Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Tajemnica wiszących ciał - sesja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pon 26 Kwi 2010, 19:12

Tutaj będzie rozgrywać się właściwa akcja prowadzonej przez Grabarza sesji.
Wszelkie komentarze poza fabułą są zabronione (można je wysyłać na pocztę bądź też pisać w temacie "Tajemnica wiszących ciał - informacje").

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pon 26 Kwi 2010, 21:51

<Jeśli ktokolwiek nie otrzymał ode mnie żadnego PM, a jego przygoda nie została opisana w tym poście to proszę się do mnie zgłaszać. Gracze, z którymi wymieniam wiadomości na poczcie niech się niczym nie martwią...wszystko idzie zgodnie z planem.>

Anna Ubis:
Nawet najbardziej zaaferowani sprawami kryminalnymi ludzie muszą czasami jeść i Anna, jako że fizycznie nie różniła się specjalnie od większości homo sapiens nie była tu wyjątkiem. Tego ranka wybrała się na przymusowe zakupy związane z nabyciem artykułów potrzebnych do wykarmienia burczącego z głodu żołądka (Bestia zawsze atakuje wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy!).
Spory kosz, który służył Pannie Ubis do transportowania zakupionych drobiazgów zapełniał się w miarę, jak drzwi kolejnych sklepów zamykały się za nią, a wraz z pełnością pojawił się jej nieodłączny brat ciężar. Biedna Anna szła więc raźno ulicami targając ze sobą coraz cięższy ładunek i przeklinając w myślach na ludzi, którzy coraz liczniej wylegali na ulice. Ach, powinna wynaleźć coś, co będzie robiło za nią zakupy! Hm, maszynerię takową należałoby chyba wyposażyć w taran oraz zamykane wieko...do tego dochodziła tablica z rozpiską potrzebnych produktów oraz jakiś napęd.
Wynalazcze myśli falami napływały do jej głowy przekreślając jedna drugą i nawzajem się zamazując. Z zamyślenia wyrwał ją głośny, pełen przerażenia krzyk jakiejś bliżej nie zidentyfikowanej kobiety. Wybudziwszy się z kreatywnego transu Anna zauważyła, że znajduje się na Speaker's Corner tuż przy mównicy przeznaczonej dla natchnionych mówców. Jej oczom ukazało się...

Lucrecia:
Poranne spacerki to naprawdę dobra rzecz dla młodej, pięknej, a do tego wolnej kobiety. Ulice znajdują się wtedy w optymalnym stanie zaludnienia-nie jest zbyt pusto (Samotna piękność na pustej ulicy? Niebezpiecznie kuszące!) ani specjalnie tłoczno (Ach ten odór spoconych ciał i wieczne poszturchiwanie). Poza tym pogoda była całkiem ładna. Wyjątkowo jak na Londyn świeże powietrze działało na ciało i umysł niczym ożywczy eliksir rozbudzając i wstrzykując do każdej komórki dodatkową porcję energii. Nawet atmosfera strachu związana z niedawnymi morderstwami wydawała się słabsza, jakby pogodny poranek wymazał złe myśli z głów Londyńczyków. Jedynie kilka przekupek dyskutowało zawzięcie na temat domniemanego pochodzenia tajemniczego mordercy. Jedna z nich (Podstarzała, tłusta dama przy stoisku z warzywami) upierała się przy teorii, że zabójstwa są karą Boską i nie skończą się tak długo, jak mieszkańcy Londynu nie wrócą na drogę cnoty.
Żadne wydarzenie nie zapowiadało tego, co miało się za chwilę stać. Przechodząc właśnie nieopodal Speaker's Corner Lucrecia usłyszała wysoki kobiecy wrzask przepełniony rozdzierającą trwogą. Krzyczącą była młoda dziewczyna w granatowej sukni (Wykonanej zresztą z fatalnie źle dobranego materiału, ale mniejsza o to.). Spojrzawszy nieco na lewo od krzyczącej ujrzała...

Jenny Evans:
Zdobywanie informacji to trudne, absorbujące zajęcie. Trzeba nie tylko umiejętnie odsiewać ziarna od plew, ale i nieźle się nachodzić w poszukiwaniu pożądanej wiedzy. Jenny miała jednak także kieszenie, które cierpiały na brak gotówki oraz żołądek, który zaczynał z wolna burczeć domagając się pokarmu. Nie było wyjścia, trzeba była się zając normalną, uczciwą (Khe, khe) pracą i zarobić na jakieś śniadanie. Poranki nie były niestety najlepszą porą dla łowców pokroju Panienki Evans i jej kieszenie jak były puste tak puste pozostawały nie dając jak na razie wielkich nadziei na rychły posiłek. Jej umysł powoli wertował karty pamięci w poszukiwaniu miejsca, w którym mogłaby natrafić na jakiś łup i w końcu na tablicy jej świadomości wyświetliła się jedna wiadomość:"Speaker's Corner". W sumie to nie był to wcale zły pomysł! Przy mównicy zbierały się czasami całe tłumy, a zajęci naśmiewaniem się z natchnionych mówców ludzie bywali zaskakująco mało spostrzegawczy. Pora była co prawda wczesna, ale nie szkodziło spróbować. Idąc po krawędzi terenu parku Jenny dostrzegła niewielkie, jednak szybko się powiększające zbiegowisko. Powietrze rozdzierały pełne przerażenia krzyki jakiejś kobiety, która pół-leżała na ziemi celując palcem wskazującym w drzewo przed nią. Odruch zadecydował o tym, że Panna Evans spojrzała w tamtym właśnie kierunku, aby ujrzeć...

Wspólne:

Ciało! Zakrwawiony zezwłok ociekający szkarłatną posoką! Trup został przywiązany głową w dół do rosnącego tuż za mównicą drzewa. Krew spływała powoli po ciemnej korze tworząc na niej lepkie, wyraźnie widoczne stróżki, które docierały aż do niezbyt jeszcze bujnej parkowej trawy. Ciężko było powiedzieć kim jest denat, został on bowiem tak bestialsko poszarpany, że tylko dzięki odrobinie wysiłku umysłu można w nim było dostrzec istotę ludzką.
Twarz została niemalże do szczętu obdarta z ciała, nic więc nie zasłaniało różowawych od krwi plam kościanej bieli. Z nosa nic praktycznie nie pozostała, w jego miejscu ziała więc jedynie ciemna dziura przyozdobiona niewielkim fragmentem chrząstki. Oczy zostały najprawdopodobniej wyłupione a pozostawione po nich puste oczodoły bezmyślnie wpatrywały się przed siebie. Pozbawione kryjących je zazwyczaj warg i policzków zęby szczerzyły się w groteskowej parodii radosnego uśmiechu. Szyja denata została poszarpana tak, że można było podziwiać wewnętrzną stronę kręgosłupa a skrawki ciała sterczały z ogromnej rany na wszystkie strony świata. Klatka piersiowa była rozerwana i zamknięte zwykle ogrodzenie żeber było teraz otwarte niczym jakaś groteskowa szkatułka. Wyprute wnętrzności zwisały ze sporego otworu w jamie brzusznej niczym martwe wyglądające z jamy. Tak nogi, jak i ręce ofiary zostały wielokrotnie połamane, po czym obleczone sznurem, który teraz trzymał cały zezwłok przy drzewie.
Muchy powoli podlatywały do umrzyka wietrząc znakomitą okazję na złożenie jaj. W powietrzu unosił się odór wydobywający się z otworu w brzuchu ofiary a słońce przyświecało sobie w najlepsze zupełnie nie przejęte tym, na co padają jego złote promienie.
Powrót do góry Go down
Anna Ubis

avatar


PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 27 Kwi 2010, 19:11

Kto by pomyślał, że na ulice wylegnie taki tłum! Anna zaaferowana własnymi sprawami ostatnio żyła jakby w zupełnie innym świecie, nawet gdyby przed teatrem przemaszerowała cała defilada dowiedziałaby się o tym dopiero, gdyby przeczytała przez przypadek w gazetach. Teraz po prostu nie przewidziała, że lud spragniony świeżych produktów wypłynie w takich ilościach na zakupy. kosz który miał sie okazać poręcznym, teraz zawadzał, dodatkowo wypełniony różnościami zaczynał po prostu ciążyć dziewczynie.

"Że też siedzę i wymyślam nikomu nie potrzebne drobiazgi"- skarciła się w myślach! Gdyby tak ten kosz móc ciągnąc..." Anna zamyśliła się, rysując już w wyobraźni kształt takowego wózka. "albo nie! Pchać i spychać każdego z drogi!" i obraz tamtego urządzenia zastąpiła już zupełnie inna idea. A może mechaniczny człowiek? Długie metalowe ramie, które by wygodnie rozkładało ciężar...

Wzdrygnęła się. powietrze przeszył histeryczny krzyk, rozdzierając w głowie dziewczyny płótno z rysem kolejnego urządzenia.
'Któż krzyczy' pytała jej twarz, tłum sam popchnął ją w stronę źródła hałasu, a sama chyba zamyślona po prostu nie zauważyła, jak wylądowała na Speaker's Corner otulona kaskadą szeptów, strachliwych komentarzy czy wrzasków histeryków.
zdziwiła się, czyby któreś z przemówień było tak starszne? Rozejrzała się w amoku po zebranych, gdy jej wzrok natrafił na coś niespotykanego, czegoś czego nie można się było spodziewać.

odór uderzył w jej nozdrza z taka siłą, ze zobaczyła mroczki przed oczami a zaskoczona widokiem upuściła kosz z zakupami. Od razu przestała odczuwać głód. Widok był okropny, a dziewczyna chociaż przygotowywała się na taki widok, czytając fantastyczne doniesienia z gazet, nigdy by nie pomyślała, że może on spowodować w niej aż taki szok. chyba jedynie świadomość (lekka, przytłumiona), ze jeśli upadnie, to zapewne zostanie zadeptana pozwoliła jej się otrzymać na nogach.
'Gdzie policja?' przemknęło jej przez myśl. dziewczyna szybko zaczęła się rozglądać za mundurami, zajmując świadomość czymś innym niż okropny widok. musiała się do nich zbliżyć, może coś usłyszy! Moze ktos coś jej przez nieuwagę powie?! Tak blisko jest teraz tej tajemnicy! musi zobaczyć rany! co z tego, ze prawie mdlała, a świat od nadmiernego widoku krwi i wnętczności się jej zaczerniał! Aanna musiała i to ja napędzało!
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 27 Kwi 2010, 21:00

No tak, jak zwykle trzeba było się namęczyć, żeby znaleźć jakiś odpowiedni cel. Speaker's Corner to tak jak łapanie ostatniego pociągu, coś co jest prawie pewne, jednak trzeba uważać, żeby nie przegapić okazji.
Sytuacja, czy raczej cyrk przy mównicy lekko ją zdziwił, a te krzyki ? Ileż można wzywać do chwalenia Boga, albo do obalenia czyiś rządów. Mówiący to jacyś heretycy, wariaci, albo jeszcze gorzej - przynajmniej tak się mówiło, a jak było ? Tego Jenny wolała nie wiedzieć, bo po prostu jej to nie interesowało.
Kiedy spojrzała we wskazywany kierunku, aż zamarła wpatrzona w truchło. Obok niej przemknął jakiś mężczyzna, który nie wytrzymał odoru i musiał oddalić się, aby nie zrobić z siebie pośmiewiska. Evans odruchowo zakryła usta i nos dłonią - nie, nie miała zamiaru wymiotować. Bo to raz w ciemnych uliczkach spotykało się gnijące ciała psów, kotów, czy nawet bezdomnych. Teraz było inaczej, Jenny chciała skupić się na samym ciele, nie na jego zapachu. Wiedziała już, że zabijani, to nie są zwykłe szaraczki Londynu. Ale powiedzmy szczerze, jak można było kogoś ... coś takiego rozpoznać ? Nijak po prostu. Krew malowała smugi na korze drzewa, tworzą niestworzone obrazy z posoki. Widok nie należał do najprzyjemniejszych, jednak gapie zbierali się i robił się coraz większy tłok. Jenny minęła jakąś kobietę, która upuściła kosz z jedzeniem i mężczyznę w purpurowym garniturze. Wpatrywał się on za swoich ciemnych szkiełek okularów na wiszącego trupa - wyglądał, jakby dokonywał sekcji na odległość.
-Przepraszam Mości Pana, ale kiedy to się stało ? Bo aż wierzyć się nie chce, że nikt jeszcze tego nie zauważył, a dopiero teraz - powiedziała cicho, zwracając się do mężczyzny, który na nią nie spojrzał, jednak chyba miał zamiar odpowiedzieć bo głęboko się zamyślił, wydając z siebie tylko cichy odgłos swojego równego, acz głośnego oddechu.


Ostatnio zmieniony przez Jenny Evans dnia Wto 27 Kwi 2010, 22:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 27 Kwi 2010, 22:11

W pierwszej chwili najciekawszym nie okazał się powód krzyku kobiety, a jej strój, który wywołał delikatny grymas na ślicznej buźce młodej wdowy. Jednak zaraz potem ciekawość kazała zlokalizować źródło ogólnego poruszenia. Przepchnęła się zgrabnie przez spory tłumek jednocześnie wytężając wzrok by dostrzec...
Stanęła, jak sparaliżowana. Źrenice kobiety delikatnie się poszerzyły, twarz momentalnie pobladła, nabrawszy głębokiego wdechu drobne pomalowane krwistoczerwoną szminką usteczka zadrżały. Dopiero po chwili gdy z delikatna paniką stwierdziła, że brakuje jej powietrza powoli wypuściła zgromadzone w płucach powietrze, jednocześnie przyciągając do piersi splecione dłonie i cofając się odrobinę do tyłu. Zmarszczyła delikatnie nos. Uznała za dziwny, fakt, iż odór gnijącego ciała dotarł do niej dopiero w tej chwili.
Zamrugała kilkakrotnie. Widok autentycznie ją przeraził, jednak z jakichś dziwnych powodów z ciekawością spoglądała na zwłoki. Lucrecia w swoim życiu miała już kontakt ze śmiercią, czy to o mówimy o odległej rodzinie, sąsiadach (wszak to Londyn! tu kostucha czai się za każdym rogiem) czy skupimy się na samym zmarłym małżonku pani Walles. Jednak wszyscy oni zginęli w sposób... Może czasem nie do końca naturalny, jednakże nie mogło się to w żadnym wypadku równać z tym bestialsko zmasakrowanym biedakiem powieszonym na drzewie.
Wiadomo było, że gdzieś na terenie miasta grasuje psychopata, jednakże wydawało się to w jakiś sposób odległe. Słyszała ostrzeżenia od ludzi, zatrwożone paplanie przyjaciółek, ciche dyskusje mężczyzn, krzyczały do niej nagłówki gazet i pewna wzmożona ostrożność wśród znajomych. Było to nic... Prócz chwilowego zainteresowania, jakie ta sprawa zdobyła, nie zdarzyło się nic więcej. Wdowa Walles ponownie oddała się swoim ulubionym zajęciom, spychając w niepamięć krwawe mordy... Do póki, nie ujrzała pierwszego w swoim życiu rozbebeszonego nieboszczyka.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Sro 05 Maj 2010, 20:13

Anna:

Oczy dziewczyny gorączkowo przemykały po zebranym tłumie poszukując jakichkolwiek śladów policji, na przykład charakterystycznych hełmów. Przez dłuższą chwilę widziała jedynie głowy rozmaitych przechodniów, którzy zdjęci grozą zamarli w miejscu. Króliki...przypominali króliki, które zastygły na widok niebezpieczeństwa. Ta myśl pojawiła się w jej głowie znikąd, zapewne za sprawą strachu, który pomimo walczącej z nim zaciekle ciekawości zaczynał powoli opanowywać jej serce.
Po chwili powietrze rozdarł świdrujący, wręcz bolesny dla wyostrzonego przez adrenalinę słuchu dźwięk gwizdka. Dookoła pojawiło się kilkoro jegomościów w charakterystycznym policyjnym ubiorze, którzy szybko i zręcznie wbili się w zdjęty grozą tłum torując sobie drogę do nieboszczyka. Gwizdki sprawiły, że ta cześć gapiów, która nie była aktualnie zajęta wymiotami drgnęła niczym macki olbrzymiego ukwiału. Dało się słyszeć pełne strachu wołania dam, płacz jakiegoś nieszczęsnego dziecka, a nawet kilka pełnych oburzenia mruknięć wydanych zapewne przez jakiś nieco za mocno trąconych łokciami dżentelmenów. Jeden z funkcjonariuszy przemknął tak blisko Anny, że poła jego uniformu lekko otarła się o jej kostkę.


Jenny:

Mężczyzna przez chwilę stał w absolutnym bezruchu ze spojrzeniem wbitym w zmasakrowane zwłoki. Jenny wcale nie była pewna, czy ją dostrzegł...w końcu miał przed sobą widok znacznie bardziej niecodzienny i fascynujący niż młoda dziewczyna. Bo to mało takich dziewczątek chodziło po ulicach Londynu? W końcu jednak nieznajomy zamrugał raptownie, po czym zwrócił twarz ku Panience Evans.
-To samo pytanie mógłby zadać Panience.-Rzekł dziwnie gardłowym głosem.-Wiem tylko, że gdybym dorwał drania, który dopuszcza się tak potwornych czynów to na pewno nie stałbym teraz tutaj!
W sumie czego się spodziewała? Że natrafi od razu na człowieka, który widział rogatego potwora wieszającego poszarpane szczątki na pniu drzewa? To by było zdecydowanie zbyt wspaniałe, piękne i proste, czyż nie? Życie nauczyło ją już tego, że niespodziewane dary od losu są niezwykle rzadkim zjawiskiem. Poza tym ich "niespodziewanośc" polega właśnie na tym, że zwykle nie otrzymujemy ich wtedy, gdy najbardziej tego chcemy.
-Niech Panienka wraca do domu.-Rzucił po chili jej rozmówca.-Oczy młodej dziewczyny nie powinny oglądać takich widoków.
Po tych słowach mężczyzna stanął między Jenny a truchłem zasłaniając jej widok. Cóż za opiekuńczy dżentelmen...

Lucrecia:

Puste kratery oczodołów nieboszczyka zdawały się wpatrywać w Lucrecię swym pustym spojrzeniem. Dziewczyna miała wręcz wrażenie, że lada moment w ich głębinach rozbłyśnie srebrna, trupia poświata a sam trup przemówi do niej skrzeczącym, upiornym głosem. Nic takiego się jednak nie stało i zwłoki, choć obrzydliwe i straszne trwały nadal w niezmienionej pozycji. Umarli są cierpliwi, czyż nie? Kilka much wpełzło do otworu, który był niegdyś nosem umarłego i teraz krzątały się tam szukając zapewne miejsca, w którym mogłyby złożyć swoje obrzydliwe, białawe jaja. Kilkoro z ich kuzynek uwinęło się zresztą szybciej i gdzie nie gdzie czerwonawe skrawki ciała zdobiły jasne, podłużne pęczki, z których niebawem miały się wylegnąć pulsujące czerwie.
Lucrecia poczuła jak w jej żołądku coś się przewraca. Uczucie było takie, jakby ktoś wiercił się wewnątrz jej brzucha za wszelką cenę chcąc wyjść. Jej przełykiem wstrząsnęły nieopanowane skurcze, a w tyle gardła poczuła okropny, kwaśno-gorzki posmak tego, co niegdyś było apetycznym jedzeniem. Wiedziała, że jeśli spojrzy teraz na zwłoki to nie uda jej się powstrzymać i zwymiotuje na stojącą najbliżej osobę.

Wspólnie:

-Proszę się rozejść!-Ryknął rosły, barczysty mężczyzna w policyjnym uniformie, który właśnie wyłonił się zza rogu pobliskiego budynku.-To miejsce zostaje oficjalnie zajęte przez policję i nikt, kto nie przyszedł tu ze Scotland Yardu nie ma prawa tu przebywać!
Jednemu z funkcjonariuszy udało się już dotrzeć do zwłok i teraz starał się je zakryć własnym płaszczem. Był to młody chłopak, który wyglądał, jakby miał zaraz zwymiotować, ale mimo wszystko bohatersko walczył ze złośliwie opadającą tkaniną. W końcu ciało ofiary zostało osłonięte przed spojrzeniami gapiów. Młodzieniec zwyczajnie zatknął krawędzi płaszcza za jego plecy i nogi wykorzystując fakt, że morderca mocno umocował je do drzewa.
-Proszę się rozejść!-Krzyknął ponownie barczysty funkcjonariusz, który zdołał właśnie dotrzeć do swojego młodszego kolegi.
Dryblas szepnął coś do ucha swojego podkomendnego, który w odpowiedzi skinął głową, po czym ruszył w bliżej nie określonym kierunku.

______________________________

Tymczasem na posterunku Scotland Yardu...

Lucjusz:

Lucjusz cierpliwie czekał na powrót komendanta. Krzesło wydawało się coraz mniej wygodne, w płucach zaczynały się rodzic pierwsze ziewnięcia a on czekał z cierpliwością właściwą jedynie osobom niezwykle uprzejmym. Dyżurujący konstabl nie wydawał się już zainteresowany jego osobą. Mężczyzna siedział przy swoim biurku i notował coś powoli na kartce papieru, a półprzymknięte oczy nadawały mu wygląd człowieka śmiertelnie znudzonego tym, co właśnie robi. Żaden z elementów składających się na ten konkretny moment nie pasował do fali przerażających morderstw, które wstrząsnęły całym Londynem.
Nagle drzwi komisariatu rozwarły się na oścież pchnięte czyimś silnym ramieniem.
-Proszę, Panie Monthermer. -Mruknął rosły, barczysty osobnik ubrany w nienagannie czystą koszulę, która z trudem opinała pokaźne mięśnie jego ramion.
Do środka wmaszerował bogato odziany jegomość o długich, złotych niczym promienie słońca włosach, jasnej cerze i zimnych, stalowoszarych oczach. Mężczyzna poruszał się pewnie i zdecydowanie, zupełnie jakby był u siebie. Nic w jego ruchach i postawie nie zdradzało najmniejszych oznak zdenerwowania, onieśmielenia, czy zwykłego dla odwiedzających policję obywateli zakłopotania. Możny pan nie czekając na swego ochroniarza ruszył ku biurku dyżurującego konstabla.
- Muszę porozmawiać z komendantem. W tej chwili. -Jego głos jego był stanowczy, nawykły do rozkazów i nie znoszący jakiegokolwiek sprzeciwu. Szare tęczówki chłodnych, obojętnych oczu spoczęły na postaci konstabla patrząc nań z arystokratyczną wyższością.

Donatien:

-Komendanta Faithounda tu nie ma.-
Odparł spokojnie policjant, po czym ruchem brody wskazał na siedzącego nieopodal mężczyznę.-Ten uprzejmy jegomość właśnie na niego czeka i o to samo będę Pana prosił.
Czyżby znudzony śledczy nie zdawał sobie sprawy z tym, z kim przyszło mu rozmawiać? Nie wstał nawet z krzesła! Cóż za tupet...cóż za brak ogłady i szacunku dla znacznie od niego ważniejszej persony! Nie zmieniało to jednak faktu, że stwierdzenie o nieobecności komendanta wydawało się prawdziwe. Wspaniale...czyżby Donatien był zmuszony czekać w tej parszywej dziurze? Toż to jawna hańba dla jego szlacheckiego nazwiska!
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Czw 06 Maj 2010, 21:03

Jenny zrobiła kwaśną minę, delikatnie szeleszcząc materiałem sukienki, ruszyła wzdłuż linii tłumu - w kierunku przeciwnym do policji, która swoimi gwizdkami sprawiała niecodzienne tortury.
-Phi, dżentelmen. To kobiecie nie wolno, to też lepiej zostawić! Żeby każdy taki był, a nie co ... co któryś tam. - przemknęły jej przez głowę, krótkie i nie wiadomo czy trafne myśli.
Zasłonięte teraz ciało nie stanowiło żadnej wskazówki, a cholerna policja narobiła tylko hałasu, zapewne niszcząc jakieś ślady tymi swoimi łachami. Evans zwinnym krokiem przemknęła przez grupkę młodych dziewcząt, najprawdopodobniej uczennic, z których tylko jedna miała normalny kolor cery - reszta mogła startować w konkursie na najbledszą cerę ... jeśli taki konkurs w ogóle istnieje. Teraz można było obawiać się tylko jednego, że ciało zniknie z placu i nic co mogło być charakterystyczne dla kogoś znanego, nie ujrzy światła dziennego - a raczej Jenny tego nie zobaczy.
Stanęła przy otynkowanej ścianie, jakiegoś budynku, jej sylwetką okalał cień. Wzrok złodziejki dyskretnie spoglądał to na osoby z tłumu, to na ciało, czy raczej miejsce w którym się teraz znajdowało. Często zdarza się, że oprawca lubi nasycać się swoim dziełem, być w ukryciu tłumu i kilkudziesięciu nieznanych twarzy. Sama jednak nie mogła rzucać się w oczy, dlatego też po chwili zmieniła miejsce, bo funkcjonariusze zbliżali się w tym kierunku, odganiając gapiów.
Powrót do góry Go down
Anna Ubis

avatar


PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Czw 06 Maj 2010, 22:21

Anna gdy tylko zauważyła charakterystycznie odzianych funkcjonariuszy poczęła śledzić ich wzrokiem. tłum szumiał, zaczynał falować dlatego tez dziewczyna nieźle musiała się skupiać, by nie zgubić obiektu obserwacji z zasięgu wzroku. Gdy jeden z nich przemknął obok Anny, ta wykorzystała ta sytuację oraz to, iz tłum rozstępował się na chwile przed komisarzami i uczepiła sie ich korowodu jak rzep psiego ogona. Tłum ył tak zaaferowany, ze właściwie nikt nie zwrócił na nią zbytniej uwagi, nawet przez pewien zcas policjanci podekscytowani czy przerażani nie zdawali sobie sprawy z tego, że niespełna kilka kroków za nimi do miejsca zbrodni przdziera się młoda kobieta.
Podeszła bliżej, ale co teraz? Anna gorączkowo poczęła szukać miejsca w którym mogła by dosłyszeć jakieś strzępki rozmów, mając nadzieję pozostać niezauważoną. Działa pod wpływem impulsu, nie myslała nawet o tym jak ma się zachować gdy dopnie swego lub funkcjonariusze zorientuja się z dodatkowego towarzystwa
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pią 07 Maj 2010, 19:15

Niemal z ulgą przyjęła fakt, zakrycia strzępków ludzkiego ciała. Mimo, że dziwaczna ciekawość, kazała spoglądać jej w tamtą stronę, była pewna, że jeśli choć jeszcze raz spojrzy w tamtym kierunku i dojrzy zmasakrowane zwłoki, z pewnością nie skończy się jedynie na wzdrygnięciu z obrzydzenia, młoda wdowa zwymiotuję,jak nic... A to byłaby porażka uwłaczająca jej godności. Skrzywiła się gdy w ustach pojawił się paskudny smak i odruchowo przyłożyła dłoń do usteczek.
Tłum zawirował. Jedni poczęli się wycofywać, drudzy wręcz przeciwnie. Co rusz ktoś trącał i popychał nieco zdezorientowaną kobietę. Nigdy nie przepadała za tłumem.
Ostatni raz wspięła się na place, by powieść wzrokiem za młodym funkcjonariuszem, zahaczyć o starszego mężczyznę i zerknąć na całą scenę. Westchnęła niemrawo. Nic tu po niej. Zastukała delikatnie obcasami, chciała otrzepać idealnie skrojoną burgundową suknię ozdobioną kobaltowymi lamówkami, jednakże w tej chwili mijało się to z celem. To przesądziło sprawę. Postanowiła powoli wycofać się na otwartą przestrzeń, a przynajmniej w miejsce gdzie ludzie nie depczą sobie po palcach...
Och, oczywiste, że mogła to wszystko odrobinę wyolbrzymiać...
Ale jak inaczej mogłoby to się ukazać w oczach niewinnej, zaaferowanej kobietki. A przynajmniej w tejże chwili.
Powrót do góry Go down
Lucjusz

avatar


PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Sob 08 Maj 2010, 21:36

Lucjusz w pierwszej chwili nie wierzył własnym uszom. Cóż za bezczelność i brak kultury Anioł mimo iż był przyzwyczajony do tego iż w obecnych czasach każdy kto tylko zarobił trochę więcej pieniedzy uważał się za lepszego( co dla Lucjusza było wyjątkowo żałosne)- to w pierwszym momencie chciał wstać i powiedzieć w prostych żołnierskich słowach co on myśli o owym jegomościu oraz całej jego rodzinie. Po chwili ledwo powstrzymał śmiech gdy zobaczył reakcję policjanta, którego automatycznie zaczął bardziej szanować. Przyglądając się z ironicznym uśmiechem mężczyżnie, w końcu zdał sobie sprawę z kim ma do czynienia. No tak..prędzej czy później musieli się pojawić przy takim wydarzeniu - pomyślał anioł. dziwne tylko, że ten pojawił się na posterunku zamiast tam gdzie królowała rozpacz, panika i strach.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Nie 09 Maj 2010, 20:38

Jakkolwiek stanowczo czy uporczywie by nie spoglądał na konstabla nie zmieniłoby to sytuacji w jakiej się znalazł, tak więc zastraszenie owej ludzkiej istoty nie miało żadnego sensu. Nie ściągnęłoby w magiczny sposób komendanta ani nie przeniosło demona w miejsce jego aktualnego pobytu. Oczywiście, mógł ulżyć swemu niezadowoleniu i lekkiej irytacji przelewając i wywołując negatywne emocje w potomku ludzkiego rodu, niemniej wszelkie odpowiednie ku temu umiejętności wolał zachować na lepszą okazję, która zaraz mogła się nadarzyć. Oto bowiem Donatien odczuł pewne delikatne zmiany w otoczeniu, osobliwy dyskomfort i niechęć, które nasiliły się, gdy szare tęczówki spoczęły na wskazanej przez policjanta osobie. Jegomość ten zdecydowanie był biedniejszy od blond włosego arystokraty, nie zachwycał ani urodą ani ubiorem i Donatien był gotów się założyć, że i charakter tej jednostki nie wzbudzi jego zainteresowania.
Na jego twarz wypełzł paskudny, nieprzyjemny uśmiech. Cóż, skoro przyszło mu tu czekać to czemu nie zmienić nieprzyjemnej sytuacji w, dość prostą co prawda, ale jednak, rozrywkę.
- Oczywiście.
Świadomość, iż owy nieostrożny i znudzony konstabl i tak mógł niezwykle szybko zlecieć ze swego stołka za sprawą jednego czy dwóch odpowiednich pociągnięć sznureczkami, których niezliczoną ilość dzierżył w dłoniach Donatien, starczała demonowi w zupełności jako rekompensata za uchybienie tamtego. I kto wie czy mężczyzna z owej możliwości nie skorzysta... Przyjrzał się uważnie policjantowi, po czym ruszył ku anielskiej istocie odczuwając coraz silniej coś co go odpychało, skłaniało do zatrzymania się. Jeśli jednak jegomość ten rzeczywiście był stworzeniem, o którym myślał demon (a mógł się mylić, wszak nie potrafił widzieć aur) warto było wycierpieć owe małe dolegliwości na rzecz zabawy. W końcu, o ile jego myślenie było prawidłowe, nie tylko on w tym momencie reagował źle na obecność "przeciwstawnego bieguna".
- Witam. Widzę, iż oboje mamy pecha... - Demon zdawał się być w dobrym humorze pomimo dręczących go nieprzyjemnych wrażeń i faktu, iż musi czekać. Oczywiście wolałby załatwić natychmiast to z czym tutaj przyszedł, nie lubił, gdy sprawy toczyły się własnym torem, poza jego kontrolą, lecz cóż... los nie zawsze bywa przychylny.
- Donatien Monthermer - Przedstawił się zgodnie z wszelkimi nakazami dobrego wychowania, mimo iż nie zwykł z taką uprzejmością i życzliwością zwracać się do "prostych szaraczków" i zazwyczaj ich po prostu nie zauważał. Czemu więc teraz tego nie zrobił?
Wyciągnął dłoń w stronę anioła z uśmiechem fałszywym, za którym czaiła się pewna groźba.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pon 10 Maj 2010, 18:25

Speaker's Corner

Chaos panujący dookoła powinien się już powoli uspakajać...przynajmniej gdybyśmy mówili o mieście nieco mniej zaludnionym niż Londyn. Policja odganiała tyle gapiów ile tylko się dało, jednak w miejsce odchodzących pojawiali się nowi, zwabieni zamieszaniem niczym muchy zgnilizną. Wszystko zaczynało powoli wyglądać niewesoło...chyba za chwilkę w ruch pójdą pałki.

Jenny:

Jenny, jak każdy przestępca miała zakodowaną w mózgu naturalną niechęć do ów mało przyjemnego w kontakcie elementu policyjnego ekwipunku. Bo to mało się już napatrzyła na zieleniejące siniaki swoich kolegów po fachu?
-Proszę Pani.-Głos był cichutki i delikatny, jednak pobrzmiewało w nim zdecydowanie.
Ktoś pociągnął za rąbek sukni Panny Evans chcąc wyraźnie zwrócić na siebie jej uwagę. Był to mały, na oko pięcioletni chłopiec w stroju sugerującym życie na cieniutkie granicy pomiędzy biedą i nędzą. Miał ciemne, zmierzwione włoski, jasną cerę i okrągłą buzię. Brązowe oczy patrzyły na Jenny zaskakująco spokojnie, jakby mały nie bał się obcej kobiety. Gdzieś za zasłoną źrenic kryło się jednak coś, co sugerowało tajone przerażenie. Okrągła buzia dziecka była cała umazana jakimś bliżej nie sprecyzowanym brudem, podobnie zresztą jak poprzecierane brązowe spodnie oraz tania szara koszula. Chłopiec miał na głowę poplamiony berecik, przez który wyglądał jak miniaturowa wersja opryszka.
-Czy może mnie Pani stąd zabrać?-Spytał maluch wciąż trzymając w palcach materiał sukni Jenny.

Anna:

Policjant, za którym ruszyła zdawał się wcale nie zauważać jej obecności. Jego spojrzenie utkwione było w zakrywającym zwłoki materiale, zupełnie jakby krył on jakiś cenny skarb. Różnica była taka, że na widok skarbu ludzie zwykle nie bledną, a ich oczy nie rozszerzają się z przestrachu.
-Koszmar.-Szeptał funkcjonariusz pod nosem na tyle głośno, że Anna mogła go usłyszeć.-Potwór...
W miarę jak zbliżali się do zakrytego zezwłoku odór zawartości rozerwanych kiszek stawał się coraz silniejszy i w pewnej chwili Anna czknęła cichutko, czemu towarzyszyło pojawienie się w ustach gorzkiego, okropnego posmaku. Nie była wyszkolonym koronerem, ani chirurgiem...kiedy miała więc nawyknąć do takich potworności? Policjant przed nią wyciągnął z kieszeni chusteczkę i kurczowo przycisnął ją do ust i nosa. Cóż, najwidoczniej podobne widoki nie były częste nawet dla funkcjonariuszy Scotland Yardu.
Nagle powietrze rozdarł bliski, świdrujący dźwięk gwizdka. To barczysty mężczyzna w policyjnym uniformie stojący przy samych zwłokach dmuchał właśnie w gwizdek patrząc prosto na Annę. Miał duże, bystre oczy o piwnych tęczówkach, których spojrzenie było tak władcze, że aż wywoływało mrowienie. Czarna, gęsta broda oraz połączone z nią wąsy nadawały siłaczowi wygląd barbarzyńskiego króla.
-A Panienka dokąd, co?-Zadudnił policjant groźnym tonem.-Proszę stąd iść, albo będę musiał Panienkę przymknąć!

Lucrecia:

Tłum kotłował się niczym stado węży, Lucrecia była więc co rusz popychana, trącana łokciami i ściskana pomiędzy jakimiś obcymi ciałami. Raz została nawet bezczelnie chwycona za pośladek, przy czym ktoś cuchnący potem i przetrawionym piwem wyszeptał jej do ucha kilka nieprzyzwoitych słówek ("Boisz się maleńka? Może ja się tobą zaopiekuję?). Szczęśliwie bezczelny zboczeniec został szybko porwany przez chaotycznie poruszającą się tłuszczę (dało się przy tym słyszeć jakiś zagadkowy, głuchy odgłos, po którym nastąpiło przekleństwo). Niby niebezpieczeństwo minęło, ale ona wciąż miała uczucie, jakby obleśne paluchy napastnika zaciskały się na jej ciele...okropne! Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby było tu trochę mniej ludzi! Nagle poczuła, że ktoś chwyta ją pod ramię i bezceremonialnie ciągnie w stronę otwartej przestrzeni. Tłum rozstępował się przed nią, jakby nagle otoczyła ją aura jakiegoś dziwnego majestatu. Nim zdążyła zobaczyć, kto tak zuchwale ją złapał była już na otwartej przestrzeni na tyle daleko od zaaferowanej gawiedzi, że dało się wziąć normalny, pełny oddech.
Jej wybawcą był niski, na oko pięćdziesięcioletni funkcjonariusz policji o lekko pomarszczonej, ogorzałej cerze. Pod dużym nosem mężczyzny pyszniły się gęste czarno-siwawe wąsiska, a łysą głowę zdobiła typowa policyjna czapka. Jegomość, choć nie zachwycał wzrostem miał szerokie ramiona i twardy uścisk...zapewne nie unikał ciężkie i fizyczne pracy.
-Ma Panienka szczęście, że byłem akurat obok.-Rzekł puszczając jej ramię i znaczącym gestem unosząc pałkę.-Inaczej mogłaby Panienka wpaść w niezłe tarapaty. Co też ściągnęło tak porządnie wyglądającą damę w miejsce paskudnej zbrodni?

_____________________________________________________________________

Tymczasem w Scotland Yardzie:

Wspólnie:

Drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wpadł młody funkcjonariusz o czerwonej z wysiłku twarzy. Głośny oddech młodzieńca sugerował, iż przybył on tu w dużym pośpiechu, a brak charakterystycznego policyjnego płaszcza tylko pogłębiał to wrażenie. Chłopak potruchtał do biurka, przy którym siedział znany już tak aniołowi, jak i demonowi konstabl i dysząc jak parowóz wsparł się na blacie.
-Coś się stało?-Mruknął "biurowy" unosząc brew i splatając palce rąk.-Wyglądasz, jakby Cię stado ogarów goniło.
Młodzieniec przez dłuższą chwilę łapał oddech. Pot spływał po jego pochylonej twarzy i skupiał się na nosie, by po chwili skapnąć na drewniany blat. Młody konstabl wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, jednak łapczywie łapiące powietrze płuca nie pozwalały mu na wydobycie z siebie choćby słówka.
-G...gdzie...kom...-Wydyszał wyraźnie podekscytowany.
-Komendant?-Westchnął starszy funkcjonariusz.-Cholernie jest dziś popularny, Powiesz mi o co chodzi? Tylko cicho, nie jesteśmy tu sami, jasne?
Chłopak jeszcze przez chwilę łapał oddech, po czym pochylił się i dychawicznym szeptem przekazał swemu koledze jakąś ważną wiadomość. Skąd wiadomo, że ważną? Ano stąd, że niewzruszony dotychczas konstabl rozwarł szeroko oczy i wyraźnie się zdumiał.
-Co?-Rzucił głośno i z wyraźnym zdumieniem, po czym nastąpiła kolejna wymiana szeptów.
Koniec koców dwójka policjantów zniknęła w drzwiach prowadzących wgłąb komisariatu. Po chwili oczom czekającychdżentelmenów ponownie ukazał się "człowiek zza biurka", który wyraźnie zaaferowany zajął swoje poprzednie miejsce.
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 11 Maj 2010, 18:07

Evans od życia dostała wiele, żeby nauczyć się jednego, no może kilku przydatnych rzeczy, takich jak podejrzliwość, czy nieufność. Dla niej większość od tak pojawiających się osób, czy to dzieci, staruszkowie czy dżentelmeni są po prostu podejrzani. A tu co ?! Dziecko. Takie jak ona kiedyś, aż ją ciarki przeszły kiedy niezależnie od siebie, przemknęły jej myśli o tamtych zimnych dniach spędzonych na ulicy w ubóstwie i całkowitym osamotnieniu. Jednak haczyk jest taki, że ona dawała sobie jakoś radę, a ten chłopak ot co, wyglądał na kogoś kto niby wie o co wilkowi chodzi, a jednak chce go pogłaskać i zabrać do domu, żeby się z nim pobawić.
-Chłopcze, a ciebie co tu przytargało ? Gdzie twoja matka ? Oh zgroza, oddamy cię milicji, a oni znajdą kogoś, kto się tobą zajmie. O pójdziesz do tamtego pana w śmiesznych stroju i po prostu powiesz, że się zgubiłeś. Bo ja nijak mogę ci pomóc. - powiedziała z udawanym żalem wskazując palcem na jednego z policjantów, który odganiał właśnie gapiów nie patrząc w ich kierunku. Szczerze ? Nie lubiła dzieci, bo chociaż szczere to zawsze, ale to zawsze mogły oszukiwać i ich ręce trzeba było wnikliwie obserwować. A skąd takie zarzuty ? Jenny, co wiadomo do anielskich dzieci nie należała i nie raz nabijała ludzi w butelkę na numer z zaginioną matką, czy zgubioną drogą. Życie uczy złodzieja, że każdy inny może być nie gorszym kieszonkowcem, ale na całe szczęście chłopczyk uczepił się sukienki i nie widziało mu się jej puścić, a młodej złodziejce nie chciało się rozmawiać z żadnym milicjantem, zresztą o czym by miała z nim rozmawiać ? Lepiej było odesłać dzieciaka i iść od tego miejsca jak najdalej.
Powrót do góry Go down
Lucjusz

avatar


PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pią 14 Maj 2010, 13:00

Lucjusz Coble....to wielki zaszczyt poznać szanownego Pana powiedział wstając i zdejmując melonik. Oczywiście anioł nie słyszał o tej istocie, ale z doświadczenia wiedział , że osoby jego pokroju były święcie przekonane, że jest inaczej. Lucjusz starał się żeby barwa jego głosu wskazywała na niepewność anioła. Starając się powstrzymać złe odczucia, które coraz głębiej napływały do podświadomości anioła, wyciągnął rękę i gdy ręce dwóch istot już miały się dotknąć...Lucjusz nagle głośno kichnął... Bardzo pana Przepraszam...tak to jest gdy lekarz nie ma czasu na leczenie samego siebie...powiedział wyjmując chusteczkę w kierunku demona. Wystarczająco długo musiał tu siedzieć, żeby jeszcze być zmuszonym dotykać demonów, które jak wiadomo często ów dotyk wykorzystywały do swoich niecnych celów. W tym momencie do komisariatu przybył drugi policjant, a Lucjusz całkowicie zignorował demona, skupiając się na nowym przybyszu. Chusteczka upadła na ziemie, czego anioł nawet nie zauważył. Gdy stary funkcjonariusz wrócił na swoje miejsce, anioł podszedł do lady i spytał się: czy coś się stało Panie władzo? Nie najlepiej Pan wygląda. ton głosu Doktora wskazywał na współczucie i troskę.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 18 Maj 2010, 20:08

O, proszę. Osobnik przedstawiający się jako Lucjusz Coble okazał się stworzeniem bystrzejszym niż można by sądzić. Donatien nie wierzył w przypadkowość jego czynów, utwierdzając się w przekonaniu, iż ma do czynienia właśnie z Pozytywnym Astralem. Miał zamiar dobrze zapamiętać jego nazwisko, wygląd jak i ten przejaw rozsądku, którym się wykazał unikając dotyku demonicznej dłoni. Wszystkie informacje kiedyś mogły okazać się przydatne, wiedział to aż za dobrze.
Odsunął się nieznacznie od lekarza. A nuż ten go jeszcze czymś zarazi... W zasadzie dobrze się stało, iż nie doszło do kontaktu fizycznego. Wszak medycy stykają się z różnymi paskudnymi chorobami, a ten wyglądał na takiego, który z pewnością nie przyjmował tylko pacjentów z "wyższej półki" (o ile w ogóle takich miał) i pojawiał się w miejscach niezbyt czystych i przyjemnych. Kto wie co mógł ze sobą przynieść z takiego, dajmy na to, East Endu.
Pojawienie się na scenie nowej twarzy zwróciło oczywiście uwagę demona, który po chwili odczuł pewną złość skierowaną w stronę swego słabego ludzkiego ciała. Ach, gdyby tak otrzymać w darze na krótką chwilę koci słuch! Niestety, nie było takiej istoty, która wysłuchałaby i spełniła życzenie demona. Pomijając ludzi, oni byli zdolni do wszystkiego, szaleni.
Młody arystokrata miał zamiar wydobyć w jakiś sposób informacje od konstabla, lecz nim zdążył cokolwiek postanowić anioł włączył się do akcji. Cóż, w zasadzie to nie mogło zaszkodzić... Może jego metody coś dadzą, chociaż Donatien szczerze wątpił, niemal słysząc już zbywającą Lucjusza odpowiedź. I on zbliżył się do biurka coby niczego nie przegapić.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Wto 18 Maj 2010, 21:23

Gdy tylko została uratowana przed przemieszczającym się tłumem, nadal z miną wyrażającą obrzydzenie, niepewność i jednocześnie złość, szybciutko, nieco chaotycznie otrzepała suknię. Nie znosiła, nie znosiła gdy musiała przebywać w takim ścisku, zaduch, spocone ciała.. Okropieństwo... I jeszcze ci parszywi degeneraci, społeczne pasożyty, pijacy, bez cienia... Ach, obrzydliwe ręce, na jej zgrabnym ciele. Z pewnością, gdyby pierwszy strach, nie został zastąpiony, absolutną i najczystszą złością, jaką mogła wykrzesać tak względnie dobroduszna duszyczka, łezki ciurkiem spłynęły by po niewieścich policzkach.
Dopiero po wszystkich czynnościach, mających na celu pozbycia się zapachu, dotyku i całego świństwa, które mogło osiąść na jej bogatym stroju, zerknęła w stronę swojego wybawcy.
Obdarzyła go promiennym i nad wyraz wdzięcznym uśmiechem. Westchnęła cichutko.
-Och, jakaż rada jestem, że pomógł mi się pan stamtąd wydostać. Chyba nie najlepiej radze sobie w tak licznym i... zróżnicowanym tłumie.
To było zupełnie coś innego, niż liczne bale, na których miała przyjemność bywać, prawda nie było tam może, aż tylu ludzi, a przynajmniej nie w takim ścisku, jednak łatwo było się zgubić. Dystyngowane, eleganckie persony... A nie, zwyczajny plebs.
-Skusiłam się dziś pogodą i wybrałam się na mała przechadzkę, nie spodziewałam ujrzeć tutaj coś tak... Szokującego...
Mimowolnie zerknęła w stronę zasłoniętych zwłok. Przebiegły ją dreszcze, natychmiast wróciła wzrokiem z powrotem na funkcjonariusza.
Nie budził w niej jakichś specjalnych uczuć, ni to ciepłych, ni to zimnych. Właściwie byłby jej zupełnie obojętny, wszak niczym specjalnym się nie wyróżniał, a przynajmniej niczym, co mogłoby ją zainteresować, jednak wdzięczność, jaką w tej chwili do niego poczuła, nie była może nazbyt ogromna, ale całkiem pokaźna.
Powrót do góry Go down
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Sro 02 Cze 2010, 21:29

<Bardzo przepraszam za zwłokę. Była ona wywołana nieobecnością Anny (która miała wrócić do piątku, ale jak widać nie zrobiła tego) oraz zaliczeniami, które sypnęły się na mą nikczemną osobę niczym grad pistoletowych kul>

Speaker's Corner

Tłum wydawał się coraz bardziej poruszony, a rosnące napięcie dało się wręcz wyczuć w powietrzu. Co chwilę z tłuszczy wydobywały się pełne negatywnych emocji okrzyki (na przykład: "Dlaczego nic nie robicie!","Tego zwyrodnialca trzeba zabić!" lub, zdecydowanie najczęstsze "Złapcie tego sk***la!"). Raz czy dwa dało się słyszeć głuchy odgłos policyjnej pałki uderzającej o czyjąś czaszkę, oraz pełne pretensji i złości jęki uspakajanych w ten sposób obywateli. Dla osób znających Londyn, a przede wszystkim jego mieszkańców było bardziej niż oczywiste, że za chwilę dojdzie do większych lub mniejszych rozruchów.

Jenny:

Usłyszawszy sugestię dziewczyny chłopiec skrzywił się, jakby właśnie podano mu całą łyżkę tranu. W oczach dzieciaka pojawiła się wyraźna, nie skrywana niechęć kierowana zapewne przeciwko przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości.
-Nie chcę do policji...oni wiedzą, że ja kradnę i zawsze mam przez nich same kłopoty.-Oświadczył typowym dla małych dzieci, rzeczowym tonem.
Palce malucha jeszcze mocniej zacisnęły się na materiale sukni Jenny i jak na razie nic nie wskazywało na to, że mają się w najbliższym czasie rozluźnić. Strach coraz wyraźniej promieniował od chłopca i nietrudno było dostrzec, że tylko wyrobiona życiem na ulicy "twardość" powstrzymuje go przed płaczem.To zadziwiające, co niełatwe życie pośród Londyńskich zaułków może zrobić z najbardziej nawet niewinnymi duszyczkami. Sama Jenny, która zdążyła już bardzo dobrze poznać moc, z jaką uliczny styl życia kształtuje osobowość, sumienie i priorytety miała pełną świadomość wpływu, jaki ów siła na nią wywarła. Wspaniałym dowodem była tu chociażby podejrzliwość, z jaką odnosiła się nawet do małego, przestraszonego dziecka. Cóż...trudne życie znakomicie tępi miękkość serca i uczy egoistycznej, bezwzględnej walki o przetrwanie.

Lucrecia:

Niewysoki funkcjonariusz opuścił pałkę i spokojnym, nie zdradzającym żadnych oznak zdenerwowania ruchem skubnął lewy kącik swych imponujących wąsów.
-Ano nikt nie mógł przewidzieć, że akurat dziś i akurat tutaj znajdziemy kolejną ofiarę tego zwyrodnialca.-Ostatnie słowo było tak przepełnione niechęcią, że gdyby mogła ona zabijać to Londyn zostałby raz na zawsze uwolniony od tajemniczego mordercy.-Żona zaczyna mnie nawet namawiać do odejścia z pracy.
Policjant zamilkł na chwilę i obrzucił coraz bardziej niespokojny tłum bystrym spojrzeniem.
-Zanim poproszę Panienkę, by się stąd wynosiła muszę jeszcze zadać kilka pytań.-Rzekł po chwili przerwy.-To zwykła procedura, więc proszę nie mieć mi tego za złe...
Po tych słowach konstabl wydobył z kieszeni nieduży notes oraz króciutki i mocno wysłużony ołówek.
-Proszę mi podać swoje imię i nazwisko oraz opisać wszystko, co Panienka tu ujrzała.-Poprosił uprzejmym, nieco przepraszającym tonem mężczyzna.

Nicholas:

Większa cześć drogi minęła całkiem zwyczajnie i absolutnie nic nie zdradzało faktu, iż w innej części miasta dokonano właśnie kolejnego brutalnego mordu. Koła dorożki terkotały spokojnie o bruk, a cały pojazd delikatnie podskakiwał na wybojach mijając przy tym kolejne, względnie jeszcze spokojne ulice. Obstawę Nicholasa stanowiła doprawdy zabawnie dobrana dwójka starannie wyselekcjonowanych przez Thomasa osobników, z których każdy prezentował sobą zupełnie inny zestaw cech. Jeden z ochroniarzy był nieprzyzwoicie wręcz wysokim i potwornie szerokim w barach mężczyzną o twarzy pokrytej krótkim, szorstkim zarostem ciemnym niczym zwierzęca szczecina. Nad sporym i o dziwo kształtnym nosem olbrzyma usadowiła się para zadziwiająco spokojnych zielonych oczu, usta zaś były szerokie i mięsiste. Gigant ubrany był w ledwie mieszczący jego okazałe ciało garnitur oraz białą, całkiem czystą koszulę. światło odbijało się od jego łysej głowy niczym od powierzchni lustra. Drugi ochroniarz był niejako przeciwieństwem pierwszego. Niski, szczupły człowiek o pałających iskierkami agresji, piwnych oczkach kojarzył się z małym lecz zajadłym myśliwskim pieskiem. Twarz niemalże niknęła pod bujną, połączoną z wąsami rudą brodą oraz tegoż koloru zmierzwionymi włosami. On również miał na sobie garnitur, jednak nieco za duży, przez co wyglądał jak mały chłopiec chcący nosić ubrania nieco starszego braciszka.
W miarę jak dorożka zbliżała się do celu tłum na ulicy gęstniał. Większość przechodniów zmierzała w kierunku Speaker's Corner.
-Pan wybaczy, ale dalej chyba nie pojedziemy.-Rzucił w pewnym momencie woźnica.-Nie chcę nikogo rozjechać. Na szczęście nie ma Pan już daleko.
W istocie, na widocznym już z miejsca gdzie stali miejscu docelowym zgromadził się całkiem imponujący, złożony ze zwykłych obywateli oraz policji tłum.

______________________________________________________________________________

Tymczasem w Scotland Yardzie:

Wspólnie:

Konstabl potarł skronie palcami i westchnął cicho. Cokolwiek się stało widocznie go nie ucieszyło.
-Właściwie nie ma sensu, abym to przed Panem ukrywał.-Mruknął ponurym tonem.-Mam kolejną ofiarę tego chorego rzeźnika...
Po tych słowach mężczyzna przetarł twarz dłonią. po emocjach, jakie w tej chwili okazywał można było odgadnąć, iż jest dość mocno związany z ów sprawą lub zwyczajnie się nią przejmuje. Funkcjonariusz wyglądał w tej chwili jakby starzej, a w jego oczach można było dojrzeć ponurą rezygnację typową dla ludzi, którzy pomimo wszelkich starań nie mogą rozwiązać dręczącego ich problemu. W sumie nie można było mu się dziwić...jak to możliwe, że ktoś tak masakruje ludzi, a mimo to nadal pozostaje nieuchwytny?
-Zresztą na pewno przeczytają Panowie o wszystkim w gazetach...-Dodał jeszcze po chwili milczenia policjant.
Powrót do góry Go down
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Czw 03 Cze 2010, 15:36

Prawie całą droge patrzył przez szybę ale tak, jakby nie widział tego co sie działo za nią (nie by tam się spodziewal ujrzeć coś innego i interesującego...), dłonią podpierając swoją brodę. Jego towarzystwo też było milczące, ale to akurat nie było zaskoczeniem, wszakże o nic ich nie zapytał.
- Och doprawdy... - powiedział kiedy się zatrzymali i zrobił zniecierpliwioną minę jakby to rzeczywiście było coś karygodnego... Ludzie nogi mieli to mogli sie rozejść a jakby kogos przejechali... Coż, bywa, jak to mówią. Ale oczywiście więcej biedy sobie nie chciał napytać niz aktualnie jej miał, toteż tylko skinął po chwili głową że w porządku i wysiadł poprawiając na sobie swoj szkarłatny płaszcz z kapturem. Sam zbytnio ine odznaczał sie strojem od swojej ochrony, z takim oczywiście szczegołem że na nim wszystko leżało idealnie i było idealne od guzików po sam garnitur oraz kolorem owego, bo jak oni mieli je ciemne, tak on miał go jasnego z czarną koszulą pod spodem. Przy boku dzierżył swój rapier a inne rodzaje broni miał starannie schowane pod połami czy płaszcza czy w innych miejscach, jak na przykład rewolwer. Kto wie co i kiedy sie może przydać? jak powiadają, przezorny zawsze ubezpieczony.
Spojrzal na swoich towarzyszy i powstrzymał się od komentarza czy tak mało im płaci by nie mogli sobie dobrać odpowiednich do rozmiarów ubrań po czym zerknął na reszte ludzi. Thomas znał sie na rzeczy, cokolwiek by się nie działo to ta dwójka bardzo dobrze się uzupełniała.
- Wiecie co robić. Póki co dyskrecja ale miejcie oczy dookoła głowy - zreszta i tak dostali instrukcje ale nie zaszkodzilo przypomniec tego i owego. Oczywiście gdyby coś sie miało zadziać a oni odpowiednio spelnili swoje obowiązki... Mogli liczyć na dodatkową wyplatę. taki maly motywator.
Jeszcze raz machinalnie poprawil peleryne i ruszyl niespiesznie, niby to ciekaw co to za zamieszanie. Oczywiście że był ciekaw i miał zamiar dowiedzieć się wszystkiego co wiedziała policja. Najpierw trzeba było dojść do źródła a potem rozejrzeć się za kimś odpowiednim do jego planów...
Powrót do góry Go down
Jenny Evans

avatar

Profesja : Oprych
Wiek postaci : 19 - 20

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Czw 10 Cze 2010, 12:52

Panna Evans spojrzała na chłopca bacznie mu się przyglądając. Jego odzieniem były szmaty, jednak dobrej jakości, co w języku ulicznym oznaczało, że i owszem ubrania są brzydkie i bez trudu idzie udawać żebraka, jednak są na tyle dobre, że idzie także zagrać biednego i zagubionego chłopca, który uciekł z gniazda.
Chłopak wyglądał na bylca, a więc na mieszkańca slumsów, lub bardzo biednej dzielnicy, co wcale nie oznaczało, że owym bylcem był naprawdę. Wielu funkcjonariuszy nie chciało mieć z ubóstwem i nędzą nic wspólnego, dlatego społeczeństwo tych najbiedniejszych mieszkańców, podzieliło sobie nowych przybyszy na kilka grup, o których jeszcze usłyszymy z historii Evans.
-Dobrze, dobrze. Nie targaj tak mają sukienką, bo dam ci po uszach, a teraz chodź, bo ten tłum nas stratuje - chłopiec zamrugał oczami, bo chyba ku jego zaskoczeniu nieznajoma miała mu pomóc.
Przeszedł naprzód i we wskazanym przez złodziejkę kierunku ruszył, spoglądając kątem oka czy aby na pewno kobieta podąża zanim.
Kiedy dotarli do w miarę spokojnego miejsca, przechodząc przy tym na drugą stroną ulicy i omijając kilka sklepików, przystanęli na rogu jednej z uliczek otulonej cieniem.
Jenny zmarszczyła brwi na widok lekkiej zadyszki, która pojawiła się u małego bylca.
-Jak widzisz wyprowadziłam cię w miejsce spokojne, jednak kręcą się tu ludzie, ale większość z nich zapewne usłyszała już o kolejnym morderstwie i zapewne idzie popatrzeć. Nie mam zamiaru szukać twoich rodziców, bo jak sam powiedziałeś kradniesz - powiedziała to cicho, wtedy kiedy nikt koło nich nie przechodził obok nich - sam wiesz, że nie mogę tobie ufać, więc zmykaj i uważaj na nieznajomych i nie patrz tak na mnie.
Panna Jenny Evans mogła tylko snuć przypuszczenia, że chłopca spotka taki sam los jak tych zmasakrowanych przez Majchra ludzi. Oh tak, młoda złodziejka już dawno ochrzciła naszego subtelnego przestępcę i wiedziała, że obiera on inne cele, niż mali zagubieni chłopcy.
Powrót do góry Go down
Lucrecia

avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Dziewiętnaście lat

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Czw 17 Cze 2010, 23:06

Lucrecia w duchu przytaknęła rację, żonie funkcjonariusza. Wszak jeśli żywi się do kogoś ogromne uczucie z całej duszy pragnie się bezpieczeństwa tej osoby. Świadomość, że w każdej chwili może stracić się ukochanego musi być doprawdy okropna. Kobieta z cała pewnością także nakazałaby zamianę pracy swojemu kochankowi, oczywiście gdyby takiego miała, i gdyby wykonywał on ów niewdzięczny zawód policjanta.
Przypomniawszy sobie tę całą farsę z pogrzebem jej świętej pamięci męża, żałobnikami opłakującymi zimne zwłoki... Och, zimna martwa twarz ukochanego, poważna jak nigdy wcześniej, jego ciało w trumnie. To mocno wypaliłoby się na psychice miłującej go panienki.
Oczywiście Lucrecia nigdy czegoś takiego nie doznała, więc snuła jedynie przypuszczenia. Prawda, jej mąż był przystojny, bogaty, całkiem inteligentny. Nawet go lubiła, oczywiście nigdy nie było to płomienne uczucie. To zamążpójścia zmusili ją rodzice. Nie było mowy, o jakichś porywach serca, wielkich uniesieniach, prawdziwej szczerej miłości. O której to Walles zawsze marzyła, a którą to przeżywała średnio cztery razy w roku, gdy spotyka kolejnego ‘tego jedynego’.
-Oczywiście.
Dziewczyna skinęła głową. Mus, to mus. Skoro taka jest procedura.
-Nazywam się Lucrecia Walles, z domu Cromwell – delikatny głos zawahał się, nie była pewna czy ta informacja jest potrzebna. W sumie nigdy nikt jej nie przesłuchiwał. – Wybrawszy się dzisiaj rano na spacer nie myślałam, że moje nogi powiodą mnie tutaj. Zdziwiłam się gdy nagle wpadłam w ogromny tłum. Ludzie szeptali, krzyczeli. Panowało niemałe poruszenie. Dopiero po chwili ujrzałam... – tu na chwilę przerwała. Zmarszczyła brwi i szukała w głowie jakiegoś bardziej wyrafinowanego określenia, ale tam na drzewie to był zwyczajny...
-Trupa – skończyła. – Był przywiązany do góry nogami... – Mówiła powoli, szukając szczegółów głęboko w pamięci. Nie chciała niczego pominąć. – Do drzewa stojącego zaraz za mównicą. Nie przyglądałam mu się zbyt długo.
Bo budził i dalej budzi u mnie mdłości.
-Jednakże zdążyłam zauważyć, że jego twarz, jego całe ciało było... Zmasakrowane. –Wykonała wokół siebie bliżej nieokreślony ruch, który prawdopodobnie miał oznaczać to całe ciało. – Później któryś z funkcjonariuszy kazał się wszystkim rozejść, więc starałam się wydostać z tłumu i zniknąć. Naprawdę nie chciałam dłużej tu przebywać. Z tego co wiem, chyba ktoś zakrył jeszcze tego nieszczęśnika.
Dodała dość niepewnie, przestępując z nóżki na nóżkę.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   Pon 21 Cze 2010, 22:32

Z jednej strony demona cieszyła fala negatywnych i nieprzyjemnych emocji jaka została wywołana nową informacją oraz fakt, iż znalazł się on w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Z drugiej zaś miał pewne wątpliwości co do tego uśmiechu losu, który większą łaskawość okazałby kierując Donatiena wprost na miejsce zbrodni. I bynajmniej nie chodziło już o emocje jakie panowały w takich okolicznościach. Szczególnie, że miejsce gdzie znaleziono ciało nie musiało być miejscem zbrodni, więc prócz ogólnej atmosfery strachu i niepewności płynącej z serc pechowych przechodniów mogło być to miejsce pozbawione "pożywki" dla demonicznego stworzenia. Niemniej jednak wszak nie o to w tym wszystkim chodziło... Nie tym razem. Donatien nie sądził jednak by dane mu było ujrzeć ciało lub chociaż zbliżyć się do niego. Nie teraz, gdy policja miała już je w swym posiadaniu. Nawet jego pozycja społeczna niewiele by tu zdziałała i chyba jedynie rozkaz królowej zdolny byłby zmusić niechętnych konstabli do takiego czynu. Blondyn jednakże w tym momencie nie potrafił znaleźć dostatecznie dobrego argumentu, który mógłby być podstawą do uruchomienia jego przywilejów płynących z królewskiego pokrewieństwa. Bo też dlaczego arystokrata i szanowany polityk miałby brudzić sobie ręce policyjnym śledztwem w sprawie niezwykle groźnego seryjnego mordercy? Z kolei jego prawdziwe motywy zdecydowanie nie powinny dojść uszu kogokolwiek. Musiał więc radzić sobie z tym poziomem władzy jaką posiadał z racji pełnionego urzędu (i posiadanego majątku). Nie żeby była ona mała... O, z pewnością nie. Niekiedy starczało samo nazwisko, niekiedy zaś pieniądze, które potrafiły otworzyć większość drzwi. A gdy to nie skutkowało zawsze pozostawały subtelne "ostrzeżenia" niekiedy wspomagane elementem nadnaturalnym.
Mężczyzna zastanawiał się czy Lucjusz uzyskał odpowiedź z racji swego subtelnego, pozytywnego wpływu na ludzi. Sam teraz zwrócił się dość grzecznie, lecz bez zbędnej pokory do załamanego konstabla.
- A gdzież tym razem zaatakował morderca? - Jego wyraz twarzy zmienił się odpowiednio do sytuacji ukazując zatroskanie i jakby pewien niepokój osoby, która stara się bez powodzenia ukryć lęk o swoich bliskich, którzy przecież mogli paść ofiarą rzeźnika.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tajemnica wiszących ciał - sesja   

Powrót do góry Go down
 
Tajemnica wiszących ciał - sesja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wisząca Opona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Ogłoszenia :: Sesje-
Skocz do: