Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pierre Louis de Croy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Pierre Louis de Croy   Pon 21 Cze 2010, 08:57

Imię i nazwisko: Pierre Louis de Croy
Cóż tobie imię moje powie?
Umrze jak smutny poszum fali,
Co plunie w brzeg i zmilknie w dali,
jak nocą głuchą dźwięk w dąbrowie.

Aleksander Siergiejewicz Puszkin (1799–1837)


Rasa: Człowiek
Człowiek jest jak trzcina – najsłabsza rzecz w naturze, ale to trzcina myśląca.
Blaise Pascal (1623–1662)

Profesja: Artysta
Można powiedzieć, że sztuka jest wiedzą polegająca na prawidłach i regułach...
A można też powiedzieć, że sztuka polega na zajmowaniu się czymś prawdopodobnym lub dającym się pomyśleć. Nauka natomiast polega na prawdziwym rozważaniu rzeczy, które nie mogą być inne niż są. Albo też można powiedzieć, że sztuka jest tym, czego dokonuje się w materii poprzez działanie, jak na przykład architektura.

Hugon (ok. 1078 lub 1096?-1141)


Wiek: 20

Lateralizacja: praworęczny

Statystyki:

Fizyczne
Siła: *
Zręczność: * ***
Szybkość: * *
Wytrzymałość: *
Społeczne
Charyzma: * **
Wygląd: * ****
Umysłowe
Inteligencja: * **
Siła woli: *
Spostrzegawczość: * *

Gwiazdki, a wartości cech:
* - słaby
** - przeciętny
*** - dobry
**** - bardzo dobry
***** - wybitny

Umiejętności:
· Pisanie i czytanie
· Pisarstwo (pisanie poezji i prozy)
· Wykształcenie manualne (malarstwo-rysunek)
· Lingwistyka- francuski ( a dokładnie angielski, gdyż Pierre jest francuzem z pochodzenia)
· Etykieta
· Dyplomacja
· Medycyna (dokładnie anatomia)
· Wykształcenie muzyczne



Wady:
Każdy łatwo widzi błędy przełożonych, ale nie widzi przymiotów; w sobie zaś nie widzi wad, tylko zalety.
Adam Mickiewicz (1798–1855)
- Alergia (pyłki chwastów i traw- reaguje katarem, łzawieniem, kaszlem, a nawet trudnością w oddychaniu) .
- Słaba głowa
- Chorowity - łatwo jest mu nabawić się grypy, zapalenia płuc i anginy... i tym podobnych chorób
- Bojaźliwy
- Podatny na trucizny


Zalety:
- Wzbudzanie zaufania
- Mistrzostwo w malarstwie
- Mistrzostwo w pisarstwie
- Właściciel (drobna pracownia artystyczna)
- Słowiczy głos

Ekwipunek:
- Biała koszula;
- Czarne spodnie;
- Perła w postaci łzy, jako kolczyk;
- Kilka pustych kartek
- Zamykany kałamarz
- Dwa gęsie pióra
- Torba skórzana pełna dzieł Victor Bottetourt'a
- podręczniki anatomii i medycyny
- pudełeczko z biżuterią matki (naszyjnik z kameą z kości słoniowej przedstawiającą młodą kobietę z różą; Charm bracelet zawierający wisiorki laski z wężem, kobiety, dziecka, kwiatu, gołębia i diamencik; duże złociste z perełkami kolczyki i duży złoty pierścień)

Zwierzę
- kot syjamski
- Devinette (fr. Zagadka)
- Kot jest to szczupły, zwinny i szybki, o białym brzuchu, czarnych uszach, i pyszczku, i ogonie, i łapkach oraz ciemnym grzbiecie(nie czarnym!). Ma jasne, błękitne bystre oczy i spiczaste uszy.
- Jest to nadzwyczaj inteligentne i przyjazne zwierzę.Szybko się uczy. Nie boi się nowych ludzi i innych zwierząt. Potrafi sam o siebie zadbać, jednak domaga się pieszczot. Źle przeżywa dłuższą rozłąkę z właścicielem do którego jest bardzo przywiązany. Często spędza czas z Pierrem, gdy ten skupia się na swojej pracy. Gdy maluje kręci się koło jego nóg, albo przesiaduje obok niego, gdy piszę przycupnie na biurku, a gdy gra na starym pianinie kładzie się na skrzyni i z lubością słucha dźwięków strun.

Wygląd:
Przede wszystkim zapytam, czy dlatego coś jest piękne, że się podoba, czy też dlatego się podoba, że jest piękne. Bez wątpienia otrzymam odpowiedź, że dlatego się podoba, ponieważ jest piękne.
Aureliusz Augustyn z Hippony (354–430)

Jest to niezbyt wysoki, bo mierzący 63 cale i szczupły, dokładnie warzący 65 kilogramów, młody chłopak o drobnej budowie i kobiecej urodzie, co powoduje, iż często przyciąga na siebie, także wzrok zamożnych mężczyzn. Cechują go pełne głębi, szmaragdowe, często wpatrzone w nicość, zdradzające zamyślenie, oczy, odznaczające się wyraźnie, na gładkiej niczym jedwab jasnej cerze o płynnych i delikatnych rysach, niczym u młodej dziewczyny. Ma wydatne ciepło czerwono-perłowe usta, których pełność podkreśla, lekko cofnięty podbródek , drobny nos i idealnie wyprofilowane brwi, drobny młodzieńczy zarost zawsze jest zgolony. Jego drobne uszy zazwyczaj zakrywają gęste średnio ścięte brązowe włosy, które naturalnie delikatnie się kręcącą . Pierre jest nadzwyczaj zgrabny, jeśli nie powiedzieć chudy, dlatego na jego nagim torsie są widoczne żebra, obojczyk wyraźnie się odznacza, a brzuch jest nadzwyczaj płaski, zaś nogi są nadzwyczaj zgrabne. Chodź ma drobne dłonie, palce u nich są smukłe, co pozwala sprawnie grac na fortepianie, gdy długie palce padają z wielką gracją na białe i czasem czarne klawisze.
Ten urokliwy chłopak budzi dużą sympatię, szczególnie, gdy czuje się zakłopotany. Wtedy jego policzki okrywają czerwone rumieńce, na twarzy gości niepewny, delikatny uśmiech, odsłaniający równe białe zęby, niekiedy przygryza wargi w wdzięczny sposób. Chodź i w momencie euforii wydaje się czarującą osobą, gdy niespokojny półuśmiech zmienia się w szczery dźwięczny śmiech, a włos rozwiany i w oczach iskry radości. Jego subtelną powabność podkreśla, często noszona w prawym uchu droga i wyszukana perła, w postaci kolczyka o srebrnym zaczepie, która to nawiązuje swym kształtem do barokowego stylu. Jest to jedyna biżuteria jaką nosi Pierre, gdyż na więcej kosztowności go nie stać.
Zazwyczaj można go ujrzeć w białej, niegdyś całkiem eleganckiej, koszuli pobrudzonej farbą wszelakiego koloru, co nadaje mu nieco zabawnego wyglądu, często wystającej z czarnych, zgrabnie przylegających do jego ciała, spodniach. Na nogach nosi, trochę schodzone, czarne trzewiki. Po pracy, czyli między wyjściem, a powrotem do domu, nosi na sobie ubranie tego samego kroju, jednakże czyste i schludnie założone. Stara się pokazywać z jak najlepszej strony, chodź nigdy nie przykuwał szczególnej uwagi strojom. Może dlatego, iż ważniejsza było dla niego malarstwo, pisarstwo i gra, a może woli, inwestować pieniądze, zamiast w odzienie, w nowe sztalugi, płótna, farby i pędzle. Mimo wszystko dba o higienę, o czym świadczą zawsze świeżo umyte włosy i czystość.
W kontakcie z młodzieńcem, można dostrzec cech artysty. Sposób w jaki mówi z swym francuskim akcentem, szczególnie, gdy czuje się czymś zafascynowany, żywa gestykulacja, mimika twarzy i częste wywijanie oczu, aczkolwiek wzrok jego zazwyczaj skierowany jest prosto na rozmówcę, bardzo rzadko spuszczając go z oczu.


Charakter:
Każdy z nas ma swój własny charakter — i ten jest naszym bogiem, sprawcą szczęścia lub nieszczęścia.
Menander (342-291 p.n.e.)

Pierre jest sympatycznym chłopakiem. Łatwo znajduje przyjaciół i zalotników(tak, jest szczególnie oblegany przez mężczyzn). Wszystko zawdzięcza swemu urokowi osobistemu, a raczej słodkiej nieporadności i miłym sposobie bycia, chodź czasem potrafi zrazić do siebie ludzi swą marudnością, nie kiedy jednak dodaje mu jeszcze więcej wdzięku. Wśród ludzi jest uważany za osobę o odmiennym rozumieniu świata. Trochę zbyt delikatnego i łatwowiernego. Miłego lecz zbyt wiotkiego. Niektórzy dlatego mogą traktować go jak marionetkę potrafiąc sprawnie ruszać sznurkami. Nikt, prócz grona artystów, nie widzi w nim wroga. Nawet filozofie które głosi, często kontrowersyjne i sprzeczne z ogólnym układem, nie wzbudzają większych negatywnych uczuć wobec niego, gdyż jest jedynie drobnym ujmującym, niegroźnym chłopcem.

Ludzie znają go jako cichego i spokojnego, a do tego nadzwyczaj odpowiedzialnego, jednak czasem dostawszy olśnienia, rzuca wszystko by skupić się na nowym pomyśle. Gdy zniknie w nim zapał do tamtego zajęcia, zazwyczaj wraca do wcześniejszej czynności by ją dokończyć. Nie lubi zaniedbywać obowiązków. Jest pracowity i sumienny. Dzień zaczyna zawsze w ten sam sposób. Przetarłszy oczy, wstaje i przygotowuje śniadanie, daje kotu jeść, ubiera się w pracowniczy strój, i sprząta dom. Trochę czasu poświęca swemu zwierzęciu, zaparza herbatę a później zabiera się za dokańczanie dzieła. W wolnym czasie, gdy opuści go wena spędza czas na czytaniu jakieś książki lub studiowaniu podręczników. Dwa razy dziennie wychodzi na spacery by pooddychać świeżym powietrzem. Lubuje się w przechadzkach po parkach i ogrodach. Natura jest dla niego nadzwyczaj fascynująca. Dlatego wiele jego obrazów przedstawia rośliny i krajobrazy. Porą roku jaką sobie upodobał jest oczywiście wiosna, gdyż wtedy wszystko się budzi. Nie przepada za zimą. Nie przepada to mało powiedziane. Nie znosi gdy za oknem na ziemię padają białe płatki tworząc breję z błotem. Wtedy najlepiej by nie wychodził z domu. Łatwo jest wtedy się ubrudzić, a tym bardziej zachorować na mrozie, a on nienawidzi zimna.

Jest artystą. Artystą klasycznym, ale lubującym się w chaosie. Jest artystą umiejętności i charakteru. Sposób w jaki mówi, chodzi, gestykuluje, je, pije, a nawet trwa w zamyśleniu... wszystko świadczy o jego artystycznej duszy. Cały jego byt głośno krzyczy, że jest urodzonym i wyszlifowanym ARTYSTĄ.
Sztuka jest dla niego całym życiem, a przynajmniej większą jego częścią. Dniami i nocami potrafi pisać poematy, czy proste wiersze, albo szkolić się w grze na pianinie lub malować nowe obrazy. Gdyby odebrano mu talent, z pewnością rzucił by się z klifu w ostre skały i łapczywie liżące skaliste ściany morskie fale.
Liryka jest dla niego sposobem wyrażenia samego siebie, możliwością ukazania swojego wnętrza i pewnego rodzaju pamiętnikiem, gdzie spisuje swe myśli wszystko skrywając pod kluczem słowa. Jego dzieła są delikatne lecz z zaskakującym zakończeniem. To też, czytając jego poezję, na początku może uwieść Cię płynność i subtelność doboru słów, a na końcu ujrzysz bezpośrednie drastyczne podsumowanie całego wiersza, uderzające w czytelnika. Częstym tematem jego liryki jest miłość. Ta niedoceniona, abstrakcyjna i nieosiągalna. Miłość między dwojgiem ludzi, niezależnie od rasy, wyglądu, płci i zamożności. Miłość egzotyczna, bolesna i ponad cielesna. Miłość prawdziwa, wierna i namiętna. Miłość której nigdy nie spotkał na drodze. Bo prawda jest taka, iż jego serce pragnie znaleźć swoją połówkę, oparcie, bezpieczeństwo w silnych ramionach lecz nigdy takowej nie spotkał, a jego nieśmiałość tym bardziej uniemożliwia mu znalezienie swego wybranka.
Dzięki malarstwu może ukazać swój sposób postrzegania świata. Z wielką dokładnością odwzorowuje świat, jednak często używa hiperboli i kontrastów. Ukazuje boskie piękno z szkaradnym obrazem, wśród jasności ciemność postaci, pośród kamiennego zabudowania- róże. Pokazuję prawdę, w taki sposób by przemawiała do odbiorcy. W jego, często symbolicznych, obrazach znajdziesz realistykę połączoną z fantastyką.
Muzyka zaś jest sposobem oderwania się Pierra od rzeczywistości i zanurzenia się w dźwiękach pianina(na fortepian go nie stać). Gdy gra, wpada w pewnego rodzaju trans i nuty wydobywające się z pudła rezonansowego przenikają przez jego ciało. Czuję drgania przeszywające powietrze i delikatnie muskające jego ciało.

Jest to osoba, która nie zachowuje się jak dumny artysta, pyszny i sądzący o swojej wyższości nad innymi. Tworzy dla siebie, dla własnego zadowolenia, a zachwyt innych pochlebia mu wielce, jednak tylko pochlebia. Nie próbuje być najlepszy, jedynie lepszy od samego siebie i dlatego zapewne tak dużo osiąga, chodź czasem się zdarza, że niczym chłopiec z podwórka próbuje komuś nos utrzeć. Powodem tego jest raczej kłótnia między nimi, niżeli chęć rywalizacji Pierra.

Jest osobą dość wybredną mimo iż jego kieszeń niezbyt pozwala mu na marudzenie. Nie przepada za owocami morza, mięsem innym niż wołowina i drób, kawą, grzybami, mlekiem i wielu innymi produktami spożywczymi. Lubuję się w herbatach. Lubi miętę, czarną i białą. Tylko te dwie ostatnie słodzi jedną łyżeczką cukru, jeśli oczywiście ma go w domu. Herbata powinna być odpowiednio wyważona i zaparzona. Denerwuje go bezczynne spędzanie czasu, a że wena dość często go dopada jak harpia swymi szponami i podchwytuje jego duszę, dlatego nosi przy sobie zawsze plik kartek oraz kałamarz z piórem by móc poza domem ulżyć swemu natchnieniu.

Ten młodzieniec jest typowym marzycielem, osobą stąpającą delikatnie po chmurach, z dala od twardej ziemi, jednak większy podmuch może go zepchnąć z krainy marzeń i z głuchym trzaskiem uderzy o posadzkę. Ale czy można się dziwić i zakazać mu pragnąc odnalezienia prawdziwej miłości, ustatkowania się finansowo pod skrzydłem jakiegoś bogatego i miłego mecenasa oraz dostania się do klubu dżentelmenów, gdzie będzie mógł zaprezentować swoje dzieła na większą skalę, a szczególnie sielankowego życia?


Historia:
Czym jest historia? Echem przeszłości odbitym przez przyszłość. Odblaskiem przyszłości rzuconym w przeszłość.
Victor Marie Hugo (1802-1885)

Wiosna 18-- roku, w domu dość bogatej francuskiej rodziny de Croy, utrzymującej się z wysokich zarobków Pana domu, wykwalifikowanego lekarza pracującego w paryskim szpitalu Val-de-Grâce, Jacques, (żona jego Melanie była gospodynią) która liczyła już dwoje dzieci, pięcioletniego chłopca Nicolaus Louisa i półtoraroczną dziewczynkę Madeleine, zagościło szczęście, nowa łaska przez Boga zesłana na ten pobożny dom, wiary katolickiej. Oto narodził się drugi syn Jacques i Melanie, Pierre Louis(imię drugie było nadawane od kilku pokoleń każdemu synowi, gdyż w Paryżu mieszkała druga rodzina de Croy, a że obie były ze sobą skłócone, synom jednej z nich nadawano imię przodka). Był to ciepły i słoneczny dzień przypadający na trzydziestego maja, gdy złocista tarcza słońca znajdowała się w zodiaku gwiazdozbioru bliźniaka. Zegary na ulicach i w domach francuskich wybiły godzinę szóstą, świt. Symbol nadziei i radości. Słońce przezwyciężające ciemności. Marzenie Pani de Melanii, z domu Chamfortów, spełniło się. Pragnęła mieć trójkę dzieci, mieć duży ładny dom i kochającego męża, który będzie zarabiać wystarczająco by mogli żyć w dobrobycie. Cóż chcieć więcej od życia?
Pierre urodził się w wspaniałych czasach. W dużym przytulnym i ciepłym piętrowym białym domu na pograniczu Paryża. Miał zawsze przy sobie opiekuńczą matkę, która poświęcała się całkowicie rodzinie i zajęciom gospodyni oraz kochające rodzeństwo. Siostra od zawsze skupiała swoją uwagę na nowym członku familii de Croy. Brat zaś czuł się zazdrosny, iż cała uwaga spadła na niemowlę, które w odróżnieniu od niego nie potrafiło chodzić, a nawet mówić.
Chłopiec dorastał w atmosferze prawdziwego ogniska domowego przepełnionego iskrzącej się miłości. Był bardzo chorowity dlatego to spotkał się w dużą opiekuńczością ze strony całej rodziny(nawet brata!). Nauczył się wartości moralnych takich jak tolerancja, zrozumienie, przyjaźń między ludźmi, opieka silniejszego nad słabszym, prawdomówność, przeciwdziałanie agresji oraz zasad religijnych (w tym dekalog). Rodzice nauczyli go także podstawy etykiety, gdyż rodzina jego czasem obracała się w wyższych warstwach społecznych jako goście, poważani w mieście. Od dziecka odznaczał się delikatną, kobiecą urodą, odziedziczoną po swej matce, nadzwyczaj urodziwej kobiecie. Wszystkie kobiety z linii Chamfortów cechowały się niebiańskim pięknem. Za Marguerite, młodsza siostrą Melanii, która często odwiedzała doktorową, ciągnęły się sznury kawalerów, którzy byli ciągle to odrzucani, przez młodą boginię, zaś Caroline, najstarsza z rodzeństwa, która wyjechała do Londynu za swym mężem, kiedyś ponoć miała wyjść za barona, który uległ jej urodzie, jedynie z powodu swego buntu i prawdziwej miłości w Edwardzie Wilsonie odrzuciła te zaloty, a razem z nimi wielki majątek i podniesienie statusu całej rodziny.
Najmłodszy syn Jacques'a szybko zaczął odznaczać się bystrością i duszą artysty. Uczył się pisania i czytania już od młodych lat. Ojciec zapisał go na prywatne lekcje gry na fortepianie. Pierwszy raz gdy ujrzał ten piękny instrument Pierre był zafascynowany. Białe i czarne klawisze. Lśniące czarne drewno. Uniesiona klapa ujawniające wnętrze magicznego instrumentu. Jak na tak młody wiek nadzwyczaj dobrze się spisywał. I dlatego to rodzice byli z niego nadzwyczaj dumni... co jak zawsze powodowało jeszcze większość zazdrość starszego brata. On zawsze próbował być lepszy niż rodzeństwo. Zawsze chciał być zauważony i doceniony. Dlatego to szybko poszedł w zainteresowania ojca- medycyna. Młodszy z Louisów jednak coraz to bardziej zaskakiwał swoich opiekunów. Zaczął dość szybko czytać i pisać, a jego rysunki przewyższały bazgroły rówieśników, ale mimo to był lubiany przez kolegów. Z domu wyniósł nauczono go dzielenia się i kulturalnego zachowania.
W wieku dziewięciu lat ojciec Pierre'a zmarł na przewlekłą chorobę, której nabawił się w szpitalu. Stabilnośc rodziny się zachwiała, gdyż jedyna osoba, która pracowała, odeszła z tego świata na wieki, wieków, amen. Melanie była chora od długiego czasu, ponoć genetyczna choroba, która ujawniła się późnego czasu. Czuż może uczynić kobieta niepracująca z trójką dzieci i do tego chorowita? Postanowiła wyjechać do swojej siostry, która z radością przyjęła jej przybycie, chodź oczywiście również przeżyła śmierć Jacques'a. Ciotka Caroline była już kobietą w dojrzałym wieku, bo liczyła sobie na ten czas czterdzieści jeden jesieni, trudniła się krawiectwem, zaś mąż jej, Edward, był inspektorem w Scotland Yard. Przygarnęła ona swą siostrę razem z dziećmi. Było to duże poświęcenie, gdyż pensja z szycia i męża ledwie starczały by wyżywić szóstkę osób. Trzy lata po śmierci męża, jej stan się pogorszył i trafiła do szpitala. Zmarła na łóżku w izbie pełnej ledwie żywych ludzi, którzy po kolei oddawali ducha.
Wujostwo traktowało sieroty, po Malanie, jak własne dzieci, gdyż Caroline nie mogła mieć potomstwa, aczkolwiek nie mogli zastąpić, im prawdziwych rodziców, dlatego długo pozostali w żałobie. Nicolaus został zapisany do taniej publicznej szkoły. Chciał zostać lekarzem. Szczególnie interesowała go żywo rozwijająca się dziedzina medycyny- psychiatria. Madeleine była uczona przez ciotkę na gospodynię oraz krawcową. Pierre zaś miał wielkie szczęście. Przygarnął go mistrz. Artysta, poszukujący ucznia, któremu przekaże swe nauki. Victor Bottetourt był dość szanowanym w Londynie malarzem, spod którego pędzla wyszło wiele znakomitych obrazów, jednak cechował się oddawaniem prawdy piękniejszej niż jaka była zaiste, a jego dziełami były jedynie sceny rodzajowe, krajobrazy i portrety, w których nigdy nie zawierał fantastyki. Był także muzykiem, lekarzem, który badał anatomie zwierząt i ludzi, biologiem, wynalazcą i filozofem, piszącym również rozważania o życiu i świecie. Surowy to człowiek i nadzwyczaj pracowity. Z powodu swego starczego już wieku chciał by jego wiedza nie umarła razem z nim. Osiągnął swój cel. Młody Croy, chodź nie zgadzał się ze wszystkimi zasadami swego nauczyciela, stał się artystą dorównującym swemu mistrzowi przez kilkanaście lat studiów. Przed skończeniem dwudziestu lat nauczyciel Pierra zmarł śmiercią naturalną, przekazując w spadku mu małą pracownię artystyczną, której to chłopak nie jest w stanie długo utrzymać przy sobie, gdyż zarobek artysty, mało znanego, jakim był, jest dość niski.


Plotki:
Z każdych dziesięciu osób, które plotkują o tobie, dziewięć powie coś złego, a dziesiąta coś dobrego, ale w bardzo zły sposób.
Antoine de Rivarol (1753–1801)

- Witam Cię Marianno, jakże miło Cię widzieć - powiedziała kobieta o typowych rubensowskich kształtach, odziana w długą obszerną kwiecistą suknię o podwyższonym stanie. Twarz jej była pulchna, a włosy spięte w kok wyolbrzymiały krągłość jej buzi i szerokość czoła. Była gospodynią u wielmożnego Panna Alberta de Gray'a. Właśnie wracała od przyjaciółki panny Carmen, która przybyła jako młoda dziewczynka z Hiszpanii do Londynu. Zrobiła dla niej zakupy, gdyż właśnie jest chora, dlatego w drodze powrotnej jej kusz był zupełnie pusty - dokąd Cię nogi niosą późnym popołudniem po ulicach miasta?
- Witam Panią - powiedziała uprzejmie dwudziestotrzyletnia dziewczyna, unosząc delikatnie swą błękitną spódnicę i kłaniając się jak na damę przystało. Chodź na zewnątrz wyglądała na uradowaną widokiem znajomej osoby, naprawdę czuła się rozgoryczona, że trafiła na tą starą ropuchę wracając od swego kochanka. Wiedziała, że gdyby dowiedziała się prawdy, że spotyka się z Panem Robertsem Goldenem to od razu na wszystkich bazarkach słychach byłoby już niestworzone historię. Bo jak to?! Dziewczyna z niezbyt bogatej rodziny spotyka się z synem wytrawnego jubilera?! - Właśnie wracam z portu bo miałam kupić ryby. Tak się zdarzyło, iż w końcu nic nie kupiłam. Znów kłótnia będzie, ale no cóż.
- Z doków powiadasz? - przez chwilę się zamyśliła. Po chwili zwróciła się do dziewczyny związku z dalszą częścią kwestii, jakby dopiero teraz reszta słów do niej dotarła - Prawda, Pani Laprin jest strasznie nieznośna. Ponoć złość piękności szkodzi... a ta chyba z szatanem pakt zawarła bo z dnia na dzień na przekór prawom czasu staje się jeszcze bardziej urodziwa - w jej głosie była ironia, ale także pewna zazdrość. Powszechnie wiedziano, iż była to nadzwyczaj poważana osoba. Poważana szczególnie przez mężczyzn, mimo że liczyła sobie już 34 lata, że była wdówką i że miała czwórkę dzieci. Chodź niektórzy wchodzi z nią w konkury, dla majątku, który zyskała po św. pamięci mężu, to nie mogli równie bardzo powstrzymać się od zawieszenia na tej damie oka. - Potrzeba jej męża co ją krótko będzie trzymać i skończą się jej humorki.
- Ależ Pani Vi... - nie dokończyła. Jedne z drzwi się otworzyły, prowadziły one do pracowni artystycznej, a z nich wyszedł młody chłopak, o kobiecych rysach twarzy, nadzwyczaj urodziwy. Był to obiekt wielu plotek. Nie tylko z powodu swojej gładkości, ale również barwności osobowości i niezbyt radosnej historii. Gdy tylko pojawił się na dworze w swej białej pobrudzonej od różnych farb koszuli, czarnych spodniach z chaosem na jego bujnej czuprynie i spojrzał tymi swymi niepowtarzalnymi oczami, wypowiedź dziewczyny przerwała starsza kobieta.
- Och, czyżby to nie Pierre Louis de Croy? - Było oczywiste, że nie jest to pytanie, na które oczekiwała odpowiedzi. Znalazła sobie osobę, którą będzie mogła obgadać, aż uszy go zapieką. - Skąd on bierze pieniądze na utrzymanie tej klitki? A raczej skąd weźmie na przyszłość bo już przybyło dwoje ludzi ponoć do niego by odebrać zaległy czynsz, a on chyba nadal nie ma tych koron.
- Jest taki uroczy - rzekła zafascynowana młodzieńcem. - Z pewnością znajdzie odpowiednią osobę, która zapłaci mu tyle złota za obraz, że będziemy mu pozazdrościć. Nie jest byle jakim malarzem. Dzieła jakie on tworzy są równe wielkim mistrza, a obecne młode sławy pędzla, w których się niegdyś podkochiwałam zazdroszczą Pierrowi. Słyszałam jak Aldor... - szybko potwierdziła na pytające spojrzenie swojej rozmówczyni - tak, dokładnie ten Aldor, który namalował ten jakże przepiękny obraz rodzinny Pani Laprini z dziećmi, dwa lata po śmierci jej męża. - zrobiła pauzę na nabranie powietrza, a tym bardziej na zebranie myśli, które przez chwilę pouciekały jej w różne strony - A więc, ten Aldor ostatniego czasu strasznie oburzył się na ostatnim spotkaniu klubu dżentelmenów, gdy zaczęto dyskutować o tym chłopcu, który to stał się potencjalnym nowym członkiem ich stowarzyszenia, a właśnie na tym spotkaniu, ten wybitny malarz chciał by skupiono uwagę na nim, gdyż dostał ostatniego czasu miano czwartek młodego malarza Londynu. Była to jego ostatnia szansa bo ponoć na tego roczne święta kończy lat dwadzieścia sześc.
- Och, tak - przerwała jej westchnięciem - nie dość że pędzlem włada to jeszcze piórem i podobno na pianinie gra...
- A dokładnie na fortepianie - poprawiła ją trochę oburzona, bo duża to była umiejętność ze strony chłopaka grac na tak wysublimowanym instrumencie salonowym, dwudziestosiedmioletnia kobieta, która już minutę stoi obok i słucha o czym dwie przekupki gadają. Była ona sąsiadką z na przeciwka młodego Croya, a także dobrą znajomą Pani Victorii. Była pielęgniarką w jednym ze szpitali, gdzie praktyki pobiera brat obgadywanego artysty i stąd dużo informacji ciekawych przynosi
- Za jakie grzechy - szepnęła najstarsza ze wszystkich kobieta bijąc się w pierś, po czym odwróciła się w stronę nowej rozmówczyni i z uśmiechem rzekła - Miło Cię widzieć Chortensjo.
- Witam - przywitała się również Marianna
- Starczy tych uprzejmości - skomentowała położna i chciała już coś powiedzieć, ale właśnie znów przez ulicę przemknęła obgadywana persona, wzbudzając w Victorii na nowo chęć plotkowania
- Skąd takie chucherko, a tak utalentowane, przywiało. Ponic jest francuzem... cóż jest wspanialszego w Londynie od Paryskich uliczek?
- Przywiała ich bieda i nieszczęścia. Słyszałam, że śmierć dawno temu zabrała jego ojca, a że pieniędzy brakło musieli oprzeć się na rodzinie. Matka jego była już chorowitą kobietą więc nie mogła zacząć pracy. Udała się do siostry. Resztę życia spędzili właśnie u Carolinie Wilson. U tej zrzędliwej baby. Aż dziw, że wyrosło z niego tak miła osóbka. - zabrzmiało to jakby znała się z nim bliżej. Tak też było. Zdarzało się nie raz, nie dwa, iż pomógł jej z zakupami, albo proponował swoją pomoc u niej w domu, a pewnego razu gdy była chora, przyniósł nawet jej leki ze szpitala od brata. Świadczyło to o jego kulturze osobistej i pomocniczości.
- U tej krawcowej?! Głupia flądra, ostatniego razu szyła strój dla Pana Gray'a i spóźniła się, aż o cztery dni, ale oczywiście wszystkiemu winna byłam ja. Ja wysłuchiwałam jego uwag. - zaczęła narzekać gospodyni
- Och, mówicie tak bo zazdrościcie jej przystojnego męża. - stwierdziła oburzona dziewczyna, która przez pewnie już czas stała milcząc- Gdy byłam u niej ostatniego czasu z uprzejmością uszyła mi nową sukienkę, wręcz za darmo. - była to elegancka karmazynowa suknia, o dużym dekolcie, buffonistach rękawkach i lekko kloszowatej budowie. Za taką garderobę zapłaciła by dużo pieniędzy, a że niebyła ją stać, Caroline policzyła jej jedynie za materiał. Marianna chciała specjalnie ubrać się gustownie dla swego ukochanego. Wolała jednak o tym nie wspominać, bo gdy znajdujesz się między dwiema największymi plotkarami w mieście lepiej czasem trzymać język za zębami by później całe miasto nie trąbiło o twoich romansach... brakowało jeszcze tego by ojciec dziewczyny się o tym dowiedział.
- Wielkie mi to rzeczy... tanio sprzedać jakąś szmatę... świętą przez to nie została - skomentowała niezbyt zachwycona słowami najmłodszej Victoria. Pokazała przy tym jakim szacunkiem ją traktowała. - Nawet gdybyś miała na sobie suknię z brylantów mało który by zawiesił na tobie oko... tym bardziej ten Pierre... wydaje się bardzo podejrzany. Nigdy nie widziałam go w towarzystwie jakieś kobiety... znaczy nigdy młodej i urodziwej, która by prócz zamawiania obrazów i poezji czegoś od niego oczekiwała - jej ton głosu nabrał jakiejś barwy wiedźmy, która próbuje rzucić urok na człowieka, który to nadepnął jej na odcisk.
- Ach... to prawda. Chodź znajdzie się wiele panienek, pokazujących swe wdzięki by tylko spojrzał na nie... on jakoś je ignoruje, nie zauważa, chyba że tworzy jakieś nowe dzieło i nagle wpada do jego głowy bystrość. Za to wiele to razy widziałam jak, niczym zahipnotyzowany, wpatrywał się w tego przystojnego dwudziestodwuletniego Włocha prowadzącego pobliską kawiarnię, gdzie Croy pije herbatę dość często.
- Speluna z niedomytymi filiżankami, często wyszczerbionymi ... a do tego mają niezbyt dobrą kawę. - skomentowała najstarsza
- I właśnie w tym rzecz. - stwierdziła zadowolona z siebie pielęgniarka. Miały dużo racji. Pierre był homoseksualistą lecz oczywiście próbował się z tym kryć, jednak pracownik Pappa sevita, niedużej kawiarenki na rogu ulicy, nie był obiektem westchnień chłopaka. Przychodził tam raczej, gdy pragnął wypić swój ulubiony napój na świeżym powietrzu, a że wzbudził w Mario, tym kelnerze, dużo sympatii, zawsze dostaje wyśmienitą herbatę. Do tego unoszący się wspaniały zapach, z sąsiedniej kwiaciarni i jej kolory, a do tego, to iż jest najbliższym lokalem od jego domu spowodowało, że często ją odwiedza.
- Może i masz rację... - powiedziała zamyślona po czym dodała - taki miły i uroczy, a do tego utalentowany - ciągle to powtarzała jakby zazdrościła mu talentu, a prawda byłą taka, iż jej trzej synowie byli łobuzami i beztalenciami i pragnęła mieć syna takiego jak Pierre - a w takim grzechu żyje... czy nie przeszkadza to jego wychowance?
- Wziąwszy ślub przeszła na anglikanizm. Matka jego zaś była katoliczką i tak też wychowała swe dzieci. Nikt chyba nie przypuszcza, że ma ciągoty do tej samej płci. Sam zaś jest ponoć protestantem... protestantem, który tworzy swoją własną filozofię teologiczną. Mnie to obojętne co ludzie sobie wierzą... - gdyż Chortensja jest ateistką i przejęła poglądy po ojczymie - ... ale dla mnie jest to wielce obrzydliwe, dwóch mężczyzn razem... - słychać było wielkie odrzucenie jej do takowych praktyk.
- Ja nie widzę w tym nic złego - rzekła nadal zasmucona Marianna
- Boś ślepa idiotka - skomentowała jej wypowiedź gospodyni. W towarzystwie innych koleżanek często poniżała młodą dziewczynę, jakby nie miała prawa odzywać się w towarzystwie starszych od niej kobiet, gdyż każde słowo jakie powie będzie głupotą. Dlatego to znów zamilkła, a do jej małe oczęta zrobiły się szkliste.
- Na rodzinie tej ciąży chyba klątwa. Tyle uzdolnień i takie urodziwe te dzieci, a fatum nad nimi wisi. Ojciec zmarł, matka zmarła. Brat, chodź czasem z nim rozmawiam widzę w jego oczach objawy jakiegoś szaleństwa. Nikt na to nie reaguje bo jest nie groźny, ale mówi często sam do siebie, a kiedy idę niekiedy nocą korytarzem zdarza się iż krzyczy niczym obłąkany, jakby chciał odstraszyć od siebie duchy nieczyste - zaiście Nicolaus cierpi na schizofrenię, której prawdopodobnie nabawił się po śmierci swej rodzicielki- siostra zaś jedynie o rok starsza od Pierra zarabia pod czerwonymi latarniami. Czy nie jest to jakiś urok rzucony na rodzinę de Croy? Przecie najstarszy z nich jest nadzwyczaj przystojny i bardzo inteligentny co chyba odziedziczył po swym ojcu. Siostra ma urodę wszystkich z domu Champfortów, a jest nadzwyczaj elokwentna.
- Ba... wszystkie dziwki z Soho mają gadane w ustach... a po za tym ta charyzma gdy nachyla się nad mężczyzną by odsłonić swe piersi... oczywiste, że nie wielu mężczyzn nie zwiedzie się tymi syrenimi sztuczkami. A może i nieszczęścia spotykają tą rodzinę, ale zapewne nie większe niż nasze. - stwierdziła oburzona, gdy tak jej przyjaciółka się użalała nad losem obcej im rodziny.
- Nie bądźmy dla nich tak srogie!- krzyknęła rozwścieczona młoda dziewczyna - jak tak można?! Różaniec w ręku, a cieszy się z ludzkiego nieszczęścia i rzuca na nich obelgi?! Zazdrościsz tym ludziom, dla których życie było łaskawsze! Tym którzy znaleźli prawdziwą miłość... albo przynajmniej mają jeszcze szanse zmienić swe życie, tak jak Pierre. Niech kocha się w mężczyznach, chodź jak wiadomo samotny jest od zawsze, niewinny i cnotliwy! A tobie trafił się mąż co kozaki robi za grosze i pije więcej niż zarobi!
- Co?! - zaczęła czerwienic się od braku powietrza Victoria, która to ze zdziwienia i wściekłości dusiła się. Pielęgniarka w tym czasie jedynie delikatnie na moment uśmiechnęła się jednak nic nie powiedziała. Chyba ucieszyło ją, iż jej znajomej ktoś w końcu utarł nosa.
- Rozpowiadasz o ludziach plotki, oczerniasz ich w oczach innych by poprawić sobie samopoczucie, a ten chłopak co Ci zrobił? Jest miły i uprzejmy, pomaga ludziom jeśli może, chodź często choruje wiosną i zimą. A o mnie ileż to historyjek wymyśliłaś i o innych?! Mam już dosyć twojej osoby! - rzekłszy to odeszła.
- Cóż za smarkula, niewychowana flądra, ku... - krzyknęła za nią dotknięta najstarsza z kobiet lecz przerwała jej łagodnym głosem Chortensja
- Prawda w oczy kole - i powędrowała zostawiając samą rozjuszoną jak dzikie zwierzę znajomą gospodynię. Szybko doszła do dziewczyny, która dopiero dochodziła do siebie. Gdy dopiero zdała sobie sprawę co powiedziała za jej pleców usłyszała głos pielęgniarki
- Dobrze żeś jej powiedziała. Nikt jednak nie czuł się na tyle odważny by to uczynić. - zrównała z nią krok i spojrzała się z jakimś przyjaznym uśmiechem- chodźmy lepiej już do domu...


Ostatnio zmieniony przez Pierre Louis de Croy dnia Sro 30 Cze 2010, 09:10, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   Pon 28 Cze 2010, 22:21

Można już sprawdzać ^^
I przypuszczam że będziecie mieli mi do wytknięcia wiele błędów... ale cóż ^^
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   Wto 29 Cze 2010, 00:13

Na początku wspomnę o kilku powtórzeniach i dziwnych zwrotach tj. "chodź nigdy nie przykuwał szczególnej uwagi strojom". Nie tracą one jednak ogólnego sensu i nie tak trudno je zrozumieć, więc zwracam tylko na to uwagę. Owe niedociągnięcia jednakże nie mają wpływu na moją ocenę - nie wymagam od nikogo bezbłędności w pisaniu.

Charakter, wygląd oraz mechanika nie budzą moich zastrzeżeń. Te dwa pierwsze są ładnie rozpisane.
Co do historii zaś...

- "Madeleine była chora od długiego czasu, ponoć genetyczna choroba, która ujawniła się późnego czasu. Czuż może uczynić kobieta niepracująca z trójką dzieci i do tego chorowita?" Któż w takim razie był chory? Siostra Pierre'a - Madeleine czy też jego matka - Melanie?
- Jak Pierre spotkał swego mistrza?
- "Przed skończeniem dwudziestu lat Victor zmarł(...)" - tu również sens można wyłapać, lecz brzmi to nieco dziwnie.
- W historii nie ma nic o kotku, a ciekaw jestem skąd Pierre ma swego futrzaka.

Fragment z plotkami osobiście mi się podoba. Jest bardzo sympatycznym dodatkiem. Ach, te paskudne plotkary! ;]

Z akceptacją czekam na odpowiedzi na moje pytania i/lub zawarcie ich w karcie.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Pierre Louis de Croy

avatar

Profesja : Artysta
Wiek postaci : 20

PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   Sro 30 Cze 2010, 09:15

A więc odpowiedzi na wątpliwości...
1. Tak to mój błąd... jakoś już tak z rozmachu napisałem imię siostry... i bardzo przepraszam za to -.- za moją nieuwagę
A więc matka była chora ^^
2. Pierre jak spotkał mistrza?
Jakże mogłem o tym zapomnieć... ech... tak to jest jak setki pomysłów przychodzi do twej głowy, a później wszystko wypada Ci z niej jak z rozbitej skarbonki
"[...] Pierre zaś miał wielkie szczęście. Przygarnął go mistrz. Artysta, poszukujący ucznia, któremu przekaże swe nauki. Pierwsze ich spotkanie miało miejsce w Hyde Park, gdy młody chłopak siedząc na trawie opierając się o jedną z topól rysował łabędzia który wznosił się nad wodą, jeszcze dotykając jedną z kończyn zburzonej tafli jeziora. Rysunek nie był idealny, a raczej był to nietuzinkowy amatorski szkic, jednak zachowany z realizmem i pewnym artyzmem, którego nie można spotkać u przeciętnego młodzieńca. Z początku owy 'mistrz' stojąc nad nim zastanawiał się nad tym dziełem. Skąd przyszedł do głowy taki obraz dziecku i z taką dokładnością potrafił oddać to co przynosi mu wyobraźnia. Prawda jednak była taka, a wyjawił ją dopiero później swemu nauczycielowi Pierre, że widział tą scenę przed kilkoma godzinami na własne oczy nudząc się w parku przypatrując ludziom przechadzającym się koło zbiornika wodnego. Wtedy dosiadł się starszy mężczyzna do nieletniego francuza i dał mu kilka wskazówek, by mógł poprawić swoje 'dzieło'. Jako że Pierre był ufną osobą, szybko polubił owego człowieka, do tego stopnia, że zgodził się odwiedzić jego dom. Była nim pracownia artystyczna. Łączyła ich jeszcze jedna cecha. Miłość do herbaty. Przy filiżance ciepłego aromatyzowanego cynamonem napoju długo jeszcze rozmawiali. Do nocy. Z tego powodu mistrz sztuki zaproponował mu odprowadzenie go wieczorem do domu bo jak wiadomo, gdy ciemności witają na londyńskich ulicach wraz z nimi przychodzi niebezpieczeństwo i strach o bladej twarzy. Ciotka się wielce zamartwiała o swoją pociechę. Wszystko wyjaśnił jej owy mężczyzna i zaproponował nauczanie go. Czy można było odmówić darmowych nauk u wielkiego znanego mistrza? Victor Bottetourt był dość szanowanym w Londynie malarzem, spod którego pędzla wyszło wiele znakomitych obrazów, jednak cechował się oddawaniem prawdy piękniejszej niż jaka była zaiste, a jego dziełami były jedynie sceny rodzajowe, krajobrazy i portrety, w których nigdy nie zawierał fantastyki.[...]"
3. Poprawione ^^
"Przed skończeniem dwudziestu lat nauczyciel Pierra zmarł śmiercią naturalną, przekazując w spadku mu małą pracownię artystyczną, której to chłopak nie jest w stanie długo utrzymać przy sobie, gdyż zarobek artysty, mało znanego, jakim był, jest dość niski. "
4. Kot był zwierzęciem Victora, w którego świeżo zainwestował pieniądze przed spotkaniem chłopca. Samotny człowiek czasem potrzebuje towarzystwa. Po za tym rodzinę Pierra zapewne nie byłoby stać na takowego kota.Więc chyba nie mam jak tego rozpisywać.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   Sro 30 Cze 2010, 13:47

I tym sposobem moje wątpliwości zostają rozwiane, a ja z przyjemnością akceptuję kartę.
Teraz do szczęścia potrzebna nam jeszcze ocena Zoyi lub Grabarza.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   Czw 01 Lip 2010, 16:06

Przepraszam za zwłokę, egzaminy to potwory, które pożerają nadzwyczaj dużo czasu. Karta bardzo mi się spodobała i nie widzę w niej żadnych pomyłek, które uniemożliwiałyby jej zaakceptowanie. Pragnę tylko zauważyć, iż momentami nieco zabawnie konstruujesz zdania, przez co ich sens jest trudniejszy do odczytania. Bardzo miło jest widzieć kartę wzbogaconą o pasujące cytaty i ciekawe plotki.
Cóż, witaj w naszym Londynie, mr. De Croy!
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pierre Louis de Croy   

Powrót do góry Go down
 
Pierre Louis de Croy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Karty postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: