Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Ogród różany

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Ogród różany   Sro 03 Lut 2010, 22:20

Ogród różany, jak sama nazwa wskazuje, charakteryzuje się ogromną ilością krzewów różanych o najprzeróżniejszych barwach i słodkim, upajającym zapachu. Jest to niezwykle romantyczne miejsce, lecz amant, który jeden z owych pięknych kwiatów chciałby zerwać dla swej ukochanej, powinien pamiętać o nieprzyjemnej cesze tych roślin jaką są kolce.
Jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w londyńskich parkach. W wysokich krzewach i klombach stoją skryte, proste ławeczki pomalowane na biało, a specjalne metalowe konstrukcje obrasta roślinność tworząc tym samym przytulne i niezwykle urokliwe tunele. W takich tunelach łatwo zapomnieć o istnieniu całego świata, a także o dobrym, cnotliwym wychowaniu. Lecz uwaga! Konstable lubią niekiedy zajrzeć w te okolice (szczególnie wiosną) i gotowi są, ku wielkiej aprobacie samej królowej, przerwać proceder "niedozwolonego zgłębienia wiedzy cielesnej".

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Sro 26 Maj 2010, 23:52

Drobniutkim krokiem weszła na teren różanego ogrodu. Westchnęła cichutko mocniej ściskając niewielka parasolkę. Przystanęła przed z różanymi krzewami. Czerwone płatki przyozdabiane przez ciężkie krople, pięknie lśniły, wystawiając się na pokaz, dumne niczym panny na ślubnym kobiercu. Przestąpiła z nogi na nogę, stukając przy tym cicho obcasikiem. Nie zdziwiła się, że była jedyna osobą przechadzająca się po tym urokliwym miejscu. Wszak pogoda nie sprzyjała, zakochanym i ich miłosnym eskapadom. Lucrecia wbrew swojej zdecydowanie towarzyskiej naturze, lubiła od czasu do czasu pobyć sama, zwłaszcza w takich wspaniałych miejscach. Nie raz nie dwa zwiedzała go z kolejnymi amantami, nie raz nie dwa, była tu ze swoim narzeczonym, teraz już zmarłym mężem. Ogród był pełen miłych wspomnień.
Dłoń obleczona w czarną rękawiczkę przejechała po smukłym ramieniu. Karmazynowy płaszczyk zapięty niemal pod szyję, ładnie opinał zgrabne ciało kobiety i idealnie opadał na szerszy dół, który w części odsłonięty przyciągał uwagę białymi koronkami przetykanymi złotą nicią, mocno kontrastującymi z czarnym materiałem całości. Włosy spięte w nadzwyczaj delikatny kok, przyozdobione były niewielkim ciemnoczerwonym, niemal czarnym kapelusikiem przepasanym intensywnie złotą szarfą przyozdobioną drobnymi szlachetnymi kamieniami.
Przykucnęła ostrożnie, podwijając jednocześnie suknię, by przypadkiem jej już bardziej nie umoczyć. Rozejrzała się czy aby przypadkiem ktoś nie miał ochoty wstąpić na alejki. Ulokowawszy mniej więcej stabilnie parasolkę na podciągniętych do ciała udach i oprawszy ją jednocześnie o ramię, sięgnęła ręką ku najbliższej róży. Usta pomalowane krwistą czerwienią ślicznie współgrały z kolorem kwiatów. Nieopatrznie zaciskając palce na łodyżce nabiła się na kolec. Pisnęła cichutko i przyciągnęła dłoń do ciebie. Zdjęła rękawiczkę. Okazała się na tyle cienka, by pozwolić obrońcy róży dotrzeć do skóry kobiety. Czerwone kropelka krwi przyozdobiła szczupły palec wskazujący. Zmarszczyła brwi. Przysunęła palec do ust i delikatnie polizała, wsadzając go po chwili do buzi. Wstała.
Stwierdziwszy, że krew nie powinna sprawiać więcej problemów, zgrabnie wdziała rękawiczkę, starając się jednocześnie nie upuścić parasola.
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Nie 30 Maj 2010, 21:43

(Jak nie noc, to po prostu cofam owe najście. Przepraszam, ale czasem trudno mi odgadnąć porę dnia ^^”)

Zapach tutejszych kwiatów wodził go za nos, aż do tego miejsca. A może wcale nie był to zapach rozkwitających pączków. Może tak naprawdę w to miejsce sprowadziło go coś zupełnie innego. Cel jego podróży nie był zresztą istotny, liczył się jej efekt. A ten panienkę mógł nieco wystraszyć, ku ucieszę winowajcy.
Otóż owa młoda osoba, tuż przy swoim uchu, poczuła najpierw łaskotanie. Cudzego oddechu, a może po prostu kosmyka włosów. Nie dano jej jednak było się nad tym zastanowić gdy do jej uszka wpłynęło wypowiedziane cicho, niskim barytonem – Bu – nie wykrzyczane, jednak niemniej efektowne. Szept, który posiadaczom włosków na karku stawiał je na baczność, powodował odczucia bardzo podobne do tych, gdy kropla chłodnego deszczu wpadnie za kołnierz i spłynie wzdłuż kręgosłupa. Wwiercał się w umysł i przez chwilę budził niemiłe wyobrażenie larw zagnieżdżonych gdzieś w uszach, zaczynających się wić, jakby chcąc się wydostać nie tą drogą, którą się tu dostały, np. oczami. A nasza rzeczona kropla deszczu przestaje być przyjemnym dreszczem emocji, a zmienia się w pełznącą gadzinę, by ukąsić prosto w zacny, świątobliwy pośladek. Jeśli dziewczyna zdecydowała się odwrócić, to ujrzała przed sobą mężczyznę co najmniej ekscentrycznie ubranego. Zaskoczeniem mogła być obecna na jego twarzy maska, czarne oczy, w których tak wyraźnie odbijały się gwiazdy, jakby to były lustra odbijające świat, a nie jego własną duszę. Cofał się, robił zamaszysty krok do tyłu w towarzystwie szelestu swojego płaszcza, młoda dama poczuła jak jego palce jeszcze wędrują po jej plecach.
- Uważaj, ślicznotko, bo nabierzesz imienia nieboszczyka. – W stosunku do damy nie powinien sobie pozwolić na tak niemal bezczelne, bezpretensjonalne zachowanie. Czyż nie na tym zarabiał, nie tym przyciągał opinię publiczną do swojego teatru. Mógłby właściwie zacząć rozdawać przy takich sytuacjach wizytówki, ale przecież nie o to mu chodzi. Jego głosu znów brzmiał normalnie, do granic możliwości zwyczajnie. Dziwne to doświadczenie, gdy część twarzy rozmówcy pozostaje nieruchoma. Gdy spojrzenie czarnych oczu zdaje się po prostu palić, zdzierać suknie niczym dłonie spragnionego kochanka, odzierać ze skóry, jak wprawny morderca i dobiera się wprost do serduszka. Oparł swoją laskę po lewej stronie, lekko odchylając ją w kierunku przeciwnym od siebie – Moim dżentelmeńskim obowiązkiem jest zaopiekować się tak... nieostrożną, a zarazem przeuroczą istotą.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Nie 30 Maj 2010, 22:35

Źrenice Lucrecii delikatnie się rozszerzyły, gdy niespodziewane ciepło musnęło w okolicach jej ucha. Przy cichym 'Bu!' nastąpił gwałtowny wdech. Odruchowo już, postąpiło krok do przodu przyciągając jednocześnie do piersi parasolkę. Z pewnością zaraz dotarłby do jej umysłu fakt, że zasiedziała się w Ogrodzie nadzwyczaj długo, bo zacne słońce schowało się, ustępując miejsca niewątpliwie pięknemu, jednak nie sprzyjającemu dziennym istotom, księżycowi. Uświadomiłaby sobie, że znajduje się w miejscu, które mimo swojego uroku, jest w tej chwili potencjalnie niebezpieczne, a osoba strasząca ją w ten sposób, potencjalnym zbirem. Skarciłaby siebie za te wszystkie niedopatrzenia, a także za to, że tak skupiła się na swojej osobie, iż nie usłyszała kroków. Jednak to wszystko nastąpiło odrobinę później...
Poczuwszy palce na plecach, gwałtownie wypuściła powietrze, starając się z tłumić przy okazji ciche piśnięcie. Och, wszak nie chciała robić jeszcze żadnego rabanu...
Odwróciła się. Dokładnie lustrując stojącego przed nią mężczyznę. Palce miała mocno zaciśnięte na rączce parasolki, oddech nieco przyspieszony. Swojego rodzaju strach mieszał się z delikatną złością. Kobieta niespecjalnie potrafiła się zdecydować czy powinna rzucić się z krzykiem do ucieczki czy zmarszczyć brwi i nawrzucać, że takie zachowanie się nie godzi. Zwłaszcza dżentelmenowi, jakim ów mężczyzna się tytułował.
Postanowiła cofnąć się kilka drobnych kroczków i zmarszczyć jedynie równiutkie brwi, tworząc przy okazji między niemi malutkie zmarszczki.
-Nie uważam, by w tej chwili, przybliżało mnie coś do szybkiego zgonu bardziej, aniżeli pańskie zachowanie. Mam wrażenie, że nie życzy pan za dobrze memu sercu, skoro zachodzi mnie pan tak od tyłu. Czyżby wszystkie napotkane niewiast, jął pan traktować w ten sposób? Niechętnie, więc myślę, by oddawały się pańskiej opiece.
Parasolka wydawała się jakimś dziwnym gwarantem bezpieczeństwa, dłonie zacisnęła tak mocno, że gdyby nie rękawiczki, z łatwością można by zobaczyć pobielałe knykcie. Delikatny, ni to złośliwy, nie to bezradny uśmiech, który pojawił się na jej buzi, gryzł się ociupinkę z pobladłą ze strachu skórą.
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Pon 31 Maj 2010, 18:24

Życzę mu... jak najlepiej, ślicznotko. Uważam, że lepszym dla niego jest zacząć szybciej bić, niż zostać wyrwane – Stał w niewielkiej odległości, wsparty na lasce, kiedy delikatny wietrzyk zaczął igrać z jego płaszczem, nadał mu wyglądu ducha, zjawy. Kilka białych kosmyków spadło mu na twarz, powiew ów mógł zresztą w owej damie znów wywołać dreszcz, tym jednak razem spowodowany przejmującym chłodem. Jego spojrzenie z twarzy przesunęło się na parasolkę, kącik ust drgnął. Jak gdyby mężczyzna powstrzymywał śmiech, a może tak naprawdę nie chciało mu się na nic więcej zdobyć. Ten trwający ułamek sekundy grymas mógł jednak wróżyć pogardę dla tego przedmiotu mogącego posłużyć do obrony. Może chciał zniszczyć to ulotne poczucie bezpieczeństwa, które Lucrecia pokładała w parasolce. O dziwo jednak czarne oczy, w których wcale nie odbijały się ognie piekielne, była w nich raczej bezkresna pustka, zostały utkwione w dłoni. Dokładniej tej, w którą się zraniła. – Nie wszystkie. Potraktowałem Cię, ślicznotko, z wyjątkową wręcz łagodnością– przez te kilka chwil nie był w stanie oderwać swojego spojrzenia, które stało się teraz nazbyt natarczywe. Kiedy jednak wygrał tę, krótką bitwę z samym sobą, odwrócił głowę gwałtownie, jakby usłyszał coś w krzakach po swojej lewej stronie. Laseczka stuknęła o kamienie, zwracając uwagę młodej kobiety na rzeźbę ją wieńczącą, węża rzucającego się do ataku wyglądającego spomiędzy jego palców, krzyżyk wystający z rękawa. Srebro, czy też substancja je imitująca odbiło światło gwiazd, jednak zbyt słabo by kogokolwiek oślepić. Zaiste coraz więcej wskazuje na to, że Lucrecia ma właśnie doczynienia ze zjawą. Potępioną zjawą. Przy czym to odwrócenie spojrzenia od niej, było niewątpliwie też najlepszym momentem do ucieczki, bo kiedy mężczyzna znów się wyprostował, w jego postawie było bardzo wiele dumy, ale nie pychy. Coś tak wrodzonego, na kształt majestatu wymuszonego strachem. Jedno spojrzenie wystarczyło by kogoś bojaźliwego usadzić w miejscu, zniweczyć wszelkie plany ucieczki.
- Zaufaj mi. Nie pozwól zmienić się w przerażającego, zgorzkniałego upiora, który niczym kot z opowieści miauczy „Chciałbym, ale się boję” – Skoro miał doczynienia z arystokratką, to bezbłędnie powinna skojarzyć to ze sztuką szekspirowską, z momentem kuszenia Makbeta przez jego żonę – Nie bądź duszą pokutująca, za rozkosze i pokusy, przed którymi cofnęłaś się z lęku, nie miałaś odwagi ulec. – Jakże wiele młodych dam kuszonych było by zatracić się w tak zwanym mroku, by uczynić swoje życie innym... życiem pełnym życia. A właśnie taka obietnica kryła się za słowami, niesionymi przez ten sam wiatr, który targał jego płaszczem. Niski szept. Sekret, o ulotnym zapachu piżma.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Wto 01 Cze 2010, 23:51

Nie do końca wiedziała, jak w tej chwili powinna się zachować. Twarz nie zmieniła wyrazu, dalej ni to z trwogą, ni z ciekawością przyglądała się tajemniczemu mężczyźnie. Jednakże wewnątrz niej, mała Luc, jeszcze ta z tych dziecięcych lat, z pewnością nadęła policzki, zmarszczyła nosek i krzyżując łapki uparcie tupnęła nóżką. Nie godzi się.
Kimże jest stojące przed nią straszydło, jak nazwała go w myślach kobieta, by tak bezpruderyjnie zwracać się do nieznanej osoby. Prawda, generalnie Lucrecia nie ma nic przeciwko temu rodzajowi spoufalania się, wręcz sama nierzadko porzuca gdzieś swoje dobre wychowanie... Niemniej, przeważnie to ona góruje nad mężczyzną. Ona wodzi za nos, ona mówi co i jak. Ona jest obiektem pożądania i świetnie to wykorzystuje.
A w tej chwili... Nie zbyt potrafiła się odnaleźć. Rozsądek walczył z kobiecą naturą. Stanowczym głosem nakazywał odwrócić się i odejść, nie wdawać się w jałową dyskusję, natychmiast zniknąć. Nic to. Ciekawość, mając za nic sensowną sugestię, krzyczała niczym służebna dziewka w ekstazie, wspomagana odrobiną adrenaliny, która wcielała się w ni chybił postać owej przyjemności służce dostarczającej.
Poluźniła uścisk na parasolce. Wciągnęła gwałtownie powietrze gdy piżmowy zapach dotarł do jej osóbki. Dreszcze przebiegły po delikatnych niewieścich plecach.
-Nie chcę więc dociekać, w jakiż to sposób traktuje pan, kobiety, których nie obdarzą pan takimi względami.
Skupiła przez moment wzrok na zwieńczeniu laski. Wąż, wydawał się misterną robotą, jednakże przez mrok wokół panujący, kobieta nie mogła ręczyć za to głową. Niemniej wyglądał doprawdy wspaniale... I kosztownie. Na tyle by młoda wdowa chętnie przyjrzała się mu bliżej.
-Nie myślę, bym skora była do ufaniu, komuś kto, praktykuje straszenie młodych dam o tak nieodpowiedniej porze. Niema to też nic wspólnego z jakimkolwiek lękiem. Nie skąpię sobie tego na co przyjdzie mi ochota. Choć kalkulować się staram, cóż dobrego, a cóż nie mi z tego przyjdzie... Nijak się to ima do powziętych przeze mnie decyzji, wszak nigdy w rachunkach dobra nie byłam...
Chyba, że chodzi o szybkie przeliczenie majątku. Tu zawsze się panience udawało.
-Dlatego pytam, cóż takiego tymi słowami chcesz mi oferować? - zgrabnie zeszła z tytułowania straszydła, 'panem' - Bo jeśli mowa o rozkoszach tego świata, mrzonki takie wkładam miedzy bajki. Samych rozkoszy mam dosyć i na miejscu. Co takiego możesz mi dać czego nie mam?
Odpowiedziała, jak to na marzycielskie dziewczę przystało.
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Czw 03 Cze 2010, 23:38

- Nie sądzę by była to odpowiednia pora na cokolwiek dla damy, poza leżeniem w ciepłym łożu grzejąc je dla swego wybranka, czy też wybranka rodziców - Wszedł jej w słowa, bez najmniejszego zawahania czy skrępowania. Był to zapewne przejaw braku kultury, a może raczej ignorancji dla swojego rozmówcy. W każdym bądź razie nie była to maniera odpowiednia dla dżentelmena. Zawsze można być chamem z klasą. Sposób jego mówienia zdawał się być stworzony, dopracowany i opatentowany by prowokować. Jednak jak na staruszka przystało cofnął się kilka kroków w tył i zasiadł na białej ławeczce. Nawet w pozie jaką przyjął była niedbała elegancja. Umiejscowił ugięty łokieć na krawędzi oparcia, na paluszkach zaś dłoni wsparł swoją głowę obserwując kobietę pod zupełnie innym kątem. Druga dłoń leżała dość swobodnie oparta na podłokietniku. Założył nogę na nogę, z rozleniwieniem machnął stópką. – Pachniesz końcem dzieciństwa i pierwszym bólem dorosłości, cóż mogę Ci ofiarować, moja śliczna? Tyle planów i marzeń, tyle naiwnej wiary w przyszłość. Tyle głupiej, idiotycznej lekkomyślności. – Znów ta ignorancja, brak odpowiedzi na pytanie panienki. Jest w nim coś co sprawia, że chcę się po prostu podejść i dać mu w ten nadęty pysk. Coś jednak powstrzymuje. Może ten ironiczny, nonszalancki uśmiech, ukrywający każdą emocje poza pogardą. Albo oczy czarne i puste, które przeszywają człowieka na wylot, obnażają jego słabość, tylko po to by wyszydzić je bez litości przy najbliższej okazji.
- Chcesz oferty, chcesz ze mną paktować, chcesz cokolwiek przeliczać? Tu nie ma dobrych zakończeń. Triumfuje wyrachowanie. Amarant... – mruknął sięgając do tyłu dłonią i zrywając jedną z róż o kolorze, którego nazwę wymienił, nie kalecząc się przy tym. Podsunął po prostu palce pod delikatne płatki i jednym brutalnym gestem zerwał samo zwieńczenie owego kwiatu – Wiesz co oznacza to słowo? Nieśmiertelność, moja śliczna. Pragnęłaś kiedyś nieśmiertelności? – Cóż takie straszydło, potwór może mieć za zaoferowania poza stekiem kłamstw i oszust. Nieroztropnie jest wierzyć gadaniu kogoś z takim wyglądem. A on chyba z rozbawieniem upatrywał jej reakcji, oczekiwał jej, oceniał, bawił się jej emocjami, znakomicie. Strasząc, kusząc, obiecując, dając jakieś nierealne nadzieje. Obserwował ich skutki, na razie zadowalające. A był niezwykle ciekawskim i bardzo bezczelnym obserwatorem. Uważnym i czujnym, przewidującym zbyt gwałtowny ruch, przy czym trudno ocenić czy chciałoby mu się na niego zareagować. Wydaje się być do granic możliwości swobodny, bawi się zerwanym kwiatkiem, ogląda, przysuwa do nosa i delektuje jego słodkawym zapachem. Przesuwa delikatnymi płatkami po swoich ustach, policzku. Wariat, istny wariat.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Pon 07 Cze 2010, 22:46

Zbyła milczeniem, powinności damy, o których wspominał mężczyzna. Nie miała zamiaru wspominać, że wybranek, już od pewnego czasu, spokojnie sypia w drewnianym pudle sześć stóp pod ziemią, miast dotrzymywać jej towarzystwa w małżeńskim łożu.
Kolejną wypowiedź skwitowała jedynie wysoko uniesioną brwią. Strach w tej chwili poszedł się łaskawie chędożyć, a jego miejsce zajął stan wzmożonej irytacji. Prawda starą matroną, by lękać się jej wypowiedzi, by z silnym respektem podchodzić do jej osoby nie była... Ale arystokratyczna krewa w jej żyłach płynęła, od maleńkości wychowywaną ją na damę (czy w stu procentach się to udało, jest już zupełnie inną kwestią) i nie godzi się by pierwszy lepsze straszydło zwracało się do niej nie lepiej niż do służki.
Złożyła zgrabnie parasolkę i jednym ruchem zawiesiła ją na przedramieniu. Lucrecia prawda, była z natury niezwykle sympatyczna i otwarta, ale nie wolno zapominać tez o tej buńczucznej stronie jej natury. Skrzyżowała ręce na piersi. Niezbyt zadowolony wzrok, już bez krztyny jakiegoś skrepowania czy lęku wbiła w mężczyznę. Nie była typem kobiety, która po jakimś ataku na jej osobie czy względem niej złym słowie, zamknie się w sobie, niczym małe piskle spoglądając z niepewnością na nieprzychylną osobistość.
-Mam przedziwne wrażenie, że nieśmiertelność może mieć i wady. Było nie, było jak każdy kiedyś o tym myślałam. Niemniej, póki nie będziesz skory do jasnego wyłożenia mi, cóż takiego chcesz mi oferować i na jakich warunkach, ani myślę wgłębiać się w ten temat. Nuży mnie taka rozmowa.
Głownie dlatego, że nie widzę sedna sprawy, sensu oferty, co zdecydowanie mi nie odpowiada - dodała w myślach.
Spojrzenie jedynie na sekundkę zatrzymała na zerwanej przez mężczyznę róży. Poczuła żal, do kwiatu, że jej dziewczęce paluszki, kolcem poranił tak okrutnie, a zwykłemu straszydło, dał się zerwać bez większych kłopotów. A może zwyczajnie siedzący przed nią osobnik, ni myślał ustąpić, wobec kwiecistej obrony. I jak większość mężczyzn, nie respektując cichego protestu, brutalnie c pozbawił ją... głowy?
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Czw 10 Cze 2010, 14:54

(Upraszam się o wybaczenie zwlekania z odpowiedzią, ale tak zwane (przyjemne czy też nie) wypadki losowe nie pozwoliły mi nawet informować o nieobecności)

Więc bez trudu jej spojrzenie spotkało się wprost z oczyma mężczyzny, który wprost tym spojrzeniem zdawał się w jakimś malutkim stopniu z niej szydzi. Nie brał jej za damę, co więcej wyraźnie nie brał kobiety za kogokolwiek równego sobie. Raczej jak na szczurka zamkniętego w klatce, którego uwiązuje się do pręciku tak by nie mógł dojść do serka znajdującego się minimetry od niego i tak kusząco nęcącego zapachem. Tym śmierdzącym serkiem tym jednak razem była wolność, zabawa, a może po prostu święty spokój. Oderwał pierwszy płatek kwiatu i tak był zwiędły czy też nadjedzony przez pasożyta równie brutalnego i nieczułego na delikatne piękno, jak osobnik przed nią. Teraz zdawał się być tak dalece pochłonięty roślinką, że kompletnie zapomniał o kobiecie. Trwało to kilka chwil, jakby ją sprawdzał, czy ta ignorancja sprawi, że dymek jej pójdzie z uszu i zadartego noska, a policzki pokryje czerwień naturalna. Podniósł się powoli, z gracją. Niektóre ruchy były tak specjalnie akcentowane, przyciągały swoją uwagę odwracając ją od wszystkiego innego. Tak jak teraz laseczka zdecydowanie zbyt mocno uderzyła o krawędź ławki, najprawdopodobniej Nattaniel zapomniał o niej wstając i potrącił, teraz w ostatniej chwili łapiąc przed upadkiem. Przy czym to było tak odegrane, zabrakło w tym naturalnej nieporadności. Była tylko doskonała gra aktorska i kobieta mogła się zorientować, że różyczka gdzieś znikła. Może została po prostu upuszczona na ziemię i zdeptana.
Pewne kroki w jej kierunku, chrzęst kamyczków pod butami, znów szelest materiału płaszcz i teraz zdecydowanie bardziej wyczuwalna woń piżma, pieszcząca, choć jeden z jej zmysłów. Potwór, upiór, straszydło zmierzał w jej stronę, jednak ewidentnie nie zamierzało się do ataku, nawet rozłożył ręce w takim... niewinnym geście. – Tak, ślicznotko. Wszystko ma dwie strony medalu, nawet taki dar jak nieśmiertelność. Niewątpliwie pochodzisz z dobrego domu, widzę to po stroju, pachniesz tą bogatą, szlachetną tandetą. – wyciągnął dłoń do jej twarzy, jednak zbyt wolno by móc ją uderzyć, zaraz jednak po drugiej stronie poczuła łaskotanie płatków róży na swojej skroni, a kwiat dostał ostrożnie umieszczony za jej uchem – Znasz dobrą stronę miasta, ja pokaże Ci tę gorszą. Co więcej sprawię, że wyda Ci się zabawna, pokochasz ją. To moja oferta -

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Wto 15 Cze 2010, 02:56

Niemal tupnęła nóżką. Zdecydowanie to straszydło się jej nie podobało. Niewiele brakowało, by na policzkach zagościł intensywny rumieniec, ale bynajmniej nie wywołany zimnem czy wstydem. Lucrecii to wszystko się przestawało się podobać. Irytacja i złość rosła. Z jakichś niewiadomych powodów cała sytuacja skłaniała się ku temu, by poirytowana kobieta, niczym wściekła kocica rzuciła się i rozorała mężczyźnie twarz swoimi pazurkami... Oczywiście nigdy by tego nie zrobiła. Była porywcza, prawda, ale przede wszystkim była damą z dobrego domu. Nie wypadałoby, a i istniało niebezpieczeństwo połamania, tak pięknie zadbanych paznokci.
Niemniej niewiele brakowało by panna Walles wybuchał i... W najlepszym wypadku, bezczelnie obróciła się i odeszła z dumnie uniesioną głową. Mając gdzieś propozycje składane przez tego nieuprzejmego mężczyznę, spychając na samo dno swoją okrutną ciekawość i solidnie przytrzymując ja tam dumą i rozsądkiem.
Co za absurdalna sytuacja. Stoi po zmroku z obcym mężczyzną, a ten ot tak składa jej dziwaczne propozycje. Pokochanie gorszej strony miasta, zabawa, wolność. Bredzi o nieśmiertelności...
Łaskawie pozwoliła sobie włożyć róże za drobne uszko. Nawet przez myśl nie przebiegło jej, że wykonany wcześniej ruch, jedynie w znacznie szybszym tempie... Mógł być wykonany z niecnym zamiarem skalania delikatnej skóry. Lucrecia nie dopuszczała do siebie myśli, że ktoś mógłby uderzyć kobietę. Na miły Bóg, kobietę! Słodkie stworzenie budzące pożądanie.
Ze stoickim wyrazem twarzy przełknęła komentarz o szlachetnej tandecie. Wszak, ktoś taki nijak się na tym nie zna.
-Mówisz wiele, ale zwyczajnie od rzeczy -po raz kolejny zmarszczyła brwi. - Proszę o fakty. Co tak naprawdę chcesz mi ofiarować i... Przede wszystkim czego chcesz w zamian? Nie robisz tego z dobrego serca - bo takiego, pokuszę się o stwierdzenia, nie masz. - Bawi cię to, masz w tym jakiś cel?
Ciekawość, ciekawość. Och ty kobieca zgubo. Pierwszy stopień do piekła, pierwszy stopień do potępienia.
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Sro 16 Cze 2010, 17:24

Widać w tym wypadku wdzięki zawodziły, ale trudno się dziwić. W końcu potwór czy tez straszydło nie miało w sobie żadnej struny czułej na piękno jakiekolwiek, nawet kobiece. A może Lucrecia zbyt mało się starała by grać na tej czułej strunie. Mężczyzna również wykazuje się stoickim spokojem nie ulegając kapryśnej damie, nadal wodząc ją za ten jej nosek, sprawdzając jej reakcja, a te chyba zazwyczaj były takie jak sobie tego życzył. Płatki róży łaskotały skórę na skroni kobiety, a jej zapach co jakiś czas o wiele intensywniej dolatywał do jej nosa. Nieco słodkawy, kwiatowy, zdecydowanie kłócił się z intensywną wonią piżma. Tak jak pedantyzm, gracja ruchów wykonywanych przez tego mężczyznę, a zarazem to jak bardzo się z nimi nie spieszył. Tak jak teraz oparł dwie dłonie na lasce lekko wychylając się do przodu wraz z ową podporą. Biel tej postaci idealnie odbijała się w czerni, młodą damę otaczającej. Wytrącić z równowagi mogło ją nagłe pluśnięcie, coś wyskoczyło z wody czy też do niej wpadło gdzieś po lewej stronie owej damy, nie zdążyła jednak zorientować się cóż to. Może pierwsza kropla deszczu, może rzucony kamień, jakaś zapomniana ryba czy też ropucha czająca się tylko po to by zakraść się za kieckę.
- Bawi mnie Twój upór w zadawaniu mi nic nie znaczących pytań. Proponuje Ci... niezapomniany spacer. Pokażę Ci inną część miasta, pokażę jak niewiele się różni, pokażę jak można ją wykorzystać do doskonałej zabawy. Zamiast kolejnego nudnego bankietu, będą ich jeszcze setki, świat zmienia się zbyt wolno by nagle przestano urządzać huczne zabawy, na których kobiety się kurwią, a mężczyźni są tym zachwyceni. Zobaczysz jak bawią się ludzie łamiący nogi własnym dzieciom by więcej wyżebrały. Czego chcę w zamian... jednego Twojego wieczoru. Najcenniejszej rzeczy. Czasu. Zabiorę Ci jeden wieczór, ofiarując za niego nowe doświadczenia. Będziesz krzyczeć ze strachu lub zadając kolejne pytania, wiedziona instynktem poznawczym. – wyprostował się znów dumnie. Przez ten moment zdecydowanie nad nią górował, co też niewątpliwie mogło młodą damę irytować. Wyciągnął w jej stronę dłoń, nie był to gest flegmatyczny, ale brakło mu energii jakby miał sposobność postępować z przestraszonym zwierzątkiem i chyba za takie brał Lucrecie. Zapewne błędnie, ale jego pewność siebie świadczy o tym, że jeszcze będzie miał okazję się o tym przekonać. Coraz mniej gwiazd widać było na niebie, które zdawało się czernieć z każdą chwilą. Tak duże kłębowisko chmur (pobudzające wyobraźnie każdego kto ją posiadał) mogło w każdej sekundzie przesłonić nawet blade światło księżyca.

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Pon 21 Cze 2010, 23:09

W dziewczynie narodził się swojego rodzaju... Dylemat moralny. To o czym mówiło straszydło, było z góry uznane przez nią za złe. Nie miała wszak wątpliwości, że za wszystkie okropieństwa, które chce jej ukazać, staje się skazanym na wieczne potępienie. Kimże musi być osoba, z taką łatwością znęcającą się nad swoimi dziećmi... Kim, jest mężczyzna, który z tak ogromną chęcią, chce jej to pokazać. Coś czego ona z jednej strony nie chce widzieć, a z drugiej... Z drugiej coś ją do tego ciągnie, czy to delikatne przekonanie o bajkopisarstwie, rozmówcy, przecież... Nie można być tak okrutnym. Nie spotkała się z plebejskim życiem. W ciągu dziewiętnastu lat, rzadko opuszczała lepsze dzielnice Londynu, prawda niejednokrotnie chłopcy zabierali ją na rożne schadzki, ale tylko dwóch czy trzech pokusiło się od nudnego schematu z restauracją, spacerem po parku, bankietem... Niektórzy nieco bardziej szaleni zabierali ja w romantyczna podróż na łono natury, jednak... Tylko kilku zabrało ją do biedniejszej dzielnicy. Ale i oni nie pokazywali jej wszystkiego. Z resztą podczas towarzystwa tak uroczych młodzieńców doprawdy trudno, zwracać uwagę na nieszczęścia rozgrywające się dookoła.
Lucrecia nie lubiła dostrzegać takich rzeczy, czy tez może bardziej nie potrafiła. Zamknięta w swoim małym światku, ciągle z głową w chmurach, spoglądała w dół dopiero kiedy w coś wdepnęła, reflektuje się, że coś jest nie tak dopiero gdy jakaś usmolona rączka pomachał jej przed buzią. Oczywiście.. Na drobne zamiany nastroju swoich koleżanek, zawsze zwracała uwagę, kolejne złamane serce, problem z rodzicami, niechciany mąż... Ale to wszystko było błahe.
Zmarszczyła brwi. Nie lubiła tego mężczyzny. Najchętniej zrobiła by mu krzywdę, ot, coś tak potwornego, coś... Czego właściwie nawet nie potrafiła sobie wyobrazić. Tupnęła nóżką, jednocześnie ignorując wyciągniętą w jej stronę dłoń. Poradzi sobie sama. Jedynie cud powstrzymał ja przed nadęciem rumianych policzków.
-A porządku. ale gdy tylko będę chciała, odejdę.
Posłała mu harde spojrzenie. Nie żeby cała jej pewność siebie brała się z czegoś konkretnego, chyba jedynie z arystokratycznej dumy, bo sama postać Lucrecii, nijak świadczyła o tym, że ma jakiekolwiek podstawy do bycia tak śmiałą w swych poczynaniach.
Powrót do góry Go down
Nattaniel

avatar

Profesja : Iluzjonista
Wiek postaci : 40 lat

PisanieTemat: Re: Ogród różany   Wto 12 Paź 2010, 23:20

Czerpał dziką satysfakcję ze spotkania tej hardej duszyczki na swojej drodze. Choć coś w jego oczach, zapewne chłodny błysk czający się gdzieś na samym ich dnie mówiło, że jakakolwiek odmowa może się dla niej wyjątkowo źle skończyć. Nie miało dla niego znaczenia, że kobieta nie odpowiedziała jak dama na gest dżentelmena. Sam więc uchwycił jej dłoń w swoją, a zrobił to niestety mocno, zbyt mocno. Ktoś z wyższych kręgów na pewno nie był przyzwyczajony do tak brutalnego, a zarazem stanowczego traktowania. A tym bardziej, że kompletnie nie liczono się ze zdaniem Lucreci. Na pewno zresztą się jej to nie spodobało, choć jakiekolwiek próby uwolnienia się z godnością spełzły na niczym. Sprawy mogły przybrać inny obrót gdyby próbowała traktować mężczyznę obcasami albo paznokietkami.
- Tamten świat znasz jako symbol, a nie rzeczywistość. Młoda, śliczna damo... – przerwał na chwilę, a dziewczyna poczuła chłodny dotyk srebra na swoim podbródku, niewątpliwie była to laska iluzjonisty. Została zmuszona do odchylenia głowy do tyłu, wyeksponowania smukłej, kuszącej szyi. Nie usłyszała zakończenia tego wywodu, co więcej zdaje się, że nie usłyszała nawet szelesty liści czy płaszcza gdy mężczyzna, ta nocna mara rozpłynęły się w ciemności. Na powrót stały się jej częścią i zdały się być tylko wytworem bujnej, dziewczęcej wyobraźni. O realności tamtego zdarzenia świadczyła tylko różyczka łaskocząca jej skórę, znikający zapach piżma oraz możliwy ból w nadgarstku, za który to wcześniej została tak mocno pochwycona w sidła nocnej zjawy. Skończyło się tylko na tych niebezpiecznych obietnicach, może to i lepiej dla dziewczyny.

(Napisałam by w jakikolwiek sposób zakończyć sytuację, zaprowadzając jako taki porządek. Mam nadzieje, że graczka mi wybaczy to zniknięcie, ale czasem wokół mnie za dużo się dzieje)

__________________
Kolejny mały kroczek w celu przejęcia totalnej, nieodwołalnej i absolutnej władzy nad światem *szatański śmiech*
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ogród różany   

Powrót do góry Go down
 
Ogród różany
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Hyde Park-
Skocz do: