Victorian London RPG
IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Old Compton Street

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Old Compton Street   Sro 03 Lut 2010, 19:02

Każdy londyńczyk wie, że najlepsze prostytutki urzędują w Soho, jednak nie każdy obywatel tego pięknego i niebezpiecznego miasta ma świadomość, że najlepszym miejsce na spotkania dwóch panów, pałających do siebie gorącym i namiętnym uczuciem, spokój i odrobinę intymności znaleźć może właśnie na Old Compton Street. Nie jest to miejsce powszechnie potępiane czy też lubiane. Ot, zwykła ulica pełna wystaw sklepowych oferująca nie tylko dobre jedzenie, kobiece czy męskie wdzięki. To też miejsce schadzek gejów, którzy upodobali sobie właśnie tą ulicę za główne siedlisko ich rozpusty... Dla zwykłego mężczyzny miłującego płeć piękną (bynajmniej nie tą samą) każda wystawa sklepowa to tylko kolejna szybka, za którą kupiec urządził sobie mały sklepik pełen różnorakich gratów. Nie wie, że na górze, na pięterku, gdzie nie każdy ma wstęp, dzieją się rzeczy jakie nawet największym filozofom się nie śniły...
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Wto 13 Kwi 2010, 22:50

Vinny spacerował ulicą z lekkim uśmiechem na ustach, który nieco rozszerzał się za każdym razem gdy ktoś przekraczał próg sklepów po obu stronach. Co prawda nie wiedział, którzy z klientów przyszli do kawiarni, a którzy na 'małe co nieco', ale i tak grzeszność i lubieżność były łatwo wyczuwalne, ze względu na wzajemne wzmacnianie się emocji wszystkich zgromadzonych tu ludzi.
- Nie nie, nie szukam przyjaciela - odparł machinalnie, gdy jakiś 'przystojniak' zaczepił go pytając się, czy nie szuka towarzysza do zabaw popołudniowych. Mimo kojącego wpływu na charakter demona, męskie prostytutki były czymś, co obrzydzało go do granic możliwości.
Szybko jednak odegnał te myśli, jednocześnie naprowadzając je na właściwy tor. Szedł, pogwizdując z cicha, starając się wypatrzyć jakiś przybytek, w którym mogliby gościć przedstawiciele władzy. Bo, nie oszukujmy się, oni też lubią wpadać do Soho.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 16 Kwi 2010, 01:30

Gdzieś w pobliżu spacerującego mężczyzny otworzyło się okno. Na pierwszym piętrze budynku z czerwonej cegły zaopatrzonego w dużą ilość kwiatów doniczkowych działo się coś co zapewne miało miejsce w każdej z takich placówek. Jak powszechnie wiadomo karczma, w której okno postanowiło uchylić rąbka tajemnicy, cieszyła się dosyć dużym uznaniem, zwłaszcza wśród "potrzebujących pieszczot" samotników oraz smakoszy różnorakich trunków z dalekich stron. Każdy kto choć raz odwiedził to na pozór spokojne i w pewnym sensie przytulne miejsce wie, iż wszystko czym para się na oczach gości właściciel jest legalne. Tylko nieliczni mają świadomość, iż przekupnemu, staremu zbereźnikowi sprzedać można nawet własną matkę jeśli ta znajdzie zastosowanie w jego dziwacznych upodobaniach oraz zajęciach jakie rozdaje mniej zamożnym i nieodłącznym mieszkańcom karczmy, którzy nie wiedzieć czemu zawsze milczą i rzadko kiedy pokazują się bywalcom przybytku na oczy.
Tegóż dnia musiało dziać się coś specjalnego, oczywiście tylko dla zgromadzonych w pomieszczeniu na piętrze. Tuż po uchyleniu okiennic dało się słyszeć chichoty oraz pełne zmysłowości krzyki zarówno kobiet jak i mężczyzn. Jedna z postaci, która napewno uczestniczyła w dziwactwach wychyliła się nieznacznie i spojrzała na demona przechadzającego się opodal. Był to młody mężczyzna, choć równie dobrze mogła to być dziewka, o płomienistych włosach, bystrych, niebieskich oczach pełnych pożądania oraz drwiącym uśmieszku. Boskie stworzenie oparło głowę na ręku i spoglądało na Vinnego raz po raz zwilżając językiem pełne wargi. Luźna, lniana tunika zwisała smętnie czasem poruszana wiatrem odkrywając przy tym jasną skórę na ramieniu oraz klatce piersiowej. Jednak wciąż trudno było określić płeć człowieka w oknie.
Wystawił on rękę, stuknął kilka razy w rynnę i czekał, aż demon zareaguje i spojrzy nań.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 16 Kwi 2010, 21:44

Psiakrew. Że też takie pomioty chodzą po ziemi... pomyślał demon, ale zaraz zaśmiał się szczerym śmiechem. Tego rodzaju 'ludzie', którym ciężko było przypisać konkretną płeć, byli zdecydowanie niedarzeni sympatią Vinny'ego, ale z drugiej strony nazywać kogoś pomiotem samemu będąc okazem istoty z innego wymiaru? To mi się udało, trzeba to zapisać dodał jeszcze do siebie po chwili, dalej z uśmiechem na twarzy.
Miało to też swoją zaletę bo, mimo niechęci do 'niezidentyfikowanego' (jak nazwał istotę w oknie), mógł unieść kapelusz i z nieudawanym, szczerym, a do tego olśniewającym uśmiechem odmachać osobie w oknie. Co też uczynił, dodatkowo bezgłośnie wypowiadając słowa: 'zaraz u Ciebie będę'.
Uwertura za nami, teraz czas na pierwszy akt zagrzał samego siebie do działania w duchu korzystając z muzycznego żargonu i wstąpił do lokalu, w którym odbywała się ta dziwna zabawa, uprzednio poprawiwszy nieco frak i kapelusz na głowie. Raźnym, pewnym krokiem wszedł do środka aby pokazać, że jest pewnym siebie człowiekiem sukcesu, przed którym wszyscy muszą czuć respekt. I nawet nie musiał specjalnie udawać, bo tak widział samego siebie co rano w lustrze.
Po przekroczeniu progu ukazała się oczom demona zwykła knajpa. Ani nie była zbytnio olśniewająca by przyćmić klientów swoim przepychem, ani tym bardziej nie odstraszała obskórnością i brudem. Sprawiała wrażenie przybytku idealnego dla osób, które nie chcą przepłacić za rozrywkę, ale jednocześnie zależy im na jako takiej prezencji lokalu, w którym przebywają.
Viinny omiótł spojrzeniem całe wnętrze lokalu, by w końcu skierować się w stronę właściciela. Czuł się odrobinę niepewnie, bo mimo domu nieopodal, niezwykle rzadko bywał w domach publicznych, bo jakoś zawsze wolał uwodzić normalne kobiety. Były swego rodzaju wyzwaniem, które zmuszało do niemałej gimnastyki umysłowej. Ale i wtedy sukces smakował lepiej. Wrócił jednak na właściwe tory myślowe z tej nieoczekiwanej podróży, bo w końcu miał interes do załatwienia.
- Witam Pana - rzekł do właściciela, zwyczajowo unosząc nieznacznie kapelusz - darujmy sobie wstęp i nikomu niepotrzebne kurtuazje, wszak oboje jesteśmy ludźmi interesu. Doszły mnie słuchy o nie lada wydarzaniu, które się tutaj odbywa i mam zamiar wziąć w nim udział.
Słowa wypowiedziane zostały beznamiętnie, bez oznaki jakiegokolwiek napięcia w głosie demona. Ba, rzekł to nawet z lekką nudą, a po skończeniu swej kwestii nudnym spojrzeniem omiatał przybytek, dając do zrozumienia właścicielowi, że udział w 'przyjęciu' na piętrze nie jest czymś, co go piekielnie interesuje. Zachowywał się tak, jakby odwiedzał domy uciech regularnie, a przez to te straciły przed nim wszelkie tajemnicy mimo iż było kompletnie odwrotnie.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 18 Kwi 2010, 12:25

Stary, siwiejący już mężczyzna łypnął na przybysza spode łba. Kimże był ten człowiek by mu przeszkadzać w tak zacnej pracy jaką właśnie wykonywał, tzn. obserwowaniu w kącie i nadzorowaniu wszystkiego i wszystkich. Piastowanie tak ważnego i niezmiernie pracochłonnego stanowiska wymagało przecież nie lada skupienia, a tu co? - Czyżby? A cóż takiego może się tu dziać, Panie? Wszak to przybytek zwyczajny, jak każdy inny w okolicy. Napić się tu można i nacieszyć oczy pięknościami, ale cóż poza tym? Siądźże o tam, spocznij. Pokażę Ci czym tu się chwalić możemy, a jakże. - Zaśmiał się krótko, jakoś sztucznie i kiwnął głową młodej dziewce, która to się uwijała z naczyniami. Ta podskoczyła i trwożnie kiwając głową pobiegła gdzie trzeba. Widać wiedziała co ma robić.
Tymczasem starszy pan, ręką wskazał Vinnemu miejsce - drewniany stolik z trzema krzesełkami dookoła, które wyglądały całkiem solidnie i dosyć wygodnie. Patrząc na niego czekał na decyzję. Nic nie wskazywało na to by, jeśli faktycznie coś ukrywał, zamierzał się tym tak po prostu dzielić. Zamiast tego uśmiechnął się krzywo chcąc sprawić wrażenie sympatycznego, starszego pana. - To jak będzie, zacny Panie? Siądziesz Pan? Uraczę Cię najlepszym co mam! Ha! Wszak i Ty człowiek interesu, czyż nie tak? - Właściciel zaczynał krążyć w okół swej zdobyczy niczym hiena, widocznie już czuł w niej jakiś zysk. A czy ludzie jego pokroju mogliby odmówić sobie odrobiny szczęścia? Otóż nie!

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Wto 20 Kwi 2010, 22:08

Vinny śledził wzrokiem oddalającą się dziewkę, bez najmniejszego zażenowania podziwiając jej młode kształty oraz sprawiając wrażenie, jakby słowa gospodarza w ogóle go nie interesowały. Kiedy niewiasta zniknęła mu z pola widzenia, przeniósł wzrok na staruszka, który dosłownie przed sekundą zakończył swoją chwytającą za serce przemowę. Wpatrywał się w niego znudzonym wzrokiem, wychwytując ledwie co drugie lub trzecie słowo - to i tak nie miało znaczenia, bo wszystko sprowadzało się do pieniędzy demona, które przejąć chciał dziadunio.
Przedsiębiorca usiadł na krześle i zamaszystym gestem założył nogę na nogę, jeszcze bardziej dając do zrozumienia jak bardzo jest znudzony całą tą szopką. Trochę żałował, że nie ma na sobie rękawiczek, bo zdecydowane zdjęcie ich z dłoni dodałoby uroku całej tej scenie. Jak się nie ma co się lubi, to się nie ma zaśmiał się jednak w duchu, przypominając sobie to stare powiedzonko. Gdzie ja je słyszałem? Czy to przypadkiem jeden z oficerów konfederackich tak nie mówił? Walton, Wulton? Ahhh pies mu mordę lizał. Na wspomnienie o wojnie domowej w Stanach Zjednoczonych uśmiechnął się, ale dość wyraźne i sugestywne chrząknięcie właściciela przybytku wyrwało go z tych rozważań. Nim odezwał się ponownie przez myśl mu przemknęło, że nawet dobrze wyszło z tym zamyśleniem. Widać gospodarzowi zależało.
- Szanowny Panie - Szanowny jak psie gówno pomyślał wypowiadając pierwsze dwa słowa - ja rozumiem konwenanse, obyczaje, ale czy naprawdę musimy brnąć przez te zawiłości? - mówił to pretensjonalnym tonem świadczącym o tym, że uważa się za lepszego od swego rozmówcy. Całe pytanie zakończył wyraźnym uniesieniem jednej z brwi. - Jesteśmy ludźmi interesu, a pierwsza zasada interesu mówi, że czas to pieniądz. Zaoszczędźmy go i ubijmy targu. Ja przyszedłem miło spędzić czas i gotowy jestem za to zapłacić. Możemy przejść do konkretów?
Całą swoją kwestię, mimo pretensjonalności i dość sporych wyrzutów, wygłosił niezbyt głośno. To znaczy na tyle głośno, aby można było wyczuć przekonująco brzmiące zirytowanie, ale z drugiej strony Vinny starał zachować się dyskretnie, aby zbytnio nie przykuwać uwagi. W przeszłości prowadził mniej legalne interesy i wiedział co to znaczy dyskrecja. Nieznacznie pchnął stopą krzesło stojące z jego prawej strony, jednocześnie lekko dając znak ręką. Gest miał oznaczać zaproszenie gospodarza do stolika w celu przybicia targu. Tego typu przekonywanie, czyli popychanie rozmówcy do robienia tego, czego Vincent sobie życzył, było jednym z ulubionych sposobów demona na przekonywanie ludzi do tego, aby robili to co chciał.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Czw 22 Kwi 2010, 23:50

Gospodarz zerknął na przybysza podejrzliwie. Zasiadł na krześle obok, oparł łokcie o stolik i westchnął. Co za niecierpliwy człowiek, gdzie się podziały te czasy, kiedy to kurtuazja była niezbędnym elementem każdego przedsięwzięcia? Zacmokał. No cóż, przynajmniej zarobić może się uda, choć starzec nie miał wątpliwości, iż mężczyzna przed nim to nie ostatni imbecyl, który zapłaci za nic.
Zerknął w stronę drzwi. - Ładna, co? Młoda jeszcze, jeszcze wiele się nauczyć musi. - Rzekł jakby w zamyśleniu. Postukał krótkimi palcami w blat. - Czego tak właściwie chcesz panie? Bo mniemam, iż nie ona Cię zainteresowała. Jak widzisz, prosty ze mnie człek, długo już nie pożyję, ale staram się choć co lepsze wspomnienia zabrać ze sobą w dalszą wędrówkę. - Starzec niezrażony znudzeniem demona począł snuć zapewne długą i nudną przemowę. - Bo widzisz, zacny Panie, kruche jest życie i krótkie, zdecydowanie zbyt krótkie. Pewnie przyznasz mi rację, że czasu trochę tracić szkoda. Czy uważasz młody człowieku, iż wszystko da się załatwić pieniędzmi? - Chytry dziadyga podrapał się po brodzie, nagle na jego wargach zakwitł paskudny uśmiech. Tak, zdecydowanie da się. Wszystko tylko zależy od majętności chcącego.
Dziewka wyskoczyła jak oparzona zza drzwi niosąc na tacy pusty kufel wraz z butelką wina. Starzec spojrzał na nią poirytowany. Przerwała mu, w dodatku przytargała nie to co chciał. - Głupiaś?! Z czym przychodzisz dziewczyno?! - Szybko zerwał się na równe nogi z uniesioną wysoko ręką. Opamiętał się zaraz i nie tknął niewiasty, miast tego zmrużył oczy. Już wiedział jaka spotka ją kara. Po przerażonej minie dziewka zapewne nie spodziewała się niczego, co mogłoby się jej spodobać, a tym bardziej nie wiedziała w jaki sposób mogłaby uniknąć tego, na co w mniemaniu staruszka zasłużyła. Mimo, iż mężczyzna był łasy na pieniądze i lubił spełniać swoje zachcianki, a czasem nawet karać bez większych powodów, gdy raz już coś postanowił nawet duża suma nie potrafiła zmienić jego zdania. A próba przebłagania, bowiem pieniędzy nawet nie posiadała, nie wchodziła w rachubę, bowiem mogła tylko pogorszyć sytuację.
Wciąż wzburzony gospodarz odwrócił się w stronę gościa. - Zatem? W czym mogę Ci, Panie, pomóc? Jak widzisz, większej przyjemności nad to co winna Ci teraz wręczyć ta niezdara tutaj nie uświadczysz, bo to... to dziewczę nawet na obserwacje się nie nadaje. Niezdara, pfe! - Co i raz spoglądał wilkiem na stojącą w pobliżu dziewkę, która stała jak słup soli wbijając mokre od łez oczy w podłogę. Kurczowo ściskała tacę, jakby bała się, że ta zaraz dostanie nóg i jej ucieknie. Na większe widowisko się nie zapowiadało, a i na to, co teraz się działo nikt prawie nie zwrócił uwagi. Najwyraźniej nic ciekawego w mniemaniu zgromadzonych się nie działo, a przynajmniej nie na tyle by zacząć się gapić miast sączyć powoli zamówione trunki.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 23 Kwi 2010, 00:15

Vinny w milczeniu przyglądał się scenie, którą odegrał przed nim dziadunio za rekwizyt mając podwładną. Demon nie miał pojęcia jacy ludzie odwiedzają ten przybytek, z jakimi zamiarami, ale brak reakcji ze strony reszty gości dał mu wystarczający pogląd o sytuacji. Podobnie jak inni, on też miał w głębokim poważaniu to, co wydarzy się z dziewczyną. Jedne, czego żałował, nie to zdecydowanie nie jest dobre słowo, jedyne co leciutko go irytowało to to, że być może ta dziewka straci nieco ze swej urody. No, ale z kobietami jak z karaluchami - oszpeć jedną, a już pojawią się dwie inne.
I akurat kiedy gospodarz odwracał się, aby spojrzeć na swojego nowego klienta, ten myślał o porównaniu do karaluchów, co zaowocowało uśmiechem na ustach Vincenta. Widok ten, bynajmniej nie był przyjazny i pełen radości. Demon przewrócił jeszcze oczami manifestując swoje zniecierpliwienie, po czym uniósł nieznacznie dłoń, a wskazującym palcem wymierzył sufit. Przesłanie było jasne: "Chcę iść do nich. Na górę."
Uśmiechając się szelmowsko czekał na to co zrobi gospodarz. Irytacja, początkowo udawana, stopniowo zaczynała stawać się coraz bardziej naturalna.
- To ubijemy targu? - rzekł wreszcie, po raz kolejny zachęcając gospodarza do działania, do wzięcia interesu w swoje ręce. Wtem jednak ponownie jego spojrzenie trafiło na młodej dziewczynie, a w głowie demona zrodził się kolejny pomysł, który mógł wcielić w życie, gdyby z gospodarzem się nie udało, albo cena byłaby zbyt zaporowa.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 25 Kwi 2010, 16:51

Mężczyzna pokręcił głową. Był to jednoznaczny znak, że nie ma zamiaru iść na rękę demonowi. Był zły, a wszystkiemu winna była dziewka, która jak zwykle zrobiła coś źle. Uroda dla takich miejsc ma ogromne znaczenie, jednak posłuszeństwo i uległość jeszcze większe. Już nie wspominając o przychodach jakie powinno to ze sobą nieść, niestety, w przypadku tej nieudacznicy nie były one zbyt wielkie. Starzec podrapał się po brodzie. Sprawy przybrały niekorzystny obrót.
- Pal licho grzeczności. - Rzekł. Nagle z góry dało się słyszeć ciche kroki, delikatne i miękkie, które stare, drewniane schody przyjmowały z cichym skrzypieniem. Z piętra zszedł człowiek, z rozwichrzonymi włosami, tuniką rozmemłaną i... bez spodni. Ten sam, który to machał do Vinnego z góry. Gospodarz poczerwieniał na twarzy ze złości. Dobrze chociaż, iż odzienie było na tyle długie by ukryć walory przybysza. Jednak co to za pomysł by w tak niepełnym stroju schodzić na dół?! I czemu ten ktoś mrugnął z uśmiechem na ustach do przybysza, który odkąd tylko tu się pojawił żądał wpuszczenia go na górę?! Co to za spisek?!
- Co do...?! - Starzec nie ukrywał złości. Palcem nakazał przybyszowi powrót na górę popychając w jego stronę dziewkę i demona. Sam wlazł na schody za nimi. - Jestem człekiem spokojnym, cierpliwym, ale to... Ten bezwstydny pokaz tam na dole to szczyt wszystkiego! Ty - Zwrócił się do pół-nagiego osobnika. - Ty przesadziłeś! Ubieraj się i wynocha, a Ty Panie - Tym razem słowa skierowane były bez wątpienia do demona. - Ty udaj, że, że... A zresztą, chciałeś na górę, zatem jesteś. Weź sobie dla osłody życia tę oto tu dziewkę, pokój i zrób z nią co zechcesz poza pozbawieniem jej życia. Nie wezmę za to ani pensa, ale Ty - Tym razem swe rozwścieczone oblicze skierował na dziewczynę, która stała cicho pochlipując. Trzymała obiema rękami tacę, blada niczym trup i nie śmiała odezwać się słowem. - Ty nędznico... Jeszcze się z tobą policzę! Tymczasem umilisz czas Panu, zrekompensujesz swoją niekompetencję oraz będziesz posłuszna każdemu jego życzeniu. I jeśli dowiem się, że w choć jednej prośbie zawiodłaś... Spotka cię po tysiąckroć gorszy los! Czy wszyscy są zadowoleni? - Zagrzmiał. Jednak zaraz się opamiętał i mruknął, że musi wrócić na dół doglądać interesu. - I nie życzę sobie swawolenia na dole. Mam ku temu pełne prawo... Nie chcę by postrzegano to miejsce jako dom rozpusty...- Urwał i wzruszył ramionami. Co więcej mógł zrobić? Od lat nie miał tu takiego widowiska. Poza skąpo odzianymi pannami do towarzystwa, których raczej nie wpuszczał na górę, chyba, że za drobną opłatą, nikt nie ośmielał się chadzać na dole pół-nagi, bądź też w ogóle pozbawiony odzienia.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 25 Kwi 2010, 18:32

Odczucia, które szalały wewnątrz demona były skrajnie różne. Z jednej strony było to obrzydzenie na myśl o tym, że niewiele brakowało, a byłby się spotkał twarzą w twarz z jakimś homoseksualistą. A jeśli na tym świecie było coś, czego nie cierpiał nad wszystko inne, wyciągając z rozważań słodziutkie anioły oczywiście, to byli to właśnie homoseksualiści. Dziękował, o ironio!, Bogu, że wszystko skończyło się jak skończyło. A sprawy potoczyły się dobrze, bo dostał za darmo roztrzęsioną dziewkę dla siebie, która na dodatek została zaszczuta i musiała zrobić wszystko, aby go zadowolić. Vinny'ego kusiło, aby wykorzystać nadającą się okazje i upodlić te dziewczynę, ale...
Po co się spieszyć? Ponapawam się jej strachem, wykorzystam do swoich celów, a z tej małej wstrzemięźliwości zbiorę obfite plony rozmyślał nad swoimi planami, a z każdą kolejną myślą jego uśmiech stawał się jeszcze szerszy i jeszcze bardziej przerażający. Przeniósł wzrok na dziewczynę, której oczy co prawda były już wpatrzone w ziemię, jakby znalazła tam garniec złota, ale demon wiedział, że widziała jak się uśmiechał. Może mu się przewidziało, ale najwyraźniej dygotała ze strachu. Uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Dalej, do pokoju - powiedział ostro i zdecydowanie klepnął ją w pośladki. Spojrzał w dół schodów gdzie stał właściciel i uniósł kapelusz aby podziękować mu za gest. Dziewczyna jęknęła cicho i weszła do pokoju, a wraz za nią Vincent.
Wewnątrz mężczyzna zwrócił uwagę tylko i wyłącznie na łóżko i krzesło stojące nieopodal. Reszta zupełnie go nie interesowała. Usiadł na krześle, nonszalancko zakładając nogę na nogę. Wpatrywał się w dziewczynę, pogwizdując sobie swawolnie, jednocześnie napawając się strachem jaki odczuwała. Biedna istotka, ciekawe cóż jej teraz chodzi po głowie? Będzie mi wdzięczna jak się dowie, co jej zgotowałem pomyślał i zaśmiał się złowieszczo, kątem oka obserwując reakcje dziewczyny. Im bardziej będzie przerażona, tym chętniej zrobi to, czego będzie oczekiwał. Wyprostował się lekko, położył kapelusz na nodze i powiedział:
- Rozbieraj się - mimo iż nie miał żadnych cielesnych zachcianek, nie mógł sobie odmówić widoku młodego i pewnie jędrnego ciała tej dziewczyny. Po prostu nie mógł. - i za jakiś czas zacznij usiądź na łóżku aby zaskrzypiało i zacznij pojękiwać cicho, jakbyśmy robili to, co powinniśmy w tej chwili robić. Wątpię, aby ktoś podsłuchiwał, ale strzeżonego... i dalej wiesz co.
Tutaj zamilkł dając jej czas na reakcje, ale także chciał potrzymać ją w niepewności.
- Mam dla Ciebie propozycje, kuszącą rzekłbym nawet, i tylko od Ciebie zależy jak wybrniesz z tej sytuacji. - Aby zaakcentować 'ową sytuację' zakręcił młynka dłonią. Uśmiechał się lekko, czekając na to co odpowie dziewczyna.
Ale tak czy siak będzie się świetnie bawił. Uwielbiał takie sytuacje. Sytuacje, w których, bez względu na to jaką drogą pójdzie, zawsze wygra.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 25 Kwi 2010, 21:15

Dziewka po prostu stała i przerażona spoglądała na demona. Nie miała bladego pojęcia czego od niej chciał, ale nie sądziła by było to mniej przerażające i bolesne od kary jaka spotka ją z rąk gospodarza. W końcu dlaczego miałoby być? Powoli, bardzo powoli podeszła do łóżka i dotknęła ostrożnie jasnego materacu. Cofnęła gwałtownie dłoń jakby się poparzyła i spojrzała mokrymi od łez oczami na Vinnego. W ślicznych, dużych szarych oczach krył się niewyobrażalnie duży lęk. Dziewczyna była blada jak ściana, a drżące ręce nie mogły poradzić sobie z rozplątaniem supła brudnego fartuszka. Z jękiem upadła na kolana wyciągając błagalnie ręce w kierunku demona, jednak zrobiła to tak cicho, jakby się bała iż zbyt głośne zachowanie może rozzłościć jej towarzysza.
- Panie... - Zaczęła łamiącym się głosem. - Proszę, czy to konieczne? Wiem, że jestem nic nie znaczącą prostą dziewczyną, która miała nieszczęście traf... - Zakryła dłonią usta. Co też plecie. Przecież za takie słowa mogłaby spotkać ją... Nie, wolała nie wiedzieć nawet co, ale miała świadomość, że coś złego bowiem starzec bardzo nie lubił, gdy się płakało nad własnym losem. - Co Panie chcesz ze mną zrobić? - Wydusiła z siebie cichutko obawiając się odpowiedzi.
Skoro czegoś od niej chciał to powie jej, prędzej czy później, ale powie. Tylko czy aby na pewno chciała wiedzieć? Tak, raczej tak. Cóż mogła stracić? Niewiele, a skoro mogła zyskać warto zaryzykować. Czekała, w pełnej napięcia ciszy czekała, aż mężczyzna wyjawi jej swoje zamiary. W końcu cóż innego mogła zrobić?

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 25 Kwi 2010, 21:52

- Wstań. I się rozbierz - wycedził przez zęby demon, który nie miał zamiaru rezygnować z przyjemności. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie wykorzystać swoich zdolności, ale dziewczyna nie była zbyt wartościowa do tego typu zachowań. Odepchnął jej ręce, poderwał się z krzesła i zaczął chodzić dookoła dziewczyny tak, drapieżnik obchodzi swoją zdobycz. Służka wstała i wodziła za nim wzrokiem.
- Posłuchaj mnie uważnie - zaczął powoli. Ważył słowa, budował napięcie. Dalej świetnie się bawił, ale gra chyba stała się zbyt ryzykowna - twój los, jest w twoich rękach. Jakbym chciał się z Tobą zabawić, to już byśmy leżeli na łóżku i na pewno by Ci się to nie podobało. Nie mam zamiaru wykorzystywać Cię w ten sposób, chociaż jak jeszcze trochę będziesz się stawiać w każdej chwili mogę zmienić zdanie. Rozumiemy się? - zatrzymał się, a podczas całej tej wypowiedzi obszedł dziewczynę dookoła z dziesięć, czy nawet dwanaście razy. Spojrzał też na nią drapieżnym wzrokiem, wyraźnie pokazując jej, że ma się słuchać bo nie ma skrupułów. Z trudem powstrzymał grymas obrzydzenia przed tym, co miał powiedzieć:
- A więc się rozbierz. Jesteś piękna, ja jestem estetą. Mam zamiar nacieszyć oczy, skoro mam okazję. - powiedział, ale nie uspokoił tym dziewczyny, która znów miała łzy w oczach. Załamał dłonie w geście zrezygnowania. Ta dziewczyna w pewnym sensie mu pochlebiała, tak się go bojąc, ale w tym wypadku była mu potrzebna jej współpraca.
- Dobra, nie rozbieraj się. Ale i tak to Cię nie minie. Siadaj - powiedział i chwycił ją mocno za ramiona, po czym posadził na łóżku. Przystawił sobie krzesło, aby mieć twarz w odległości nie większej niż pół metra od jej twarzy. Wpatrywał się chwile w jej piękne, załzawione, szare oczy i nie mógł się nie uśmiechnąć. Tym razem jednak uśmiech był wyjątkowo ciepły i przyjazny. Rzeczywiście jest piękna. Szkoda, aby ten staruch ją skrzywdził
- Posłuchaj - zaczął i wytarł jej łzę spływającą po policzku. Nie żeby stało mu się jej żal, po prostu trzeba było zmienić wizerunek zimnego biznesmena. A był tak samo dobrym uwodzicielem, jak i człowiekiem, demonem, interesów. Chwycił też dziewczynę za ręce i gładził jej delikatne dłonie. - zanim powiem ci, czego od ciebie chce... I nie płacz, bo to nie ma nic wspólnego z tym, o czym myślisz... to ty musisz mi powiedzieć, co może zrobić Ci ten staruch na dole. Słucham uważnie, to bardzo ważne. Nie próbuj kłamać, wymyślać. Chce wiedzieć do czego jest zdolny. Rozumiesz? No, to mów. Słucham uważnie.
Kiedy chciał, potrafił też być czarujący, uwodzicielski i wzbudzający zaufanie.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Czw 29 Kwi 2010, 18:27

- Och... - Jęknęła cicho starając się powstrzymać łzy. Nie powinna płakać, dopóki nie próbuje jej nic zrobić po prostu nie wypada. Choć czy to miało znaczenie w momencie gdy tak bardzo się bała? Może i była bezbronną, głupią dziewką, ale znała zasady jakimi rządzi się to miejsce, więc stanowczym ruchem głowy zaprzeczyła zdając sobie sprawę iż jej rozmówca raczej nie będzie zachwycony. Nie mogła współpracować, nie w tej kwestii.
- Panie, a cóż może zrobić starzec komuś takiemu jak ja? Jest panem tego przybytku, a nieposłuszeństwo każe jak każdy, prawda? Zatem cóż mogę począć jak nie okazać uległość i poddać się woli mego chlebodawcy? Bunt czy bezmyślne figle każdego kto człowiek interesu... Przecież sam wiesz Panie. - Powiedziała to spokojnie, panując w miarę możliwości nad głosem tak by nie pokazać swego lęku. Nie było to łatwe, ale miała świadomość, że coś powiedzieć musi i powinno to brzmieć szczerze. Nawet jeśli odpowiedź nie przypadnie demonowi do gustu... Miała tylko nadzieję, że jednak odrobinę go zadowoli.
Otarła wierzchem dłoni policzki i pociągnęła nosem. Starała się unikać wzrokiem oczu Vinnego zatem obejrzała pokój dokładnie choć znała go prawie na pamięć. W końcu sprzątała tu niemal codziennie.
Nigdy nie była zbyt gadatliwa, a w stosunku do nieznajomych wręcz milcząca. Trudno jej było się przełamać i tak zwyczajnie porozmawiać tym bardziej gdy jej rozmówcą był czarujący jegomość, który na domiar złego dostał ją niemal w prezencie jako rekompensatę za jej pomyłkę.
- Panie, czemu tak właściwie pytasz? - W jej oczach pojawiła się iskierka nadziei, że może ten oto człowiek zechce ją uwolnić z rąk zachłannego starca lecz zniknęła tam samo szybko jak się pojawiła. Niby po co miałby to robić? Rozpacz po raz kolejny zawładnęła jej duszą. Była w beznadziejnej sytuacji i nic nie wskazywało na poprawę. Pochłonięta własnymi, czarnymi wizjami zupełnie zapomniała o obecności mężczyzny. Poprawiła swą pozycję na łóżku, spojrzała smętnie na ciemne nakrycie i westchnęła. No cóż, takie życie. Nie każdemu pisane jest życie w luksusie i sławie, choć zarówno jedno jak i drugie byłoby zbytkiem łaski. Wystarczyło by trochę monet i jakaś praca po której mogłaby spokojnie wrócić do domu, najlepiej pozbawiona chciwych przełożonych oraz wiecznie pijanych gęb spragnionych wrażeń mężczyzn, którzy zazwyczaj kończyli nieprzytomni wszędzie poza własnym posłaniem.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 30 Kwi 2010, 14:20

- Argh - wydał z siebie bliżej nieartykułowany dźwięki Vinny po tym, jak dziewczyna rzuciła standardową śpiewkę o pracodawcy i ciemiężonej pracownicy i poderwał się z krzesła. Rozcierał palcami skronie i chodził pospiesznie po pokoju starając się zapanować nad sobą i wzrastającą irytacją. Cała sprawa miała potoczyć się gładko i szybko, bez najmniejszych problemów, ale trudności piętrzyły się nad nim, niczym fale podczas narastania burzy. Spojrzał na dziewczynę, nawet z lekkim wyrzutem i powiedział:
- Musisz utrudniać? Nie mam pojęcia co sobie myślisz w tej twojej babskiej główce, ale czy nie wpadłaś jeszcze na to, że nie zamierzam Ci zrobić nic złego? - Ale podenerwuj mnie jeszcze trochę, to wszystko co zrobi Ci ten staruch będzie dziecinną igraszką dodał w myślach, starając się powstrzymać nieprzyjemny uśmieszek. Chociaż bardziej kusiło go, aby zedrzeć ubranie z tej dziewczyny i wykorzystać ją brutalnie musiał się hamować, bo miał okazję dowiedzieć się czegoś. Musiał zrobić krok w tył, aby zaraz potem móc zrobić trzy lub cztery naprzód. W końcu opanował się nieco i znów usiadł na krześle, odsuwając je lekko od roztrzęsionej dziewczyny. Wziął dwa, trzy głębokie wdechy po czym kontynuował, już spokojnie.
- To moja ostatnia propozycja, ostatnia twoja szanse na poprawę swojego losu. Także zastanów się dobrze przed odpowiedzią, bo to tylko i wyłącznie od Ciebie zależy, co się dalej wydarzy. - Aby podkreślić wagę tych słów zrobił krótką przerwę, a podczas wypowiadania drugiego zdania uniósł palec w górę, aby jeszcze bardziej skupić na słowach uwagę kobiety. - Ale przejdźmy do interesów. Oboje wiemy, czym tak naprawdę zajmuje się ten staruch na dole. Doszły mnie słuchy, że ów przybytek jest jednym z lepszych w całym Londynie, więc na pewno ma też specjalnych gości. Może pojawia się tu jakiś lord w przebraniu, wysoki rangą oficer policji, czy też może inny polityk? A może jakiś duchowny? - na myśl o duchownym uśmiechnął się. Cóż to by była za przyjemność wyciągnąć na światło dzienne jakieś brudne kontakty duchownego! Ahh... prawdziwa wisienka na torcie pomyślał, ale zdał sobie sprawę, że uśmiecha się zbyt błogo. Do tej pory mówił uprzejmie, spokojnie starając się zdobyć zaufanie tej dziewczyny. A taki niezrozumiały gest mógł go kosztować wiele - Wybacz, przypomniałem sobie stary dowcip. Kontynuujmy więc. Na czym stanąłem? Aha... na gościach tego przybytku. Tutaj pojawiasz się ty i twoja rola w interesie. Chciałbym znać imiona i nazwiska dwóch, trzech najbardziej 'dostojnych' gości i ich najczęstszych towarzyszek lub towarzyszy. Pracujesz tu pewnie jakiś czas, więc na pewno znasz kilku.
Zrobił przerwę, aby dziewczyna rozważyła te słowa. Miała zrobić tylko jedną rzecz: podać nazwiska. Demon wiedział jednak, że jest zbyt przerażona musiał więc ją zachęcić do działania. Słowa, które miał wypowiedzieć teraz z trudem miały przejść przez gardło, bo nawet nie spodziewał się, że będzie musiał ich użyć. Liczył na to, że sam strach wystarczy. Za dużo strachu nie jest jednak wskazane. Zapamiętać! upomniał sam siebie, aby pamiętać o doświadczeniach z dzisiejszego dnia. Podjął wątek:
- Oczywiście jest to interes, obie strony powinny skorzystać. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, chyba najbardziej interesuje Cię to, aby się stąd wyrwać, mylę się? Z chęcią zatrudniłbym Cię u siebie, ale w moim domu nie potrzeba kobiecej ręki. Ale mogę Ci zaproponować hmm... mam licznych znajomych. Na pewno któryś z nich poszukuje pomocy.
Znów zrobił przerwę, kończąc kolejny etap ubijania targu. Najważniejsza część - przedstawienie propozycji - była już za nim, teraz przyszedł czas na podsumowanie.
- I to by było na tyle. Twój los, jest w twoich rękach.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 30 Kwi 2010, 18:17

Dziewczyna zmarszczyła brwi i ściągnęła usta. Starała się skupić i przypomnieć sobie coś, bądź też zastanawiała się jak spławić mężczyznę. Cokolwiek by to nie było, wyglądała na zamyśloną. Przedstawienie propozycji wywarło pożądany skutek i dziewczę w końcu przestało zawodzić zalewając się łzami, miast tego poczęła intensywnie myśleć nad odpowiedzią. W zamyśleniu nieświadomie potarła brodę.
- Skoro tak mówisz Panie... - Zaczęła niepewnie wciąż błądząc gdzieś myślami. - Bywają tu różni goście. Ci ważniejsi również. Lecz... - Westchnęła. Była prostą dziewką, która zawsze była pomijana i raczej ukrywana przed takimi osobistościami. Poza tym, żadna z nich nigdy nie wchodziła tu tak po prostu, mimo, iż miejsce cieszyło się dobrą sławą. Bądź co bądź to w końcu Soho, a przebywanie w takim miejscu wyższych urzędników czy duchownych byłoby raczej niewskazane. - Ze względu na pewne braki w moim... wychowaniu nie jestem dopuszczana do tych ważniejszych. Nigdy nie wchodzą tu tak po prostu i zawsze przyjmowani są przez samego gospodarza. Zaprasza ich od razu na górę, tak by nikt nie miał możliwości przyjrzenia się im, a tam... Dba o nich sam i wybiera najlepsze i... - W tym momencie skrzywiła się nieco. - I najlepszych spośród nas. Resztę ma na oku. To bardzo sprytny człowiek. Wie jak wszystkim się zająć coby wszyscy byli zadowoleni. - Przytknęła palec wskazujący do ust wbijając wzrok w ziemię. Zamilkła całkowicie ponownie zatapiając się we własnych myślach. Widać potrzebowała trochę czasu by wszystko sobie przypomnieć i poukładać, bądź co bądź nie spodziewała się takich pytań ani tym bardziej jakichkolwiek propozycji.
- Wyciągniesz mnie stąd Panie? - Zapytała w końcu nieśmiało, zadarła nieco głowę by spojrzeć Vinnemu w oczy. W jej własnych tliła się nadzieja, że w końcu opuści to miejsce i będzie mogła żyć lepiej niż dotychczas. To była jej szansa, jeśli tylko demon zamierzał spełnić swoją obietnicę. Miała świadomość, że odpowiedź jakiej mu udzieliła była bardzo skąpa i zupełnie nie zadowalająca, jednak powiedziała prawdę, a jeśli tylko udałoby jej się coś skojarzyć czy przypomnieć...

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 30 Kwi 2010, 18:46

- Ehhh... - westchnął Vinny bo odpowiedź go nie zadowoliła. Był rozczarowany tym, że dziewczyna nic nie wie, że stracił tyle czasu na uspokojenie jej, aby wyciągnąć informacje, a nic z tego nie wyszło, że nawet się nie napatrzył na jej ciało. Poza tym pojawiła też pogarda do gospodarza tego burdelu (demon był zbyt dumny, aby przyznać się, że zachowanie mężczyzny wzbudziło w nim coś w rodzaju szacunku), bo okazał się człowiekiem sprytnym i przebiegłym dobrze orientującym się w realiach i prawach miasta-dżungli. To jednak zaowocowało tylko jeszcze większą chęcią wykiwania go i przechytrzenia, bo nic tak nie poprawiało ego demona jak wygrywanie potyczek z tego typu ludźmi. Odchylił się na krześle, zupełnie ignorując pytanie dziewczyny i rozmyślał nad tym co zrobić dalej.
Ona mi nic więcej raczej nie powie, ale może być idealnym drogowskazem do kogoś kto wie co się dzieje. Zresztą musi coś wiedzieć, w końcu sprząta tutaj. W końcu postanowił nie rezygnować i zamierzał wykorzystać dziewczynę do maksimum.
- Zamyśliłem się, co mówiłaś? - zapytał grzecznie, a na ponowione pytanie odparł niemalże automatycznie potakując. Zaczynało mu ciążyć zgrywanie uprzejmego i pomocnego dżentelmena zwłaszcza, że cel tego wszystkiego dość niespodziewanie się oddalił i już tak znacząco nie wynagradzał wszelkich wysiłków demona.
- Spróbuj sobie coś przypomnieć - powiedział spokojnie, spoglądając na dziewczynę tak, jak robił to uwodząc wcześniej kobiety - Z tego co widzę, sprzątałaś pokoje. Może znalazłaś kiedyś coś interesującego? Może rozmawiałaś z którąś z dziewczyn lub też z którymś... - tutaj głos mu się zwiesił, bo słowa opisujące mężczyzn oddających swe ciała innym po prostu nie chciały przejść mu przez gardło. Takie czuł do nich obrzydzenie - wiesz o kogo chodzi. Może ktoś z nich się chwalił kto przed chwilą ich odwiedził? Spróbuj sobie coś przypomnieć... O! - tutaj aż Vinny podskoczył na krześle bo przypomniał sobie o mężczyźnie, który go zachęcił do wstąpienia do tej gospody, a którego minął na schodach. Jeśli dobrze zrozumiał rozmowę, to właśnie został zwolniony.
- Wiesz może jak nazywa się ten człowiek, z którym się minęliśmy na schodach? Może wiesz gdzie mieszka? Mógł mieć jakieś kontakty ze specjalnymi gośćmi? Z tego co zrozumiałem został wyrzucony, mógłby więc pomóc.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 30 Kwi 2010, 23:07

- Ach, tak. To Arlie. Często tu bywa, jednak tylko na wyraźne polecenie gospodarza. Nie wiem o nim zbyt wiele. Złośliwi powiadają, że to syn gospodarza, ale z kochanki zrodzony, a nie z prawej żony. - Tu wzruszyła ramionami na znak, iż niewiele ją to dotąd obchodziło i nie wie czy to aby tylko nie próżne gadanie. - Jednak ten się wypiera, a i szanowna mamuśka Arliego nie żyje, to i nie ma kto potwierdzić ani zaprzeczyć. Sam dzieciak gęby nie otwiera, gdy mu gospodarz zabroni.
Podrapała się po łokciu patrząc gdzieś przed siebie. Oczy miała niewidzące, widocznie znowu gdzieś odpłynęła myślami. Nawet nie zauważyła jak szybko zaczęła mówić gdy pojawiła się "obietnica wyzwolenia". Co bardziej zaskakujące nie zastanowiła się czy ten uroczy jegomość, jej wybawiciel, nie doniesie na nią przypadkiem komu trzeba. Liczyło się tylko usatysfakcjonowanie demona by przypadkiem nie zmienił zdania i nie postanowił jej tu jednak zostawić. Widmo kary jaką zapowiedział jej starzec za nieposłuszeństwo wisiało gdzieś w najmroczniejszych zakamarkach jej duszy żywiąc się lękami, które z każdą chwilą słabły lecz nie zamierzały opuścić całkowicie dziewczyny.
- One nie gadają, Panie. Mają zabronione, a on ma uszy i usłyszy każde słowo, które zdradzałoby tajemnice pokoi zamkniętych. To jest tych dla specjalnych gości. - Westchnęła. - Tam nie bywałam, nie wiem jak wyglądają. Rzekł mi kiedy, że ja niezdara jeszcze bym więcej szkody narobiła niż pożytku i zakazał wchodzenia tam. Poza tym, klucz ma... Więc to nie takie proste. - Zarumieniła się nieco, jakby wyznała przed chwilą swe najskrytsze tajemnice. Widać próbowała tam wejść i poniosła klęskę. To musiało ja powstrzymywać przed dalszymi próbami, gra raczej nie była warta świeczki. Jeśli starzec miał przystrojone pokoje specjalnie dla wybrańców zapewne nie zamierzał wspominać o nich komukolwiek, a tym bardziej dawać ich. - Tylko nie pytaj nikogo o nie Panie! Nikt z gości nie wie, że takowe są tu i tak musi pozostać. - Wyszeptała trwożnie, nieco potrząsając rękoma.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Pią 30 Kwi 2010, 23:43

- Ehh - raz jeszcze pomruk westchnienia wydobył się z ust demona, którego zasmucały coraz bardziej nowe wiadomości. Po prawdzie nie spodziewał się łatwego zadania, ale nie liczył też na to, że będzie tak trudno i ciężko. I że będzie musiał zrobić dobry uczynek pomagając tej małej. Przyjrzał jej się raz jeszcze. Delikatna cera, łagodne rysy twarzy, do tego te szare oczy. Figura naprawdę pierwszorzędna. Ahh... szkoda jej na poniewierkę. pomyślał demon, uśmiechając się do dziewczyny. Dla niej wyglądało to, jakby zrobił to bez powodu.
- A tak w ogóle jak masz na imię? - zapytał w końcu Vinny. Kolejna cegiełka w budowaniu wieży zaufania została postawiona. - I wiesz gdzie można znaleźć tego Arliego? Syn, czy nie syn muszę spróbować z nim porozmawiać. Obecnie on jest jedyną osobą, która może mi pomóc w interesach.
Mężczyzna założył ręce na piersi i dalej obserwował uważnie dziewczynę delektując się jej nieprzeciętną urodą. Do głowy wpadła mu niezła myśl. Zaproszę ją do siebie. Jakiś czas może zostać u mnie, pobawię się nią do załatwienia sprawy, a potem puszcze gdzieś. Tak, to zdecydowanie dobry pomysł. Zaraz za tą myślą, pojawiły się kolejne dotyczące przedsięwzięcia, które miał wprowadzić w życie. Teraz plan zakładał odnalezienie owego mężczyzny, który chociaż wzbudzał obrzydzenie w demonie, musiał na razie przełknąć myśl o tym, że może kolaborować z kimś pokroju Arliego. Jego interes jednak, był zbyt ważną sprawą, aby mieszać w to prywatne odczucia, czy emocje. Plan był szatańsko prosty: Vinny chciał dowiedzieć się, jacy notable korzystają z usług domów publicznych, a potem najzwyczajniej w świecie miał zamiar ich szantażować. Może jakaś posadka? Może jakieś małe przedsiębiorstwo? Ta część planu nie była jeszcze przemyślana. Zresztą i tak wszystko zależało od tego, jaka rybka wpadnie w sieci demona, a ten z kolei nie chciał się za bardzo ograniczać. Zależało mu na tym, aby pozostać elastycznym.
- No to jakie jest to imię? - powiedział żartobliwie przerywając panującą ciszę i uśmiechając się przyjaźnie do dziewczyny. Powoli czas się zbierać...
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Czw 06 Maj 2010, 23:53

- Harriet - Odparła nieśmiało. Była całkowicie zaskoczona, nie spodziewała się, że kogokolwiek zainteresuje jej imię. Złożyła ręce na kolanach uśmiechając się niepewnie. Nie był to ciepły, promienny uśmiech, ale jego zalążek. Wciąż czuła się nieco skrępowana, bowiem z każdą chwilą jej świat przekręcał się o kolejnych kilka stopni by stanąć prawie do góry nogami. Czyżby szczęście się do niej uśmiechnęło?
- Nie wiem gdzie mieszka, nie wiem gdzie bywa. Tylku tu go czasem zobaczę, lecz wiesz jak to jest Panie, nie rzeknę ni słowa, jemu też nie zależy. Bo i po co miałby z prostą dziewką gadać, a i o czym? Nie słyszałam by mówił co, czym się szczycił. Nie słyszałam też by ktokolwiek wiedział co więcej o nim. Tyle tylko, co już rzekłam. Chociaż... - Przygryzła dolną wargę, czoło pokryło się kilkoma zmarszczkami gdy zmarszczyła je w zadumie. Kto mógł wiedzieć coś o tym chłopcze? Kto chciałby gębę otworzyć i coś zdradzić bez lęku? Nie wiedziała, ale myślała, rozważała każdą możliwą twarz. W końcu wzruszyła ramionami, bo i miała powiedzieć? Jak nie wie, to nie wie.
Opuściła wzrok, utkwiła szare oczy w splecionych dłoniach. Poruszyła palcami i zastygła w bezruchu wciąż uważnie się im przyglądając, zupełnie jakby widziała je pierwszy raz w życiu. Nie kryła rozczarowania, nie pomogła i miała tego pełną świadomość. Zawiodła. Zniszczyła swoją jedyną szansę. Zostanie skazana na resztę życia tutaj, w tym okropnym miejscu wciąż w łapskach chciwego i bezlitosnego starucha.
- Czy gniewasz się na mnie Panie? - Wciąż nie podnosiła wzroku, miała przeczucie, iż może jej się nie spodobać to co może ujrzeć. W końcu mężczyzna miał pełne prawo być niezadowolony, co więcej, mógł być zły i to w dodatku właśnie na nią. Czy swój gniew zwróci ku niej? Zadrżała. Oby nie.

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Vinny

avatar

Profesja : Finansista
Wiek postaci : 33

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Nie 09 Maj 2010, 22:26

Nie, nie gniewał się na nią.
Był po prostu wściekły. Na wszystko i wszystkich. Bez wyjątku.
Vinny energicznie podniósł się z krzesła, które aż upadło z hukiem na podłogę. Dziewczyna aż podskoczyła na łóżku, bo po chwili spokoju i względnej wrażliwości taki wybuch ze strony demona musiał ją zaskoczyć. Mężczyzna krążył po pokoju mrucząc bliżej nieokreślone słowa pod nosem. Mimo iż nie można było wyłapać poszczególnych słów, z tonu i sposobu ich wypowiadania łatwo można było wywnioskować, że nie są to słowa powszechnie używane w rozmowie. Ale czemuż się dziwić? Vinny wprost kipiał ze złości.
Wszystko poszło się walić. I co ja teraz mogę zrobić? Straciłem pół dnia i co mi zostało? Właściciel mnie wyleje - stracony. Ta głupia krowa też nic nie wie - stracona. Ten pedał, nawet nie wiem gdzie jest - stracony. Nikt w tym lokalu też nie pomoże! Argh! myślał gorączkowo, a ze złości aż uderzył pięścią w ścianę. Dziewczyna znów podskoczyła, a oczy zalśniły od łez. Jestem w dupie! pomyślał demon, ale wtedy odwrócił się i spojrzał na dziewczynę. Może nie wszystko stracone? pomyślał uśmiechając się złowieszczo, ignorując lekkie mrowienie dobiegające z lewej dłoni.
- Rozbieraj się! JUŻ! - warknął, a w głosie nie było śladu po jeszcze niedawno okazywanej czułości. Zamierzał dotrzymać słowa. Co z tego, że dziewczyna nie mogła mu pomóc. Był po prostu przeładowany i musiał jakoś się odprężyć. Mimo iż na początku nie miał zamiaru, zamierzał skorzystać z prezentu gospodarza. Dziewczyna była roztrzęsiona, przerażona, a zbliżenie wbrew jej woli tylko spotęguje te uczucia. A nic tak nie uspokajało demona, jak doprowadzanie ludzi do tego typu stanów.
- Nie słyszałaś co powiedziałem? Rozbieraj się! - wrzasnął do stojącej jak słup soli Harriet, samemu ściągając koszulę i frak. Dalej nie było żadnej reakcji ze strony dziewczyny, więc pewnym krokiem demon zbliżył się do niej i zręcznie pozbawił ją okrycia. Dziewczyna była zbyt przerażona by się buntować. Nie był silny, ale na pewno miał przewagę siły nad tą dziewczyną. Pchnął ją na łóżko, które zaskrzypiało pod jej ciężarem wydając z siebie coś na wzór jęku bólu...
//Resztę sobie daruję. Wiadomo co będzie dalej, a ja nie widzę powodu aby się rozpisywać. Po pierwsza nie każdy może mieć 18 lat, a po drugie nie spełniam się opisując takie sceny. Dlatego mam nadzieję, że taka autorska wstawka i ominięcie części wydarzeń zostanie przyjęte co najmniej neutralnie, nawet z lekkim wskazaniem in plus.//
Dziewczyna płakała, w końcu przerażenie ustąpiło a pojawiły się smutek i roztrzęsienie. Tłumione i powstrzymywane emocje wreszcie znalazły ujście. Vincent był już ubrany, właśnie poprawiał na sobie frak. Dalej był zły, ale już nie tak bardzo jak jeszcze dwadzieścia minut temu. Teraz ulga wynikająca ze zbliżenia, a także radość pochodząca z unieszczęśliwienia tej małej zrobiły swoje. Trzeźwe myślenie wróciło i Vinny zamierzał popytać na mieście. W ostateczności, pozostawała jeszcze cała masa innych domów publicznych.

Demon wyszedł z budynku, zamykając za sobą drzwi. Wciągnął powietrze w płuca i rozejrzał się po ulicy. Po cichu liczył na to, że może gdzieś tu będzie czaił się Arlie. Dlatego też ze wszystkich sił starał się go wypatrzyć. Syn właściciela gospody nie był jednak jedynym celem poszukiwań Vinny'ego, gdyż ten szukał także kogoś, kto mógłby się dobrze orientować tym,'co w trawie piszczy'. Zaoszczędził przecież na prostytutkach, mógł więc zapłacić komuś z miasta za informację.
Powrót do góry Go down
Zoya
Admin
avatar

Profesja : Okultysta
Wiek postaci : 16-17 lat

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Sro 19 Maj 2010, 11:15

Nawet po wyjściu z izby dało się słyszeć cichy szloch roztrzęsionej Harriet. Dziewczę nie spodziewało się takiego obrotu spraw. I przede wszystkim czuło się oszukane. Jak mógł z nią tak postąpić? Jak z zabawką, która nagle przestała być interesująca przez co wylądowała w kącie. Nic nie znacząca lalka...

Na zewnątrz pogoda była mało przyjemna. Wiatr smyrał swymi zimnymi dłońmi po twarzy demona, a niebo chmurzyło się jakby groziło deszczem. Ludzie przechadzali się jak zwykle, inni szybciej, najwyraźniej gdzieś spiesząc, być może spóźnieni, inni wolniej. W końcu spacer po Soho to nic zdrożnego, a przynajmniej dla tych, który nie wiedzą co dzieje się "nad ich głowami", w budynkach, które mijają, a przede wszystkim nie uczestniczą w tym. Nikt nie zwracał uwagi na demona, wszyscy mieli ważniejsze sprawy niż przyglądanie się wychodzącemu z gospody Vinnemu. Wszak co może być ciekawego w tym widoku?
Najwyraźniej los postanowił układać kłody pod nogami demona, bowiem nikt kogo ten by oczekiwał nie pojawił się w zasięgu wzroku. Nikt ani nic, co by pomogło i przybliżyło mężczyznę do sukcesu. Jakby tego było mało, gdzieś tam była dziewka, na początku przerażona, a później... Kto wie? Może postanowi się kiedyś odpłacić za tak wspaniałomyślny dar jakim uraczył ją przed chwilą? Oczywiście było to mało prawdopodobne, bowiem tak krucha istota z nikłą wolą walki nie ma większych szans na przeżycie na własnych warunkach w bestialskim świecie. Cóż, życie potrafi być okrutne...

__________________
"Wiem, że inną mam krew..."
Powrót do góry Go down
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Sob 13 Lis 2010, 18:50

On oczywiscie, mówił dośc ogolnikowo, ale nie był żadną ważną osobą w środowisku angielskim, oczywiście tym jawnym, nikt nie brał go pod lupę, zasadniczo nic od niego nie zależało, dlatego poza kontaktami czysto biznesowymi nie musiał jakos specjalnie utrzymywać znajomości tym szczególniej z osobami, którym to co robił bardzo przeszkadzało. No, ale że jego kontakty biznesowe właśnie nalezały do takiego kręgu, to nikomu to nie przeszkadzało. Poza tym i tak uchodził za ekscentryka, to nikt na jakies jego rozne dziwne upodobania nie zwracał uwagi.
- Oszczędnie w słowach, panie Donatienie. Tak samo jak w karczmie. Jeszcze gotowym pomyslec że pan jest jakims szpiegiem? Chociaż nie uważam że komus byłoby potrzebne inwigilowanie takich środowisk – wykonał jakiś gest reką. No tak, może miałby powiedzieć że aaaa, no bo mozna było na tym troche zarobic przykrywając przy tym jego wlaściwe interesy?
- Skąd, nie wiem. Tak sobie przyszło, taki koncept – rozłozył rece płynnym ruchem, zupełnie niefrasobliwie – A skoro jakoś całkiem dobrze idzie, znaczy to że czasami potrzeba nie tylko że tak to ujmę, dziwki ale zwyczajnie pani do towarzystwa, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. Bo widac prosci ludzie maja proste potrzeby a reszta widać czasem moze chce mieć się z kim pokazać czy porozmawiać – bo w końcu jego „pracownicy” jakis poziom edukacji posiadali. Oczywiście, nie byli niewiadomo jak wykształceni wszechstronnie ale przynajmniej slowo o tym czy owym dało sie zamienić i mieli pojecie co się dookoła działo.
- A pan czymś się zajmuje?
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Wto 23 Lis 2010, 01:01

Wzrok jego prześlizgiwał się po niepozornych wystawach sklepowych, radośnie kolorowych i jakże niewinnych dla przechodnia nieświadomego tego co kryje się za ową przykrywką. Błądził on również po najróżniejszych osobach, w tym tych stanowiących stały element krajobrazu. Młode kobiety i mężczyźni w tym momencie zdawali się być w zimnych oczach demona fragmentem architektury, płytką chodnikową, kałużą czy niekiedy nawet powietrzem.
- Może być pan spokojny, nie zwykłem szpiegować przypadkowo poznanych ludzi. Tych znanych mi również. Ba, nie orientuję się nawet zbyt dobrze kto mieszka w moim sąsiedztwie. Lecz myślę, że znalazłby się ktoś taki kto i chętnie posłuchałby co tam ciekawego mogą powiedzieć drogie królowe ulicy. W końcu ludzie są różni, a zwierzenie się kurtyzanie może być wliczone w koszty usługi i przy tym tworzy złudne poczucie spokoju i pewność, iż sekret został zachowany. Czy mam rację? Spotkał się pan z czymś takim?
Oczywiście nie wspomniał, iż sam chętnie skorzystałby z takiego źródła informacji. Ze swoich rzadkich spotkań z dziwkami starał się, z lepszym lub gorszym skutkiem, wyjść zadowolony nie tylko fizycznie. Nicholas naturalnie musiał sporo wiedzieć, co stanowiło o jego atrakcyjności.
Przyjrzenie się drobnej sylwetce, swobodnym ruchom i połączenie tego wraz z beztroskimi słowami tworzyło obraz osobnika dość niewinnego w tym co robił. Czy jednak można było wierzyć temu co może być maską? Donatien za często sam z niej korzystał by wierzyć ludziom na słowo. Nie drążył jednak tematu, sprawiając wrażenie osoby zadowolonej z odpowiedzi, która łyknęła wszystko co powiedział jego towarzysz.
- Cóż, moje zajęcia są bardzo zróżnicowane. W ogólnym pojęciu można powiedzieć, iż zarządzam. Doglądam i staram się pomnażać rodzinny majątek.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Nicholas
Przywódca grupy Corvus
avatar

Profesja : Finansista

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Wto 23 Lis 2010, 16:38

- Ja? A co ja tam mogę wiedzieć, w końcu tylko tam gospodarzę i doglądam, nie pracuję – wzruszył lekko ramionami z uśmieszkiem, równiez powłócząc spojrzeniem po sklepach i ludziach obecnych na ulicy, chociaz moze inaczej niż Donatien ich oceniał. Zreszta sporo z nich znał z widzenia bo bywał w tych okolicach dość często, w końcu pilnowanie interesów to nie tylko powierzenie ich komus innemu. Tak samo pewnie i jakaś część owych pań i panów go kojarzyła.
- Jednak moge potwierdzić, że ludzie w jakimś stopniu lubią towarzystwo kurtyzan nie pod pewnymi oczywistymi względami, ale i też pod rzeczonymi.
Oczywiście że taki biznes był bardzo cennym źródłem informacji i wiedział sporo z tego co i gdzie sie działo, ale nikt nie musiał tego wiedzieć. Jego podopieczni tez nie zwykli sie dzielic owymi nowinkami z nikim poza nim, w końcu mieli u niego dobrze, więc na złość nie mieli co mu robić. Jak widać czasem opieka nad innymi poplacała i to bardzo, wystarczyło włozyć minimum wysiłku w to by mieli sie dobrze, zdrowo, mieli za co jeść i się ubrać i proszę, by uzyskać maksimum korzyści poza przykrywką.
- W ogólnym pojęciu, to wiekszość ludzi tego pułapu tak robi – stwierdził usmiechając sie do jakiejś kurtyzany którą mijali po drodze.
Powrót do góry Go down
Donatien
Admin
avatar

Profesja : Arystokrata
Wiek postaci : Nieznany (ciało: 21 lat)

PisanieTemat: Re: Old Compton Street   Wto 23 Lis 2010, 23:03

- Rozumiem. Najwyraźniej powierzanie swych tajemnic damom do towarzystwa jest bardziej bezpieczne niż można by sądzić. Aczkolwiek... - podrapał się po policzku palcem skrytym w czarnej rękawiczce, po czym rozejrzał się, teraz jakby czegoś szukając - ...te dane z pewnością nie wzięły się znikąd. Cóż, nie mam zamiaru jednak być natrętny i pytać. To wbrew zasadom dobrego wychowania.
Tak jak pozornie nie dostrzegał ludzi w otoczeniu, niezależnie co też w tym momencie czynili, tak zwrócił swą uwagę na czarnego wychudzonego kundla, który przystanął niedaleko, u wylotu jednej z ciasnych, mokrych uliczek. Zwierzę zjeżyło sierść na karku, obnażając przy tym żółte zębiska. Głęboki, głuchy warkot dobywał się z jego gardzieli podczas, gdy brązowe ślepia śledziły postać młodego arystokraty. Donatien nie zwolnił kroku, lecz zacisnął pewniej dłoń na lasce, rzucając nienawistne spojrzenie na zwierzę, które ośmieliło się na niego warczeć. Nie lubił wszystkich zwierzaków. Z pełną wzajemnością, jak można było zauważyć. Miał wielką ochotę podejść i kopnąć psa, lecz owa intencja ani na chwilę nie odmalowała się na jego twarzy. Nie uczynił też nic w tym kierunku, po prostu spacerując dalej jakby nic nie zauważył, nic się nie stało.
- Prawda. Nic ciekawego, ale narzekać przecież nie mogę, czyż nie? Chociaż mówi się, że pieniądze szczęścia nie dają. - Rzekł lekkim tonem, teraz skupiając spojrzenie na osobie swego rozmówcy. Dzieląc jednak swoją uwagę pomiędzy Nicka a drogę. Wszak głupio byłoby wywinąć orła na brudnym bruku.

__________________

"I zło chce nas jedynie uszczęśliwić."
- Stanisław Jerzy Lec
Powrót do góry Go down
http://victorianlondon.forumpolish.com
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Old Compton Street   

Powrót do góry Go down
 
Old Compton Street
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Victorian London RPG :: Lewy brzeg Tamizy :: Soho-
Skocz do: