkości niczego dobrego. - stwierdził z przekonaniem po czym sięgnął płynnym ruchem pod połę płaszcza i rzucił psom po jednym mięsnym smakołyku w nagrodę za posłuszne czekanie.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 29 Kwi 2010, 17:34

- Zwierzęta jak ludzie? - Gabriel rzadko kiedy brał głęboki wdech, w końcu powietrze nie było mu potrzebne, ale tym razem, zapewne jakimś pradawnym nawykiem ludzkiego ciała, którego przecież nadal był właścicielem (mimo przyjętej formy całkiem przystojnego mężczyzny), z powodu nagłego zaskoczenia, wciągnął głośno powietrze. Nie da się ukryć, że to, co właśnie powiedział jego rozmówca, było wielkie zaskakujące, wręcz oburzające dla wampira. Ludzi traktował bardzo przedmiotowo, jako śmiertelników, czasem nawet bawiły go ich dążenia do zdobycia władzy czy potęgi, zaś zwierzęta traktował jak niewolników ludzi. Jak gorsze istoty, które, na mocy zwyczajnych praw natury, po prostu znaczą znacznie mniej niż jakakolwiek inna istota. Dlatego też przygryzł wargę, po czym uspokoił emocje, uśmiechając się dobrotliwie.

- Myślę, że pan nieco przesadza. Oczywiście, że człowiek i zwierzęta teoretycznie, podle biologicznego podziału Linnaeunusa, tudzież jak go zwą, Linneuszem, są do siebie bardzo podobne... Ale bez przesady. - wampir wysilił się na życzliwy uśmiech, nadając również swojemu głosowi dobrotliwy ton. Nie wiedzieć czemu, wypowiedź Leonarda bardzo go obruszyła, chociaż nie miał zamiaru specjalnie wykłócać się o tak błahą sprawę. Wreszcie podchwycił również i myśl odnośnie broni palnej. Skrzywił się nieco.

- Owszem, ma pan sporo racji... Wiadome, broń biała to szlachetna forma pokonywania przeciwnika, zaiste honorowa i prawdziwie wymagająca odwagi i bitności. Jednakże ewolucja sprawia, że człowiek... - tutaj wampir zawiesił głos, zdając sobie sprawę, jak dziwnie to słowo brzmi w jego ustach - ... wynajduje coraz bardziej wyszukane formy zabijania. Broń palna to świetny wynalazek, osobiście nie posiadam takiej, ani przy sobie, ani osobiście w dworku, choć nie wątpię, że moi słudzy posiadają. Zresztą - musiałbym być psychopatą, żeby nosić broń przy sobie. Chociaż wieczory w Londynie bywają niebezpieczne - zauważył wampir. Słyszał pogłoski o tajemniczych, rozprutych ciałach, znajdowanych tu i ówdzie. Morderstwom tym nie poświęcił jeszcze zbyt dużo uwagi, ale nie dało się ukryć, że nieco go intrygowały. Nie na tyle jednak, aby mieszać się w sprawy śmiertelnych.

Orick zauważył, jak treser daje pożywienie psom. Przez chwilę obserwował, jak zwierzęta pochłaniają przekąskę i sam oblizał się na myśl o ciepłej krwi zwierzęcia, z którego musiał przysmak pochodzić... Oczywiście nijak krew zwierzęca miała się do krwi ludzkiej, ale doskonale pamiętał, że nieraz, w czasach największej desperacji, zwłaszcza we Francji, zmuszony był spijać krew zwierząt. To było uwłaczające dla wampira.
Powrót do góry Go down
Nana

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Alejka   Pią 30 Kwi 2010, 23:56

Mimo wieczorowej pory Nana postanowiła wybrać się na przechadzkę. Nie miała zamiaru przyjmować już dziś żadnych klientów więc zdecydowawszy się na nocny spacer opuściła Soho. Ze złożoną parasolką, z włosami upiętymi w luźny kok, z którego wyślizgnęły się rude pasma i spływały wzdłuż bladej twarzy, ubrana w suknię o przygaszonej śliwkowej barwie z dużym gorsetem i wiązaniem umiejscowionym - o dziwo - z przodu, przechadzała się wsłuchana w szelest żwiru pod obcasami śliwkowych trzewików i pogrążona w rozmyślaniu, we własnym świecie. Kobieta nie miała kapelusza, bo w pośpiechu najzwyczajniej w świecie go zapomniała. Patrzyła w niebo i zachwycała się jego szafirowym kolorem. Nana uwielbiała taką pogodę, bezchmurne sklepienie i co dziwne jak na Londyn, brak opadów. Delikatny wiatr omiatający jej twarz niósł zapach wiosny. Jakiż Londyn jest piękny wiosną. Takie myśli przelatywały jej przez głowę. Wpatrywała się w falujące na drzewach liście. Później spuściła głowę, żeby wpatrywać się żwir pod swoimi stopami. Wciąż poruszała ustami, jakby coś mówiła, od czasu do czasu spoglądała do tyłu. Co jakiś czas na jej zmysłowych, karmazynowych ustach pojawiał się promienny uśmiech zadowolenia.
Usłyszała szmer rozmowy, w miarę gdy się przybliżała trochę wyraźniejszy, ale niezbyt interesowało ją kto to, bo aktualnie była zajęta szukaniem w miarę czystej ławki, gdyż nie chciała pobrudzić swojej - w miarę nowej - sukienki. Gdy już takową znalazła rozejrzała się. Jakby na złość stało tam dwóch mężczyzn, których to właśnie słyszała. Jej uwagę przykuły psy. Nigdy się do niej nie garnęły, zazwyczaj reagowały warczeniem. Starała się nie zwracać na nie większej uwagi. Usiadła na ławce i wpatrywała się w coraz bardziej granatowe niebo. Potem przeniosła wzrok na mężczyzn, twarz jednego z nich - tego, którego lepiej widziała - świeciła się w mroku pod wpływem bladości, zafascynowało ją skąd u niego taka nienaturalna bladość całkiem podobna do tej, którą ona tłumaczyła używaniem dużej ilości bielidła, do tej samej, która to JEJ towarzyszyła na co dzień. Patrzyła na niego, nie zwracając właściwie uwagi czy wypada się tak wpatrywać w nieznajomego czy nie.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Sob 01 Maj 2010, 01:36

Leonard obserwował podczas rozmowy uważnie emocje swego towarzysza podczas rozmowyi dzięki skupieniu właśnie wyczuł z dala ludzką kobietę, którą wyczuły też zwierzęta. Jeden z psów głucho zawarczał, lecz Leonard tupnął z niezadowoleniem nogą i nakazał gestem spokój po czym udając że jest nieświadomy obecności Nany kontynuował rozmowę. Tak szczerze to póki co nie interesowała go dopóki zbytnio się nie zbliżała.
- Nie mówię że są dokładnie jak ludzie, lecz że poddają się tym samym metodom wychowawczym, a to różnica znaczna według mnie. A co do broni... Ludzie nie tyle tworzą coraz bardziej wyszukane formy zabijania co coraz bardziej barbarzyńskie i pozbawione jakiegokolwiek wyzwania emocjonalnego. - stwierdził spokojnie po czym mimowolnie uniósł nieco wzrok jakby patrzył w niebo choć z oczywistych przyczyn ujrzeć nieboskłonu nie mógł. Jednakże zawsze gdy skierował wzrok w górę wyobrażał sobie, iż widzi wszystkie gwiazdy o których niegdyś wspominali mu nauczyciele oraz znajomi. Nie znał większości nazw gwiazd, planet i tym podobnych, lecz nie przeszkadzało mu to w rozmyślaniu na temat świata widzianego przez osobę w pełni sprawną fizycznie.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Sob 01 Maj 2010, 08:45

Oricka zaskoczyło nagłe warknięcie psów, więc, nieco przerażony, cofnął się o krok, patrząc podejrzliwie na zwierzę. Po chwili jednak zdał sobie sprawę, że to nie on jest powodem wrogości psów, więc nieco się uspokoił, ale podążył za spojrzeniami psów. Zauważył kobietę, siedzącą nieopodal, wychwycił także jej ciekawskie spojrzenie. Gabrielowi nie podobały się ciekawskie spojrzenia. Często zdradzały one łowców istot nadnaturalnych, albo innych agentów, którzy mogli czegoś od niego chcieć. Posłał kobiecie jedno, dłuższe spojrzenie, starając się zapamiętać jak najwięcej szczegółów - jej twarz, włosy, znaki charakterystyczne. Nie wiedział nawet sam po co, lecz dziwny strach, przekora, nakazywały mu ostrożność. Sięgnął ręką ku krajowi płaszcza, pod którym kryła się szabla. Jego dłoń jednak zatrzymała się na guzikach, przytrzymała jeden z nich i nerwowo obróciła. Nie powinien okazywać strachu, nie teraz.
Uspokoił się nieco i wrócił do rozmowy, co chwila jednak puszczając uważne spojrzenia kobiecie. Nie miał pojęcia, kim ona jest, ale nabierał pewnych podejrzeń. Zresztą - to właśnie te podejrzenia, czasem zupełnie bezpodstawne, trzymały go w pełnej gotowości. Ta zaś pomogła mu przeżyć ponad dwa i pół wieku.
- Ma pan zapewne rację... - Powiedział, jakby od niechcenia, po czym dodał, nieco ciszej, lecz bynajmniej nie jakimś konspiracyjnym szeptem:
- Pana psy dosyć... nerwowo reagują na obcych. Robią to zawsze, czy tylko wtedy, gdy jest ku temu przyczyna?

Wampir przebiegło mu przez myśl. Niektóre istoty ponad naturalne, właśnie jak Gabriel, prowokowały samą swoją obecnością wrogość zwierząt. Przez tyle lat mieszkania w Londynie nie spotkał wiele nie-ludzi, lecz czasem zdarzało się, że zwierzęta tak właśnie reagowały na swoistych obcych. Być może ta reakcja zwierząt zdradzała jakąś specjalną istotę. Jeżeli to wampirzyca, to Gabriel powinien się z nią zapoznać.

Ale co, jeżeli to jego wróg, który czeka na dogodny moment do ataku?
Powrót do góry Go down
Nana

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Alejka   Sob 01 Maj 2010, 22:43

Nana przestraszyła się warknięcia jednego z psów, więc momentalnie spuściła wzrok z mężczyzny. Zarejestrowała to, że uważniej jej się przyglądał. Właściciel czworonogów uspokoił psa. Kobieta zaczęła szeptać do siebie cos w stylu "Spokojnie, nic ci nie jest" i nerwowo złączać palce, obserwując to uważnie. Jej ciekawość nie dawała jej jednak spokoju i znów podniosła wzrok, by przyjrzeć się blademu jegomościowi. Była spostrzegawcza, więc jej uwadze nie umknął ruch ręki w kierunku płaszcza i jakby nerwowe przekręcanie guzika. Wyglądał na człowieka zamożnego, obytego i trochę przerażonego, co zdziwiło Nanę, jako, że mężczyzna wyglądał na pewnego siebie, opanowanego i bynajmniej nie strachliwego. Nie był wysoki, miał ciemne, zadbane włosy co świadczyło o pewnym poziomie.
Nana przyjęła naglę pozycję, która zapewne świadczyła o niezbyt dobrej znajomości etykiety, ponieważ założyła nogę na nogę, zgarbiła się trochę, łokieć oparła na kolanie, a podbródek na dłoni. Z głową skierowaną w stronę mężczyzny, jakby całkowicie go nie widząc, zastanawiała się co właściwie tak ją w tym mężczyźnie zaciekawiło. Potem przeniosła wzrok na człowieka z psami. Nie widziała go zbyt dobrze, bo stał do niej tyłem. Mogła stwierdzić jednak, że jest szczupły i że psy się go słuchają. No i że ma ciemne włosy. Nie widząc go zbyt dobrze, straciła zainteresowanie i zaczęła przyglądać się psom.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Pon 03 Maj 2010, 11:37

Leonard z ciekawością jakiej na pozór nie okazywał obserwował to czego nawet osoba nie pozbawiona wzroku by nie dostrzegła, a mianowicie emocjonalne przemiany wampira, które były co najmniej interesujące. Jakby mimowolnie odwrócił twarz w tył w kierunku dziewczyny ukazując także swoją bladość, lecz nic prócz wyrazistszej aury zaciekawienia nie dojrzał. Zwrócił się na powrót do swego rozmówcy ignorując nieco zdawkowy ton towarzysza na temat człowieczeństwa i zwierzęcości.
- Moi towarzysze z reguły są nieufni wobec obcych, ale nie reagują aż taką agresją jak dziś. Sądząc po pańskiej wypowiedzi oraz reakcji moich zwierząt pojawiła się jeszcze jedna osoba... Byłby Pan uprzejmy powiedzieć mi jak wygląda? Pytam z czystej ciekawości oczywiście. - zapytał z przychylnym uśmiechem tak jakby faktycznie nie zdawał sobie wcale sprawy z emocji co rusz targającymi umysł wampira.
Psy natomiast nie były zachwycone obecnością aż dwóch osób, które wpływały na nie nad wyraz negatywnie. Zwierzęta nie były pewne co, lecz na pewno coś z tymi ludźmi było nie tak... No przynajmniej według nich. Z tego też powodu łypały groźnie oczami to na Nanę to na Oricka czując się dość pewnie w towarzystwie pana, a raczej przywódcy za jakiego go uważały.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Pon 03 Maj 2010, 14:51

Wampir poczuł się nieco nieswojo, czując, że jest obserwowany zarówno przez kobietę i Leonarda, jak i przez jego zwierzęta. Oczywiście w każdej innej sytuacji byłby rad, że zwraca taką uwagę, bowiem popularność uważał za bardzo przydatną cechę, lecz tym razem, gdy tajemniczy lęk przed katastrofą kiełkował w jego umyśle, każde, nawet spokojne lub przypadkowe spojrzenie obcego, napawało go przerażeniem. Zdawał sobie sprawę, że nie może chwilowo zapanować nad swoimi uczuciami - mimo, iż zwykle wychodziło mu to nadzwyczaj dobrze. Tym razem z jego twarzy można było czytać jak z kart, jak z księgi, bowiem mieszanina niepewności, dozy strachu i nerwowości wyraźnie była wypisana na bladym obliczu wampira.

Słysząc prośbę Leonarda, dosyć zaskakującą, na początku zmieszał się, nie wiedząc co powiedzieć. Zupełnie nietypowym było dla niego opisywać osobę, która stała nieopodal. Oczywiście naturalnym w takiej sytuacji odruchem było nieustanne patrzenie się na kobietę. Chociaż Orick starał się nad tym panować i nie wpatrywać się w obcą bez ustanku, to jednak za każdym razem, gdy przystępował do opisu jakiegoś nowego elementu, zerkał na nią na dłuższą chwilę.

- Cóż... To jakaś rudowłosa, smukła, młoda kobieta... Będzie miała może dziewiętnaście, może dwadzieścia parę wiosen. Dosyć drobna z postawy, chociaż biust... - wampir odkaszlnął, łapiąc się na tym, że od paru sekund patrzy się nieustannie w dosyć dorodny biust kobiety, zarysowany dodatkowo gorsetem - znaczy się... pierś całkiem pełna... Ekhem... - Oderwał wzrok od kobiety, patrząc na Leonarda - dziwnie blada, zapewne jakiś puder tani, skoro aż tak bije ta bladość po oczach... Powiedziałbym, ze ubrana dosyć swobodnie, jak na damę, ale zbyt dobrze, jak na byle mieszczankę. Może ma bogatego męża... Sam pan wie, jak teraz łatwo zbijają majątki na różnych interesach ludzie i jakże szybko je tracą... To pewnie jakaś nowobogacka. Cóż, to tak pobieżnie mówiąc... - wampir przestał wpatrywać się w kobietę, choć niemalże czuł delikatne uderzenia serca kobiety, widział, jak pulsuje jej tętnica na szyi, czuł rozkoszne ciepło jej krwi i wprost marzył o tym, by zanurzyć kły w aksamitnej skórze kobiety. Na chwilę owa chęć nakarmienia się krwią kobiety całkowicie przysłoniła jego umysł, dusząc inne uczucia, budząc prawdziwą, dziką żądzę. Wampir jednak opanował się i nie zrzucił swojej eleganckiej formy, by okazać prawdziwe oblicze. Przestąpił jedynie z nogi na nogę.
Powrót do góry Go down
Nana

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Alejka   Nie 09 Maj 2010, 01:07

Nanie jedynie mignęła blada twarz Leonarda. Wyczuła w powietrzu napięcie. To się czuło. Patrzyła na żwir, który chrzęścił, kiedy poruszała nogami i analizowała z uśmiechem każde jego ziarenko. Postrzegała je jako wyjątkowo piękne, sama nie wiedząc dlaczego. A później zarejestrowała na sobie czyjeś spojrzenie, długie spojrzenie, zdała sobie sprawę, że to wampir ją obserwuje i że wpatrzony jest właśnie w jej biust. Nana była świadoma swojego piękna, więc jej blada twarz przyjęła nieco tryumfalny wygląd. Ale właściwie coś jej podpowiadało, żeby nie ruszać się z pozycji w jakiej teraz się znajduje, więc nadal trwała nieco zgarbiona z podbródkiem opartym na dłoni, ale jej wzrok był teraz skoncentrowany na ustach wampira. Padło kilka słów, które wyraźnie dało się odczytać z ruchu bladych warg. Wiedziała, że rozmawiają o niej, a przynajmniej jeden cały czas mówi.
Nagle jakby coś się zmieniło. Jego twarz wyrażała jakieś ogromne zakłopotanie, a może nawet pożądanie. Nana nie umiała tego określić aż tak dokładnie. Dało się zauważyć, że w jak najbardziej nerwowym odruchu przestąpił z nogi na nogę. Nan westchnęła. Doprawdy dziwny jegomość, doprawdy. Kobieta wpatrywała się w niego wciąż uparcie zastanawiając się co go tak nagle poruszyło i w przypływie nagłej dobroduszności rozmyślała nad tym czy ów człowiek nie potrzebuje przypadkiem pomocy.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Wto 11 Maj 2010, 12:51

Wilkołak uśmiechał się dobrotliwie gdy słuchał opisu wyglądu Nany zreferowanego przez Oricka. Nieco bawiła go ta niepewność wampira, choć... jednocześnie intrygowała. Cóż sprawiało, że nowopoznany towarzysz tak się obawiał? Młody Raven targany był przez rozmaite emocje, lecz Leonard nie mógł przecież dostrzec genezy. Dlatego też udawał tak dobrze jak tylko umiał, iż nie widzi obaw towarzysza.
- Dziękuję za... hmm... Ładny opis. Rozumiem, że była to zapewne nietypowa i być może krępująca prośba toteż przepraszam. Niemniej nie osądzał bym jednak jej bladości jako oznakę nowobogactwa. Być może jest najzwyczajniej w świecie osłabiona bądź chora? Lecz w sumie co ja mogę o tym wiedzieć... - Leo patrzył niemalże prosto w oczy rozmówcy przedstawiając dosyć żywą mimikę.
- Co do swobody ubrania... Tak... To akurat jest raczej rzecz nie wskazana, chociaż tu znów raczej nie powinienem się wypowiadać gdyż ja "nie widzę" takich błędów w savoir vivre. - w tym momencie Leonard na chwilę zamilkł po czym dodał z szacunkiem i pewnością w głosie. - Ale zapewne ma Pan rację. Mimo wszystko nie skreślał bym jej jako osoby. Każdy może okazać się w jakiś sposób... wartościowy. Nawet żebrak. Nie wiadomo jaka historia kryje się za danym człowiekiem, nieprawdaż? - zapytał spokojnie wpatrując się w towarzysza gestem ręki na wszelki wypadek uspokajając psy, które choć niezbyt zadowolone z towarzystwa usiadły w pobliżu swego pana wciąż bacznie obserwując zarówno Oricka jak i Nanę.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Wto 11 Maj 2010, 16:42

- Chora, ach, tak, tak, rzeczywiście, całkiem możliwe. - Gabriel niejednokrotnie już zauważał, że niebezpiecznie zapomina o tym, że nie wszyscy są nieśmiertelnymi. Kiedyś to działało w drugą stronę - przez pierwsze parę lat miał problemy, ponieważ wdychał powietrze, ale nie odczuwał wewnętrznej potrzeby wydechu i chodził napompowany jak balon, zanim powietrze samo ulatywało z niego przy każdym otwarciu ust. Albo gdy jadł za dużo, a potem miał... problemy z pozbyciem się pokarmu. Byciem nieumarłym to wbrew pozorom naprawdę skomplikowana sprawa.
- Może zaprosimy panienkę tutaj? - zapytał nagle, sam nie wiedząc czemu. Zapewne nosiła go dziwna chęć poznania kobiety, która, co więcej, budziła poniekąd jego strach i fascynację. Liczył na to, że chwila inspekcji pozwoli mu ocenić, czy to wampirzyca, łowczyni nieumarłych, czy po prostu zwykła śmiertelniczka. Wydawał się być bardzo kontent z tego pomysłu, uśmiechnął się sam do siebie i, nie czekając na odpowiedź Leonarda, odwrócił się w stronę kobiety.
- Przepraszam panią - zapytał, robiąc kilka kroków w jej stronę, w geście uprzejmości - niezwykle zaintrygowała pani moją osobę oraz mojego towarzysza. Czy nie zechciałaby pani dołączyć do naszej rozmowy?
Wampir skierował swoje kroki, w stronę kobiety, licząc na to, że Leonard ewentualnie ruszy za nim, lub owa kobieta zechce podejść do nich-chociaż tego Raven chciał uniknąć, gdyż wydawało mu się to nieeleganckie, żeby to kobieta podchodziła do mężczyzn. Już sam fakt, że wołał do niej z pewnej odległości, jak na dziecko na ulicy było, w jego przekonaniu, nie najmilsze, lecz mimo wszystko irracjonalny strach przed tym, że kobieta wypali do niego z pistoletu, górował. Powolnym krokiem i z uśmiechem na ustach kierował się zatem w kierunku rudowłosej.
Powrót do góry Go down
Nana

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 13 Maj 2010, 08:05

Nana przygladała się jak rozmawiają. Jej zielone oczy błądziły po ich sylwetkach. Nagle przypomniała sobie o psach. Wzgrygnęła się na samą myśl, ale mimowolnie jej wzrok przepłynął po kazdym z nich i wrócił do przyglądania się mężczyznom. Uważniej zanalizowała teraz tego, który był do niej odwrócony niemalże tyłem. Ale straciła zainteresowanie, gdyż stwierdziła, że wcale nie łatwo jest okreslić osobę jeśli nie widzi się jej twarzy. Spojrzała więc znów w atramentowe niebo i przyglądała się złotym i sinym gwiazdom. Nieboskłon ją fascynował. Potrafiła spedzać godziny wyglądając prze małe okienko w pracowni ojca i przygladając się różnobarnym gwiazdom.
Nagle zaobserwowała dziwny ruch mężczyzny. Chwilę potem jakby zawachawszy się spojrzał w jej stronę i niepewnie zrobił krok, może dwa w jej stronę. I z pewnej odległości zaproponował, żeby przyłączyła się do rozmowy. Nieco przerażona tym, że tak nagle zaczął do niej podchodzić wstała i patrzyła na niego nieco zdziwiona.
- Um...-zaczęła trochę niepewnie, ale zaraz się zreflektowała nie chcąc wyjść na niemądrą. Uśmiechnęła się i rzekła:
- Z przyjemnością przyłączę się do rozmowy. - uśmiech wciąż trwał na ustach, a był jednocześnie jakby radosny i zalotny.
Spojrzała z mniejszej odegłości na owego człowieka, a jego bladość, aż biła po oczach.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 13 Maj 2010, 17:00

Leonard przygryzł na chwile wargę w zastanowieniu, lecz nim zdążył odpowiedzieć na pytanie swego rozmówcy ten już ruszył w stronę rudowłosej nieznajomej. Z tego też powodu Leonard obrócił się na pięcie w stronę Nany i zaczął iść krok w krok za Orickiem.
- Tak... sądzę iż jest to całkiem dobry pomysł - odrzekł z uśmiechem. Był zadowolony, że pozna nową osobę, zwłaszcza że z opisu młodego wampira wydawała się dosyć ciekawą osobą. Ponadto zdawała się budzić w towarzyszu niezwykły niepokój, a także niezdrową fascynację co tym bardziej pchało Leonarda głębiej w znajomość z tymi osobami. Choć Leo w całej swej osobie był wybitnie zadowolony z sytuacji jego psy sprawiały zgoła odmienne wrażenie. Niemniej posłusznie udały się powolnym krokiem za swym właścicielem obserwując uważnie zarówno wampira jak i kobietę.

- Witam. Leonard Fury, do usług. - Leo skłonił się uprzejmie w kierunku kobiety obserwując ją swoimi pozornie niewidzącymi oczami. Mimo wszystko cieszył się, że zamiast ludzkiego wzroku miał tak zwane trzecie oko. Uśmiechnął się delikatnie po czym stanął spokojnie i ponownie gestem uspokoił psy upewniając je że mają się nie wtrącać. Czekał teraz na ruch Oricka. Uznał że nie jest z nim zaznajomiony na tyle by go przedstawiać. Wolał zresztą skupić się na ciekawszej rzeczy jaką była obserwacja emocji tych dwojga. Uwielbiał to robić odkąd zauważył że posiada takie zdolności. Daje mu to niejaką satysfakcję i... najzwyczajniej w świecie zaspokaja ciekawość.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Czw 13 Maj 2010, 20:35

Gabriel z pewnym dystansem podszedł do faktu, że kobieta zaakceptowała jego zaproszenie. Nie chciał radować się zbytnio, bowiem nadal obawiał się, że rudowłosa może być kimś szalenie niebezpiecznym. Gdy jednak podeszła, ukłonił się, po czym ucałował dłoń kobiety, cały czas jednak patrząc w jej oczy. Nie było to spojrzenie pełne czułości, uprzejmości, choć powinno być, przy takich gestach elegancji. Było raczej badawcze, nieco niepewne, ale szczere i niekłamane. Ani na chwilę nie oderwał wzroku od jej zielonych oczu - ten kolor zanotował szczególnie dobitnie, gdyż w jego przekonaniu rudowłose i zielonookie kobiety, to zdecydowanie jeden z ładniejszych typów kobiet. Mimo to jednak wampir nadal nie dawał się zwieść pozorom i urodzie rozmówczyni. Stała czujność. Ponad dwustuletnie życie nauczyło go tej zasady.
- Gabriel Raven - odezwał się, po złożeniu pocałunku na dłoni kobiety - Dosyć późna pora, jak na przechadzki samotnej damie... powiedziałbym, że wręcz... podejrzana lub ryzykowna - Oznajmił, uśmiechając się szeroko. Odsłonił zęby-bynajmniej nie kły!-zastanawiając się, jak zareagowałaby towarzyszka, gdyby je zobaczyła, ostre niczym sztylety. Przez myśl przebiegła mu nawet wizja spijania jej krwi, tutaj, w parku, delektowania się posoką spływającą z jej gładkiej i bladej szyi. Wówczas jednak przypomniał sobie o obecności Leonarda, więc odsunął się nieco, by kobieta mogła przyjrzeć się również i jego towarzyszowi. Z niepokojem spojrzał na psy - Myślałem, że już się do mnie przyzwyczaiłyście! pomyślał z wyrzutem, lecz jednocześnie tajemniczy uśmiech zagościł na jego twarzy.
Powrót do góry Go down
Nana

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Alejka   Pią 14 Maj 2010, 23:47

Nana nieco zaniepokoiła się tym, że drugi mężczyzna wraz z psami zmierza w jej kierunku. Usłyszy jego imię skinęła niemal niezauważalnie głową, a jako, że wydawało jej się, że Leonard na coś czeka. Postanowiła przyjrzeć mu sie uważniej. Przyglądała się jego twarzy, której to nie dane było wcześniej zobaczyć. I wtedy zdała sobie sprawę, że ów męzczyzna nie widzi. W ferworze rozmyślana nad swoją pracą, gdy zbliżali się do niej mężczyźni przeraziła ją trochę wizja niewidomego klienta, ale szybko się opanowała, bo przypomniała sobie o tym co sobie obiecała opuszczając Soho.
Bezwiednym ruchem dłoni poprawiła włosy. Gęste, rude włosy, z których była dumna.
- Nana Point. - uśmiechnęła się. Orick także się uśmiechnął ukazując zęby, zresztą bardzo ładne zęby. - Podejrzana. Ryzykowna. - powtórzyła cicho za nim. Nie bała się. Nie miała pojecia dlaczego, ale nie bała się. Co miała niby robić w środku nocy skoro i tak spała bardzo niewiele, a odmówiła przyjmowania już dziś "gości". Gdy powiedział o "samotnej kobiecie" otworzyła lekko karmazynowe usta, chcąc powiedzieć, że przecież ma kilkoro przyjaciół, ale nagle przypomniała sobie, że inni ich nie widzą, więc zrezygnowała z upomnienia wampira.
- A Panów co sprowadza o tak później porze do tego pieknego miejsca? - Nan przypomniawszy sobie, że wilkołak jest niewidomy spojrzała na niego, bo przecież on nie mógł zarejestrowac piękna parku jaki ich otaczał.
Kobieta wykonywała dużo ruchów. A to przekręcała nogę, obracała głowę, ruszała palcami.
Powrót do góry Go down
Leonard

avatar

Profesja : Treser
Wiek postaci : na oko 28 lat

PisanieTemat: Re: Alejka   Wto 18 Maj 2010, 14:13

Leonard wciąż uśmiechał się uprzejmie, a uśmiech ten wywoływany był przez zaistniałą sytuacją i możliwość podziwiania jedynej w swoim rodzaju ferii "barw", którą w tej chwili ujrzeć mógł tylko i wyłącznie on. "Kolory emocji" jak często nazywał to co był w stanie zobaczyć zawsze wpływały na niego pozytywnie. Nie lubił ludzi nijakich, a dokładnie przeciwieństwem takich ludzi była ta dwójka. Gdy dziewczyna zadała pytanie pozwolił sobie odpowiedzieć.
- Jak Panna zauważyła jest to dość ładne miejsce, toteż moja obecność tutaj usprawiedliwiona jest chyba właśnie urokiem tego miejsca. Piękne zapachy i zbawienne w upalne dni cienie idealnie współgrające z padającym na twarz światłem dają wspaniałą strawę dla ludzkich zmysłów.
Na wilkołaku wrażenie zrobiło, iż rudowłosa dziewczyna faktycznie nie bała się niczego w ten piękny wieczór. Było to dość dziwne dla niego gdyż jakby na to nie patrzeć Londyn kryje wiele tajemnic... jak choćby istnienie wilkołaków, a może i jeszcze innych istot.
Stał niemal nieruchomo nie licząc lewej ręki którą nieznacznie gestykulował podczas mowy. Psy natomiast siedziały spokojnie obserwując pana i łypiąc co jakiś czas na jego towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Orick

avatar

Profesja : Wampir - Orator
Wiek postaci : Wygląda na ok. 23

PisanieTemat: Re: Alejka   Wto 18 Maj 2010, 14:42

Co sprowadza Gabriela w takie miejsce. Można by wymienić tysiące powodów, choć część z nich zapewne nie nadawałaby się na przekazanie jego towarzyszom. Byli przecież zwykłymi śmiertelnikami, jego potencjalnymi ofiarami. Równie dobrze mógłby ich teraz zaprosić do swojego dworku, nakarmić się nimi i zostawić w spokoju. Nie czuł jednakże głodu, zaś nie był fanem picia krwi dla samego smaku.

Chyba, że była to krew osoby tak wyjątkowej, jak Nana. Coś dziwnego pociągało go w niej, choć była to raczej fascynacja i zauroczenie, niż jakieś głębsze doznanie. Im dłużej przebywał w towarzystwie kobiety, tym bardziej pragnął zatopić kły w szyi dziewczyny i rozkoszować się smakiem jej posoki.

- Co robię w parku o tej porze? - powiedział, mimo swoich mrocznych przemyśleń i ignorując krwawe żądze - Cóż, jestem raczej typem człowieka nocnego... Lepiej wtedy pracuję - zaśmiał się słabo - Za dnia muszę pilnować interesów, tylko w nocy i późnym wieczorem mam czas dla siebie. Praca to ciężka rzecz, wykończy mnie chyba kiedyś - uśmiechnął się ciepło do Nany.
- I zgadzam się z Leonardem, to piękne miejsce. W Londynie, mieście rozwoju, czasem brakuje mi takich właśnie zielonych miejsc. Zwłaszcza, gdy wrócę ze slumsów. Zawsze robi mi się przykro, że muszę sobie psuć wieczór spacerem po slumsach, ale trudno, czasem interesy wzywają mnie i w tak szkaradne miejsca naszego miasta - powiedział szczerze, nie kryjąc pogardy dla mieszkańców wspomnianej dzielnicy. - To straszne, że ludzie tak ciężko pracujący muszą mieszkać w takich barakach. Pół biedy, gdy siedzą w tym swoim brudnym getcie, gorzej, gdy pojawią się gdzieś na mieście... to niewyobrażalne, żeby takie obdartusy psuły powietrze tego pięknego miasta, ludziom tak eleganckim i szlachetnym, jak my.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Alejka   

Powrót do góry Go down
 
Alejka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Hyde Park-
Skocz do: