Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Eden

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Sro 19 Maj 2010, 15:52

Życie potrafi być okrutne pomyślał demon, a w głowie zakołatała mu myśl, że może gdyby nie przeleciał tej małej, wszystko potoczyłoby się inaczej. Pal to licho pomyślał, bo chociaż co jakiś czas, jak chyba każdemu, do głowy pukały mu tego typu refleksje, był 'człowiekiem' czynu. Za takiego się uważał, a gardził wszelkiego rodzaju ciepłymi kluchami, które dzieliły włos na czworo i zamiast myśleć o przyszłości, zagłębiały się w przeszłość.
Energicznym ruchem postawił kołnierz swego fraka, aby osłonić szyję przed zdradzieckimi podmuchami wiatru, a także irytującym deszczem, którego małe igiełki wpadały między ubranie a skórę i wywoływały dreszcze. Pogoda była pod psem i to jeszcze jakimś zapchlonym, ale mimo iż dokuczała demonowi jak innym, można było wyczuć spotęgowaną przez wiele dusz niechęć do warunków atmosferycznych. Wszechobecna niechęć, niewielkie zasmucenie i przygnębienie zawsze działały tak samo - wywoływały niewielki, acz zauważalny, uśmiech na twarzy demona.
Przemokłem już wystarczająco ponaglił siebie samego i ruszył przed siebie. Miał kilka spraw do przemyślenia, a nie zamierzał marznąć i moknąć na dworze. No i chciał spróbować raz jeszcze. Wędrował razem z tłumem, jednak nieco wolniej od innych podróżnych, gdyż uważnie obserwował witryny, banery, okna i wszystko to, co mogło mu dać jako takie rozeznanie na temat warunków panujących wewnątrz. Po kilkudziesięciu metrach znalazł dość schludne, jeśli tak można było określić dom uciech, miejsce i dziarskim, emanującym pewnością siebie krokiem przeszedł przez próg.

Od razu uderzyło w twarz przyjemne ciepło, które koiło skórę po tym nie za długim spacerze w deszczu i zimnym wietrze. Rozejrzał się po wnętrzu, które było całkiem przytulne, a do tego niezbyt zatłoczone, chociaż łatwo było się zorientować, że jest tutaj kilku stałych bywalców. Nie przyglądał się jednak przybytkowi, gdyż nie to było najważniejsze. Usiadł przy jednym z wolnych stolików, zdjął kapelusz i założył nogę na nogę. Wpatrując się w jakiś zaciek pod sufitem pogrążył się w rozmyślaniu.
Hmm... Spójrzmy. Co się dla mnie liczy? Jaki mam cel? Celu nie mam konkretnego, wszystko zależy od tego, jakaż to rybka wpadnie w me sidła. No i po co się ograniczać... nie, zdecydowanie ograniczenia odpadają. To czego potrzebuję? Potrzebuje jakiejś wpływowej osoby, na ważnym stanowisku, której zależałoby na wizerunku. Co więcej, ta osoba musi mieć co nieco na sumieniu, aby mieć na nią wpływ. Tak... to jest podstawa to jest centralny punkt, do której zmierzają wszystkie drogi, a także wszystkie drogi z niego wychodzą. Nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu, dopóki niedźwiedzia nie złapię. Tylko jak? Można spróbować poszukać jakiegoś polityka, który ma na pieńku z innym, ale wtedy trzeba będzie się z nim dzielić zyskami. A tego trzeba uniknąć. Pozostaje jeszcze druga opcja, czyli próba dojścia do niego od tyłu, ale może być problem. No chyba, że źle rozegrałem to ostatnio. Teraz spróbujemy inaczej. Ale ostatni raz. Jak się nie uda to wtedy zacznę grać w otwarte karty.
Tak, w telegraficznym skrócie i nieco uporzadkowane, wyglądały rozważania Vincenta. W rzeczywistości skojarzenia, myśli, koncepcje zlewały się ze sobą, przeskakują z jednej strony na drugą, wzajemnie się splatając, krzyżując, wreszcie eliminując. Demon potrząsnął głową, aby jednoznacznie zakończyć swoje rozważania. Potarł jeszcze dłońmi twarz, po czym zaczął wodzić wzorkiem po sali w poszukiwaniu osoby, która przyjęłaby od niego 'zamówienie'.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Pią 21 Maj 2010, 19:59

Wraz z zapadnięciem zmroku na Old Compton, w tym z lepszych zamtuzów, którymi mogła pochwalić się "czerwona dzielnica" Londynu, dla zamożniejszych dżentelmenów, którym złoto a nie miedź groteskowo brzęczało w kieszeniach jedwabnych i aksamitnych frakach rozpoczęła się pora zażywania porządnych uciech. Zważając w szczególności na fakt przybycia także i Anastasyi do owego gniazda wszelkiej rozpusty.
Cóż, ona nie pracowała na ulicy, nigdy w swej prawie dziesięcioletniej karierze córy Koryntu, to i teraźniejsze lata, choć pośmiertne, spędzała pracowicie w przybytkach jak ten, w którym się na chwilę tamtejszą znajdowała, bądź chadzając sobie podług woli po calutkim Londynie czy nawet dalej. Co jakiś czas "stołowała się" poza stolicą, z czystej przezorności, co to się czasem w niej budziła.
Siedząc sobie w bogato, co najmniej na modę wersalską, karmazynem obitym fotelu w kącie przy kominku "głównej izby" zamtuza, kobieta w trzech palcach prawej dłoni zakleszczywszy czarny wachlarzyk, lewą z gracją i umiarem częstowała się dojrzałymi czerwonymi winogronami zerwanymi z kiści, ułożonymi na blaszanym (choć pozłacanym) półmisku. Wzrokiem wodząc po niemal tuzinie innych panienek rozłożonych dyspozycyjnie po zdezelowanych szezlongach pod ścianami, Ana uśmiechała się drwiąco, kontrastem między jej klasą, stanowczością i obyciem a ich rozchełstanym i zidiociałym urokiem tłumacząc sobie różnicę między dziwką a damą do towarzystwa.
Kiedy w ciężki, słodki, ciepły i ledwie wyczuwalny zapach unoszący się w powietrzu przybytku wmieszał się "nieproszony" ostry, niemal duszący zapach o niewątpliwie męskiej proweniencji, Anastasyia natychmiast dotąd nieruchome spojrzenie zimno fiołkowych oczu skierowała ku skrzypiącym odrzwiom. Dostrzegłszy niezaprzeczalnie urodziwego dżentelmena o przyodziewku potwierdzającym dobitnie jego niezłą co najmniej sytuację finansową, albo przynajmniej jej pozory, wąpierzyca wstała, na co kilka dziewcząt opadło z powrotem na szezlongi.
Demon był dla niej. Zbliżyła się do mężczyzny górującego nad nią wzrostem jakichś sześciu stóp, co przy jej metrze sześćdziesiąt pięć było dość wyraźną różnicą i bez wahania ani skromności długi smukły palec śmiertelnej bladości prawej dłoni oparła w zagłębieniu pod szyją mężczyzny. Jeszcze raz wdychając zapach jego rozgrzanej skóry, wyczuła ten sam ostry, przytłaczający gorzki zapach, tym razem w mieszance z dość kosztownym pachnidłem pachnącym jak na jej gust nieco za ciężko.
- Jeśliś szukał raju na ziemi, pomyliłeś się kochany... - Mruknęła, słodkim od winogron oddechem ziębiąc jego ucho, gdy wodziła lekko złożoną dłonią po męskich barkach - ... rzucając się w moje ognie piekielne. - Unosząc kącik ust w nieznacznym uśmiechu, strąciła jego wysoki kapelusz na gruby dywan na podłodze. Skrzyżowała odsłonięte ramiona na piersiach okrytych ciemnobłękitną satyną, rzucając wyzywająco łobuzerski uśmiech szarym oczom mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Pią 21 Maj 2010, 21:03

Vinny uniósł brew, lustrując uważnie spojrzeniem kobietę, która tak bezpośrednio wyraziła swoje zdanie. Nie miał pojęcia co skrywa jej dusza, ale prawdę mówiąc w ogóle go to nie interesowało. Jej wygląd zewnętrzny był wręcz oszałamiający. Fiołkowe oczy, piękne rysy twarzy, pełne usta, burza ciemnych niczym najczarniejsza z czerni włosów, wreszcie nienaganna figura i drugie 'oczy'. Cieszył się z tego, że jest od niej o wiele wyższy, gdyż patrząc jej w twarz kątem oka dostrzegał świetnie wyeksponowane piersi. Chociaż jakiś czas temu obcował z ciałem pięknej kobiety, ta tutaj była zupełnie inna. Tamta, Harriet bodajże, zdawała się nie dostrzegać tego jakimi walorami obdarzyła ją natura. Ta tutaj doskonale zdawała sobie sprawę z tego kim jest i jakie atuty posiada. A to sprawiało, że zdawała się być jeszcze piękniejsza niż w rzeczywistości. Gdyby tylko nie ta blada cera...
Demon doskonale zdawał sobie sprawę z tego kim jest tajemnicza, jeszcze, nieznajoma. Spadła mi z nieba pomyślał, ale bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo śmieszne i paradoksalne jest to stwierdzenie. Z trudem powstrzymał wybuch śmiechu, ale i tak można było na jego wargach odnaleźć uśmiech znamionujący wielkie rozbawienie, a także i radość.
Postanowił odbić piłeczkę i nachylił się nad kobietą tak, że mógł z powodzeniem szeptać prosto do jej ucha. Jednocześnie jedna z dłoni delikatnie i miękko przesunęła po ciele dziewczyny spod jej pachy, po linii talii w dół, aż wreszcie zatrzymała się z nieco tyłu, tuż nad pośladkami.
- Skąd pewność - szepnął do niej czule, niczym Romeo do swej Julii w dramacie Shakespeare'a - że szukam raju?
Bawił się przy tym świetnie, łącząc przyjemne z pożytecznym. Ręka, znajdująca się na lędźwiach dziewczyny przycisnęła nieznacznie jej ciało do ciała demona, co zaowocowało także kontaktem między policzkami. Vinny wzdrygnął się na nienaturalne zimno, które przeszyło jego twarz niczym ostrze wojownika, które przechodzi przez ciało ofiary. Uśmiech zniknął z twarzy, pojawił się nieprzyjemny grymas. Na szczęście dziewczyna nie miała jak tego zobaczyć.
Odsunął się od niej, objął ją w pasie prawą ręką, lewą odsuwając jedno z krzeseł niczym najznamienitszy z dżentelmenów. Znów uśmiech zagościł na twarzy demona. Dokładnie w ułamek sekundy po tym, jak przypomniał sobie swoje 'dżentelmeństwo' w stosunku do tej dziewki z tamtego burdelu.
- Pani pozwoli - powiedział uprzejmie, starając się zachować pozory, których tak naprawdę oboje nie potrzebowali. Kiedy kobieta usiadła, zajął miejsce naprzeciw niej i wpatrywał się chwilę w jej niesamowite oczy, od czasu do czasu zerkając na 'drugą parę'. Uśmiech poszerzył się delikatnie, a demon w końcu rzekł: - Nazywam się Vincent, ale proszę mi mówić Vinny. A jak na imię tak olśniewającej niewieście? - mówiąc to puścił do niej oczko.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Sob 22 Maj 2010, 00:46

Widząc kolejne spojrzenie, tym razem także niemal maślanych oczu mężczyzny wodzące po jej postaci, Anastasyia pozwoliła mężczyźnie nakarmić się jej urodą. Nie przyszedł po jej ciało, mogła stwierdzić to po jego spojrzeniu i dotyku: nie był gorączkowy i mocny, a czuły i celowo, z wyrachowania, zmysłowy jak jej. Nadal uśmiechając się bez cienia zachęty, wpatrywała się z uporem w chłodne jak jej tęczówki w jasnym odcieniu szarości. Nie współgrał on dobrze z ciepłym brązem długich włosów Vincenta, co nie zmieniało faktu, że mężczyzna był diablo przystojny ze swoją smukłą a mocną sylwetką i miękko zarysowaną twarzą niepozbawioną męskiego charakteru.
Łechtał szczodrze próżność wąpierzycy, niemal pożerając ją wzrokiem - co, mimo wyczuwalnego braku swoistej żądzy samego zbliżenia, czynił wciąż i bezwstydnie. Ona oczywiście nie broniła mu podziwiania wystawionych przecież na pokaz atrybutów podkreślonych jeszcze uściskiem gorsetu oraz wąskiej szarfy wokół pasa.
Na dotyk Vinny'ego zareagowała wyuczonym spokojem, nieznacznie drgając dla zachowania pozorów - raczej on powinien zdziwić się różnicą temperatur ich ciał, co zapewne miało miejsce tuż po zetknięciu ze sobą ich twarzy. Nie zamierzała oczywiście (gdyby jednak, co wątpliwe, się co do niego pomyliła) pozwolić mu na zbyt łatwe zbyt wiele. Do obłapiania miał tu szeroki wachlarz znacznie cieplejszych, głupszych i bardziej chętnych trzpiotek. Których jednak nie chciał, skoro ciągnął jej gierkę.
Słysząc słaby ton czule wyrzeczonego pytania, uniosła nieznacznie brew. Nienawidziła takich głupot, choć postanowiła odpuścić zimny śmiech będący tym najniższym stopniem, na którym mogła okazać pogardę i poczuć wielki niedosyt - co oznacza: pozostać w miarę uprzejmą i po prostu brnąć w to dalej. Zadarła nieco głowę, by niemal dotknąć górną wargą jego podbródka i nadal móc swobodnie szeptać. Lewą dłoń swobodnie i lekko oparła na odsłoniętej uprzednio szyi mężczyzny, prawą składając w okolicy jego obojczyka.
- Każdy szuka tutaj raju, złotko... A potem znajduje piekło daleko wspanialszym...
Uśmiechając się, tym razem weselej, ponownie, sama odsunęła się od Vincenta, częstując go absurdalnie słodkim uśmiechem i mrugnięciem oczka. Pozwalając się objąć, zignorowała proponowane jej krzesło, sadowiąc się po chwili na kolanach klienta. Bądź co bądź, musiała odwalać robotę, jak każda kurtyzana.
- Vincent bardziej mi się podoba. - Stwierdziła, także czerpiąc z dzisiejszego spotkania niebanalną przyjemność, zaprawioną niedowierzaniem: zwykle klienci nie byli skorzy do rozmowy. Co zwykle źle się dla nich kończyło. - Miłość niejedno ma imię, mój drogi. Sam zdecyduj, a jeżeli twoje dla mnie miano mi się spodoba, może poznasz to prawdziwe... - Mogła się z nim pobawić, w końcu wyrażał takie życzenie. Obejmując luźno jego szyję, założyła nogę na nogę.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Sob 22 Maj 2010, 20:54

Vinny zaśmiał się szczerze na tekst o miłości. Ta mała ma tupet pomyślał, a ręce automatycznie zajęły naturalne w tej sytuacji dla nich miejsca: lewa ręka powędrowała na kolano dziewczyn,y a prawa znalazła się na plecach.
Demon wpatrywał się w inspirującą, aczkolwiek bladą, twarz dziewczyny myśląc o tym, jakże mu się - najprawdopodobniej oczywiście - poszczęściło. Co prawda nic nie było jeszcze pewne, ale z drugiej strony nie spodziewał się, że w całym Londynie znajdzie kogoś bardziej odpowiedniego od niej. Pewność siebie, tupet, bezpośredniość - nawet ślepy i obojętny na ludzkie reakcje człowiek wpadłby na to kim jest ta dziewczyna i czym dokładnie się specjalizuje.
Myśląc, prawą dłonią nieświadomie bawił się krawędzią materiału na dolnym odcinku pleców dziewczyny, delikatnie go muskając. Palec jednak ześlizgnął się z materiału i trafił na ciało, które znów promieniowało swoim chłodem. Demon znów się wzdrygnął, ale odstawił na bok przyczynę tego zimna. Zabawa zabawą, ale na dłuższą nie było przyjemności w takich podchodach, zwłaszcza jeśli wystarczyło jedno jego słowo, aby przejść do finału. A co najważniejsze - w cale nie zależało mu na finale.
Prawą ręką odgarnął kosmyk włosów dziewczyny i założył go za jej uchem zupełnie tak, jakby uważniej chciał podziwiać twarz dziewczyny. Jakby była jego pierwszą miłością, a nie prostytutką. Oczywiście nie było w tym ani krzty czułości, ot po prostu kaprys, a może także naturalna skłonność do tego typu flirtowania.
- Może zakończymy te podchody co? - uśmiechnął się, ale uczynił to tylko ustami. Oczy pozostały obojętne, zimne. Ciężko było powiedzieć, czy skończył się żarty, ale mężczyzna na pewno zaczął mówić poważnie. Świadczył o tym także ton głosu, który z lekkiego i beztroskiego, stał się neutralny, a nawet można było w nim wyczuć nutkę władoczości - Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy sami. Mam dla Ciebie propozycję, która może być przełomową dla nas obu. Co Ty na to?
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Sob 22 Maj 2010, 22:25

Chłodnym fioletem tęczówek obserwując przystojną twarz nowego 'klienta', delikatnym dotknięciem Ana w przeciągu ułamka sekundy wyczuła pod opuszką palca spokojne tętno demona. Jego tętnica pulsowała cudownie w powolnym rytmie, znowu zaskakując wąpierzycę.
Anastasyia nie zastanawiała się nad intencjami i potencjalnymi niebanalnymi korzyściami, które to Vincent sobie wymarzył w związku z jej osobą, zaniechając jednak traktowania go jak każdego innego pachołka, który szukał tu zaspokojenia. Od niego bił spokój i pewność, zwykle będący jej wyłącznie atutem w duecie jakiego zwykła bywać częścią. Widząc ten konflikt władczych charakterów, panna Komarova niemal z goryczą myślała o obowiązku oddania się bez słowa i ulegle na dźwięk wyraźnego polecenia - żadnej przyjemności, przynajmniej dla niej. Ale nie mogła przecież odrzucić klienta, popsułaby taką impertynencją 'nieskalaną', jeśli można to powiedzieć o burdelu, opinię miejsca jej zatrudnienia.
Na szczęście, nie miała usłyszeć takiego życzenia, czego była niemal pewna. Zwłaszcza z momentem, gdy stracił na wesołości, co to zwykle udzielała się panom w jej towarzystwie. Zaciekawiona nie na żarty jego powagą, wzruszyła nieznacznie ramionami. Nie miała pojęcia, ani domysłów, co planował, ale bezpieczniej z pewnością było zrealizować to z dala od wścibskich oczu reszty zazdrosnych panienek. Ich klienci tacy nie byli, ochłapy dżentelmeństwa londyńskiego pozostawieni im przez Anastasyię polującą na najlepsze kąski.
- Jeśli wyrażasz takie życzenie, dowiedz się że znam. - Powiedziała, wstając. Jedna z jej dłoni zsunęła się z barku ku ręce demona, którą chwyciła. Czekając, aż on także wstanie, przyjrzała się dokładniej jego frakowi. Dobrze wyglądał w czerni, musiała to przyznać, choć nie była zwolenniczką marynarek. Ciągnąc bez delikatności jego dłoń, wbiegała po skrzypiących wąskich stopniach ze stukotem obcasów za drogich dla dziwki skórzanych bucików. Przekręciwszy klucz w dziurce w dzrzwiach izby na końcu ciemnego korytarza, otworzyła ciężkie mahoniowe drzwi.
Wprowadzając demona do jej izby, rozejrzała się: bogato choć skromnie urządzony pokój różnił się diametralnie od reszty wzdłuż korytarza. Łoże z kotarami i baldachimem, stolik, fotel i komódka w stylu biedermeier zastawiona zalakowanymi butelkami przypominały co najmniej drobnomieszczański salonik, nie izdebkę w zamtuzie.
Chwytając szyjkę flaszy pełnej czerwonego wina, pchnęła Vincenta na łóżko, sama wbrew pozorom zajmując fotel, w którym zasiadła i założyła nogę na nogę.
- Nie chcesz miłości, inaczej próbowałbyś wziąć mnie na dole, na którymś z szezlongów. Dyskutować też nie chcesz, tamte idiotki nie stały nam na przeszkodzie. - Stwierdziła zimno, podając mu szczodrze napełniony kielich wyrżnięty z kryształu. Zajmując ponownie fotel, złożyła wolną rękę na brzuchu. - Słucham tej rewolucyjnej propozycji, która zmieni losy świata. - Zamierzała dać mu to, czego oczekiwał, teraz prezentując odrobinę elokwencji wraz z leciutkim rosyjskim akcentem, który czasem towarzyszył jej słowom.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Sob 22 Maj 2010, 22:57

Chłód dłoni, chociaż lekko niepokojący i dalej irytująco nieprzyjemny, nie był tak dotkliwy jak jeszcze kilka chwil wcześniej. No i tak zdecydowana i pewna reakcja na propozycję rozpaliła nieco demona i jego żądze władzy, więc zimno docierało do niego zagłuszone przez kurtynę innych, ważniejszych dla demona bodźców i emocji.
Pokój, w którym się znaleźli, umocnił go tylko w przekonaniu, że trafił w dziesiątkę. Nie był znawcą burdeli, w zasadzie jego wizyty można było policzyć na palcach jednej ręki, więc nie bardzo mógł ocenić fachowym okiem znawcy pokój. Jego intuicja jednak i przekonanie wyraźnie mówiły mu, że w takich pomieszczeniach rzadko kiedy ktoś bywa i pracuje. Uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się znów ze swego szczęścia, kiedy został pchnięty na łóżko.
Ooo... podoba mi się coraz bardziej pomyślał, układając się wygodniej na naprawdę komfortowym meblu. Sielankowy nastrój minął, kiedy pod nosem znalazł się kielich pełen wina. Demonowi wyjątkowo szkodził alkohol, sam zapach czasami nawet wywoływał mniejsze lub większe mdłości. Wino jednak - niezbyt obfite w zawartość 'trucizny na demona' - wywróciło tylko nieprzyjemnie żołądek. Vinny odłożył kielich na stół i z radością przyjął zapach pościeli, który zastąpił woń trunku. Popatrzył jeszcze chwilę na piękną dziewczynę... Mam w sobie coś z estety. Na pewno... i do tego dziwaczeję na starość znów się uśmiechnął, jednocześnie poprawiając poduszki pod plecami, aby było wygodniej.
- Świata może nie, ale Londynu na pewno - oparł na sugestie dziewczyny. Usłyszał dziwny akcent w jej głosie, ale nie był w stanie rozpoznać kraju, czy też regionu z którego pochodzi - w każdym bądź razie. Jesteś kim jesteś. Tylko idiota nie zauważy, że nie jesteś pierwszą lepszą, ale 'towarem luksusowym' - nie było w tym ani odrobiny komplementu. Suchy fakt, zaserwowany na tacy rzeczowego, konkretnego tonu - Na pewno masz styczność z ludźmi z wyższej półki. Politycy, ministrowie, może jacyś przedsiębiorcy, wielebni? - tutaj zrobił nieokreślony ruch dłonią - Rozumiesz, ktoś wysoko postawiony, kto ma pieniądze, a nie chce stracić reputacji.
Uśmiechnął się, tym razem jednak nie był to przyjemny uśmiech przystojnego mężczyzny prawiącego komplementy urodziwej kobiecie, a kwintesencja jego demoniej natury przesycona złymi intencjami. Efekt potęgował błysk w oku, zapowiadający jeszcze bardziej mroczne zamiary.
- A ja chcę dorwać takiego na gorącym uczynku. I czerpać z tego korzyści. Tak, tak - uprzedził pewnie oczywiste pytanie, które cisnęło się na usta dziewczynie - "sama możesz to zrobić". A widzisz - nie do końca. Żaden wielmożny nie obawia się prostytutki. Bo sama mu krzywdy nie zrobi, a nie ma też środków i możliwości, aby go postraszyć publicznie.
Tutaj zrobił przerwę i odprężył się nieco, demonstrując to przeciągnięciem się na łożu. Twarz znów stała się aparycją młodego, przystojnego przedsiębiorcy. Powiedział co chciał, ale postanowił jeszcze dorzucić:
- No i to jest moja propozycja.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Nie 23 Maj 2010, 00:36

Smak wina na ustach wąpierzycy zmiękczył mars jej czoła, a nawet przywołał uśmieszek na jej twarz. O, tak, winne grona w każdej postaci zawsze dobrze jej robiło. Kwaśnym z lekka smakiem przypominał krew ofiary, zwykle przed jej posiłkiem zaprawioną znacznie mocniejszym i mniej dystyngowanym alkoholem. Uniesieniem brwi skwitowała niechęć Vincenta do picia, potem doszedłszy do wniosku, że może próbuje ją spoić dla własnych korzyści. Cóż, próżne wysiłki - jej głowa mocą dorównywała największym pijaczynom lewego brzegu Tamizy.
Spojrzała spod przymkniętych powiek na pozycję przyjmowaną przez demona na jej łóżku. Parksnęła drwiąco, kręcąc głową. Na co czekał? Na słodkie igraszki nie miał co liczyć, póki nie wyrazi dobitnie życzenia. I póki nie skończy się rozmowa o tych 'innych' interesach.
- Mówisz rzeczy, których świadoma jestem od dawna, kochanie. - Zaśmiała się z cicha, nieco tylko ironicznie. Oczywiście, znała swój prestiż, który zresztą wyprzedzał ją w społeczeństwie. - Wierz mi, na pewnym poziomie nie tylko wysoka stopa życiowa, która staje się wtedy obligacją, ma znaczenie nie mniejsze niż zadowalająca aparycja, a tej często brakuje przedstawicielom wymienionych przez Ciebie grup. Zdarzają się jednak wyjątki, nawet w miarę często uosabiając w młodym przystojnym panu mówcę z Izby Lordów... - Zabawne. Mówiła, jakby mogła sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi. Owszem, jej pokoik umeblował każdy z niegdyś stałych protektorów Any, teraz jednak ona sama nie dysponowała niemal żadnymi środkami w formie monet. Na błysk w oku demona, Ana ponownie łyknęła łyk wina, po czym mruknęła coś pod nosem, wyraźnie ukontentowana. - Iście diabelski plan, godzien przyklasku, przyznam. Ale, co powienieneś był zauważyć, ja nie jestem zwykłą prostytutką. Nie masz absolutnie żadnej pewności, czy nie mam na zawołanie ludzi, co to mogliby bawić się w szantaż za ciebie...? - Blefowała, owszem. Jedyne jej znajomości ograniczały się właśnie do polityków, większości 'czarnych' handlarzy i ogólnie części londyńskich liderów grupek przestępczych, którzy jednak, co prawda, nie kwapili się przychylić kutryzanie nieba. A pomysł jej się podobał. Stwierdziła to z miejsca, gdyż myślała nad podobną zabawką. Czekając na jego reakcję i dalsze zachęty, odstawiła kielich na podłogę i ponownie spojrzała na mężczyznę. Szlag, faktycznie był przystojny... Kręcąc znowu głową, wskazała oszczędnym ruchem poduszki, na których się rozparł.
- Zrobisz trochę miejsca, proszę? Może się przyłączę... - Nie miała na myśli tylko jego wielkiej teorii spisku, do której przekonywała się coraz chętniej, wietrząc zabawę.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Nie 23 Maj 2010, 10:00

- Nie, nie mam pewności - Vinny zachichotał, bo sprawa wydawała się oczywista. Dziewczyna mogła mieć licznych znajomych, w końcu w jej zawodzie nie było to nic dziwnego, ale wyglądało na to, że nikt nie traktował jej serio, mimo całego tego wystroju. Rozejrzał się po pokoju, uważnie badając sprzęty stojące w pomieszczeniu. Nie były to pierwsze lepsze meble, miały naprawdę faktyczną wartość. Pewnie są do zrobienia wrażenia pomyślał. W końcu kontynuował - ale odpowiedz sobie na pytanie: czy tkwiłabyś w tych czterech, jakkolwiek ładnie wystrojonych, ścianach, gdybyś miała możliwość nie robienia niczego, bo pieniądze same się zarabiają? Jak często trafia Ci się ktoś taki jak ja? Ktoś, kto przychodzi do Ciebie z propozycją współpracy - to było chyba najtrudniejsze w tym wszystkim. Do tej pory demon był wolnym strzelcem, działał sam dla siebie. Nie musiał się z nikim dzielić zyskami, traktować kogoś na równi. Pewnie ciężko będzie traktować ją równo tak, jak o tym mówił. No ale trzeba będzie się przemóc, bo to ona jest kluczowym punktem planu, który miał doprowadzić go do jeszcze większego bogactwa i jednocześnie zepsucia komuś życia. - Ktoś, kto zamierza traktować Cię na równi sobie, jako pełnoprawną wspólniczkę, a nie tylko jako ładnie opakowany towar do przelecenia, do obmacywania, czy zaspokajania żądz...
Zastanawiał się co by powiedzieć dalej, kiedy to dziewczyna 'wprosiła' mu się na łóżko. Mimo iż pewnie znów poczuje to zimno, to i tak powinno być przyjemnie. Przesunął się nieco na lewą stronę łóżka, ale tylko nieznacznie. Nie miał zamiaru leżeć z nią w jednym łóżku jak stare małżeństwo, chociaż prawdopodobieństwo na to było i tak bardzo nikłe. No ale z drugiej strony, była bystra, więc w każdej chwili mogła go zaskoczyć. Uniósł brew w geście zaproszenia przy okazji jeszcze raz oglądając jej ciało. Szkoda, że jest prostytutką.
- To jak. Zainteresowana? - powiedział, nim dziewczyna wstała z fotela.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Nie 23 Maj 2010, 14:00

Oczywiście, że nie masz, złotko, pomyślała z nielichą satysfakcją, wstając jednak z fotela. Była w końcu rasową kobietą, kurtyzaną i wampirem, nic o niej nie wiedział. Nawet nie znał jej imienia.
Położyła się na łóżku, uprzednio zsuwając marynarkę z ramion demona. Znów mógł uznać jej zachowanie za dwuznaczne, choć bezpośrednie, ale jej po prostu tak będzie wygodniej. Oparła głowę na wyciągniętym na poduszkach ramienu Vincenta. W zasadzie ona też bywała estetką - oto wolała po prostu leżeć z klientem w objęciu zarezerwowanym dla kochanków niż po prostu się oddać. Co teraz i tak nie byłoby na miejscu, zważając na dyskusję i stosunki jakie miały być utrzymywane pomiędzy nimi.
- Nawet gdyby ten pokoik wyściełano szczerzym złotem, nie przesiadywałabym tu. Teraz też tego nie robię - świat ma zbyt wiele przyjemności do zaoferowania na zewnątrz. - Zbyła jego argument prawdziwym zresztą niechętnym podejściem do bezczynności. Ot, każda kobieta potrzebowała luksusu, co tłumaczyło urok jej izdebki. Na następne jego słowa, zaśmiała się, unosząc wyniośle chłodne spojrzenie ku twarzy demona. - Rzadko, przyznaję, miewam gości Twojego pokroju. Ale, jeśli mamy współpracować, zamarkuj sobie raz na zawsze, że ja oczekuję tylko i wyłącznie równego z tobą traktowania, mogąc sobie pozwolić na wystarczającą do samodzielnego działania niezależność i obrotność w społeczeństwie, by nie podporządkowywać się ślepo czyjejkolwiek woli. - Przerwała, by znów szczerze się zaśmiać. Jedyne sytuacje, w których dała by mu (bądź komukolwiek innemu) traktować się z góry, a do tego przedmiotowo mogły zdarzyć się w marzeniach biednego demona. To ona zwykle owijała sobie panów wokół palca, kobiety zaś pędząc w kozi róg swą pewnością, co przecie nie przystoi damie. A ona miała dość rozsądku, by nigdy nie aspirować do opinii damy.
Nie rozdziewając się, dała mu pewnie do zrozumienia "niewinność" swych zamierzeń i czynów, więc nie kłopotała się pchaniem się na siłę w jego żądze. Swobodnie krzyżując wyprostowane nogi, kosmyk kruczoczarnych włosów owinęła wokół wskazującego palca prawej dłoni.
- Powiedzmy, że zaciekawiona z pozytywnymi rokowaniami. Na razie mam pewność co do jednej rzeczy: łatwo będzie znaleźć pierwszą ofiarę... - Owszem, wraz z przemyśleniem jego propozycji, w głowie Anastasyi pojawił się kandydat z pozoru idealny. Ale na razie musiała się jeszcze upewnić o jego zamiarach, znów zadzierając głowę, by na niego popatrzeć.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Nie 23 Maj 2010, 14:28

Tak, tak, tak... oczywiście myślał demon. Słuchając wywodu dziewczyny, starał się zachować jak najbardziej pokerową twarz, bo jej słowa były iście zabawne, przynajmniej z jego - męskiego, co warto podkreślić - punktu widzenia. Kompletnie nielogiczne było oddawanie się jakimś starym gburom, skoro można mieć bogactwo i co najmniej dobre warunki do życia jeśli można nic nie robić. Ehh... kobiety pomyślał.
W pomieszczeniu było dość ciepło, więc chłód bijący od dziewczyny był nawet lekko kojący. Poprawił nieco ramię pod jej głową, aby jemu także było wygodnie, po czym powiedział z dużą dozą optymizmu:
- Masz pierwszego kandydata na ofiarę? Świetnie! Ułatwia to znacząco sprawę, chociaż mam plan awaryjny - zrobił przerwę, udając, że się zastanawia. Równość, równością, ale to działa w dwie strony. Po chwili znów się odezwał, jednak tym razem to był rzeczowy ton - Ale równość działa w dwie strony. Skoro mamy współpracować, powinienem wiedzieć jak masz na imię, nie uważasz? W końcu nie praktycznie będzie zwracać się do Ciebie per 'nieznajoma' lub 'tajemniczy cukiereczku', nie uważasz?
Mówiąc to spojrzał w fioletowe oczy kobiety i zaśmiał się leciutko, bo był w iście wybornym nastroju, chociaż jeszcze nie tak dawno uznał ten dzień za stracony. Miło było tak leżeć w łóżku, z piękną dziewczyną w ramionach snując plany mające na celu zrujnowanie komuś życia, a do tego zapowiadające zysk. Chłód, zwłaszcza promieniujący ku prawej ręce, stał się jednak zbyt irytujący. Demon musiał dowiedzieć się, o co chodzi, bo było to naprawdę ciekawe zjawisko, z którym jeszcze się nie spotkał:
- Swoją drogą, chora jesteś, czy co? Zimna jesteś jak jakiś nieboszczyk.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Pon 24 Maj 2010, 21:00

Wsłuchując się w spokojny rytm pulsowania krwi w tętnicy szyjnej demona, w której sąsiedztwie złożyła głowę, wampirzyca cieszyła się świadomością, że jej ciało zaczyna przejmować ciepło od demona. Ot, ludzkie ciało nieźle przewodziło ciepło.
Ana nie zastanawiała się nad myślami demona, ale choć nie było po nim widać rozbawienia bądź konsternacji, z całą słusznością spodziewała się uznania za żałosną w tak usilnym manifeście swej niezależności, zwłaszcza przed mężczyzną, który (teoretycznie) mógł jej Anę pozbawić. Cóż, ona nie zamierzała przechodzić wewnętrznej (ani zewnętrznej tym bardziej) metamorfozy dla jednego pachołka tylko dlatego, że miała z nim współpracować. A i to nie było pewne. Zaczynał węszyć wokół jej rasy, co nie wróżyło dobrze ich dalszym stosunkom. Najwyżej go odurzy, nakarmi się jego posoką (która kusiła ją przecież cały czas swym pulsem słodko brzmiącym w uszach) i szlus. No, chyba że okaże się nie być z ludzkiej rasy. Anioł jeszcze by uszedł, faerii się nie tykała, tak samo jak demonów. Ich krew była gorzka i cierpka, choć gorąca, a ona gustowała w metalicznie słonawym posmaku płynu wypełniającego ludzkie żyły, czasem zaprawionego alkoholem.
Cóż, co do jego przypuszczeń, znów mylił się w detalach. Chciałby ją ktoś widzieć z jakimś 'starym gburem' w pościeli. Toć ona ma tę swoją, nieprzeciętną dla dziwki, godność, dobierając klientów wiekiem i prezencją. No, chyba że taki senior przy sobie miał naprawdę fortunkę do zaoferowania za jeden raz. Wtedy, owszem, folgowała swojej potrzebie złotych środków na życie z twarzyczką Wiktorii na rewersie. Ale skąd ona mogła wiedzieć, co mu lata po głowie, zanim się odezwie?
- Jeszcze się przekonamy, złotko, czy ten Twój plan B będzie potrzebny... - Kładąc się na prawym boku spojrzała w twarz demona, składając ślad nadal jeszcze chłodnych warg na jego gładkim podbródku. Ot, dla zabawki. - Nie mówiłam, że z mojej strony tej całej równości nie będzie. Nazywam się Anastasyia, ale wolę "cukiereczka", hm? - Lubiła się droczyć, zwłaszcza kiedy z wolna głodniała. A nie widząc w Vincencie potencjalnego posiłku, z racji jego domyślnej natury, musiała poszukać jakiegoś pana do 'wspólnego posiłku' na dole. Pytanie demona postanowiła zbyć a potem wybić mu je z głowy sprawdzonymi sztuczkami.
- Hm, w zasadzie mam tak od urodzenia... - Poniekąd mówiła prawdę. W dzień powstania z grobu (dosłownie) zaczęła niejako nowe życie. - Ale nie martw się, oboje zaraz się rozgrzejemy... - Puściła mu oczko, opierając ciężar drobnego ciała na łokciu.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Pon 24 Maj 2010, 22:46

Vinny uśmiechnął się lekko. Dziwna była ta dziewczyna. Sposób jej zachowania teraz, kiedy byli sami, zupełnie odbiegał od władczości i dumy jakie emanowały od niej, kiedy byli na dole. Nie można powiedzieć, aby mężczyzna był przez to zaniepokojony, ale gdzieś tam, z tyłu głowy, w zakamarkach umysłu, gdzie świadomość nie sięga, zapalił się płomień podejrzliwości. W zasadzie rozpalił go ten dziwny, o ironio chłodny, całus w podbródek
- Ładnie... Cukiereczku - powiedział puszczając do niej oczko, odgarniając jednocześnie kosmyk jej włosów za lewe ucho. Dłoń zatrzymała się na policzku, a demon stwierdził, że naprawdę dziwna jest jej nienaturalna zimność i bladość, przy jednoczesnym zachowaniu skóry delikatnej i całkiem miękkiej. Patrzył jej w oczy przez chwilę, gdyż te zupełnie go pochłonęły, miały w sobie coś naprawdę niespotykanego i oszałamiającego zarazem. Z jednej strony przyciągały swym pięknem, z drugiej jednak ich wyraz przestrzegał przed lekceważeniem ich właścicielki. Dość tych farmazonów, upomniał się w duchu, czas przejść do interesów
- Brzmi kusząco, ale najpierw interesy, potem przyjemności. Czas to pieniądz, pewnie też znasz to powiedzenie. - powiedział unosząc się nieco na łóżku, przechodząc z pozycji leżącej do półsiedzącej. - Kogo takiego znasz, kogo można by wykorzystać do naszych celów? Im szybciej wpadnie w nasze sidła, tym szybciej zarobimy. A wtedy będziemy mogli robić co chcemy. Nie uważasz?
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Wto 25 Maj 2010, 19:15

Traktując, dla odmiany, swoje zachowanie jak zupełną normalność w zawodzie prostytutki, Ana byłaby uniosła brew w pytającym geście. Co podarowała sobie, w zamian ześlizgując się z łoża z kolejnym parsknięciem o co najmniej ironicznym zabarwieniu. Cóż, skąd mogła wiedzieć (i jeszcze raz!), co myśli? Przed jej oczyma jawił się jedynie przystojnym człowiekiem rozpartym w jej pościeli z bystrym planem w głowie, a nie bogatym demonem-finansistą w międzyczasie snującym plany na temat jej proweniencji i profilu psychologicznego. A to niestety nie działało w dwie strony - osobowość Vincenta pętelkę od guzika obchodziła kurtyzanę, przynajmniej na chwilę obecną.
Kucnęła przed komodą, wysuwając szufladę z najniższego poziomu. Z naręczem jasnych tkanin w ramionach spojrzała jeszcze raz na demona i pokręciła głową.
- Dobrze, że Ci się podoba. Nie będę potem spodziewać się innego miana z Twoich ust, uprzedzam. - W jego spojrzeniu coś się schowało, co uderzyło jej nagle do głowy. Zbyt mocno chwycił tę przeklętą białość jej skóry. Do cholery, im cera przecie bielsza, tym lepiej. A chłód też dało by się racjonalnie wytłumaczyć. O, wyziębieniem we współpracy drobnego ciała bez grama zbędnego tłuszczu na kościach, na przykład. Cóż, może się do tego ucieknie, może. A w ostateczności naprawdę wychłepce tę jego przeklętą krew. Przed czym musiała się powstrzymać wyjściem teraz z pokoiku przesiąkniętego już jego zapachem.
- Cóż innego przyszło Ci do głowy? Czeka nas niezły spacerek właśnie za interesami... - Przeszła wreszcie za wysoki, wyraźnie stary i nieźle przybrudzony parawan ustawiony w rogu izdebki.
- Mówca, z Izby Lordów najpewniej. - Słowa kobiety przebijały się przez szelesty sukien i stukot obcasów. Przez parawan przeleciał nagle z wcale niemałą prędkością brązowy trzewik. - Lat na oko dwadzieścia kilka, może trzydzieści. Młody, bo i pewno do Parlamentu przez Jego Wysokość się dostał. Podobno ma z królewską rodziną jakieś nieznaczne koneksje... - Mruknęła, wychodząc. Ponownie pochylając się nad kredensem i wpatrując się w odbicie bladej twarzy w lusterku leżącym na blacie, wprawnymi ruchami nałożyła róż na oba policzki. Ot, żeby się demon nie miał do czego przyczepić. Spryskała szyję i przeguby słodkim pachnidłem, po czym wygładziła bezlitośnie ściśnięty dekolt wąskiej suknie w kolorze niezapominajek.
- Musimy się przejść co najmniej na drugi brzeg...
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Wto 25 Maj 2010, 20:04

Kiedy dziewczyna skrywał się za parawanem, Vinny nie mógł się powstrzymać przed tym, aby nie spróbować podejrzeć co nieco. Cóż, taki już chyba jest odruch wszystkich mężczyzn zwłaszcza, jeśli akurat przebiera się niezwykle urodziwa dziewczyna. Jego wysiłki, bez znaczącej zmiany pozycji, skazane były jednak na niepowodzenie więc demon ograniczył się tylko do pomruków i potaknięć przy co ciekawszej części opowieści. Umilał sobie oczekiwanie na wyjście dziewczyny śpiewając pod nosem piosenkę, którą usłyszał wczorajszego dnia, kiedy przechadzał się ulicą. Jej słowa zadziwiająco dobrze pasowały do sytuacji, w której się teraz znalazł on i jego nowa wspólniczka, o wielce przerażającym pseudonimie: "Cukiereczek". Zupełnie jakby utwór był napisany specjalnie na tę sytuację. Szło to mniej więcej tak:
- You can win if you want, if you want it you will win. Oh, come on, take a chance for a brand new wild romance. Take my hand for the night and your feelings will be right, hold me tight.
Po zakończonym 'występie' demon roześmiał się w najlepsze, rozbawiony wielce swoimi zdolnościami artystycznymi, a w zasadzie ich brakiem. Z wielkim zdziwieniem stwierdził, jakże przyjemne jest planowanie czarnych interesów, skoro chwila rozmowy o nich, a także postawienie ledwie jednego, małego kroczku ku jego realizacji tak poprawia nastrój. Musiał jednak przerwać rozważania, bo dziewczyna wyszła zza parawanu w sukni podkreślającej bardzo wyraźnie jej zniewalające kształty. Krzątała się jeszcze przy kredensie, a powiedzieć, że demon pochłaniał ją wzrokiem byłoby tylko niewielką przesadą. W końcu zakończyła wszelkie przygotowania bardzo pobudzającym wyobraźnie gestem i oznajmiła, że czas na spacer. Demon z trudem opanował śmiech i starając się zachować powagę wstał z łóżka.
- Oh tak świetny pomysł An... Cukiereczku - rzekł głosem, z którego ironia aż się wylewała. Odwrócił się w jej stronę i udając, że puka do drzwi odegrał scenę, różnie intonując poszczególne kwestie, aby rozróżnić kwestie dwóch 'aktorów' - Witam. Pamiętasz mnie - zaczął wysokim głosem, mającym symbolizować Anastazję - Tak, oczywiście nie zapomnę nocy z Tobą. - odparł nisko - To jest mój znajomy. Otóż postanowiliśmy, że pójdziemy do królowej i powiemy jej o Twoich przygodach ze mną. No chyba że dasz nam grubą kasę. - znów przerzucił się na na wysoki, lekko piskliwy głosik - Oh tak jasne! Bierzcie wszystko tylko zostawcie mnie w spokoju! - zakończył znowu nisko.
Po tym drugim w ciągu ostatnich kilku chwil przedstawieniu Vincenta zapadała na chwilę cisza, po której demon kontynuował.
- I właśnie dlatego dalej jesteś w sytuacji, w jakiej jesteś. Za dużo fantazji, za mało rozsądnych działań - demon chciał powiedzieć to nieco dosadniej, ale wiedział, że jeśli przesadzi to z interesu nic nie wyjdzie. A ta dziewczyna naprawdę miała wszystko co potrzebne do realizacji tego przedsięwzięcia. A więc, chcąc-niechcąc, demon musiał pohamować nieco swoją naturę, aby nie zboczyć z kursu. Wziął głęboki wdech, po czym powiedział już spokojnie, rzeczowo, bez żadnych ukrytych podtekstów, czy drwin:
- Aby się udało, musimy zrobić to porządnie. Jeśli zrobimy to tak, jak zaproponowałaś nic z tego nie wyjdzie. Na razie ten mówca żyje w przekonaniu, że jest bezkarny. Nikt nie wie, oczywiście poza Tobą, o jego życiu poza polityką. Trzeba więc zrobić tak, aby inni się dowiedzieli. Jest młody, przystojny, więc pewnie marzy mu się wielka kariera. Jeśli zostanie złapany na gorącym uczynku przez kogoś, kto stoi wysoko lub też jego wybryk zostanie zanotowany na kartach historii będzie musiał wziąć poprawkę na ten nowy, bez wątpienia przeciwny, wiatr. Dlatego też musimy, a w zasadzie to jest Twoja działka, zmusić go, aby był w miejscu, w którym my tego chcemy. - Zamilkł na chwilę, po czym ponowił temat z tonem, którym opowiada się ciekawostki w gronie znajomych - Słyszałaś o aparatach? Świetne maszyny, potrafią w chwilę uchwycić obraz i utrwalić go na papierze. Powinniśmy spróbować tego. - znów zamilkł. W zasadzie to był trochę niepewny punkt planu, bo trzeba by wynająć kogoś z aparatem. Przez chwilę rozważał jeszcze opcje przypadkowego wpadnięcia z jakimś swoim innym, wysoko postawionym znajomym, ale... ale nie chciał dzielić się zyskami. Wydawało się, że to już koniec, lecz po chwili demon zrobił minę taką jakby sobie jeszcze o czymś ważnym przypomniał i dodał - Świetna suknia. Ale kolor straszny, gdybyś ubrała coś pod kolor oczu, byłabyś królową świata. - uśmiechnął się lekko do Anastazji, czekając na jej reakcje.
Tak naprawdę od tego, jak zareaguje na tak otwartą i bezpośrednią krytykę zależało bardzo wiele. Demon liczył jednak na to, że siła jej charakteru zwycięży nad skrzywdzonym, kobiecym ego.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Sro 26 Maj 2010, 22:42

Cmokając ze zniecierpliwieniem, kobieta chwyciła w garść grzebień, ruszając z nim na podbój kruczoczarnych rzek spływających po plecach odkrytych przez wcięcie z tyłu ukazujące jej "markę". Mało kto wiedział, co oznacza, to i mogła się tak pokazywać publicznie. I tak tylko nieliczni zwracali uwagę, a jeszcze mniej ich pytało, czemu przez jej łopatki biegnie cierniona łodyga.
Przeczesując włosy słuchała, jak ten przebrzydły demon bezlitośnie wyśmiewa opacznie przez niego zrozumiany plan. Zaczekała, okazując mistrzostwo opanowania spokojnymi ruchami dłoni, by wybuchnąć gdy tylko skończył swój wywód. Jego pierwszym i jedynym etapem było ciśnięcie grzebienia z mistrzowską precyzją wprost w czubek głowy Vincenta.
Kiedy przyszła pora na jej część teatrzyku, założyła ramiona na piersiach i zabawiła się w imitację ciepłego barytonu demona.
- Owszem, będąc znajomym tej oto dziwki, nazywam się Vinny i upieram się, by ludzie używali tego kretyńskiego zdrobnienia, które nijak nie pasuje do wizerunku demona finansjery. Tak więc, wciąż udowadniając tej oto latawicy jej idiotyzm i naiwność, swoją samozwańczą mądrością wyśmiewam jej plany, na dobrą sprawę nie mając o nich pojęcia. Miło było cię poznać lordzie. - Odwróciła się na pięcie od komody, rzucając okiem na Vincenta i schylając się po drugą suknię.
- Nie miej mnie za głupszą tylko dlatego, że trudnię się tym a nie innym zawodem, złotko. Nie dałeś mi skończyć, założenie wzajemnego zaufania z miejsca wpychając sobie głęboko w swe czteroliterowe jestestwo. A teraz jeszcze, zamiast mi to po prostu powiedzieć, posądzasz mnie jakże poetycko o brak rozsądku podłożony fantazją. - Przeszła znowu za parawan, tym razem gniewnie wyrzucając zza niego rzeczy. Na podłodze wylądowało co najmniej kilka belek materiału, gdyż Ana pozbywała się także stosiku, który już niezły kawał czasu leżał za parawanem.
- Idziemy do gospody, w miasto. Ale osobno, nie chciał byś się przecie narazić na posądzanie o prowadzenie się z kurtyzaną. Posłuchamy, powęszymy, może znajdę sobie klienta. A ty poszukasz kogoś zaufanego od tego... aparatu, choć niepewne to wyjście. - Nigdy nie słyszała o podobnym przyrządzie, choć sam (dość wiarygodny) pomysł wydawał się najbardziej adekwatny, zapewniając niezbity dowód. - Słyszałam, że ów dżentelmen niedawno się zaręczył, może już ożenił. Należy to bezwzględnie zweryfikować. Potem dowiesz się jego godności i innych szczegółów. - Wyszła zza parawanu, odziana w suknię z koronkowym gorsetem w barwie jasnego fioletu.
- Teraz usatysfakcjonowany?
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Sro 26 Maj 2010, 23:41

Tego było już za wiele. Ego demona nie należało do tych najbardziej cierpliwych, czy wyrozumiałych. Owszem, czasami potrafiło nieco zmaleć, zrezygnować ze swych zachcianek, pragnień, żądz, ale tylko na chwilę i dla spraw wyższych, przy wyraźnym ukontentowaniu drugiej strony. Jednak tego typu pogarda była zdecydowanie ponad wąskie ramy tolerancji, którymi obdarzone było 'czteroliterowe jestestwo'. Rzut grzebieniem, który trafił prosto w czubek głowy zrzucając z niej wartościowy i elegancki kapelusz, był już tylko dolaniem oliwy do ognia złości, który buchał w trzewiach demona. Wiedział jednak, że krzyk i wybuch gniewu - tak bardzo utożsamiane z kobietami - nie pomogą mu wyjść z tej sytuacji z honorem, a także podbudowanym ego. Postanowił zranić kurtyzanę najostrzejszymi z broni: sarkazmem, ironią, a wreszcie ciętą ripostą.
- Wyjęłaś mi to wręcz z ust - powiedział robiąc nieokreślony gest dłonią - chodzi mi o ten fragment dotyczący idiotyzmu, braku rozsądku i tak dalej...
Vinny poczuł się ukontentowany swoją krótką, acz jakże konkretną kwestią. Uważał, że w piękny i zwięzły sposób zakończył temat, gdyż dziewczyna teraz naprawdę nie miała jak zripostować, bo nie zostawił jej żadnego punktu zaczepienia. Miał jednak nadzieje, że siła jej charakteru, jej duma nie przewyższą rozsądku, który mimo wcześniej wypowiedzianych słów, miała.
Kiedy Anastazja zajęta była za parawanem, demon podniósł kapelusz i ustawiwszy się przed lustrem nasunął go na głowę tak, jakby nigdy nie spadł na ziemię. Przy okazji podniósł też grzebień. Początkowo chciał zrobić na złość i go zostawić, ale uznał, że ewentualne 'zwycięstwo' ze zirytowania dziewczyny byłoby mniej opłacalne niż 'zawarcie pokoju' poprzez tak mały, niemalże nic nieznaczący gest. W interesach jak na wojnie. Trzeba czasami przegrać bitwę, by móc wygrać wojnę pomyślał i podszedł do komody, o którą się oparł zakładając ręce na piersi uprzednio odkładając grzebień. Słuchał dalszej części planu, który pojawił się w głowie Anastazji i potakiwał przy co ciekawszych momentach. W końcu dziewczyna wyszła zza parawanu, ukazując się w zniewalającej, fioletowej sukni, która idealnie współgrała z kolorem oczu. Chociaż prawdę mówiąc, gdyby nie traktował dziewczyny jako wspólniczki, nigdy w życiu nie wiedziałby, że ma jakiekolwiek oczy - tak bardzo strój podkreślał kształty właścicielki.
- Nono... - rzekł z zachwytem demon i gwizdnął krótko, aby jeszcze wyraźniej wyrazić swój zachwyt. W głosie nie było już ani krzty ironii, pogardy lecz czysty zachwyt. Tak, jakby sytuacja sprzed kilku sekund w ogóle się nie wydarzyła - jestem wręcz wniebowzięty - tutaj pojawił się uśmiech wywołany paradoksem na linii demon-niebo. Trzeba było jednak jeszcze podzielić się swoimi spostrzeżeniami.
- Możemy iść razem przez miasto. Jak ktoś się mnie zapyta odpowiem, że jesteś moją siostrą. Bajeczka o pięknych, rozwiedzionych rodzicach i Tobie jako gościu z dalekiego kraju przejdzie na pewno. Ale to i tak nie będzie potrzebne, bo nigdzie nie znajdę gościa z aparatem o tej porze - tutaj skinął głową ku oknu, które ukazywało czerń nocy, nieznacznie tylko rozjaśnioną przez uliczne lampy i przyćmione światło wydobywające się z okien pobliskich budynków - możemy więc się spotkać jutro, w jakiejś kawiarni i tam opracować dalsze działania. Ty powinnaś się czegoś dowiedzieć, a ja na pewno załatwię fota... foty... fotografa. Tak, fotografa. Co Ty na to?
Czekał na odpowiedź dziewczyny, ale dorzucił jeszcze coś, co mu najmniej odpowiadało:
- No i ile zabiera właściciel tego przybytku od twego 'dochodu'? Bo nie wydaje mi się, aby działał charytatywnie i abym wyszedł stąd bez uiszczenia opłaty.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Czw 27 Maj 2010, 16:44

Stojąc przed lustrem z dłońmi zanurzonymi w kruczych włosach, Anastazja uśmiechała się do siebie w lustrze. Wspominając śpiew demona, sama zanuciła coś krótko. Choć i ona nie miała potrzebnego wykształcenia muzycznego w zanadrzu, barwa jej niskiego głosu nieco bardziej była adekwatna do śpiewu. Który i tak trwał krótko, gdyż wąpierzyca urwała, przyjmując chichotem kolejną porcję zawoalowanej obrazy.
Cholera, cały ten Vincent zaczynał ją irytować, choć niebanalną satysfakcję sprawiło jej swoiste zwycięstwo, które odniosła nad nim odpowiedzią, której najwyraźniej nie oczekiwał, naprawdę mając za pewnik jej głupotę. Nie pozostawił jej nic innego, jak wyprowadzić go z chaszczy błędu, w których plątał by się jeszcze bardziej z każdą wymianą zdań pomiędzy nimi.
Oczywiście, (pomijając fakt, że ona już dawno nie mogła pochwalić się faktem posiadania jakiegokolwiek honoru) jej owe krzyki, wrzaski i tupanie uszłyby na sucho, wytłumaczone zmiennością kobiecej natury, czy podobnym dyrdymałem. Po cóż jednak miała czynić rwetes, który, choć odprężający, nie zrobiłby wrażenia na nikim poza sąsiadami przybytku? Ona przecież także dysponowała jego bronią, i tak skrytą pod spokojnym zbyciem jego kolejnej riposty.
- Zapomniałeś, mój drogi, o realiach świata, w którym oboje żyjemy. Tutaj od kobiety, zwłaszcza damy nikt nie wymaga rozsądku, elokwencji, nawet zdolności samodzielnego myślenia, wręcz przeciwnie. W zasadzie jedynym obowiązkiem postawionym przed angielskimi paniami jest miła dla pańskiego oka powierzchowność. I ja spełniam go bez zarzutu. - Stwierdziła z pewnością, znowu oglądając się na niego przez ramię. Już wystarczająco wielkie tabuny mężczyzn prawiły jej komplementy, by mogła to stwierdzić z taką pewnością. Oczywiście wiązało się to z zazdrością, głównie innych panienek lekkich obyczajów, co czyniło z Any swego rodzaju żeńskiego mizogina. Bo i cóż miała począć, dzieląc los tych niezmiennie znienawidzonych przez panny 'ładniejszych'?
Dostrzegłszy, jak Vincent podnosi grzebień, niemal znów się nie zaśmiała. I on chciał wygrać bitwę tymi 'kościanymi widełkami'? Kręcąc głową, gratulowała mu szczęścia, że ona akurat dzisiaj nie doświadcza dość częstej zwykle huśtawki nastrojów. Nie podejrzewała jednak, by za tak pośrednią i mało rażącą urazę mogła rzucić mu się do gardła. Przynajmniej nie z pazurami.
Obróciła się kilka razy, ponownie przyzwalając mu na karmienie oczu jej widokiem. Wiedziała, jak wygląda i wiedziała, że jego zachwyt nie jest niczym wyjątkowym. Podeszła do komody, opierając się o nią tuż obok demona.
- Zejdź czym prędzej na dół... Którąś z kreacji przekonam Cię jeszcze do piekła. - Parsknęła, w dłonie biorąc pękatą butelkę pełną rumu. Obracając ją w ręku, uśmiechnęła się, nie patrząc na demona.
- Ciekawy plan, przyznam. Bezpieczny, oddalający podejrzenia. Z tym że to ty będziesz musiał zgrywać przybysza. Ja jestem tu już znana od prawie pięciu lat i nikt jeszcze nie widział mnie z bratem... - Teraz jednak odwróciła się, by stanąć naprzeciwko Vincenta.
- Zwykle od panów Twojego pokroju biorę co najmniej funta funta. A wierz mi, to uczciwa cena. Zakładając, że będziesz tu wracał dość często, daj właścicielowi koronę na znak zadowolenia z poświadczonych usług. Potem dawaj mu po pół, nawet po szylingu, wątpię by się zorientował. Zwłaszcza, że bywam 'pracownicą' kilku przybytków w nieregularnych odstępach i dosyć się napłacisz za spotkania ze mną... - Za oczywisty przyjęła fakt, że okoliczności oraz pozyskane z 'szantażu' pieniądze zwrócą mu straty.
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Eden   Czw 27 Maj 2010, 17:55

Nooo powiedział do siebie z zadowoleniem w myślach demon, ciesząc się z korzystnego obrotu sprawy. Współpraca nie zanosiła się, przynajmniej z początku, na łatwą i bezproblemową, ale z drugiej strony czego można się spodziewać po prostytutce i to jeszcze uważającej się za ekskluzywną? Liczył jednak na to, że pierwszy zysk z interesu rozprostuje nieco tą wyboistą drogę, po której przyszło mu spacerować. Wyjątkowo sporo nerwów kosztował go ten dzisiejszy dzień, który na szczęście okazał się owocny.
- Pożyjemy, zobaczymy - odparł na sugestie bycia bratem zza granicy. Tak naprawdę nie robiło mu różnicy kto będzie udawał kogo, nie powinno być z tym problemu najmniejszego. No może poza tym, że oboje spędzili wystarczająco dużo czasu wałęsając się po Londynie, a podczas tego pobytu spotkali na swej drodze licznych ludzi. Nie było jednak potrzeby poruszać tego tematu, a może w ogóle nie będzie.
Wstał i podszedł do łóżka po swoją marynarkę, którą wprawnym i oszczędnym w niepotrzebne działania ruchem narzucił na siebie. Tym razem zupełnie zignorował Anastazję bo stwierdził, że wszelkiego rodzaju 'romantyczne' wstawki i odbiegnięcia w stronę jej urody nie sprawiają, że bawi się lepiej. Wręcz przeciwnie, rozdmuchiwały tylko ego dziewczyny, przez co jeszcze trudniej było współpracować. O nie, moja droga. Koniec tego dobrego złożył 'przysięgę' przed samym sobą jednocześnie rozglądając się, czy ma ze sobą wszystko. Sięgnął do kieszeni po papierosa, ale rzut oka za okno wybił mu z głowy pomysł palenia - w takim deszczu nie było to ani przyjemne, ani łatwe.
- No to świetnie. Spotkajmy się więc przy jednej z kawiarni na Trafalgar Square jutro, po zachodzie Słońca. Wierzę, że wykonasz swoją część planu - sięgnął do kieszeni po cukierek i nonszalanckim gestem zapakował go sobie do ust, gdzie słodycz cukru z lekką nutką aromatu z mięty rozpływała się, przyjemnie orzeźwiając - Do zobaczenia jutro.
To rzekłszy uniósł nieznacznie kapelusz, w tradycyjnym geście pożegnania, który w obecnych okolicznościach nie miał w sobie ani odrobiny powagi, jaka mu zazwyczaj towarzyszyła. Zaraz po tym otworzył drzwi i zamykając je za sobą opuścił pokój.

Zszedł ze schodów pogwizdując lekko i z uśmiechem na twarzy. Pewnie był to częsty widok, jednak demon przypuszczał, że jest pierwszym, który wychodzi stąd uśmiechnięty bez zaspokojenia swej potrzeby cielesnej. Nie musiał zaspokajać swych żądz, a radość i tak była duża. Zbliżył się do kontuaru i położył na ladzie odliczoną koronę. Spojrzał jeszcze o oczy oberżysty-alfonsa i bezgłośnie wypowiedział słowa:
- Warto było.
To mówiąc, odruchowo przeleciał wzrokiem parter, stwierdził że nie zaszła w nim żadna większa zmiana i wyszedł pogwizdując z cicha prosto w objęcia wieczornej ulewy, która rozpostarła swe ramiona nad Londynem, niczym dawno niewidziana, gruba ciotka chcąca uszczęśliwić swego krnąbrnego siostrzeńca lub bratanka.

<ZT> //proszę o odjęcie tych 5 szylingów z karty//

Odjęte.
Powrót do góry Go down
Anastasyia

avatar

Profesja : Prostytutka
Wiek postaci : 24 lata / wygląda nieznacznie młodziej

PisanieTemat: Re: Eden   Pon 31 Maj 2010, 00:08

Wciąż stojąc niewzruszenie jak stała, Anastazja odstawiła butelkę. Ponownie natomiast chwyciła w smukłą dłoń lusterko i przejrzała się w jego tafli. Puszczając oczko własnemu fioletowemu oczku, nadal oczywiście pamiętała o obecności demona w pokoiku. Cóż z tego, że miał ją za próżną? Miała do tego pełne prawo, uzasadnione na dodatek. Choć w jednym się mylił. Prawione jej komplementy z całą pewnością składały się na jej wyśmienity nastrój. Który poprawiała jeszcze, wyśmiewając męską tendencję do powierzchownych osądów. Cóż, on, podobnie jak ona, najwyraźniej jest niereformowalny. Słowem, dobrali się pięknie do wszystkiego poza współpracą mającą na celu szantaż na gruncie czysto materialnym. A tam, pal to licho, z nie takich zabawek już wychodziła.
Przyglądając się rytuałom pożegnalno-wyjściowym Vincenta, uśmiechała się,z lekka unosząc kąciki ust. Składając ową przysięgę, nie wiedział jeszcze, że szybko ją złamie. I że stanie się to aż tak szybko. Widząc, że 'odpuścił sobie' bowiem, Ana solennie obiecała sobie z każdym spotkaniem wywierać na nim coraz to lepsze wrażenie. Do pewnego momentu nie miało być to problemem. Pieniądze jej się, prawda, nie trzymały, ale strojami dysponowała licznymi, na każdą okazję.
Jutro, przy Trafalgar? Mhm... Cóż, Ana nigdy nie miała nic do spacerów. Ba, bywało, że witała pieszo w Whitechapel na drugim brzegu Tamizy. A ten jej spacer miał zacząć się niebawem, tej nocy. Potrzebowała przecież świeżego powietrza (oraz pokarmu), by w nadchodzącym dniu oszczędzić sobie ryzyka a Vincentowi dwóch uroczych ranek w okolicy obojczyka.
Widząc cukierek w ustach demona, zaśmiała się krótko. Ot, widok dorodnego mężczyzny we fraku i cylindrze łykającego ze śmieszkiem słodką pastylkę był zabawny.
- Mhm, Vincencie. Do zobaczenia. - Kiedy wyszedł, zasiadła, już przygotowana, na łóżku. Rozrzuciła nieco pościel, jedną poduszkę ciskając nawet na parapet niewielkiego okienka osłoniętego bordową zasłoną. Należało zachować pozory, toż jej spotkania z klientami nigdy nie kończyły się z uprzątniętą izdebką.
Wreszcie po półgodzinie zeszła na dół, przebrana i uczesana. Krótką wymianą zdań pożegnała 'kierownika', kątem oka zmierzyła wciąż rozłożone na szezlongach panienki i wyszła w deszcz.
ZT
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Eden   

Powrót do góry Go down
 
Eden
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Soho-
Skocz do: