Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Shannon Scott

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Shannon Scott

avatar


PisanieTemat: Shannon Scott   Pią 26 Mar 2010, 23:44

Imię i nazwisko: Shannon Scott.

Rasa: Człowiek.

Profesja: Medyk. A dokładniej „aptekarka”: poza sporadyczną produkcją lekarstw, jej głównym zajęciem jest zaopatrywanie przestępczej mniejszości działającej pod nazwami Corvus, Salamandra i Edera w trucizny wszelkiej maści.

Wiek: Dopiero co skończyła dwadzieścia sześć lat.

Lateralizacja: Oburęczna, sprawność lewej ręki wypracowała do perfekcji już pod koniec studiów.

Statystyki:

Fizyczne
Siła: *
Zręczność: **
Szybkość: *
Wytrzymałość: *
Społeczne
Charyzma: ****
Wygląd: ****
Umysłowe
Inteligencja: ****
Siła woli: **
Spostrzegawczość: **

Umiejętności:
Wykształcenie akademickie (chemia) - wykształcenie pobrane z wyraźnego polecenia Lady Scott,
wytwarzanie lekarstw i trucizn – kierunek chemii studiowany w Queen's College zaowocował zgoła farmaceutycznym rozwojem kariery panny Shannon,
czytanie i pisanie – umiejętność podstawowa w życiu pomniejszej szlachcianki wyuczonej na medyka, czyż nie?
znajomości – szalenie przydatne przy zjednywaniu sobie zwolenników, sprzymierzeńców a nawet wyznawców,
uwodzenie – ściśle powiązana z powyższym, umiejętność uwodzenia także bardzo jest przydatna w życiu dorosłej, samotnej, wcale urodziwej kobiety.
taniec – Shannon nauczona tańczyć wszelkie walce i fokstroty jeszcze za małego dziecka lat niespełna dwunastu została przez matkę. I oczywiście stosownego nauczyciela, do którego matka Scott miała dziwną słabość...
aktorstwo – a jakże, toć w końcu ten nasz świat pełen jest złudzeń, oszustw i gry światła. Także i ona potrafi lustrami obracać, by nierzadko przeważyć szalę na swą korzyść. Albo żeby się zabawić.

Wady:
Konflikt z naturą – od kiedy para się „trucicielstwem”, wszelka zwierzyna obchodzi ją szerokim łukiem, czemu też Shannon nie dziwi się im ani trochę: gdyby ci wszyscy ludzie, co to ją otaczają mogli wyczuć śmiercionośną mieszaninę zapachów towarzyszącą młodej aptekarce, mademoiselle Scott wiodłaby ciężkie życie w osamotnieniu spowodowanym lękiem i tym podobnymi.
Alergia na pierze ptasie i sierść kocią – nie ma się co dziwić: wychowana w sterylnych warunkach (wśród psów hodowanych zawzięcie przez Sir Nathaniela Scott'a), kiedy przeniosła się do małego mieszkanka w City nabawiła się uczuleń.

Zalety:
Oburęczność – umiejętność nie tyle darowana przez los, co wymuszona zawodem. Tak czy inaczej, zdolna jest do posługiwania się obiema rękami na równi swobodnie,
Odporność na trucizny – tak, zdarzało się, że nałykała się swoich produktów. I co wyszło na jaw? Że do trucizn pasuje jak ulał. I choć sama mieczem wojuje, na nią miecza nikt nigdy nie znajdzie.
Wzbudzanie zaufania – choć za młodu uczona nieufności, Shannon nigdy nie miała problemów z nawiązywaniem kontaktów i znajomości. Pewnie ta jej zaleta miała swój udział w zdobywaniu znajomości.
Mistrzostwo w trucicielstwie – Shannon może się wśród znajomków, arystokracji oraz podziemia przestępczego poszczycić opinią wybitnej „wiedźmy” co to uwarzy wszystko, czego tylko dusza zasobna w monety zapragnie. Opinia ta jest prawdziwa: nauka z ulicy wzbogacona wykształceniem akademickim zaowocowały prawdziwym mistrzostwem panny Scott.

Ekwipunek: Jak już wcześniej powiedziano, zamieszkuje poddasze domu wynajmowanego na piekarnię przez poczciwą panią Brostlin, gdzie też przetrzymuje większość swojego dobytku. Tego mniej cennego oczywiście. Bez strachu przed kradzieżą, obnosi się z ładnymi dla oczka przedmiotami: sakiewka zwykle na widoku, nieodłączna biżuteria (najczęściej w postaci łańcuszka zwieńczonego kamieniem) oraz, już bardziej skryte, krótki zakrzywiony nóż i odrobina ziółek, dzięki którym potrafiła czarować należą do jej niezmiennego wyposażenia.

Wygląd: Tak, ta zgrabna panienka zakręcona w tańcu w czerwonej sukni to panna Scott. Co, spodobała ci się chłopcze? Rozumiem, prawie każdy zawiesza na niej oko. No, bo i jest na czym, przyznaj. Ładna, wąska w talii, długonoga. Krągła gdzie potrzeba, racja, ale przestań gapić się jej w dekolt. Spójrz lepiej na ramiona. Gładkie, smukłe, ot, zgrabne w każdym calu, tak samo zresztą jak łydki. O zobacz, jak wiruje jej ciężka spódnica. Atłas, chłopcze, tak to się nazywa. Widać, że bogata, co? Ano, ma pieniądze, ma. Tylko nie tak łatwo je rozrzuca, bo i fortuna to to nie jest. Podobno to kochankowie fundują jej te wszystkie kreacje. Patrz, idioto, nie śliń się. Ja nie wiem, co z ciebie za chłopak, na każdą kobietę oczy wybałuszasz, jakby dwórką królewską była czy kim takim. Ale i Scottównę toś słusznie wypatrzył. Plecy proste, skóra śnieżnobiała, cera czysta niby łza. Taaa, figurę to akurat ma jak się patrzy, nic nie trzeba poprawić. A ona o tym wie, mój kochasiu...
Uważaj, idzie tu. Zamknij usta, nieprzystojnie tak. Kołysze biodrami, stąpa lekko, ale energicznie, widzisz? Musisz się nauczyć dostrzegania szczegółów. Słyszysz? Stuka obcasami szybko, ale przecież ledwo co do ciebie dociera, hm? Zawsze siada przy barze, gołąbeczka. Teraz się obejrzyj, przypatrz się twarzyczce. Ale ma oczy, co? Te oczęta właśnie wywracają w głowach. Jakby na płynne złoto rzucić brązową zasłonę, hm? Racja, zwykle nazywa się to piwnymi, ale do niej chyba nie pasuje... Wiem, wiem, kusi tymi swoimi bladymi ustami, kusi. Zwłaszcza jak upiększy je karminem. Wtedy aż zdają się prosić o całusa... Nosek ma proporcjonalny, prosty, tak samo uszy: małe, zwyczajne. Zwykle nie zwraca się na nie uwagi, po prostu ładnie się wkomponowują w tę jej twarzyczkę. Policzki zaróżowione, kości ładnie zaznaczone, szyja długa, smukła. Tak, kochasiu jestem poetą, wszędzie widzę piękno. Co, co? Ach, no tak, włosy. Oczywiście, ona także nosi długie. Zważ, proste, puszczone na żywioł, by opadły aż na łopatki. Owszem, złote jak pszenica, tak. Rzadko się zdarza, by je upinała. Może odrobina z latawicy w wyglądzie jest jej celem? Może...
Mhm, zawsze tak się nosi. Suknie w miarę modne, choć nie ma ich zbyt dużo. Większość barwnych, ale blado. Tylko niektóre kolory uwielbia nosić soczyste, widzisz, czerwienie na przykład... Lubi podkreślać swoją figurę, widzisz, wcięta w talii, wydekoltowana. Cwana, wszystko to celowe...
Skąd wiem to wszystko? Obserwuję i tyle. Nie wierzę, uśmiecha się do ciebie! Idź, idioto, czego się gapisz jak sroka w gnat?! Idź!


Charakter: Shannon została wychowana w sztywnej atmosferze rodziny pół szlacheckiej. Ojciec tytułowany „Sir” za zasługi w walce za ojczyznę dał i matce Shannon tytuł Lady Scott. A więc, pobrała wykształcenie w zasadzie nowo otwartej Queen's College, w kierunku chemii. A więc inteligentna, posiada podstawową wiedzę ogólną oraz doktorat chemii. Biegła w sztuce operacji słowem, lecz nie wystarczająco, by zostać dyplomatką. Ot, brakuje jej nieodzownej cierpliwości. Tak samo sprawa miała się z przyswajaniem etykiety. Zniechęcona ciągłym udawaniem, teraz całkowicie folguje swym zamiarom i zachciankom, bez baczenia, czy na pewno wypada. Dlatego przyjęto ją do Corvusa, inaczej w końcu nie mogła by sporządzać trucizn. Śmiała z natury, Shannon potrafiła od osiągnięcia wieku lat siedemnastu korzystać w pełni ze swych uroków, zjednując sobie przyjaciół w sensie zawodowym. Prywatnie, kobieta jest, choć wesoła na ogół, nieco nieufna, czego uczoną ją nieraz bólem i strachem. Choć nigdy (bezpośrednio) nie zabiła ( i ma nadzieję nie zmieniać tego stanu rzeczy), nie jest z gruntu dobra. W końcu, do diabła, produkuje trutki na ludzi! Skuteczne w stu procentach! Co oznacza, że, choć nieco postrzelona i często ( z racji wyglądu i niektórych zachowań ) brana za latawicę, zna się na swojej robocie i wśród klientów należy jej się szacunek. Na ogół okazywany, gdyż zwykle, z odrobiną wysiłku potrafi zachować się jak trzeba.
Przyjaciół prawdziwych nie ma, raczej niezliczone grono „znajomych”. I dobrze, nie lubi samotności. Owszem, potrafi się uśmiechnąć, bo i bałamucić lubi, tak samo jak lubi zresztą mieć kontrolę, władzę w ręku, jednakże zwykle w małych sprawach. Cechuje ją podejście obojętne do spraw polityki, te wielkie sprawy woli zostawić innym. Dopóki Shannon Scott ma ziółka, strój, pieniądze, wzrok i głos, jest dobrze.

Historia: Przyszła na świat w niewielkim szpitalu w Ulster, ojczystej jej matce krainie, w pobliżu Belfastu dnia dwudziestego pierwszego marca dwadzieścia sześć lat temu. Świat powitał ją przybyłą tego samego dnia eksplozją wiosny: widocznie z tego powodu już od najmłodszych lat widok i zapach świeżych kwiatów i trawy wprawiał ją w radosny, bardzo korzystny także dla postronnych, nastrój. W wieku lat sześciu sprowadzoną ją na stałe do Londynu, ochrzczoną imionami Shannon (na cześć najdłuższej rzeki irlandzkiej) Beatrice (po prababce pani Scott) Elizabeth (na cześć Elizabeth I) Scott. Nazwisko w porównaniu z wyszukanymi imionami dość pospolite. Ale w zamian za tę wadę, szanowane. Otóż, sir Nathaniel Scott „przysłużył się krajowi” w nie wiadomo jakiej bitwie i odznaczony medalem został przez któregoś z pomniejszych książąt na polecenie Jej Królewskiej Mości. Wystarczyło, by funty wyłożone na edukację oraz ogółem pojęte wychowanie panienki Shannon mogło przekroczyć pięćset funtów rocznie bez ubytku na dobrobycie rodziny. Oczywiście tylko przez pierwsze pięć lat życia Shannon w Londynie. Ojciec okazał się niezbyt wiernym i przykładnym małżonkiem. Częste wizyty w Soho zaowocowały rozwodem zainicjowanym przez panią Scott. Po przegranym procesie (ciągnął się przeklęty przez trzy lata, panienka Scott w tym czasie zdążyła już dorosnąć wieku lat siedemnastu i rozpocząć studia w Queen's College), matka dziewczyny została bez środków na życie (sto funtów rocznie to nie tak znowu dużo, jak na kobietę łatwo przywykłą do bogactwa), z niejako dokończeniem wychowania córki na barkach. Był to bodziec dla Shannon, by po ukończeniu edukacji zyskać niezależność od surowej, apodyktycznej matki i rozpocząć nieco bardziej dostatnie życie na własny rachunek. Który i tak miał zostać spłacony przez kogoś innego. Cóż, nie mogła nic poradzić na swe podobieństwo do ojca: bystra, pojętna i nawet potrafiła się przyłożyć do solidnej roboty, ale nader przywiązana była do przyjemności cielesnych i nader ostry miała charakter, by wytrwać w okowach milczącego domu zastawionego od góry do dołu księgami. Gdy matka Shannon zapadła na niezwykłą odmianę dżumy, przez prawie pół roku dziewiętnastoletnia, wyrastająca na damę Shannon, kurowała matkę na jej wyraźne życzenie. Tak, owszem, córka lady Scott potrafiła uwarzyć większość znanych medykom Wysp i reszty Europy lekarstw, ale nie miała pojęcia o chorobach, ich rozwoju i diagnozowaniu. Odejście swej rodzicielki z tego świata młoda kobieta przyjęła w miarę spokojnie – nie było lamentów, przesłaniania twarzy kirem, ani obnoszenia się w czerni .
Młoda Scottówna, bez wieści o ojcu, który to wyniósł się pewnie na zachód, może do Francji albo Hiszpanii, musiała żyć na ulicy przez kilka dni. Potem, zwróciwszy uwagę na raczej bogaty przyodziewek, przygarnął ją jakiś starzec, w porównaniu z innymi ulicznikami nieco bardziej zadbany. W brudnej klitce w Whitechapel, będącej miejscem jego zamieszkania, stary uczył ją. Uczył, jak naprawdę żyje się w City, jak buduje się społeczeństwo. I o tym, jak człowieka pozbawić przytomności albo władzy w członkach, uśpić, wyczyścić mu pamięć z ostatnich dni, a nawet wykończyć wedle woli z pomocą kilku listków połączonych i roztartych razem w wodzie. Tak, to przypadkowemu starcowi z Whitechapel Shannon zawdzięcza teraz swój faktyczny zawód, nie najniższą pozycję w niektórych kręgach społeczeństwa i całkiem niezłą sumkę pieniędzy. Gdyby biedak mógł, pewnie upomniałby się choć o gwineę. No, już nie może.
Shannon w szarej dzielnicy Whitechapel uchowała się chyba w ogóle bez opuszczania klitki starego (nawet nie znali wzajemnie swoich imion, ona mówiła do niego „dziadku”, on do niej „dziecino”), tylko on wychodził, najczęściej kraść jedzenie. Pewnego razu młoda już wtedy kobieta wieku lat dwudziestu po prostu nie doczekała dziadzinego powrotu. Patrząc obiektywnie, gwałtowna rozłąka nastąpiła w sam czas: najwyższą porą, by Shannon ruszyła swoją drogą nadszedł z jej dwudziestą pierwszą wiosną. W dzień tamtych urodzin, kobieta zawitała do ukrytych w podziemiach bram Corvusu. Przyjęta, choć po długich i ciężkich jak diabli procesach dostarczania dowodów na swe umiejętności, za sprawą jednego z liderów, któremu zaserwowała ukłucie igiełką nasączoną mieszanką, która sparaliżowała mu zbyt skwapliwie pobłażające sobie łapsko. Zaintrygowane indywidua światku przestępczego przyjęły ją, zapewniając warunki do pracy i życia. Ot, nie przymierzając nowa rodzina. Ta lepsza. Od tego czasu pracuje dużo, ale z przyjemnością. Czasami też kogoś podleczy, zdarza jej się wyprodukować też lekarstwa. Za monety, oczywiście. Już dawno się nauczyła, że nie ma nic za darmo. Nawet w pysk ci za darmo nie dadzą.
Shannon jest nadal panną, co dziwi niektórych. Ot, matka nie zdążyła jej wyswatać, wolała, by najpierw miała coś wlane do głowy. Owszem, zna już mężczyzn, ale nienawidzi angażować się w związki. Jak każda kobieta lubi oddanie i adorację, ale bez przesady. Jest sama i dobrze. Jak zacznie jej to doskwierać, to już sobie kogoś znajdzie, nie ma strachu.
Pędząc życie takie, jak się jej podoba, Shannon nie ma pana. Z drugiej strony służby też nie, ale przynajmniej ma tę odrobinę wolności. Tak, nadal jest kobietą i choć z punktu widzenia tych wielkich co piszą historię świata nic dla nikogo nie znaczy, ona też ma w dłoni własne pióro. I właśnie macza je w atramencie, stawiając zamaszysty inicjał.


Ostatnio zmieniony przez Shannon Scott dnia Wto 30 Mar 2010, 18:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Shannon Scott   Sob 27 Mar 2010, 00:28

Bardzo ładna karta postaci, nie mam żadnych zastrzeżeń. Akcept. Życzę miłej gry.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Grabarz
Główny Mistrz Gry
avatar

Profesja : Medyk (grabarz)
Wiek postaci : 45 lat

PisanieTemat: Re: Shannon Scott   Sob 27 Mar 2010, 03:20

Twoja karta jest naprawdę dobra i pomimo mojej czepialskiej natury nie mogę w niej znaleźć nic, co wymagałoby poprawy. Niniejszym możesz liczyć na moją pełną akceptację. Życzę przyjemnej gry i witam na naszym forum.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Shannon Scott   

Powrót do góry Go down
 
Shannon Scott
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Informacje :: Karty postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: