Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dominique Soynika

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Blind




PisanieTemat: Dominique Soynika   Nie 06 Cze 2010, 11:14

Imię i nazwisko: Dominique Soynika

Rasa: Wilkołak
Profesja: Łowca nagród

Wiek: 23 lata

Lateralizacja: praworęczny

Statystyki:


Fizyczne
Siła: **
Zręczność: ******
Szybkość: **
Wytrzymałość: **
Społeczne
Charyzma: *
Wygląd: **
Umysłowe
Inteligencja: **
Siła woli: **
Spostrzegawczość: **



Umiejętności:
Tropienie, Umiejętność walki wręcz, Łowiectwo, czujność, sztuka przetrwania, wspinanie się, Specjalizacja w walce bronią: dzida, Wiedza tajemna

Wady: Napiętnowany - długie dłonie z krótkimi palcami.

Zalety: Mistrzostwo w dowolnej umiejętności: Walka wręcz, Wyjątkowo:Zręczny

Ekwipunek: Stare ubranie klasy niskiej, skórzany tobołek, dzida około 2 m, dwa toporki.

Wygląd:
około 183 cm-owy mężczyzna rasy czarnej, dobrze umięśniony, można rzec potężny, o nie brzydkiej urodzie. Nosi na sobie typowe dla tamtych czasów, można rzec biedne ubranie, lekko poszarpane. Można spostrzec, iż ma dłonie długie z krótkimi palcami niczym u wilka, tudzież psa.

Charakter: Lojalny w sytuacjach w których wykonuje zlecenie dla jakiejś osoby, raczej cichy, woli powiedzieć trzy sensowne słowa, niż multum niepotrzebnych. Oddany duchowi walki, tym samym nie odmawia żadnego pojedynku, walka dla niego jest życiem, czyli honor i duma przede wszystkim, bez względny dla osób mu wrogich.

Historia:

Wiek XIX Afryka
W plemiennej wiosce urodził się syn jednego z wojowników, niejaki Dominique Soynika. Przy problemach z niewolnictwem czarnych ludzi, Dominique stracił ojca w wieku, około 5 lat, został po prostu pojmany, jak większość silnych mężczyzn i wywieziony do krajów, które bestialsko utrzymywały tą „tradycje” nie zważając na obecne prawo. Chłopak musiał sam uczyć się przetrwania w wiosce, oraz tamtejszych warunkach, lecz pomógł mu w tym syn wodza wioski, mówiono, że podczas pojmań, uciekł jak tchórz zostawiając wioskę, ale głoszono także, że był w tym czasie na polowaniu. Mały czarnoskóry członek wioski, uczył się z dnia na dzień, trudnej sztuki Survivalu, oraz walki, nie był za pojętnym uczniem, za samych początków skaleczył się kilkanaście razy lekko zaostrzonym kijem, gdyż jego ciekawość kazała mu zawsze dotykać ostrego końca. Lecz po kilku latach nauk był gotów, by stać się wojownikiem plemiennym i wyruszyć na pierwsze polowanie, lecz nie na zwykłe. Na polowanie świadczące, iż chłopak stał się mężczyzną, miał wtedy około 17-18 lat. Polowanie to odbywało się na Lwach, poszukiwali ich wraz z 10 najlepszymi wojownikami wioski. Gdy wyszukali już swoją ofiarę, okrążyli ją, oraz atakowali tylko wtedy, jak zdobycz będzie chciała uciekać.

Ta walka była jedynie Dominique, walczył on do ostatku sił, o mało nie stracił ręki, został przewrócony na plecy, jednak dzierżył dalej charakterystyczny kij z zaostrzonym kamieniem na końcu, zwanym dzidą, oraz tarczą z twardej skóry jakiegoś zwierzęcia. Lew skoczył na niego, a ten z zamkniętymi oczami na ślepo, trafił go prosto w serce, przebijając go na wylot swoją bronią. Otwierając powoli oczy, oraz dysząc niemiłosiernie z odczutego stresu rozmyślał ciągle, czy żyje, czy już trafił na wielkie pola wiecznych łowów. Po powrocie z bardzo dobrej, można rzec jakości zdobyczą odbyło się wielka uczta, przy tym coś w rodzaju przyjęcia na cześć nowego mężczyzny, na cześć nowego wojownika wioski. Lecz sam Dominique nie widział po około dwóch latach od wstąpienia w „armię plemienną”, sensu przebywać ciągle w wiosce, gdyż ciągłe nielegalne pojmania go wyczerpywały. Będąc w wieku 20 lat, zmarła mu matka, tym samym utwierdził się w fakcie, iż musi zobaczyć wielki świat nauki i technologii. Wyruszył wraz z grupką zaufanych żołnierzy plemienia do Przylądka Spokojnej Nadziei, by tam wyemigrować do Wielkiej Brytanii. Nie posiadali oni pieniędzy, więc w zamian za przewóz zaoferowali, pięć przepięknych skór lwów, bardzo drogich jak na tamte czasy, a i było to normą pośród tego plemienia posiadanie około dziesięciu na składzie. Cena ich przekraczała koszt przepłynięcia w pierwszej klasie około dwukrotnie. Gdy statek odbijał od portu, młody Afrykanin myślał ciągle o plemieniu, oraz wszystkim co zostawił za sobą, czyli tradycji stawania się mężczyzną, wiedział, że już nigdy nie zapoluje na tak świetną i zażartą zwierzynę jaką był lew. Na promie w zamian za tak okazyjną zapłatę, dostał także stare ubrania jednego z gapowiczów, którego prosto mówiąc wywalili ze statku w Afryce.

Po dobiciu do angielskiego portu, mężczyzna wysiadł, mając na plecach torbę zszytą ze skór dzikich zwierząt, miał w niej dla narodu angielskiego narzędzia, które mogły być użyte w morderstwie jakiegoś człowieka. Lecz każdy bał się zajrzeć do środka torby, bo kto o zdrowych zmysłach podszedł by do wysokiego, umięśnionego, w porwanych jakby przez zwierzęta ciuchach, czarnoskórego faceta niosącego na plecach dziwny pakunek? Żył w miejscowym Pub’ie płacąc sprzątaniem za łóżko, te życie nie odpowiadało mu za bardzo, a nauka nie szła z nim w parze, gdyż nawet nie wiedział gdzie znajduje się jakakolwiek szkoła podstawowa, bo on nie umiał nawet pisać. Po zwiedzaniu miasta, zauważył jakby list gończy na jednym ze słupów, a głosił on „Tajemnicza bestia w skórze Wilka, wzrostu człowieka grasuje w miejscowym lesie, za schwytanie jej żywej lub martwej nagroda w wysokości 250 funtów” nawet nie zwrócił uwagi na nagrodę, lecz ruszył do pobliskiego lasu nocą, by schwytać ową bestie. Przypomniały się mu wtedy czasy walki z lwami, oraz przynoszenia dumy ze schwytania do wioski. Po krótkich poszukiwaniach, które były ułatwione, gdyż świecił wtedy piękny, pełny księżyc. Zauważył w oddali jakiś wielki cień, który pożerał jakieś dzikie zwierze. Rozejrzał się na boki, w poszukiwaniu innych niebezpieczeństw, oraz w tym samym czasie wyjął ze swojego skórzanego tobołka małej wielkości siekierkę, która zamiast ostrza posiadała zaostrzony kamień, który ciął jak nie jedna świetna siekiera. Położył na bok swój wojowniczy dobytek, oraz jednym z dwóch toporków rzucił celnie w bestie. Trafił, lecz ku jego zdziwieniu ona bez wahania ruszyła na niego, jak gdyby nigdy nic. Dominique lekko się przestraszywszy rzucił i drugi toporek z takim samym skutkiem i reakcją owej bestii. Była ona już około metr przed mężczyzną, on odskakując na bok, tym samym unikając szarży zobaczył wielką paszczę wilkopodobnej bestii. Chwytając od razu za dzidę podczas upadania na ziemi, próbował wziąć na dystans „psowatego” , wykorzystał przy tym sporej długości kij od dzierżącej w dwóch rękach broni. Gdy wyprowadził ponownie na ślepo cios, dzięki któremu zawdzięcza drugie imię „ślepy” trafił wprost w kark bestii, która jedynie machnęła łapą po swym wielkim cielsku, oraz urwała wystający kawałek kija. Wojownik wystraszony ruszył do ucieczki, pamiętał także, że by uciec przed lwem, trzeba wspiąć się wysoko, tym samym rozglądał się także w poszukiwaniu jakiegoś dobrego drzewa, po którym z łatwością było można się wspiąć. Nie zważając na boki, ruszał przed siebie, aż w końcu dostrzegł takie drzewo wspiął się po nim zręcznie, oraz czekał na reakcje bestii, która bez problemowo wspinała się po drzewie. Dominique, ciągle zadziwiony wielkimi umiejętnościami zwierzęcia, spróbował przeskoczyć na inne drzewo, ze skutkiem takim, iż łapiąc się gałęzi spadł z nią na ziemie, boleśnie tłukąc się po plecach. Bestia skoczyła na niego, a ten dzierżył w rękach dużą, grubą gałąź z zaostrzonym końcem. Cudem trafił go w twarz rozbijając przy tym jego psowatą czaszkę. Ruszył bez wahania dalej, by uciec jak najdalej od tego potwora, przebiegł około kilka kilometrów, oraz usiadł na ziemi, by odpocząć. Rozglądając się, tym samym sprawdzając czy nie ma zagrożenia w pobliżu, dostrzegł otaczające go świetliki. Które wcale nie przypominały świetlik, a jedynie małe punkty odbijające światło księżyca będącego w pełni. Nie wiedząc co to jest, ruszył powoli do krzaków, gdy je odgarnął bardzo ostrożnie wyskoczył na niego podobnej wielkości potwór, jak ten którego zabił przed około godziną. Ugryzł go w bark, lecz nie był tak silny jak poprzedni, a Dominique zrzucił go z siebie napierając nogami na jego klatkę piersiową. Zerwał się z ziemi trzymając za krwawiący bark i ruszył dalej.

Po około godzinie ucieczki wycieńczony, oraz po utracie sporej ilości krwi padł na ziemie mdlejąc na miejscu. Do jego głowy trafił dziwny sen, wrócił on do wioski, lecz to nie były świetliste czasy. Jego rodzinne domy paliły się jak stos drewna w ognisku. Z każdej strony nacierali łowcy niewolników, a tylko on był wojownikiem w wiosce w Swym śnie. Ruszył na nich, lecz bezskutecznie został pojmany i nagradzany za swą odwagę kilkakrotnym ugodzeniem w ciało ostrym bagnetem. Odczuwał on coraz bardziej wściekłość, lecz nie na wrogów, a na siebie, że nie może nic zrobić. Nagle niebo zaczerniało, słońce zaszło, a wyszedł księżyc w pełni. Stało się identycznie jak podczas walki z tajemniczą bestią, Dominique spojrzał na siebie, oraz odczuwał wewnętrzny głód walki i krwi. Zaczął on się przeobrażać, raczej bezboleśnie w bestie, nie wiedząc co się dzieje, padł wtedy na ziemie i miotał, jakby był palony. A wrogowie patrzyli na niego, wymierzając bronią w jego głowę. Po wszystkim był on bestią na, którą polował. Bez wahania rozszarpywał kolejnego łowcę po drugim, aż wyczyścił całą wioskę. Na końcu stanął, patrząc na wszystkich w Okół, oraz oddał charakterystyczne dla wilków wycie do księżyca, oraz ocknął się na ziemi przy mieście. Wstał, oraz przejechał po swym barku w oczekiwaniu na pokrytą piachem ranę, lecz nie odczuł nic jedynie swą skórę, jakby nie było tej rany nigdy. Coraz bardziej wierzył, iż ten sen nie był snem, a połączeniem się jego ducha zwierzęcego z duchem wojownika, o tej przemianie wspominał mu kiedyś wódz wioski, domyślił się po tym, iż jego dłonie się wydłużyły, a palce skróciły, co wyglądało jednak nie ludzko. Dominique ruszył wtedy do miasta, w poszukiwaniu kolejnych polowań na bestie wymagające poświęcenia swej krwi, a nawet życia. Lecz tym razem miał inną broń w zanadrzu…

Wiem, ze pisze chaotycznie, dlatego proszę o jakiekolwiek wskazówki, bądź naprowadzenie co poprawić, gdyż chciałbym zagrać u was.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Dominique Soynika   Wto 08 Cze 2010, 19:59

Mechanika: masz jeszcze jedną gwiazdkę do rozdzielenia, ponieważ ta jedna w zręczności pochodzi od zalety, więc nie jest liczona jako należąca do początkowej puli.
Został Ci także jeden punkt wolny.

Skąd w umiejętnościach wzięła się owa wiedza tajemna? Fakt bycia wilkołakiem jeszcze jej nie daje.

Nie widzę w umiejętnościach to żadnej lingwistyki. Jak Dominique radzi sobie w Anglii? Nie sądzę by było w Londynie aż tylu ludzi znających zulu.

Trzy zdania na wygląd oraz podobna ilość na charakter to za mało by nas zadowolić. Proszę więc o lepsze rozpisanie tych rubryk (jeśli nie wiesz cóż jeszcze możesz w nich zawrzeć odsyłam do przejrzenia zaakceptowanych kart).

Historia:
"uczył się z dnia na dzień, trudnej sztuki Survivalu", "Polowanie to odbywało się na Lwach". "utwierdził się w fakcie", "patrząc na wszystkich w Okół" i kilka innych tego typu zdań wymaga poprawy, gdyż zatraciły gdzieś swój sens lub po prostu są błędnie zapisane. Mam też wrażenie, iż źle używasz słówka "oraz" (pomijam już fakt, że przecinki przed nim są zbędne).
Ale to co najważniejsze to nie sam owy chaotyczny styl, literówki czy interpunkcja, lecz błędy logiczne. A także jeden podstawowy, który już na starcie wymienię, gdyż dotyczy on sporego kawałka historii. Twój opis nabycia wilkołactwa zupełnie nie zgadza się z naszą wizją wilkołaków. Czy przeczytałeś opis tej rasy? Jeśli tak to najwyraźniej niezbyt dokładnie. Odsyłam więc do ponownej lektury.

Jak zmarła matka Dominique? Co było przyczyną jej śmierci?

Kwestia lwich skór i podróży: Nie sądzę by rdzenni mieszkańcy Afryki orientowali się ile w przeliczeniu na pieniądze brytyjskie kosztują lwie futra. Już pomijając to... czy potrafili w ogóle zorientować się w wartości banknotów lub monet? Nie sądzę. A przynajmniej nie wspomniałeś o niczym takim, więc zakładam, iż ich wiedza nie różniła się w tym względzie od innych mieszkańców plemion afrykańskich. Stąd też moje kolejne pytanie: jak to się stało, iż najzwyczajniej w świecie ich nie oszukano?

"Po dobiciu do angielskiego portu, mężczyzna wysiadł, mając na plecach torbę zszytą ze skór dzikich zwierząt, miał w niej dla narodu angielskiego narzędzia, które mogły być użyte w morderstwie jakiegoś człowieka." Jakie narzędzia?

Wspominasz, iż Twoja postać nie umie pisać (a więc i zapewne też czytać, bo i skąd?), po czym następuje takie zdanie: "Po zwiedzaniu miasta, zauważył jakby list gończy na jednym ze słupów, a głosił on „Tajemnicza bestia w skórze Wilka, wzrostu człowieka grasuje w miejscowym lesie, za schwytanie jej żywej lub martwej nagroda w wysokości 250 funtów” nawet nie zwrócił uwagi na nagrodę, lecz ruszył do pobliskiego lasu nocą, by schwytać ową bestie."
Samo to ogłoszenie też wydaje się dość... dziwne i nieprawdopodobne.

Reszta karty jak już wspomniałem jest cała do poprawy ze względu na niezgodny z tutejszymi realiami opis wilkołaczej rasy.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
 
Dominique Soynika
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Karty postaci-
Skocz do: