Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lucas 'Luke ' Cromwell

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Luke Cromwell




PisanieTemat: Lucas 'Luke ' Cromwell   Czw 22 Lip 2010, 13:45

Imię i nazwisko: Lucas 'Luke' Cromwell

Rasa: człowiek.

Profesja: najemnik.

Wiek: około trzydziestu lat.

Lateralizacja: praworęczny.

Statystyki:

Fizyczne
Siła: **
Zręczność: **
Szybkość: **
Wytrzymałość: **
Społeczne
Charyzma: **
Wygląd: ***
Umysłowe
Inteligencja: ****
Siła woli: **
Spostrzegawczość: ***

Umiejętności: dowodzenie/zarządzanie, umiejętność walki bronią palną, specjalizacja w pałaszu (krzywym bądź prostym), pisanie i czytanie, jazda konna, czujność.

Wady: alergia na pyłki wierzby.

Zalety: właściciel, refleks.

Ekwipunek: ubiór, mała torba zawieszona u pasa, laska z czernionego drewna i elegancką głowicą ze stali, pałasz krzywy (zwany szablą - podarunek od królowej Wiktorii) ze srebrnymi zdobieniami, Colt Navy, dwadzieścia ładunków, chusteczka, krzesiwo, rzemień, mała manierka, Krzyż Wiktorii, nóż składany. Sakwa /21funtów 12 szylingów 10 pensów/
Zazwyczaj nie rozstaje się z koniem.
Posiadłości: domek i kawałek ziemi nieopodal miasta, dwa konie, 100 funtów na koncie bankowym.

Wygląd: Spoglądając na pana Lucasa można ujrzeć człowieka wysokiego na dwa jardy, o oczach w kolorze chmurnego błękitu, nosie prostym, twarzy owalnej,sprawiającej wrażenie lekko pucołowatej, co ukrywa bujnie zapuszczony na żołnierską modę wąs, znacznie dodając panu Cromwellowi powagi i surowości. Zwyczajny dla tego człowieka strój, to wysokie, jeździeckie buty, spodnie z wełnianego atłasu, bądź sukna, koszula, kamizelka, czasem mało elegancki frak, acz częściej marynarka, zazwyczaj krawat u szyi, na wierzchu zasię lubi paletoty nosić i inne płaszcze. Gdy cylindra (niskiego dość) uchyli, to ujrzeć łacno, że włosy u niego kasztanowe, gęste i o długości prawie stopy. Od razu, nawet przez odzież, znać, że to człek dobrze zbudowany, a sylwetkę ma prostą i sprężystą. Prawie nigdy nie rozstaje się ze swoim pałaszem, którego pochwa wychyla się spod płaszcza. W towarzystwie tłumaczy fakt noszenia broni tym, że "otrzymał ów pałasz od miłościwie nam panującej królowej, i z niepokoju o tak cenny przedmiot oraz dla ozdoby zawsze nosi go przy sobie".

Charakter: Jeneralnie jest pan Cromwell niedbały o porządek i nadmierną czystość, choć nie lubi też gdy w drugą stronę zanadto się dzieje. Jest porywczy i często działa pod wpływem impulsu, a mimo to zdarza mu się mieć wszystko zaplanowane - inna sprawa, jak onych planów się trzyma. Do ludzi nastawiony jest dobrze i stara się być uprzejmy, aczkolwiek nie jest trudną sztuką zdenerwować go, gdyż lubi zawsze mieć rację. Nie załamuje się też z byle powodu, ma silny charakter i wiele potrafi wytrzymać, lub wstrzymać - na przykład swój gniew (do pewnego stopnia). Jest z tego powodu nie lada graczem do kłótni, tym bardziej, że w ostateczności nie waha się iść do pięści. Szczęśliwie nie jest pamiętliwy i niezbyt długo chowa urazy - chyba że sprawa jest istotnie poważna, lub ma kogoś za ostatniego sku... Jak na dżentelmena przystało - dwakroć lepiej nastawiony do dam, niż panów. Kiedy trzeba, potrafi wykazać się brawurą, choć nie można powiedzieć by nie odczuwał strachu. Nie znosi sprzeciwu i zniewag, lubi zaś, gdy panuje posłuch wobec jego osoby. Cechuje go przy tym uczciwość i brak jakiejś nadzwyczajnej chciwości. Jak to wszakże z pieniędzmi bywa - gdy są, to dobrze, gdy nie ma, to źle. Głęboko w pogardzie ma też wszechobecną etykietę, która śmieszy go, a czasem denerwuje.

Historia:
Fragmenty z pamiętnika Lucasa Cromwella:

...Urodziłem się w pod Winchester, mój ojciec był drobnym szlachcicem. Spadek dostał się w większości starszemu bratu. Ja potem zapisany miałem mały folwark, ale o tym później. Nie mam o tym okresie wiele do pisania. Jak każdy chodziłem do kilku szkół, później planowałem ukończyć uniwersytet, ale zamiast tego wybrałem się w kilkuletnią podróż po Europie...

... Z Prusiech ruszyłem do Imperium Rosyjskiego. Osobliwa jest tam rzecz, bo lud, który mieszka w onym Królestwie Kongresowym, co tam istnieje, całkiem się nosi na francuską, albo naszą modę. Z tymi drugimi też łacno się rozmówiłem. Co kraj, to obyczaj, tam też są dziwne obyczaje, ale przyznać jedno muszę, że mistrzowie wielcy tam od pałasza krzywego są, który oni u siebie szablą zwać zwykli. Wszelkich arkanów mnie tak wyuczyli, że nawet znałem ono "piekielne polskie cięcie", o którym mi ojciec opowiadał, że postrach za Napoleona siało. A myślę, że słusznie, bo od tego cięcia nie dość, że zastawę wszelką ciężko wykonać, to jeszcze kastratem ostać można...

...Później zaciągnąłem się do kawalerii, by dobrym zwyczajem przysłużyć się miłościwie nam panującej królowej Wiktorii, a po prawdzie dlatego, żeby tam na żołdzie zyskać nieco, bo z onego folwarku, co po ojcu mi się ostał mały był profit. Jako że głowę mam nie od parady i pismo znam biegle, to mnie dali na stopień oficerski, i tak się dobrze złożyło, że od razu własny szwadron na rozkazy miałem. Tam okrutnie dużo z końmi nam kazali ćwiczyć i musztry zażywać. Biegłość w pałaszu też w poważaniu była, którą biegłością szybko respekt mi należny uzyskałem. Strzelać, strzelaliśmy mało, bo wiadomo, że ogień jazdy więcej strachu niż szkody czyni...

...Mówili nam, że z rozkazu królowej jej mości mamy na koń siadać, a konie ładować na korabie, a płynąć na wojnę, którą później krymską ozwali. No to i ja ze szwadronem swoim pociągnąłem tam, by bić Moskala...

...Ledwieśmy z jednej wojny wrócili (wygranej, za łaską Bożą), a tu już na drugą trzeba, bo ponoć się Sipaje w Indiach buntują. No to też ruszyłem ze szwadronem, tyle że tym razem pod nowym pułkownikiem, co się Wellington zwał. Nienawidził mnie on okrutnie, bo mawiał, że mój przodek - Olivier Cromwell, w pojedynku okaleczył haniebnie prapradziada jego. Przebóg! - mówię - z siedemnastego stulecia brudy na wierzch wyciąga, i do tego fałszywe, bo ja przecie z innej linii Cromwellów jestem i z dawnym lordem protektorem związku nie mam najmniejszego. Ale tępy był chyba coś, albo inna dolegliwość mu doskwierała i wszelka złośliwość jego na mnie się wyładowywała. A więc popłynęliśmy...

...Innym razem wysłał mnie z drugim szwadronem na rozpoznanie pułkownik Wellington. W więc jedziemy lasem, aż tam na polanie dużej z czterechset Sipajów dobrze uzbrojonych i musztrowanych w szyku stoi. Nas w dwa szwadrony z dwustu jest tylko. Tchórz, co ze mną jechał, nazwiska przepomniałem, zawrócił zaraz ze szwadronem i pogalopował albo meldunek zdać, albo cykorię zasiać. Mój szwadron i ja cykorii siać nie chcieliśmy, bośmy nie ogrodniki. Patrzę więc trochę, a oni tam nie na nas zasadzeni, a na kogo innego! Zaraz też wjechał inny rozpoznawczy oddział i okrążony został. Z pięćdziesięciu on jeno liczył. No to ja z moją setką konie spięliśmy i w dym uderzamy. Sipaje w krzyk, bo im nasz ogień strachu narobił, a pałasze szkody (głupcy... nie strzegli się z tyłu), i uciekać poczęli, bo się przerąbać zdołaliśmy i z onym drugim szwadronem połączyć, wtedy za tymi Sipajami zaczęliśmy pogoń i z czterechset setka ich za łaską Bożą została. Okazało się, że skarby i ordynanse z sobą wieźli, które ja przejąwszy okrutnie się przysłużyłem...

... Za tą potyczkę na polanie, co ją kilka ustępów wcześniej pokrótce opisałem, później z rąk królowej samej Krzyż Wiktorii otrzymałem i jeszcze podarek od jej królewskiej mości - pałasz zacnej roboty srebrem inkrustowany. Śród srebrzeń licznych, między innymi, mój herb własny (otrzymany od królowej za całość różnych zasług na wojnie) widnieje. Szablę tę u boku mam teraz i noszę zawsze u pasa.
O ile od królowej nagrodę otrzymałem, to burę zebrałem od Wellingotona (onego pułkownika, co nienawiść do mnie żywi), że niesubordynację popełniłem, że w celach rozpoznawczych niby jechać miałem, a potyczki wszczynam. Gdy się dowiedział potem, że od królowej jej mości zaszczyt mnie spotkał, to w taką wpadł alterację, że omal nie zemdlał biedaczyna. Takie potem mi okrutne ordynanse na tej wojnie dawał, że połowa ponad mojego szwadronu w tych misjach zginęła. Wszakże za Bożą łaską, i ku większej Wellingtona alteracji, ja żyw zawsze wychodziłem z opresji...

...Do takiej między mną i Wellingtonem raz potyczki przyszło słownej, i tak mu responsy dawałem chytre a przemyślne, że go za łaską Bożą w kozi róg zapędziłem, a on purpurą się pokrył cały i jął na pięści mnie wyzywać. Ja mając go dosyć, mówię - co tam na pięści... - on na to, że pistolety. Ja myślę, że w taką loterię się nie dam i chcę na pałasze, bo pewnikiem na pałasze (mówię z drwiną) się Oliver z waszym przodkiem potykał, to i mi dasz pan, panie pułkowniku odwet należny.
No to stajemy na pałasze. On gracz był nie lada. Doskwierałem mu wszak moją szabliną, co ją od królowej dostałem. Nie mogąc w korpus, w rękę go ciąć spróbowałem, ale się nie dał. Ba! Sam jeszcze chciał mnie w głowę zasiec. No to ja go piekielnym polskim między nogi. Za łaską Bożą z powodzeniem...

...Po tym pojedynku, jak Wellington sopranem śpiewać począł, z wojska mnie wyrzucono...

...Pracowałem potem chroniąc arystokratów i ich własność pałaszem i rewolwerem. Potem także jako łowca głów dla Scotland Yardu...

...Niedawno postanowiłem sprzedać mój folwark. Kupiłem za to mały domek i kawałek ziemi tuż pod Londynem. Zatrudniłem nawet jednego lokaja i ogiera oraz klacz piękną nabyłem oraz rzędy do onych koni. Lokaj z biedoty pochodzi, co tam w slumsach mieszka. Za to, że mu mieszkanie daję i strawę kupuję, a czasem i dwupensówką rzucę, dobrze się chłopina sprawia. Will ma na imię i uczciwy to człek, bo poznać go już zdążyłem. Trzeba mi się za pracą gdzieś rozejrzeć dobrze płatną...



Trzy punkty wydane na statystyki, dwa na zalety, pięć na umiejętności.


Ostatnio zmieniony przez Luke Cromwell dnia Wto 27 Lip 2010, 12:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Lucas 'Luke ' Cromwell   Wto 27 Lip 2010, 00:26

Z przyjemnością stwierdzam, iż nie potrafię znaleźć w tej karcie nic co budziło by moje wątpliwości. Dlatego też z mej strony dostaje waćpan całkowitą akceptację.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Lucas 'Luke ' Cromwell   Sob 31 Lip 2010, 19:36

Na początku chcę przeprosić za oczekiwanie...proszę nie karać mnie Piekielnym Polskim! Karta jest naprawdę dobra i znakomicie się ją czyta. Duży akcept ode mnie!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Lucas 'Luke ' Cromwell   

Powrót do góry Go down
 
Lucas 'Luke ' Cromwell
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Karty postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: